Nervosa - "Byłyśmy tam trochę zamknięte"


Dowodzona przez Prikę Amaral Nervosa to obecnie jedna z najbardziej znanych żeńskich formacji metalowych. Ostatnim razem mieliśmy okazję porozmawiać z grupą przy okazji premiery albumu "Jailbreak" (2023). Jako że troszkę wody już od tamtego czasu upłynęło, a i powstał kolejny krążek, no to kwestią czasu było ponowne spotkanie z tą międzynarodową już ekipą. Z gradem naszych pytań ponownie zmierzyła się gitarzystka kapeli: pochodząca z Grecji Helena Kotina. Ta niezwykle sympatyczna artystka opowiedziała nam o zmianach w składzie, współpracy Hel Pyre z Kingiem Diamondem, koncertach z okazji 15-lecia, no i oczywiście najnowszym wydawnictwie: wydanym przez Napalm Records albumie "Slave Machine".





MetalSide: Kiedy ostatni raz rozmawialiśmy, w 2023 roku, to Mia Wallace ciągle była częścią grupy. Pojawiała się na koncertach jednak tylko wtedy, kiedy mogła. Co się zmieniło, że już nie jest członkinią Nervosa?

Helena Kotina: Tak, to było tak, że... Nie było jakiegoś takiego oficjalnego ogłoszenia, że nie jest już częścią grupy. Wtedy nie mogła brać udziału w trasach i działalności zespołu - chodziło o sprawy życiowe. I to była totalnie jej decyzja. To wszystko dotyczyło jej spraw, jej spraw osobistych. Nie wiem co teraz robi, no wiesz, w domu. Ale ta decyzja wyszła z jej strony.

Wyszło więc naturalnie?

Tak, dokładnie.

Kiedy Elina dołączyła do zespołu, to nagrywaliście pierwszy teledysk promujący "Jailbreak". Ale też i Emmelie Herwegh współpracuje z Nervosa. O co więc chodzi z dwiema basistkami w składzie?

Tak, Elina dołączyła pierwsza - w 2023 kiedy wychodził "Jailbreak". Ale nie może brać udziału we wszystkich trasach koncertowych - a dużo koncertujemy. Każdego roku. Kiedy więc Hel Pyre nie mogła wziąć udziału, to zaczęliśmy współpracować z Emmelie. Ale poczuliśmy, że... Kiedy zaczął się zbliżać nowy album, to zaczęłyśmy się zastanawiać nad tym, jak podejść do pewnych spraw. Jak zrobić sesję zdjęciową, jak zrobić klipy, itp. I czułyśmy, że to by było nie w porządku, gdybyśmy odstawiły na bok jedną z nich. Bo Elina wkłada w zespół wiele pracy. Ale też i Emmelie, a szczególnie w zeszłym roku zagrała z nami ogromną ilość koncertów. Uznałyśmy, że uczciwie byłoby mieć obie. Poza tym dzięki temu fani wiedzą, czego mogą oczekiwać i kogo zobaczyć na scenie. Nie pojawią się jednocześnie, ale będą się wymieniać i ustalać grafik z zespołem.

Były też i koncerty z Camillą i Natalie na basie. Co się wtedy działo?

To było coś, co wyszło w ostatniej chwili. Pojawiły się jako muzycy sesyjni. Na jeden koncert. Nie były częścią składu, czy coś. To było takie rozwiązanie na szybko.

Co się w ogóle stało, że się do nich zgłosiłyście?

Och, to było dawno. Muszę pomyśleć... (śmiech)

Jakoś tak w 2024 roku.

Wydaje mi się, że miałyśmy kilka dat... Wydłużeniu uległ czas, który miałyśmy spędzić w Brazylii. Bo wcześniej miałyśmy kilka koncertów. Miałyśmy kilka innych aktywności i Summer Breeze Brazil. No a Elina nie mogła być dostępna przez cały ten czas. Mogła tylko przylecieć na Summer Breeze i wrócić. Łatwiej było więc znaleźć kogoś na miejscu i po prostu zrobić te koncerty. Podobna sytuacja była w USA, z tym że w USA jest trochę trudniej, z uwagi na wizy. Nawet jak znajdziesz kogoś w Europie, to dalej cały ten proces zajmuje bardzo dużo czasu. No i wiąże się z dużym ryzykiem. Musieliśmy więc zatrudnić kogoś tylko na tę trasę.

Na poprzednim krążku wszystkie partie basu nagrałaś Ty. Jak sytuacja wygląda na "Slave Machine"? Ile wniosły Elina i Emmelie?

Tu i ówdzie przyniosły swoje własne pomysły, ale tak jak w przypadku "Jailbreak" partie basu ponownie nagrałam ja. Bo "Slave Machine" miało bardzo napięty harmonogram - terminy i całą resztę. Musieliśmy więc wszystko zrobić bardzo szybko i dostarczyć na czas. Chodziło tylko o to. Trzeba było wszystko szybko skończyć, no a my już byłyśmy na miejscu. Cały zespół pracował. Znałam już te utwory, nagrałam swoje partie gitarowe. Więc o wiele łatwiej, wydajniej i szybciej było zrobić to w ten sposób, zamiast czekać i dzwonić do ludzi. Nie było na to czasu.

A więc brały udział w procesie komponowania, ale nie grają na samym albumie?

Tak, dokładnie.

A czy dołączenie Eliny do zespołu Kinga Diamonda nie skomplikowało sytuacji Nervosa? Czy jednak byłyście wyrozumiałe, no bo kto nie chciałby grać z samym Królem?

Oczywiście! Kiedy ogłosiła, że prawdopodobnie będzie grać z Kingiem Diamondem, to ją wsparłyśmy i byłyśmy super entuzjastycznie nastawione. No bo King Diamond to King Diamond. To jeden z jej ulubionych artystów. To marzenie. Nie możesz powiedzieć komuś - nawet członkowi swojego zespołu - że nie może tego zrobić. Nie ma mowy - to spełnienie marzeń! No i oczywiście miałyśmy rozwiązanie w postaci Emmelie. Więc wyszło idealnie. Cieszmy się widząc Elinę robiącą te wielkie koncerty. Dodatkowo same dużo koncertujemy latem mając u boku Emmelie. Wszystko działa na korzyść obu stron.

Miałaś okazję zobaczyć Kinga Diamonda z Hel Pyre na wokalu?

Niestety nie. Niestety nie, ponieważ nasze daty zawsze się pokrywają i nigdy tego samego dnia nie gramy na tym samym festiwalu. Nigdy. A byłoby fajnie.

Ja miałem okazję podczas jednego z festiwali. Ciekawe doświadczenie, bo obok mnie stali członkowie Opeth, gdzieś dalej Jamey Jasta, Bobby Liebling z Pantagram, David Vincent - wszyscy przyszli zobaczyć Króla.

Tak, jest idolem dla wielu dużych artystów. Dla wielu generacji muzyków. Każdy by chciał go zobaczyć!


Po "Jailbreak" były też zmiany na perkusji - dołączyła Gabriela Abud. Co stało za tą zmianą i ponownym dołączeniem Michaeli?

Tak naprawdę, to Michaela nigdy całkowicie nie opuściła zespołu. Była na "Jailbreak" - skomponowała ścieżki perkusji i wszystko nagrała. Wracała, by zastąpić Gabrielę, gdy ta nie mogła, bo czasami musiała wrócić do Brazylii. Pojawiała się więc na perkusji za Gabrielę, bo ta miała też sporo spraw w Brazylii. Jest tam bardzo zajęta. To była całkowicie jej decyzja i w 100% ją wspieramy. Jej wybory. Zmiana była łatwa, ponieważ jak wspomniałam: Michaela w zasadzie nigdy nie odeszła. To było dla nas rozwiązaniem, ponieważ zarówno skomponowała, jak i nagrała wszystko na "Slave Machine". Wszystko to, miało sens, by powróciła do zespołu tak w 100%.

Gabriela napisała część tekstów na tym nowym albumie. Za które kawałki odpowiada?

Wydaje mi się, że jeśli chodzi o teksty, to był to "Crawling for Your Pride". Jeśli się nie mylę, to jej pomysły i teksty pojawiły się właśnie tam. Chyba tak.

Prika w jednym z wywiadów powiedziała, że wiele dziewczyn nie jest przygotowana do życia jako muzyk. Stwierdziła, że to wyobrażenie zderza się z trudną rzeczywistością. Jaka jest więc najtrudniejsza część bycia zawodowym muzykiem?

To coś, od czego nie ma przerwy. Ludzie widzą bycie w trasie i tego typu rzeczy. Ale żeby na nią wyruszyć, to trzeba wcześniej wykonać mnóstwo pracy. Za kulisami. To się nigdy nie kończy. Jasne, jak jesteś w domu, to odpoczywasz, spotykasz się z przyjaciółmi, rodziną. Ale później musisz znowu wyjeżdżać, nawet by coś komponować, zbierać pomysły. To dużo spotkań, dużo pomysłów związanych z przyszłością zespołu. Nie tylko tych muzycznych, ale i ogólnie związanych z grupą. Zawsze jest coś do roboty. Mnóstwo osób patrzy i oczekuje, że będzie fajnie, bo będą w dużym zespole, pojadą i będą grać trasy lub duże koncerty. Trasy to w ogóle osobna sprawa, bo zespół nie może rocznie grać jednej czy dwóch tras. Zespół cały czas musi wyjeżdżać, zwłaszcza jeśli wypuszczasz nowy album. To bardzo wymagające. Z pewnością musisz coś poświęcić. Będzie ci brakować domu. To nie jest łatwe. Jeśli to wszystko dodasz do siebie, to czasami zderza się to z tym, co ludzie mają w głowach zanim dołączą do profesjonalnego zespołu.

Ważne jest, by mieć coś, do czego można wrócić po trasie? Ty masz swój bar. Wracasz z trasy i zajmujesz się własnym biznesem. To ważne?

Uważam, że to twój wybór. Możesz, ale nie musisz czegoś mieć. Możesz przez cały czas być aktywnym. Nie wiem, czy to dobrze czy źle. Oczywiście, czasami to męczące. Na przykład ostatni rok: nie mogłam zająć się i tym i tym, ponieważ koncertowałyśmy po całym świecie. Do tego musiałyśmy na czas dostarczyć album. Nie było więc czasu. Była Nervosa, krótki odpoczynek, odwiedzenie rodziców i powrót do świata Nervosa. Jeśli oprócz tego chcesz mieć jakieś aktywności - to zależy tylko i wyłącznie od ciebie i twojego grafiku. Lubię czasami zająć się czymś innym, ponieważ oczyszcza mi to głowę. Odcinasz się od pewnych rzeczy. Masz czas na to, by zwolnić. Oczyścić umysł. No ale to wszystko zależy. Jeśli koncertujemy i mamy zapełniony grafik, no to wtedy jesteśmy tam w 100%.

W zeszłym roku byłyście ekstra zajęte, bo było 15-lecie zespołu. Koncerty w krajach, w których jeszcze nie grałyście i specjalne koncerty z różnymi setlistami.

Tak, to było coś szalonego. Zrobiłyśmy to zwłaszcza w Japonii, w Tokio. To było szaleństwo. Nigdy wcześniej nie robiłam czegoś takiego. Miałyśmy pięć koncertów w Tokio w różnych salach. Chciałyśmy więc zaprezentować różne rzeczy. Zagrałyśmy, jak sądzę, jeden lub dwa koncerty - takie długie. Trwały na pewno około półtorej godziny. Dwa koncerty w taki sposób, w jaki zawsze gramy, a resztę zrobiliśmy chyba w porządku chronologicznym. Zaczęliśmy koncert od najstarszej piosenki. W międzyczasie Nervosa opowiadała o piosenkach, o albumie, o tej erze i o wszystkich zmianach. I to było naprawdę fajne. Nie wiedziałam, czego się spodziewać, bo czasami to było trochę niezręczne. Bo zaczynasz grać kolejną piosenkę, a potem musisz się zatrzymać i chwilę poczekać. Ale to było naprawdę, naprawdę interesujące. Ludziom bardzo się to podobało, bo było to coś zupełnie innego niż zwykły metalowy koncert.


Jak w ogóle różnił się proces komponowania "Slave Machine" od "Jailbreak"? Bo wtedy za ten materiał odpowiadałaś Ty i Prika.

Nic się nie zmieniło. Komponowałyśmy wszystkie riffy i wszystko inne mniej więcej po połowie. Zmieniło się tylko to, że tworzyłyśmy ten album etapami, bo rozpoczęłyśmy na początku 2024 roku. Już wtedy mniej więcej kilka numerów miałyśmy gotowych. Ale potem miałyśmy napięty harmonogram w latach 2024 i 2025. Więc za każdym razem, gdy sprawdzałyśmy grafik, to pomiędzy trasy koncertowe wciskałyśmy proces komponowania albumu. Nie powstał więc od razu. Wszystko zostało zrobione etapami. Oczywiście nagrania to osobna sprawa. Ale mam na myśli to, że komponowanie albumu i piosenek odbywało się etapami. Z drugiej strony byłyśmy dokładnie tym samym zespołem. To było tak, że ja i Prika wniosłyśmy wszystko - pomysły i w ogóle. Michaela komponowała partie perkusji. I znów miałyśmy naszego producenta, Martina Furię, który był z nami przy ostatnich czterech albumach. Miałyśmy więc dokładnie tę samą ekipę i to właśnie pomogło nam stworzyć wszystko, co chciałyśmy, i dostarczyć wszystko na czas.

A jak różnił się sam sposób nagrywania? Poprzedni album nagrywałyście w Artesonao Studio, gdzie praktycznie mieszkałyście. Teraz natomiast w Persephonic Studios.

Tak, dokładnie. To było naprawdę interesujące i bardzo nas to cieszyło, bo w końcu udało nam się stworzyć własne studio. Tutaj, w mieście, w którym mieszkamy. Było to dla nas również dodatkowe wsparcie, ponieważ miałyśmy bezpieczne miejsce, w którym mogłyśmy przebywać o każdej porze dnia, każdego dnia. I tak długo, jak tylko chciałyśmy. I żeby tam być, pracować, tworzyć, bez ograniczeń czasowych ani żadnych innych. Wszystko tam robiłyśmy. To było jak spełnienie kolejnego marzenia, bo zawsze mówiłyśmy: "Ach, fajnie byłoby mieć własne miejsce, żeby nie musieć wynajmować innych lokali. Chciałybyśmy tam zbudować coś własnego". Więc w zeszłym roku to marzenie się spełniło i oczywiście bardzo nam pomogło. Byłyśmy tam trochę zamknięte, ale przynajmniej tym razem w naszym własnym studiu (śmiech).

To już drugi album z Priką za mikrofonem. Jak rozwinęła się jako wokalistka od czasu "Jailbreak"? Jak oceniasz drogę, jaką przeszła?

Przeszła całkowitą przemianę jako wokalistka. A teraz czuje się w 100% pewnie i swobodnie, zarówno jeśli chodzi o śpiew, jak i bycie na pierwszym planie. Ponieważ na "Jailbreak" to było dla niej jeszcze coś zupełnie nowego. Wiedziałyśmy, że da radę. I pamiętam, że kiedy nagrywała swoją pierwszą piosenkę, to spędzili cały dzień w studiu. A ja i Michaela kręciłyśmy się po studiu. Wieczorem zadzwonili do nas i powiedzieli: "Mamy gotową piosenkę, posłuchajcie". Wiedziałam, że Prika ma ten głęboki, potężny głos, brutalny. Słuchałam jej jak śpiewała chórki, ale nie wiedziałam, jak poradzi sobie z wokalem głównym. I jak poradzi sobie ze zmianami technik i tym wszystkim. Pomyślałam: "OK, zobaczymy". Pamiętam, że pierwszą piosenką, którą wtedy nagrała, była "Endless Ambition". Kiedy jej posłuchałam, poczułam ogromną ulgę i świetnie się czułam, bo pomyślałam: "Tak, mamy to! Ona będzie idealna i doskonale się do tego nadaje". Od tamtego czasu mamy za sobą prawie trzy lata tras koncertowych. Ma więc o wiele większe doświadczenie w zakresie technik, wyczucia swojego ciała, tego, jak z tego wszystkiego korzystać. Odkrywa i studiuje też nowe rzeczy, które dodaje i próbuje włączyć do albumu. Tak, przeszła całkowitą ewolucję.

Tym razem na krążku nie mamy żadnych gości. To świadoma decyzja, czy może miałyście kogoś na celowniku, ale na przykład nie wyszło z uwagi na brak czasu czy problemy natury logistycznej?

Nawet nie myślałyśmy nad tym, czy kogoś chcemy nie. Dotarłyśmy do końca nagrywek i to tak na styk. Skończyłyśmy na kilka dni przed deadline'em. Miałyśmy gotowe wszystkie linie wokalu. Wszystkie teksty były już zarejestrowane. Uznałyśmy, że tym razem nie chcemy niczego takiego, bo musiałybyśmy to zrobić na ostatnią chwilę. A jeśli chciałybyśmy coś takiego zrobić, to chciałybyśmy się bardziej przygotować. Tak jak mówiłam: czasu nie było, a grafik był napięty. Powiedziałyśmy sobie, że ok. - mamy już wszystko. Przyjdzie na to czas na kolejnym krążku.

Nie wydaje ci się, że czasami media za bardzo skupiają się na gościach? Pamiętam jak King Diamond zrobił chórki dla HammerFall, to wszystkie media pisały tylko o nim, gdzie w rzeczywistości to było ledwo cameo - ledwo chórki.

Cóż... Oczywiście jak z kimś współpracujesz, to chcesz zobaczyć jak wyjdzie dana kombinacja. Ale też i po to, by zwrócić uwagę na tę konkretną kompozycję. Jak masz Kinga Diamonda, to wiadomo, że każdy będzie o nim pisał - w końcu jest, kim jest. Ma to więc sens.

W zeszłym roku wypuściłyście samodzielnego singla: "Smashing Heads". Dlaczego nie znalazł się na "Slave Machine"?

Ten numer miał być częścią albumu, ale zawsze czułyśmy, że coś jest w nim nie tak. To była kompozycja, która nie do końca pasowała do krążka. Byłyśmy zadowolone z czasu trwania i kawałków przygotowanych na album. Nie potrzebowałyśmy więcej materiału. Ciągle jednak lubiłyśmy ten utwór i szkoda było go wyrzucić, czy gdzieś go odłożyć. Jednocześnie czułyśmy się niekomfortowo z tym, by był częścią albumu. Jako że akurat była 15. rocznica zespołu, to uznałyśmy, że będzie on takim prezentem dla fanów. Był to więc singiel. Zrobiłyśmy do niego teledysk i tyle. Nie miał już nic wspólnego z albumem. Został prezentem dla fanów za te 15 lat.

Nowy album został wydany także w wersji z bonusową płytą zawierającą utwory nagrane w São Paulo. Kiedy dokładnie i w jakim składzie?

Nagrałyśmy je w Brazylii podczas trasy po Ameryce Południowej w styczniu 2025 roku. Wydaje mi się, że to kawałki z pierwszego występu. Byłam ja, Prika, Gabriela i Emmelie.

Jakie wspomnienia z tego występu?

Zawsze się tam świetnie gra. Ameryka Południowa zawsze ma zabójczą publiczność, klimat i wszystko. To był nasz pierwszy koncert po przerwie - bo były Święta i w ogóle. Nie grałyśmy chyba przez może dwa lub trzy miesiące. To był więc pierwszy występ. Nie mogłyśmy się doczekać, by znów wyjść na scenę. Tym bardziej, że miałyśmy zacząć w São Paulo od niemal wyprzedanego show. Było więc ekstra. São Paulo to jedno z moich ulubionych miejsc do grania.


W planach macie Rock in Rio, gdzie pojawicie się jako gość specjalny Black Pantera. Co przygotowałyście dla fanów?

To niespodzianka. To świeży temat i ciągle rozmawiamy. Na ten moment jeszcze nie wiem jak to będzie wyglądać. Rozmowy są w toku.

To scena bardzo eksperymentalna. Ta sama, na której Sepultura grała z Les Tambours du Bronx. To coś podobnego?

Jeszcze dokładnie nie wiem. W najbliższej przyszłości ustalimy co i jak.

Na Facebooku była informacja o tym, że niedługo powinien się pojawić film dokumentalny z procesu nagrywania albumu. To będzie coś dłuższego?

Będzie to część całego procesu nagrywania. W sieci już można znaleźć parę rzeczy - głównie o singlach, który wypuściłyśmy. Opowiadamy o pewnych sprawach, nasz producent pokazuje rzeczy związane z konkretnymi kawałkami. Będziemy mogły pokazać jak to wszystko zostało zrobione i przeanalizować pewne rzeczy.

Jako że już jesteśmy na finiszu naszej rozmowy, to tak w ramach podsumowania: jak byś porównała materiał ze "Slave Machine" do "Jailbreak"?

Myślę, że "Slave Machine" jest bardziej brutalny, agresywniejszy i bardziej mroczny, ale nie w tym ekstremalnym sensie. Nie tak mroczny jak ekstremalny metal. Bardziej mroczny pod względem konceptu i klimatu. Muzycznie myślę, że jest mocniejszy niż "Jailbreak". "Jailbreak" był bardziej buntowniczy, natomiast "Slave Machine" jest jak pędząca, niepowstrzymana masa.

I to by było na tyle! Dzięki za poświęcony czas i na koniec poproszę o kilka słów do polskich fanów Nervosa!

Polsko, trzymajcie rękę na pulsie, ponieważ mamy przygotowanych parę rzeczy! Album na rynku od 3 kwietnia, ale będzie jeszcze dużo ogłoszeń! Obserwujcie, a być może niedługo się spotkamy!

zdjęcia: Akis Zaralis





Autor: Tomasz Michalski

Data dodania: 18.06.2026 r.



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2026 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!