Singiel opowiadający o Bitwie pod Wiedniem, okładka przedstawiająca husarię - od razu widać, że Vanir to kapela... z Danii?! Ano tak! Zespół powstał w 2009 roku w Roskilde, początkowo grając muzę folk-metalową. Z biegiem czasu jednak ta muzyczna formuła się wyczerpała i muzycy zaczęli spoglądać w kierunku death metalu. Także i inspiracji na teksty szukano poza utartymi ścieżkami: o ile pierwsze płyty bazowały bowiem na mitologii nordyckiej, tak później w pracach Vanir znalazło się miejsce dla innych kultur i wydarzeń historycznych. Również i najnowszym wydawnictwie, wydanym w kwietniu przez Mighty Music albumie "Wyrd", różnorodności nie brakuje. To właśnie ósma płyta formacji była naszym głównym tematem rozmowy z wokalistą grupy. Oto Martin Holmsgaard Håkan!
MetalSide: Nowy album Vanir jest już dostępny w sprzedaży. To płyta, która została nagrana w nieco uszczuplonym składzie. Dlaczego w zeszłym roku pożegnaliście się z gitarzystą Michaelem Lundquistem?
Martin Holmsgaard Håkan: Z powodów osobistych. Mieszka w Jutlandii, a to ze cztery, pięć godzin drogi od naszego miejsca na próby. Do tego ma rodzinę i pracę. Więc tak: nudne, praktyczne powody (śmiech). Trudno wcisnąć normalne życie do bycia częścią zespołu. Nie było żadnego dramatycznego rozstania czy coś. Napisał nawet dwa utwory na nowy album: "Against the Storm" i "Helgrinidir". On odpowiada za te dwie kompozycje.
Można więc powiedzieć, że jednak jest obecny na tym krążku.
Dokładnie tak. Jest częścią nowego albumu.
Jak z kolei do składu dołączył Lasse Heiberg?
Lasse był już częścią Vanir w latach 2009-2012 - jeśli dobrze pamiętam. Od tamtego czasu cały czas utrzymywaliśmy kontakt. A po covidzie stworzyliśmy black metalowy projekt Lotan. Kiedy Michael wypadł, to zapytałem Lasse, ponieważ jest znakomitym gitarzystą. Możesz to usłyszeć na krążku - to właśnie on nagrał "Helgrinidir". Na następnym albumie napisze już kilka numerów i pokaże swoje umiejętności gry na gitarze - bo jest w tym temacie bardzo utalentowany.
Czy Lasse miał jakiś wpływ na kompozycje, czy materiał był już gotowy, kiedy dołączył?
Cały materiał był już gotowy zanim dołączył. "Helgrinidir" był już nawet nagrany, ale miał kilka pomysłów na to, jak nieco zmienić tę kompozycję. Dostał więc pozwolenie, by nadać jej własny charakter i efekt nam się spodobał. Więc tak, to jedyny utwór, w którym był stanie coś dodać od siebie. Reszta była już gotowa.
Lasse posiada swoje własne studio?
Tak, ma swoje własne, domowe studio. Później zmiksowaliśmy i zmasterowaliśmy wszystko w portugalskim Demigod.
Poszło bezproblemowo, czy zdarzyły się jakieś przygody?
Poza sprawami życiowymi i półrocznym opóźnieniem z powodu dzieci, pracy i tego wszystkiego, no to nie (śmiech). Po prostu samo życie.
Jak w ogóle wygląda proces komponowania w Vanir? Pracujecie nad kompozycjami osobno, czy spotykacie się w sali prób?
Mamy taką grupę odpowiedzialną za komponowanie. Kirk i Stefan piszą i komponują większość materiału. Mikael dołączył do kilku kawałków i jak już wspomniałem: to samo będzie robił Lasse. Mamy jednak tę grupę kompozytorską, która składa wszystko. Kiedy stwierdzą, że w 80% coś jest gotowe, to wysyłają to reszcie, byśmy mogli posłuchać, ocenić, skrytykować. Kiedy napiszą 90%, to wtedy kładę wokal i robimy resztę całą grupą - tak na 200%. Nie robimy prób dopóki dana kompozycja nie będzie gotowa i nie uznam, że jest warta nagrania. Tak jak mówiłem: mamy dzieci, pracę, więc nie możemy próbować np. 20 numerów tylko po to, by ostatecznie zostawić 8. To marnowanie czasu. Mamy już trochę doświadczenia w branży muzycznej, więc wiemy, który kawałek będzie dobry, a który nie. To nie nasze pierwsze rodeo (śmiech).
A kto odpowiada za warstwę tekstową?
To akurat ja. Ja piszę wszystkie teksty i odpowiadam za wszystkie wokale.
A skąd tytuł nowego albumu: "Wyrd"? To słowo, które można tłumaczyć jako "przeznaczenie". Jakie jest przeznaczenie Vanir?
Chodzi o to, że chcieliśmy... Nie jest to płyta stricte tematyczna, ale jednak chcieliśmy zebrać sporo historii, które kręciły się wokół konceptu przeznaczenia. Nawet jeśli nie chcieliśmy mieć typowego concept-albumu. Każda kompozycja mówi o ludziach, którzy przeżyli ciężkie chwile, musieli się z czymś zmierzyć. Czymś, co albo scementowało ich przeznaczenie, lub też przeznaczenie całej Europy. Tak jak "Never Surrender" o polskiej husarii, która rozbiła Osmanów podczas oblężenia Wiednia. Z naszej perspektywy Polacy uratowali Europę - stworzyli podwaliny pod to, czym jest ona teraz. Gdyby nie powstrzymali Imperium Osmańskiego, to być może nawet nie mówilibyśmy w naszych językach, czy mieli własnej religii i kultury. To sposób, w jaki ta historia wiąże się z konceptem przeznaczenia.
Jak w ogóle wyglądało zgłębianie przez Ciebie tematu husarii?
Znalazłem kilka fajnych podcastów oraz audiobooków poświęconych Bitwie pod Wiedniem. Zacząłem czytać zarówno o samej husarii, jak i całościowo o samej bitwie. To trudne, ponieważ utwór nie jest książką historyczną - nie zmieścisz w nim wszystkiego. Zazwyczaj zawężam temat do kilku elementów, których używam w tekście. Jeśli lubisz historię, to je wyłapiesz, ale możesz też po prostu słuchać całości jako po prostu epickiej opowieści. No ale co trzeba podkreślić: to nie jest książka historyczna. Można się jednak z utworu czegoś nauczyć i może cię on także zainspirować do tego, by zacząć kopać głębiej.
W tekście sięgasz również do teraźniejszości. Kto jest obecnie takim współczesnym Imperium Osmańskim? Przeciwko komu powinniśmy się zjednoczyć?
Rosji. W "Never Surrender" wprost mówimy Ukraińcom, by się nigdy nie poddawali. Dzisiejsza scena geopolityczna wygląda tak, że nie możemy liczyć na to, że banda zajebistych polskich wojowników przyjdzie wszystko wyprostować - bo to oznaczałoby III Wojnę Światową (śmiech). Mimo wszystko uważam, że ostatecznie dobro zwycięży.
Husarię zobaczymy na okładce albumu. Tę zaprojektował David Troest. Jak zaczęła się Wasza współpraca?
Duże brawa dla Davida. To mój bliski przyjaciel. Byliśmy w Pradze i rozmawialiśmy na temat tego, co chcielibyśmy mieć na albumie. Jakie podejście byłoby atrakcyjne pod względem wizualnym. Jest Czechem, nie Polakiem, ale byliśmy zainspirowani słowiańską historią. I zgodziliśmy się co do tego, że husaria byłaby odpowiednia na okładkę. To była wspaniała, ważna bitwa, która idealnie podsumowuje cały koncept przeznaczenia. Spójrzmy bowiem prawdzie w oczy: Polacy uratowali wówczas Europę.
Czyli od początku taki był zamysł na okładkę, czy coś jeszcze się pojawiło?
Były dwa pomysły brane pod uwagę. Pierwszym była husaria, a drugim Odyn, który powiesił się na drzewie. Co jest nawiązaniem do ostatniego utworu na płycie: "Nine". No ale stanęło na husarzu ponieważ mitologia jest fajna, ale historia jest jeszcze lepsza.
Kolejnym singlem promującym nowy album był "Boudica". To kolejna opowieść, którą można przenieść do współczesności?
W pewien sposób to ta sama historia, co w "Never Surrender", ponieważ dotyczy ciemiężonych ludzi. Tutaj oprawcami byli rzymscy politycy i rzymska armia. Królowa Boudica symbolizuje dla mnie niechęć do poddania się. To brak zgody na to, by ktoś mówił ci, co możesz, a czego nie możesz zrobić. Nie pozwolono jej zostać królową, ponieważ w rzymskim społeczeństwie kobiety nie mogły mieć jakiegokolwiek statusu, władzy. Nie ugięła kolan. Zamiast tego zjednoczyła wszystkie plemiona w okolicy i rozjebała mnóstwo Rzymian. Można więc powiedzieć, że w pewien sposób to nasz sposób na to, by przez Boudicę opowiedzieć o problemach kobiet (śmiech).
Tak jak wspomniałeś, to Ty odpowiadasz za teksty utworów. Czy Twoje zainteresowanie historią, mitologią to hobby, czy może związane jest to z pracą?
To bardziej moja pasja, hobby. Jestem kierownikiem projektu (śmiech). Nic związanego z tego typu klimatami (śmiech). To moja pasja i hobby. Oto właśnie chodzi w Vanir: o połączenie tego mojego hobby, zamiłowania do historii.
Trudno Ci np. wyjechać w trasę? Zostawić za sobą ten korporacyjny świat?
Dla mnie to taka bezpieczna przystań. Latem odgrywam swoją rolę w korporacyjnym świecie (śmiech). Żyję w nim. Kiedy jednak np. piszę jakiś raport, to zakładam headset i puszczam sobie death lub black metal (śmiech). Wtedy jestem sobą! I kiedy ruszam w trasę, to znów: jestem sobą! To dla mnie bezpieczna przystań, w której nie muszę być korpo.
Jednym z singli promujących nowy krążek był też wspomniany wcześniej "Helgrinidir". Co oznacza to słowo? Jaki związek ma z wojnami, plagami, chorobami?
Nazwa oznacza bramę wiodącą do krainy umarłych, w objęcia Heli. Część została napisana zaraz po śmierci mojej matki. To hołd złożony rzeczom, które zrobiliśmy za życia oraz zrozumieniu, że śmierć jest czymś, co należy zaakceptować. I nie tylko zaakceptować, ale także poznać śmierć jako coś, czego może i nie kochamy, ale co doceniamy, ponieważ nadaje sens naszemu życiu. Długa, filozoficzna dyskusja, ale to nie jest numer, który niesie jakieś egzystencjalne przesłanie. Dla mnie Hel nie jest złą kobietą, wiedźmą. Akceptuje wszystko. Nie ważne kim jesteś, w jaki sposób umarłeś - w jej domu każdy jest mile widziany. Przez to śmierć przestaje być straszna. Trzeba jednak pamiętać o tym, by przed śmiercią żyć. Dlatego śpiewam wiersz, który napisałem po śmierci matki. Mówi o tym, że należy bawić się w rytmie bijącego serca - żyj pełnią życia póki trwa i kochaj, póki jeszcze możesz. To takie egzystencjalne Memento Mori. Myślę, że to dobrze pasuje.
Niektóre utwory śpiewane są po angielsku, a inne w Twoim rodzinnym języku. Są opowieści, które mogą być opowiedziane tylko w ten sposób?
Myślę, że tak. Niektóre utwory są wykonywane po duńsku, ponieważ są pewne wyrazy, z którymi fajnie jest się bawić w trakcie śpiewania. Podoba mi się również, gdy zespoły używają swojego rodzinnego języka. Dla przykładu kocham zespół Kanonenfieber, który śpiewa tylko w języku niemieckim - super! W swoim innym projekcie śpiewa po angielsku, ale tam jest już... Mnie jednak chwytają te teksty po niemiecku. Ważne jest używanie własnego języka. Język duński w swojej wymowie przypomina staccato i ładnie się go transformuje w growle. Tak uważam.
Vanir w swoich tekstach eksploruje mitologię nordycką oraz wydarzenia historyczne. A co się kryje za biblijnym tytułem "Da lammet brød det 6. segl"?
Tak, to z Biblii. W mitologii nordyckiej mamy Ragnarök i ten fragment w Biblii to w zasadzie to samo. To koniec świata. Napisaliśmy tę kompozycję jako ekologiczne przesłanie - musimy dbać o naszą planetę i o siebie nawzajem. Teraz jesteśmy w momencie, w którym wydaje się, że zaraz wszystko spuścimy w kiblu (śmiech). Pomyśleliśmy, że już wcześniej napisaliśmy utwór o Ragnaröku. Cała EP "Aldar Rök" poświęcona była Ragnarökowi. Fajnie było spojrzeć na to z perspektywy Biblii i zrobić z tego metalowy kawałek. Wiele wersów tekstu zostało bezpośrednio wziętych z Biblii. To nasz gitarzysta, Kirk, wpadł na ten pomysł i zapytał, czy byłbym w stanie zrobić z tego metalowy numer. Powiedziałem, że kurwa wiadomo! (śmiech)
A więc to ekologiczna apokalipsa?
Dokładnie tak.
Kiedy w ogóle zacząłeś czuć, że mitologia nordycka to już za mało dla Vanir? Że musisz zacząć eksplorować inne kraje, inne wydarzenia?
Myślę, że po tym jak zrobiliśmy "Sagas", który podobnie jak poprzednie krążki skupiał się w całości na nordyckiej mitologii. Zauważyłem wzór w moich tekstach i tekstach innych pagan metalowych zespołów. Pomyślałem, że jest coś więcej niż tylko późna epoka żelaza i wczesne średniowiecze. Era Wikingów to zwrot ukuty na Uniwersytecie w Kopenhadze w 1870 roku, zaraz po tym jak Dania przegrała bitwę z Niemcami, w której straciliśmy Dybbøl. Wtedy powstał koncept Ery Wikingów - wcześniej mieliśmy późną epokę żelaza i wczesne średniowiecze. Uznałem, że jest w tym wszystkim coś więcej niż tylko bycie Wikingiem. Że jest mnóstwo historycznych wydarzeń oraz kultur, które są równie ciekawe - jak np. polska kultura - i o których warto opowiedzieć. W jednej recenzji przeczytałem, że jesteśmy "Sabatonem death metalu" (śmiech). Rozumiem skąd to wziął, ponieważ od "Epitome" Vanir prowadzony jest przez miłość do historii jako całości.
Początkowo Vanir skłaniał się bardziej ku folk metalowi. Co sprawiło, że ostatecznie skupiliście się właśnie na death metalu?
Po wydaniu naszego drugiego albumu nasz główny wokalista, Andreas, odszedł by śpiewać w operze i chórze kościelnym. Wszyscy w zespole chcieli wtedy grać death metal, więc to był logiczny krok. Do tego pozbyliśmy się dziewczyny grającej na dudach, ponieważ chcieliśmy zamiast nich mieć klawisze. I jak zobaczysz logo na "Aldar Rök", to jest już ono zupełnie inne - zmieniło wraz z całym konceptem. Od tego wydawnictwa gramy już typowy death metal.
Jednym z utworów na nowej płycie jest "De forbandede år". Czym są te "przeklęte lata"? Bo tak można przetłumaczyć ten tytuł.
To potoczne określenie wojny 30-letniej. Czytałem duńską książkę historyczną poświęconą tej wojnie. Jej dwa rozdziały opisują konflikt z punktu widzenia żołnierzy, którzy w danym momencie nie brali aktywnego udziału w walkach, tj. o tym całym oczekiwaniu, o strachu pomiędzy bitwami, tego braku pewności kiedy zostaniesz wysłany na śmierć, o ludziach, którzy ich na tę śmierć wysyłają. Chciałem stworzyć utwór, w którym pokazuję tę perspektywę. W którym opowiadam o strachu, który towarzyszył żołnierzom podczas wojny 30-letniej. O tych, jak je nazywali, "przeklętych latach". Taki zamysł stał za tą kompozycją.
A co możesz powiedzieć o miejscu, w którym robiliście sesję zdjęciową do nowego albumu? Bo to dość unikalne miejsce na mapie Danii.
To Antvorskov Kloster. Bardzo stary klasztor, czy raczej: jego pozostałości. Wyjątkowe miejsce znajdującego się niedaleko Slagelse, w którym pracuję (śmiech). Bardzo blisko mojego miejsca pracy, więc było łatwo i przyjemnie. To kawał historii i kolejny sposób na jej promocję.
Już wcześniej delikatnie dotknąłeś tego tematu: co możesz powiedzieć naszym czytelnikom o zespole Lotan? Bo to kapela, w której grało sporo muzyków Vanir, a i nawet teraz część składu się tam udziela.
Lotan... Musimy się nieco cofnąć. Był taki gość, Philip, który grał kiedyś w Vanir. Kiedy odszedł, to rozmawialiśmy na temat stworzenia black metalowego zespołu. Kiedy przyszedł Covid, to rzeczywiście go stworzyliśmy, wypuściliśmy parę EP - bo umieraliśmy z nudów. Po pandemii zapytaliśmy paru chłopaków z Vanir: Jona, który gra na perkusji, Lasse, który później zaczął grać u nas na gitarze. Jest to więc coś, co narodziło się z powodu Covida. Z tej pieprzonej nudy, którą postanowiliśmy przekuć w coś bardziej kreatywnego (śmiech).
Ale to coś, co ciągle działa, tak?
W tym momencie jest w uśpieniu, ponieważ nasza uwaga poświęcona jest Vanir. To coś osobnego, bardziej jako projekt poboczny.
Release party "Wyrd" odbyło się w Rust. Jak poszło?
Ludzie byli zadowoleni. Więc i my jesteśmy zadowoleni (śmiech).
Ale to był normalny koncert? Bo to dość mała miejscówka - jak pub.
Tak, to był taki normalny koncert. A sam klub to taki klub nocny. Teraz będziemy ruszać na niemiecki Ragnarök Festival.
W planach macie też m.in. Wacken. Coś szykujecie na tą Mekkę Metalu?
Ludzie muszą przyjść i zobaczyć! (śmiech) No i mamy nadzieję przyjechać także do Polski. Jest to na naszej liście do zrobienia.
Tym bardziej, że singiel o polskiej husarii, która na dodatek jest na okładce (śmiech).
Mam nadzieję, że odpowiednie osoby zwrócą na to uwagę! (śmiech)
Jakie w ogóle plany Vanir na najbliższą przyszłość?
Oczywiście mamy ustalonych parę koncertów. Jest też parę festiwali - głównie w północnej części Europy. Jesteśmy też w trakcie pracy nad kolejnym albumem. W tym momencie mamy pięć kompozycji. Jesteśmy bardzo produktywni! (śmiech) Parę festiwali, parę koncertów w Danii przez pierwszą część roku, a na jesień wchodzimy do studia.
W którym kierunku zmierzacie tym razem?
Jeśli podoba ci się "Wyrd", to na pewno spodoba ci się także nasz nowy album (śmiech).
A teksty? Czy to może coś, co powstanie na samym końcu?
W tym momencie pracujemy nad konceptem wojen duńsko-szwedzkich. Być może stamtąd ruszymy także w wojnę 30-letnią, bo linia frontu ciągnęła się od Szwecji aż do Czech. Szwedzka armia przechodziła przez Polskę aż do Czech - ponieważ polski król miał szwedzkie korzenie. Tam związała się w ogóle niezła intryga - "Gra o tron", ale z bronią palną (śmiech). To bardzo ciekawa część europejskiej historii. Taki na razie mamy pomysł. Przyglądamy się mu i czytamy książki. 30 lat to spory okres na zmieszczenie w 9 numerach (śmiech). Może wyjdą dwa albumy? (śmiech)
Czekamy więc! To w ogóle wszystko, co przygotowałem! Wielkie dzięki za poświęcony czas i na koniec poproszę o kilka słów dla naszych czytelników!
Dla wszystkich polskich fanów i słuchaczy Vanir: mam nadzieję, że podoba Wam się nasz nowym album! Znajdźcie mojego maila, wchodźcie na naszego facebooka!