MetalSide: Cześć! Oczywiście głównym tematem naszej rozmowy będzie najnowszy album Pro-Pain: "Stone Cold Anger". To krążek, na którym powraca Eric Klinger. Jak to się stało, że ponownie stał się częścią składu? No i dlaczego odszedł Matt Sheridan?
Gary Meskil: Eric ponownie dołączył do zespołu latem 2024 roku po tym, jak na gitarze rytmicznej zastąpił Matta Sheridana podczas kilku koncertów. Przywrócił dawno utraconą chemię i odegrał kluczową rolę w powstaniu albumu "Stone Cold Anger". Zagrał na nim, był jego współproducentem, zajmował się masteringiem oraz napisał znaczną część muzyki. Matt bardzo dobrze sprawdził się w zespole i jest wspaniałą osobą, dla której przyszłość rysuje się w jasnych barwach. Życzymy mu wszystkiego najlepszego!
Przerwa pomiędzy "Voice of Rebellion" a nowym dziełem jest najdłuższa w historii zespołu. Dlaczego fani musieli czekać aż 11 lat?
Zacznijmy od tego, że w 2017 roku doznałem poważnych obrażeń (w tym urazu mózgu). Powrót do zdrowia po tych wszystkich traumatycznych przeżyciach zajął mi sporo czasu. Oprócz tego rozwinął się u mnie ciężki przypadek przykurczu Dupuytrena lewej dłoni, który unieruchamia ją i sprawia, że granie na gitarze jest prawie niemożliwe. Chociaż nadal jestem w stanie w pewnym stopniu grać na basie, to jednak zawsze komponowałem swoją muzykę na gitarze. Po raz pierwszy stałem się więc zależny od partnera do pisania / współpracownika. Nowy materiał w końcu zaczął nabierać kształtu wkrótce po tym, jak Eric Klinger powrócił do składu.
No właśnie, w 2017 roku podczas trasy z Pro-Pain stałeś się ofiarą brutalnego ataku. Pęknięcie czaszki, krwotok wewnętrzny, później rozwinęło się PTSD. Jak ta sytuacja wpłynęła na Twoje życie jako muzyka? Sposób Twojej pracy?
Powrót do zdrowia trwał dłużej i był znacznie trudniejszy, niż początkowo sądziłem. Doznałem złamań czaszki typu I, II i III w klasyfikacji Le Forta (najpoważniejszych możliwych złamań czaszki). Miałem również czwarte złamanie w tylnej części głowy i z powodu krwawienia konieczne było wykonanie kilku transfuzji. Kilka tygodni po tej sytuacji stwierdzono uraz mózgu, w wyniku którego pojawiły się u mnie problemy z pamięcią krótkotrwałą. Problem ten z czasem sam się rozwiązał, ale nigdy nie wyzdrowiałem w 100%. Takie rzeczy mogą wpływać na człowieka zarówno psychicznie, jak i fizycznie, więc trochę czasu zajęło mi odzyskanie większości tego, kim byłem (lub kim myślałem, że jestem) przed atakiem. Śpiewanie było na początku trudne (z powodu pęknięcia tętnicy szczękowej), ale na szczęście ta część ładnie się zagoiła i mogłem znów śpiewać z niemal pełną mocą.
Jak w ogóle porównałbyś muzycznie ten nowy materiał do "Voice of Rebellion"? Jak rozwinęliście przez te 11 lat?
Z jednej strony "Stone Cold Anger" znacznie różni się od albumu takiego jak "Voice of Rebellion", ponieważ jest bardziej zróżnicowany pod względem stylu, tempa itp. Z drugiej strony nadal słychać w nim ten charakterystyczny Pro-Pain, ponieważ mamy swoje własne, niepowtarzalne brzmienie, które stworzyliśmy, rozwinęliśmy i które towarzyszyło nam przez te wszystkie lata.
A kiedy w ogóle zaczął się proces pisania nowych kompozycji? Która kompozycja jest najstarsza, no i kto miał najwięcej do powiedzenia w kwestii obranego kierunku?
Najpierw powstał "March of the Giants", a na końcu "Sky's the Limit". Album był efektem wspólnej pracy, ale była ona na swój sposób wyjątkowa. Eric Klinger napisał około 75-80% riffów, ja z kolei zająłem się aranżacją wszystkich utworów, w mniejszym stopniu przyczyniając się do ich napisania. Pozostali członkowie zespołu również mieli swój wkład w proces komponowania. Eric i Jonas zajęli się nagrywaniem, Eric zajął się masteringiem, a Eric i ja zajęliśmy się większością produkcji. Każdy z nas odegrał znaczącą rolę w tworzeniu tego nowego albumu.
 "Stone Cold Anger" to Wasz debiut pod banderą Napalm Records. Jak to się stało, że to właśnie z nimi podpisaliście kontrakt? Co chcecie osiągnąć z tym wydawcą?
Spotkaliśmy się z kilkoma pracownikami Napalm Records podczas jednego z festiwali i powiedzieliśmy im, że właśnie kończymy prace nad naszym pierwszym od wielu lat albumem studyjnym. Wyrazili spore zainteresowanie, więc przesłaliśmy im kilka wstępnych miksów i w rezultacie podpisaliśmy z nimi kontrakt. Uważamy, że to dla nas doskonała wytwórnia - bardzo profesjonalna i ciągle rozwijająca się. No i nie skupiają się tylko i wyłącznie na jednym gatunku. Podobnie jak my.
Do promocji albumu wybraliście "Oceans of Blood", "March of the Giants" i "Scorched Earth". Dlaczego właśnie te kawałki?
Czuliśmy, że "Oceans of Blood" to idealny pierwszy singiel, bo jeśli na tej płycie jest jakaś kompozycja, która jasno pokazuje, że "Pro-Pain powrócił", to właśnie ta! "March of the Giants" to jeden z naszych ulubionych utworów i pomyśleliśmy, że będzie stanowił fajny muzyczny kontrast w stosunku do "Oceans of Blood". "Scorched Earth" to wybór wytwórni Napalm Records, a i my również mieliśmy przeczucie, że przypadnie do gustu naszym fanom - i tak właśnie się stało.
"Stone Cold Anger" jest mocny, ciężki, pełen wściekłości. Jakie tematy poruszyłeś w tekstach? Co najbardziej wkurza Cię w obecnym świecie?
Zawsze postrzegałem Pro-Pain jako swego rodzaju barometr społeczno-polityczny. Staramy się uchwycić nastrój, a nie konkretne sytuacje, które łatwo znaleźć w wiadomościach itp. Kiedy czasy stają się coraz bardziej ponure, mroczne i beznadziejne, właśnie wtedy błyszczymy najjaśniej. Jesteśmy prawdziwym wytworem naszego otoczenia. To powiedziawszy, nie muszę długo szukać inspiracji do tekstów, ponieważ świat wydaje się pogrążać w niekończącej się spirali upadku. Dlatego fraza o "starych, dobrych czasach" nigdy nie wychodzi z mody. Z pasją śledzę wydarzenia na świecie, a moja ciekawość zaprowadziła mnie w wiele nieoczekiwanych zakamarków. Wiele moich tekstów powstaje właśnie podczas takich wycieczek.
Krążek zamyka numer "Sky's the Limit", który jest hołdem dla Twojego bratanka. Możesz nam opowiedzieć coś więcej o Twojej relacji z Meskilatorem i procesie tworzenia tego jakże trudnego pod względem emocjonalnym kawałka?
Corey Meskil (znany jako Meskilator) był moim bratankiem. W 2024 roku odebrał sobie życie, co było (i nadal jest) dla mnie druzgocącym ciosem. Byliśmy ze sobą tak blisko, jak tylko mogą być wujek i bratanek, ponieważ łączyła nas wspólna pasja do muzyki i sztuki. Był początkującym raperem i naprawdę świetnie mu to wychodziło! Moim ulubionym jego utworem jest "Snakebite", który wciąż można znaleźć na Soundcloud. Postanowiłem więc złożyć mu hołd, wykorzystując niektóre elementy tej piosenki i przekształcając ją w utwór zamykający album "Stone Cold Anger". Ci, którzy posłuchają obu utworów, zrozumieją, o co mi chodzi. Corey miał tatuaż na klatce piersiowej z napisem "The Sky's the Limit", więc pomyślałem, że to odpowiedni tytuł dla tej kompozycji. Utwór opowiada o stracie, żalu i zamknięciu pewnego etapu życia, i mam nadzieję, że pomoże on osobom, które przechodzą przez ten proces.
Okładkę albumu stworzył Matt Collins. Dlaczego właśnie jego wybraliście? Skąd pomysł na coś takiego?
Tak naprawdę, to Matt jest bratem narzeczonej mojego syna i uważam go za niezwykle utalentowanego artystę. Ponieważ utwory te idealnie przedstawiają nasz cały katalog, to chcieliśmy, aby również i grafika również go odzwierciedlała. Wykorzystaliśmy więc pewne rozpoznawalne motywy, które zespół stosował na przestrzeni lat. Dla przykładu: waga sprawiedliwości: singiel "Pound for Pound" z 1992 roku. Kamienna maska: album z 1997 roku. Podniesiona pięść: "Fistful of Hate" (2004). Agresywny pitbull, psia maska: "Straight to the Dome" (2011). Pomysł na okładkę polegał więc na połączeniu zaktualizowanych wersji powyższych obrazów w scenę zemsty. Grafika na tylnej okładce stanowi prequel do tej z przodu. Te dwie prace to rysunki wykonane markerami alkoholowymi.
Niedawno miałem okazję porozmawiać z Rogerem Miretem z Agnostic Front i powspominaliśmy klub, który niezwykle ważny dla nowojorskiej sceny: CBGB. Jakie masz wspomnienia z koncertów z tego miejsca? Byłeś zaskoczony jego zamknięciem?
Podobnie jak większość artystów z tej wczesnej sceny hardcore'owej i punkowej, mam wiele miłych wspomnień związanych z klubem CBGB. To właśnie Roger załatwił mojemu zespołowi Crumbsuckers nasz pierwszy występ w tym klubie, gdzie graliśmy razem z HR z Bad Brains. Po śmierci Hilly'ego Kristala wiedziałem, że przyszłość tego klubu stoi pod znakiem zapytania, i ze smutkiem patrzyłem, jak znika.
Nowojorska scena hardcore była inspiracją dla wielu muzyków. Nie uważasz jednak, że jej wpływ bywa niedoceniany? Rock'n'Roll Hall of Fame może i ma bar bazujący na wystroju CBGB, ale już żaden zespół nie został wprowadzony do Galerii Sław. Dlaczego?
Nie do końca wiem, dlaczego tak jest, ale być może ten cały "establishment" w branży muzycznej nie uznaje punka ani hardcore'u za coś poważnego. To smutne, ale za to daje możliwość wysłania im jakże zasłużonego środkowego palca, który krzyczy: "pieprzyć establishment!".
 A jak oceniasz zmiany, które zaszły na przestrzeni lat w branży? Upadek stacji muzycznych, przeniesienie się czasopism do Internetu, skupienie się na singlach… Jest lepiej, gorzej, czy po prostu inaczej?
Powiedziałbym, że sytuacja jest trudniejsza dla tych starszych artystów, którzy zasłynęli w czasach świetności dawnej branży muzycznej. Nowym artystom natomiast łatwiej stać się rozpoznawalnym. Dla nas jest to po prostu inna sytuacja i staramy się nawigować na tych nowych wodach najlepiej, jak potrafimy.
W Polsce graliście wiele razy - dość często odwiedzacie nasz kraj. Masz jakieś ciekawe wspomnienia z nim związane? Były jakieś wpadki czy zabawne sytuacje?
Cóż, moja mama pochodzi z Zielonej Góry, tak więc moja rodzina ma tutaj swoją historię. Uważam, że Polacy są bardzo mili i entuzjastycznie nastawieni do muzyki undergroundowej i ekstremalnej. Lubię polskie zespoły, takie jak Acid Drinkers, Flapjack, Vader, Behemoth i inne. Jedzenie i wódka też mogą być całkiem niezłe! Nie pamiętam zbyt wielu "wpadek", poza bójką z taksówkarzem, w wyniku której wylądowałem w areszcie. Typowe sprawy z lat 90. (śmiech)
25 czerwca pojawicie się u nas na Hells Bells Festival. Będzie Discharge, będzie legenda polskiego punka: Dezerter. Wy będziecie świętować 35-lecie działalności. Co przygotowaliście dla polskich fanów?
Tak, nie możemy się doczekać tego wydarzenia! Fani mogą spodziewać się energetycznego występu z bogatym repertuarem utworów z naszego obszernego katalogu, w tym także i utworów z albumu "Stone Cold Anger".
I to wszystko, co przygotowałem! Wielkie dzięki za poświęcony czas i na koniec poproszę o kilka słów dla polskich fanów Pro-Pain!
Bardzo dziękuję za przemyślane pytania! Bardzo chciałbym także podziękować fanom z Polski za niesłabnące wsparcie! Widzimy się na Hells Bells!
|