Evergrey - "Ciągle rozszerzamy nasze horyzonty"


W 1993 roku w szwedzkim Göteborgu stworzono Evergrey - muzyczną maszynę do wytwarzania melancholii. Teraz, wiele lat później ta dowodzona przez Toma S. Englunda formacja świętuje premierę swojego piętnastego (!) albumu: "Architects of a New Weave". Była to doskonała okazja do tego, by po raz kolejny połączyć się z jej liderem, by pogadać o najnowszych wydarzeniach ze świata Evergrey. O nowym materiale, koncertach u boku Iron Maiden i Decapitated, zmianach w składzie, tworzeniu ścieżek dźwiękowych do gier - oto Tom S. Englund!





MetalSide: Hej! Ostatnim razem jak rozmawialiśmy, to było to przy okazji premiery albumu "A Heartless Portrait (The Orphean Testament)". W tym czasie zaszły pewne zmiany w obozie Evergrey. W 2024 roku pożegnałeś się z Jonasem Ekdahlem. To było coś niespodziewanego, czy może rzeczywiście było czuć, że jest zmęczony koncertowaniem?

Tom S. Englund: Cóż, to było dla mnie wielkie zaskoczenie, ponieważ powiedział mi tego samego dnia, w którym zaczęliśmy nagrywać album "Theories of Emptiness". Tak więc to było... Jak tylko mi powiedział, to od razu odpowiedziałem, że nie może o tym powiedzieć nikomu więcej, bo spierdoli ich oczekiwania wobec nowego krążka. Tak, powiedział mi tego samego dnia, kiedy mieliśmy kłaść ścieżki bębnów. Więc tak, to było wielkie zaskoczenie (śmiech).

Były jakieś znaki...?

Wiesz, tak naprawdę, to w przypadku każdej osoby są jakieś znaki mówiące o tym, że może już być zmęczona byciem muzykiem, czy byciem w zespole. No ale tak chyba jest w przypadku każdej pracy, nie? Zawsze będą te dni, miesiące, albo jak masz pecha to nawet i lata, w których jesteś niezadowolony z miejsca, w którym teraz jesteś w życiu. A jeśli tak jest, to myślę, że najlepszym rozwiązaniem jest zrobić to, co Jonas. Odchodzisz i zaczynasz robić coś innego. Bo po pierwsze: życie jest krótkie. A po drugie: jeśli jesteś w zespole i nie jesteś szczęśliwy z tego, że jesteś w zespole, to z pewnością powinieneś zająć się czymś innym. Bo życie w trasie i bycie poza domem jest trudne. Ale jeśli to kochasz, tak jak my, jak reszta z nas, to będziesz to robił przez całe życie. Ludzie się zmieniają, różne rzeczy się zdarzają. Zakładasz rodzinę, masz dwie rodziny, masz nową rodzinę, rozwodzisz się. To wszystko musisz wziąć pod uwagę. Ale przede wszystkim potrzebujemy ludzi, którzy są głodni i gotowi zaangażować się w 100%. W przeciwnym razie to w ogóle nie ma sensu.

Wkrótce na bębny wskoczył Simen Sandnes. Dlaczego właśnie on? Znaliście się wcześniej?

Nie znaliśmy się wcześniej. Mam przyjaciela, który pełnił rolę współproducenta tego albumu, Vikrama Shankara. Znał go chyba z któregoś ze swoich muzycznych projektów. Zarekomendował go i wysłaliśmy mu jeden z utworów. Chcieliśmy żeby do niego napisał i zrobił własne partie bębnów. Nie słyszał go wcześniej, nie wiedział, o jaki zespół chodzi. Zagrał i wysłał nam wideo. Pasowało idealnie. Stworzył niemal dokładnie takie same ścieżki, jakie napisaliśmy wcześniej z myślą o tej właśnie kompozycji. Porównaliśmy obie te prace i fajnie było zobaczyć jak bardzo są do siebie podobne. Pokazało to, że nadajemy na tych samych falach.

Jego nazwisko to prawie "sadness", co w sumie pasuje do Evergrey...

(śmiech) Dokładnie! Chociaż teraz jesteśmy bardziej szczęśliwi! (śmiech)

Debiutem Simena w składzie był samodzielny singiel: "Oxygen". Jaka historia się za nim kryje? Dlaczego nie znajdziemy go na nowym albumie? A przynamniej nie w standardowej wersji, bo jest bonusowy "Album Mix".

Powód jest bardzo prosty: nie chcieliśmy, żeby nasi fani musieli wydać dwa razy więcej pieniędzy na podwójny album na winylu. A gdybyśmy dodali kolejne 6 minut i 20 sekund, to nie moglibyśmy utrzymać jakości dźwięku. Poza tym, potrzebowaliśmy numeru na rozpoczęcie trasy z Katatonią. Czuliśmy, że fani Katatonii docenią, że pasuje on do ich mroku i melancholii. Fajnie się złożyło, że akurat mieliśmy kawałek tego typu. To był także jeden z pierwszych utworów napisanych dla tej, że tak powiem, muzycznej ery. W mojej głowie to ciągle część albumu, mimo iż się na nim nie znajduje. Jest na krążku bonusowym.

Wasz nowy album, "Architects of a New Weave", jest ostatnim z Henrikiem Danhagem, czy w ogóle nie brał udziału w procesie nagrywania?

Nie, w ogóle nie brał udziału. Album został nagrany we czwórkę. Kiedy nie mogliśmy się dogadać z Henrikiem, to trzeba było podjąć jakąś decyzję, ponieważ całość miała wejść w fazę miksu, a my nie mieliśmy żadnych solówek. W zasadzie to było sedno sprawy. Nagrałem praktycznie wszystkie partie gitary rytmicznej na ostatnich pięciu albumach. Nie chciałem zapraszać jakiegoś genialnego gitarzysty z innego zespołu czy znanego muzyka tylko dlatego, żeby był. Poprosiłem więc Johana, basistę, czy mógłby zagrać połowę solówek, a on się zgodził. Więc połowę solówek gra Johan. W idealnym świecie zaprosilibyśmy wcześniej Stephena, no ale tego nie zrobiliśmy. Wtedy nie chcieliśmy nikogo innego. Chcieliśmy, żeby to był album zespołu Evergrey - i takim jest: to dzieło naszej czwórki. Simona, Johana, Rickarda i mnie. To naprawdę fajne.

Dlaczego w ogóle Henrik odszedł z Evergrey?

Musiałbyś się go zapytać. Nie powiedział nam dlaczego zrobił to, co zrobił, ale prosiliśmy o wprowadzenie pewnych zmian. Prosiliśmy by się zaangażował. Jesteśmy zespołem w którym wszystko dzielone jest na pięciu - musisz więc pracować. No bo to tak jakbyś miał drużynę piłkarską. Wszyscy muszą robić to samo z pełnym zaangażowaniem. A jeśli ktoś nie chce, to powinien zająć się czymś innym. No ale tak naprawdę, to nie wiemy - poprosiliśmy o kilka zmian i nie odpowiedział.


To będzie ciekawe dla fanów Evergrey: posłuchać solówek Niemanna. Większość osób nie wie, że potrafi grać na gitarze.

To dla nas najlepsza historia. Zamiast zaprosić jakiegoś Yngwiego Malmsteena, czy kogoś znanego na YouTubie jak np. Olę Englunda. Z uwagi na to, że razem z Johanem napisaliśmy większość muzyki, no to ją znał. To robiło różnicę. Jasne, jako producent musiałem nad tym posiedzieć. Sporo! (śmiech) No ale to świetny gitarzysta i gra swoje solówki tak, jak najbardziej lubię. To solówki, do których można śpiewać - takie w stylu Adriana Smitha. Więc tak, uważam że wyszło perfekcyjnie. Raczej ludzie nie będą narzekać na brak solówek - na tym albumie jest ich mnóstwo.

Stephen Platt zastąpił Henrika na trasie, a teraz to on dołączył do składu. Rozumiem, że to był oczywisty wybór? Sprawdził się w boju?

Tak. Oczywiście nie spieszyło nam się. Mieliśmy album, który był już nagrany i zmiksowany. Mieliśmy za sobą długą wspólna trasę. Mieliśmy szansę się dobrze poznać. I zapytaliśmy się go jakieś cztery tygodnie temu, a więc nie tak dawno, czy chciałby dołączyć do albumu... Znaczy się, do zespołu. Mieliśmy nadzieję, że się zgodzi - nigdy nie wiadomo, nie? No bo w końcu ma także zobowiązania wobec Scar Symmetry. No ale wychodzi na to, że nie ma problemu, ponieważ nie koncertują - tak mówi Per. Może zagrają jakiś pojedynczy koncert tu i tam. Tak przynajmniej słyszałem. Jest więc dobrze.

W naszej poprzedniej rozmowie powiedziałeś, że każdy album jest jak rozdział Twojego życia - w końcu inspiracje do tekstów czerpiesz z własnych doświadczeń. Jakie tematy eksplorujesz tym razem? Jaki wydźwięk emocjonalny ma "Architects of a New Weave"?

Jakie tematy? Myślę, że oczywistym wyborem do rozmowy jest "The World Is on Fire", który jest zarówno wzruszający, ale też i smutny, a jednocześnie mocny i niezwykle aktualny. W pewnym sensie jest bardzo na czasie - niestety. Sprowadzanie dzieci na ten świat w dzisiejszych czasach nie jest czymś oczywistym. To coś, o czym myśli każdy rodzic. My, ludzie z Zachodu, mieszkańcy Szwecji czy Polski jesteśmy dość bezpieczni, nie? Nawet jeśli mieszkacie blisko Rosji. To nie jest tak, jak w Iranie, Libanie, Gazie, czy na Ukrainie. U nas jest bezpiecznie. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak to jest być rodzicem w tych krajach i musieć uciekać wraz z dziećmi czy rodziną. A kiedy decydujesz się na dziecko, no to się na to piszesz. Obiecujesz mu bezpieczeństwo. Obiecujesz mu to, że będziesz o nie dbać. A jeśli nie możesz tego zrobić, to z pewnością wiąże się to z wielkim stresem. O tym właśnie mówi ta kompozycja. Oczywiście nie wszystkie tematy dotyczą wojny i miejsca, którym obecnie znajduje się świat. Ale jak najbardziej opowiadam o wszystkim moim oczami - pokazuję, jak ja widzę świat. Taki "Oxygen" opowiada bardziej o depresji. Miałem depresję i mówię o tym, jak z niej wyjść. To wymaga czasu. Wymaga czasu, ale będzie lepiej jeśli tylko się za nią zabierzesz. Wiele numerów opowiada o odkrywaniu siebie na nowo i dążeniu do bycia najlepszym, jakim tylko można być. Myślę, że głównym przesłaniem "Architects of a New Weave" jest to, że w życiu można wybrać niejedną drogę. Trzeba jednak samemu je wytyczyć. Do większości z nas nikt nie przyjdzie wręczając 10 milionów i mówiąc: "Masz, możesz z tego żyć do końca życia. Rób, co chcesz". Musisz poświęcić swój czas, musisz mieć jakiś pomysł. I myślę, że to jest największy problem współczesnych ludzi. Wielu młodych, przynajmniej w Szwecji, straciło wiarę w przyszłość. I uważam, że to bardzo, bardzo niebezpieczne. Ludzie nie mają nadziei na... Nie mają żadnych ambitnych marzeń, co jest straszne. Mam nadzieję, że cokolwiek robimy jako muzycy, we wszystkich zespołach moich przyjaciół i w Evergrey, pomagamy zainspirować przynajmniej kilku z nich do dojrzenia i osiągnięcia czegoś w świecie muzyki.

Wspomniałeś "The World Is on Fire", ale tym pierwszym singlem promującym album był utwór tytułowy. Dlaczego właśnie na niego postawiliście?

Dla mnie był drugim - pierwszym jest dla mnie "Oxygen". Chcieliśmy mieć tą trudną, mroczną, wciągającą kompozycję pasującą do trasy z Katatonią. Następnie powiedziałem: "Tak, teraz ludzie będą myśleć, że tak będzie brzmieć cały album. Wypuśćmy więc utwór tytułowy". Myślę, że to coś, czego ludzie poszukiwali. Takiego łatwego, szybko przyswajalnego numeru. To najlepszy start kompozycji w całej naszej karierze - co jest mega dziwne. Teraz to samo mamy z "The World Is on Fire" - rośnie w streamingach w jeszcze szybszym tempie. Widać więc, że ludzie zaczynają rozumieć, że będzie zarówno coś takiego, jak i coś innego. Ja bym powiedział, że to album, który mieszka pomiędzy "Oxygen" a "Architects of a New Weave". Są kawałki łatwe, szybko wpadające w ucho, z nośnymi refrenami i wersami. Ale też i niektóre są mroczne, ciągle jednak mając refreny. To jest najlepsza część bycia w Evergrey: nie musimy się ograniczać. Szczerze? Przy wyborze singli moglibyśmy wybierać z jakichś ośmiu kawałków. Mógłby być "Heaven", mógłby być "A Burning Flame", "The Script" - to z kolei mój ulubiony utwór. I kiedy puszczaliśmy album osobom, którym ufamy, to one wybierały jeszcze co innego. My wybraliśmy teraz "The World Is on Fire" i "Leaving the Emptiness", które nieco odchodzą od rdzenia Evergrey. No ale ciągłym graniem tego samego nie zdobędziesz nowych fanów. A żadnych nie stracimy, ponieważ pokazujemy, że się rozwijamy: możemy być tacy, ale też i inni. Ciągle rozszerzamy nasze horyzonty.

Ja uwielbiam "The Shadow Self" z tym bombastycznym refrenem.

Tak, tak, dokładnie. To w ogóle dość złożony kawałek. Myślę, że to element, w którym jesteśmy coraz lepsi. Potrafimy pokazać złożoność w przyswajalnej formie. Ekipa produkcyjna, ja i Vikram oraz odpowiedzialny za miks Adam Nolly, stworzyła świat, który ludzie rozumieją.

Wspomniałeś "The Burning Flame", w którym gościnnie pojawia się Mikael Stanne z Dark Tranquillity. Skąd pomysł na tę kolaborację? Bo nie śpiewa tutaj jak w DT!

Śpiewa tutaj jak w Cemetery Skyline - to właśnie... No ale zacznijmy od tego, że jak siedziałem pisząc ten numer, to usłyszałem o chorobie, o raku Tomasa Lindberga z At the Gates. Ktoś mi o tym powiedział i zacząłem myśleć nad tym, jak długo był on kluczową postacią w metalowym świecie. A już szczególnie dla nas: dla osób dorastających w Göteborgu. No i oczywiście ja, Stanne, Anders Fridén, członkowie HammerFall - wszyscy spotykaliśmy się w tym samym klubie metalowym: Valvet. Widzieliśmy Tomasa grającego z Grotesque i później zaczęli grać poza Szwecją - to było coś. Pojechali busem na trasę do Polski i pamiętam jak pomyślałem: "Kurwa, to jednak jest możliwe!". O tym właśnie myślałem pisząc ten numer. O tym opowiada tekst: o znalezieniu czegoś, co sprawia, że masz w sercu ten żar, który będzie ci towarzyszyć przez resztę życia. On go miał. Komponowanie muzyki to proces niemal podświadomy. Dzieją się pewne rzeczy, nie wiadomo skąd przychodzą pewne dźwięki. I wtedy usłyszałem w tym numerze głos Stanne. Więc go zapytałem. Odpowiedział: "Kurwa. Zestresowałem się". Bo okazało się, że jest wielkim fanem Evergrey - ale nigdy mi nie powiedział. To bardzo fajne. Lubię współpracować z innymi muzykami, ponieważ rozszerza to naszą perspektywę i zaprasza ich fanów do świata Evergrey, a naszych do ich. To naprawdę fajne!


To już piętnasty album w dorobku Evergrey. Mały kamień milowy, czy może nie zwracasz uwagi na liczby?

To imponująca liczba. To liczba, która... To nie jest tak, że mając 19 lat siadasz i mówisz sobie: zrobię 20 albumów. A teraz nagle nie wydaje się to niemożliwe. Oprócz tego nie uważam tego za jakiś kamień milowy. Dziesiąty album był. A piętnasty? Ja bym powiedział, że teraz każdy jest kamieniem milowym. No i myślę, że z każdym kolejnym albumem Evergrey robi się coraz większy. Może nie szybko, ale z każdym krążkiem powoli powiększamy swoją bazę fanów. Ciągle jesteśmy więc w ten sposób wynagradzani. I te wszystkie niesamowite koncerty, te wszystkie rzeczy inspirują nas. Sprawiają, że ciągle jesteśmy w gazie i chcemy pisać nową muzykę. I o to chodzi. Tworzę muzykę. Gdybym miał do wyboru dostawać przez resztę życia pewne 1500 euro, albo mieć jakąś szansę na jednorazowe wygranie paru milionów, to wybrałbym te 1500 euro, bo to by oznaczało, że mógłbym się zajmować muzyką do końca moich dni.

Okładkę po raz kolejny stworzył Mattias Norén, którego jest to już siódma (a ósma jeśli liczyć koncertówkę) praca dla Evergrey. No i kolejna zupełnie inna. Jak powinniśmy ją interpretować?

To zabawne przeczytać komentarze pokroju: "Kto do kurwy zrobił tę okładkę?! Przecież on nie wie, o co chodzi w Evergrey!" (śmiech). Nie wiedzieli, że to on. Ci wszyscy krytycy nie wiedzą, że to ten sam gość. Ale oczywiście, pomiędzy poszczególnymi krążkami są duże różnice. I równo kocham wszystkie okładki. Ale być może to jego Magnum Opus. Mam tutaj oryginał. Widzisz?

Tak!

Oczywiście rozmawialiśmy z nim. On również zakochał się w tym albumie. Wydaje mi się, że poprzedniego dnia powiedział, że z powodu nostalgii jego ulubionym albumem jest "Solitude, Dominance, Tragedy" - bo to pierwszy album jaki usłyszał. Nie pracował przy nim. A to jest jego drugi ulubiony album Evergrey. Super, zwłaszcza że tak jak powiedziałeś: pracował już przy kilku. Wykonał kawał dobrej roboty. No i bez AI! To wszystko jest ręcznie malowane. Oczywiście cyfrowo dodaliśmy logosy i cyfrowe dodatki w tekstach, ale bez AI. Wszystko to akwarela. Naprawdę, naprawdę fajne.

Pokazałeś mi pełną wersję. No i właśnie: zobaczymy rozkładówkę w wersji fizycznej? Bo front to tylko wycinek większej całości.

Wydaje mi się, że to sześciopanelowy digipak, więc jak go otworzysz, to wtedy zobaczysz całość.

Na okładce jest sporo easter eggów. Mamy nawiązanie do "The Inner Circle", mamy numer 15, mamy "O2" dla "Oxygen". A co oznacza liczba 162? No i litery na tych łańcuchach, linach?

Nie powiem! Bo zepsuję całą zabawę! A o to właśnie chodzi! Dlatego właśnie lubię oglądać okładki "Powerslave" i "Somewhere in Time". Można nad nimi siedzieć godzinami. Myślę, że jak troszkę nad tym się zastanowisz, to uda ci się to rozwikłać. To nie jakiś problem matematyczny (śmiech). To coś blisko związanego z nami. Oczywiście każda z tych rzeczy jest. To szalone, ile tego tam jest. Dwa dni temu sam zauważyłem coś, czego nie widziałem wcześniej (śmiech). Nie patrzyłem akurat w tamtym miejscu, więc pomyślałem tylko: "Co to kurwa jest?!" (śmiech). Uwielbiam to!

Dwupłytowa wersja albumu zawiera dwa dodatkowe numery: "Heights" i "One Heart". Co możesz powiedzieć o tych kawałkach?

"One Heart" nigdy nie był częścią albumu. Wypuszczony był tylko cyfrowo i na winylu Sweden Rock, dostępnym tylko w Szwecji w 500 sztukach. "Heights" był z kolei jednym z trzech odrzutów z tego albumu. Uwielbiam go. Myślę to też utwór, który stanowi przedsmak świata, który także jest możliwy do eksploracji przez Evergrey. Nie mówię, że tak będziemy brzmieć - chodzi mi bardziej o to, że również i tak możemy grać. Myślę, że także ostatni numer na poprzednim albumie otworzył w pewien sposób drzwi w kierunku AOR czy nawet melodyjnego hard rocka, wiesz? Oczywiście ciągle było to zapakowane w siedmiostrunowe gitary i zajebiście ciężkie brzmienie. Uważam, że dla mnie takie połączenie jest niesamowicie wynagradzające.

Tuż przed premierą albumu będziecie pełnić rolę gościa specjalnego Iron Maiden na dwóch przystankach "Run For Your Lives World Tour". Jak podejdziecie do setlisty? Dacie fanom heavy metalu coś szybszego, mocniejszego, czy może po prostu pokażecie Evergrey takim, jakim jest? W końcu nie zostaliście wybrani bez powodu.

Nie. A wybrał nas osobiście Steve Harris. Oczywiście zamierzamy zagrać nasze najlepsze kawałki. Sporo z nich będzie z tego albumu, jeśli mam być szczery. Może nie te najtrudniejsze. Na pewno zagramy "Oxygen", ponieważ ten numer i ostatni są jednymi z najbardziej epickich z naszego katalogu. Z drugiej strony myślę, że zagramy "Heaven", no i oczywiście "Falling from the Sun" i "Leaving the Emptiness". Musimy postarać się pokazać świat Evergrey... Jakby to powiedzieć? Publiczności, która oczywiście przyjdzie wyłącznie dla Iron Maiden. I uwierzcie mi, dam z siebie wszystko podczas tego występu. Wybiegnę, wezmę prysznic, a potem stanę w pierwszym rzędzie, może nawet przed pierwszym rzędem. I będę oglądać koncert Iron Maiden (śmiech). Tak więc dla mnie największym wydarzeniem jest zobaczenie Maidenów (śmiech). Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby przekonać wspaniałych fanów Iron Maiden, że my też jesteśmy czymś, czego warto posłuchać.

To nie jest jedyna ciekawa koncertowa kombinacja, ponieważ będziecie też gościem specjalnym... Decapitated! Będziemy mieli melancholię i techniczny death metal! Czego można oczekiwać po czymś takim?

Uważam, że to świetna rzecz! Gramy razem na festiwalach, my robimy te koncerty z Maidenami. Chcieliśmy zrobić coś z kimś, kto już jest w trasie, w tym samym czasie, zamiast podróżować przez pięć dni nie robiąc niczego. Uznaliśmy, że można się połączyć z jakimś dobrym zespołem i sprawić, by jakaś noc była warta zapamiętania przez fanów. Lubię takie crossovery, ponieważ w Stanach robiliśmy trasę z Hate Eternal, Arch Enemy, In Flames, Fucking Iced Earth, czy Children of Bodom. W USA jakoś ludzie są bardziej tolerancyjni wobec takich dziwnych combosów. Ja nie mógłbym pójść na festiwal proga, czy wieczór, podczas którego występują tylko progresywne kapele. Ja jebię, nie wytrzymałbym! (śmiech) Chcę zróżnicowania! Bruce Springsteen, Bruce Dickinson, Evergrey i Decapitated - to by był dopiero skład! (śmiech)

Ty i Vikram od paru lat działacie na polu ścieżek dźwiękowych do gier. Jako że obecnie gram w "Warhammer 40k: Space Marine II" to opowiedz mi proszę o Waszej pracy przy tym tytule!

Myślę, że zrobiliśmy ponad połowę całej tej gry. No i kurwa nie znaleźliśmy się nawet w końcowych napisach. No ale nie mogę mówić o tym zbyt wiele, bo wtedy mogę nie dostać już żadnej pracy. Tak, to na pewno my byliśmy zespołem, który włożył w to najwięcej pracy. To bardzo satysfakcjonująca praca - zwłaszcza, kiedy dostaje się podziękowania. Ale teraz pracujemy na przykład nad "Parkiem Jurajskim". To coś, nad czym pracujemy już od trzech lat. To ogromny projekt i jeśli tym razem również zostaniemy pominięci, to chyba będziemy musieli coś wysadzić w powietrze (śmiech).

Pracujecie jeszcze nad czymś, czy na razie skupiacie się właśnie na "Parku Jurajskim"?

Nie, tylko to. Po drodze zrobiliśmy jednak kilka innych. Była gra o tytule "Painkiller" - tam mamy metal silnie prowadzony przez gitary. Co tam jeszcze? "Evil Dead". Teraz jeszcze robimy... No właśnie. Wiele z tych rzeczy ma klauzulę NDA, więc nie możemy za bardzo o nich gadać. No ale o "Parku Jurajskim" możemy, bo już wyszedł trailer, który każdy może zobaczyć. Robimy dużo rzeczy. No i oczywiście pracujemy nad Silent Skies, a Vikram zrobił album z Within Temptation. Wkrótce zrobimy nowy krążek z Redemption. Działamy w wielu różnych dziedzinach. Mam taki zespół Dovorian, w którym śpiewam - wczoraj wyszedł singiel zmiksowany przez Vikrama. Dzieje się. Dużo, dużo muzyki.

I to wszystko, co przygotowałem! Bardzo dziękuję za poświęcony czas i na koniec poproszę o kilka słów dla polskich fanów!

Ostatnim razem jak graliśmy w Polsce - wydaje mi się, że to było w Krakowie razem z Katatonią - to było świetnie. Polska stała się fajnym miejscem dla Evergrey. Nie możemy się doczekać powrotu! Oczywiście będziemy grać na Mystic Festival. Jeśli się wybieracie, to zapraszamy, aby nas zobaczyć. Zagramy krótki, ale intensywny set... w piątek lub sobotę?

Sobotę.

Tak, a później zostaniemy na resztę weekendu, żeby zobaczyć resztę kapel. Będzie świetnie. Mam nadzieję, że się zobaczymy!

zdjęcia: Patric Ullaeus




Autor: Tomasz Michalski

Data dodania: 28.05.2026 r.



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2026 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!