Chaos Over Cosmos - "Też tak chcę!"


Chaos Over Cosmos to międzynarodowy projekt, którego kapitanem i głównym kompozytorem jest Polak, wirtuoz gitary - Rafał Bowman - zafascynowany tematyką science-fiction, którą transformuje w ultra-techniczny i mega-brutalny oraz jednocześnie melodyjny death metalcore. Do każdego z poprzednich albumów Bowman zapraszał różnych wokalistów (z Australii, Hiszpanii i ze Stanów Zjednoczonych). W poprzednim roku Chaos Over Cosmos wydal czwarty album zatytułowany "The Hypercosmic Paradox", w którym muzyka osiąga kosmiczne szybkości generując kosmiczne melodie. To była dobra okazja by porozmawiać.





MetalSide: Cześć Rafał! Chyba nie byłoby Chaos Over Cosmos gdyby nie Twoja fascynacja science-fiction i związaną z tym nauką oraz fikcją literacką Lema, Clarka, Reynoldsa czy Simmonsa jak i filmową w stylu Blade Runner, Odyseja Kosmiczna?

Rafał Bowman: Cześć Paweł, miło znów pogadać po tych kilku latach od poprzedniej płyty, fajnie, że nadal piszesz o muzyce! Co do Twojego pytania, oczywiście masz rację - Chaos Over Cosmos w tej formie raczej by nie powstał bez tych wszystkich inspiracji. Samą muzykę i tak bym robił, bo kocham to robić i wręcz muszę to robić, ale brzmiałoby to inaczej. Te wszystkie pozamuzyczne rzeczy - literatura, filmy, ogólnie science-fiction - miały bardzo duży wpływ na kierunek tego projektu. W pewnym sensie potrafię sobie wyobrazić, jak to by wyglądało bez nich, bo Chaos Over Cosmos to nie jest jedyna muzyczna rzecz, którą robię i czerpię inspiracje z wielu źródeł. W każdym razie cieszę się, że poszło to właśnie w tę stronę.

Ostatnimi czasy różne teorie spiskowe ulegają nasileniu. Co sądzisz o teorii płaskiej Ziemi?

I oto jest najbardziej oryginalne pytanie, jakie dostałem w ostatnim czasie! Nie zgadzam się z tą teorią, bo tak naprawdę Ziemia podtrzymywana jest przez kosmiczne słonie, które z kolei stoją na pancerzu wielkiego KOSMICZNEGO ŻÓŁWIA, hahaha! W sprawie teorii płaskiej Ziemi i podobnych tego typu teoriach posłużę się zdaniem wypowiedzianym podobno przez Stanisława Lema: "Nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie zajrzałem do internetu". Nic dodać nic ująć. Lem zmarł jakieś 20 lat temu, o ile dobrze pamiętam. Ciekawe, co powiedziałby o obecnym internecie, bo w porównaniu z obecnym internetem, ten sprzed 20 lat wydaje się poukładanym, spokojnym i względnie merytorycznym miejscem, jakkolwiek absurdalnie to brzmi. Całe szczęście, że udało mi się jeszcze pokoleniowo załapać chociaż na schyłkową część tego starego internetu, bo dzięki temu widzę tę różnicę.

Nawet słyszałem teorie, że ludzie nigdy nie polecieli w kosmos. A ostatnio głośna podróż Polaka Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego też była spreparowaną fikcją, nie wspominając szczegółów związanych ze zdjęciami z Misji Artemis II.

Tak, tak, też o słyszałem takie genialne teorie. Wydaje się, że ludzie, którzy biorą to na serio, są tak skonstruowani psychicznie, że po prostu odpowiada im ten spiskowy sposób myślenia o świecie i rzadko wierzą tylko w jedną tego typu teorię. Znam kilka takich osób i u nich zwykle jest cały system wierzeń, dotyczących najróżniejszych dziedzin świata. Ciekawe jest też to, że zwykle przedstawienie takim osobom bardzo twardych, logicznie niepodważalnych dowodów, że ich teoria nie ma sensu, nie prowadzi do autorefleksji, a przeciwnie, do umocnienia tych przekonań. A dlaczego ktoś uważa się za odważnie myślącego i niezależnego tylko dlatego, że uwierzył w film z YouTube, podczas gdy kogoś, kto powołuje się na sprawdzone i weryfikowalne dane, uznaje za zmanipulowanego i niesamodzielnie myślącego - dlaczego są ludzie, którzy nie zauważają, że to kompletnie nie ma sensu - tego nie wiem.

Masz rację. W psychologii coraz częściej mówi się o specyficznych cechach osobowości osób, którzy łatwo ulegają manipulacjom tych wszelkich teorii spiskowych i tak jak napisałeś zazwyczaj te osoby wierzą w wiele teorii spiskowych na raz. A wg. Ciebie UFO to cywilizacja pozaziemska, ludzie z przyszłości czy po prostu rządowe projekty?

Nie da się ukryć, że ciekawy jest Paradoks Fermiego, bo z jednej strony miliardy galaktyk, miliardy gwiazd i niezliczona ilość planet, więc statystycznie rzecz biorąc życie powinno być czymś dość powszechnym. Z drugiej strony, nie mamy żadnych jednoznacznych dowodów na istnienie jakiegoś życia poza Ziemią. A skoro wszystko wskazuje na to, że "powinni" gdzieś być, to dlaczego ich nie widzimy? Może cywilizacje same się unicestwiają, może są zbyt daleko, może po prostu nie jesteśmy w stanie ich jeszcze wykryć. Trzeba też pamiętać o skali, biorąc pod uwagę kosmiczne odległości i wiek wszechświata, nawet światło potrzebuje niewyobrażalnie długiego czasu, żeby coś do nas dotarło. Czyli to nie jest żaden mocny argument. Moje dwa ulubione potencjalne rozwiązania tego paradoksu to po pierwsze, że obcy gdzieś są, ale po prostu nie chcą się z nami skontaktować - swoją drogą patrząc na nasz świat, nie dziwię się im tak bardzo. Druga koncepcja, która mi się podoba, to założenie, że cywilizacje są, ale zbyt daleko od siebie i nie da się prowadzić jakiejkolwiek komunikacji, nie są zgrane w miejscu i w czasie we wszechświecie. W każdym razie kierując się rachunkiem prawdopodobieństwa można uznać, że całkiem duża jest szansa na to, że jakieś inteligentne formy życia były, są lub będą.

Ja osobiście popieram tą drugą hipotezę. A Reptilianie?

Haha, może jestem jednym z nich i wyśmiewam te teorie spiskowe w celu szerzenia dezinformacji i zmniejszania czujności ludzi na Ziemi?!

Ale przecież mieliśmy rozmawiać o muzyce. Wiem, że fascynujesz się zaawansowanym technicznie sposobem gry i przez wiele lat szlifowałeś swój warsztat w celu osiągnięcia wysokiego poziomu technicznego. Styl gry na gitarze elektrycznej ewoluował do granic możliwości. Ile to już lat grasz na gitarze? Jakie były początki?

Początki były zupełnie typowe, byłem zwykłym młodym 12 czy 13-letnim chłopakiem, który poznał Iron Maiden i bardzo szybko stwierdził "też tak chcę!". Kiedy coś mnie zaciekawi, to dość obsesyjnie zgłębiam taką dziedzinę i dokładnie tak było z gitarą. I zgadzam się z tym co mówisz - że styl gry na gitarze ewoluował - nie jestem pewny, czy do granic możliwości, bo może zaraz okaże się, że jednak jest ktoś, kto te granice przesuwa jeszcze bardziej i to w jakąś niespodziewaną stronę, ale faktycznie dokonał się olbrzymi postęp i widać to na przykład po tym, jak myśli się o niektórych zespołach - są muzycy i zespoły, które jeszcze jakieś piętnaście lat mogły uchodzić za techniczne, a z dzisiejszej perspektywy już ciężko byłoby je tak nazwać. Sam jestem ciekaw co będzie dalej.


Który z obecnych gitarzystów zwrócił Twoją uwagę?

Bardzo podoba mi się to co robi Matteo Mancuso. Mam słabość do dużej ilości legato, do tego pięknego, płynnego brzmienia, zresztą u siebie również staram się je uskuteczniać. Matteo prawie w (lub nawet chyba w ogóle) nie używa kostki, przez co jego gra nabiera jeszcze bardziej płynnego charakteru. Mnie z kolei podczas nagrywania solówek zdarza się robić (często nawet bardzo krótkie) punch-insy, w których też nie używam kostki, właśnie po to, aby jeszcze bardziej zwiększyć ten efekt "płynności", najlepiej do poziomu nieosiągalnego z kostką. To nietypowe rozwiązanie w metalu, a z mocno przesterowaną gitarą wręcz dosyć karkołomne, ale gdybym umiał grać bez kostki tak sprawnie, jak Matteo, to na pewno korzystałbym z tego dużo częściej

Internet pokazał nam, że istnieją mistrzowie (np. gitary), którzy potrafią czynić na gitarze cuda, które w XX wieku nawet Hendrixowi się nie śniły. Chociażby ja lubię oglądać filmiki Bernth'a na jego profilu FB. Kojarzysz go?

To prawda, chociaż nawet przed Internetem było to widać. Myślę, że Hendrix byłby mocno zaskoczony widząc nie tylko to, co robią obecni gitarzyści, ale chociażby co robił taki Eddie Van Halen. Więc ten proces cały czas się dzieje, dzięki Internetowi jest bardziej widoczny. Berntha kojarzę, bo mój jutubowy algorytm oczywiście doskonale wie, że gram na gitarze, więc podsuwa mi tego typu kanały. Bernth wygląda na bardzo w porządku gościa, ale mnie osobiście zupełnie nie rusza przekazywanie muzyki w formie wideo. Totalnie rozumiem, że ludzie to lubią, ale dla mnie muzyka to tylko dźwięki. Z bardzo nielicznymi wyjątkami (np. Pink Floyd - High Hopes!) nie interesują mnie także teledyski, rzeczy typu lyric video itd. Możliwe, że mam jakiś niewłaściwie działający mózg i nie przetwarzam obu rzeczy jednocześnie. A serio mówiąc - obraz mocno mnie rozprasza w muzyce i nie potrzebuję go. Z tego co pamiętam, Bernth robi jakieś filmiki edukacyjne, prawda? Super, popieram. To zwłaszcza świetne z perspektywy dzieciaków, które dopiero zaczynają - nie każdego z nich będzie stać na nauczyciela, a korzystając z filmików takiego kogoś jak Bernth, będą mogli pójść do przodu szybciej, ograniczyć ilość złych nawyków, które później trudno wyeliminować, a są dość powszechne u samouków itd. Świetna sprawa, że jest taka opcja.

Czy tytuł najnowszego albumu "The Hypercosmic Paradox" jest wymyślony przez Ciebie? Czy to coś oznacza?

Tak, tytuł jest mój. W sumie traktuję go raczej jako pewien skrót myślowy niż coś o jednym, konkretnym znaczeniu, chodziło mi o zestawienie skali kosmicznej z czymś, co jest trudne do uchwycenia i trochę wewnętrznie sprzeczne.

Główną siłą napędową aranżacji "The Hypercosmic Paradox" są ultra szybkie i techniczne death metalowe/metalcore'owe riffy, odgrywane w djent metalowej formule. Jak wygląda proces osiągania takich prędkości na gitarze na tym albumie?

To jest wypadkowa dwóch rzeczy. Z jednej strony, jak wspominałem, sporo czasu intensywnie, czy też wręcz obsesyjnie ćwiczyłem na gitarze i mam wrażenie, że to po prostu procentuje, przydaje się. I druga sprawa to sam proces nagrań. Sprzętowo to jest u mnie bardzo proste: gitarę łączę z komputerem przez interfejs od Line 6, wszystko nagrywam w Reaperze. To, co robi różnicę, to ilość czasu spędzona na nagrywaniu i edycji, często nagrywam krótkie fragmenty do momentu, aż będą dokładnie takie, jak chcę. Czyli często trwa to bardzo długo, haha. Przydaje się korygowanie transientów, jest też trochę czyszczenia, tak żeby nawet kostka nie hałasowała za bardzo - żeby wszystko było takie jak chciałem, czyli sterylne i niedorzeczne.

Jak widzisz przeniesienie tych partii na warunki koncertowe?

Jest to trudne, ale możliwe. Wymaga na pewno pogodzenia się z tym, że nie da się przełożyć w pełni tego brzmienia gitar czy perkusji na okoliczności live. I jest to okej, ponieważ uważam, że płyta studyjna i koncert rządzą się swoimi prawami i o coś innego w nich chodzi. Jest mi zdecydowanie bliższa forma studyjna - także jako odbiorcy - ale coraz bardziej kusi, żeby sprawdzić, jak te utwory sprawdziłyby się na żywo. Zwłaszcza, że mam podejrzenie, że kilka mogłoby zadziałać całkiem nieźle.

Czyli wcześniejsze hipotetyczne rozważania na temat koncertowania z Chaos Over Cosmos jeszcze nie wcieliłeś do rzeczywistości?

Jeszcze nie, ale podejrzewam, że to się zdarzy - prawdopodobnie nie jako Chaos Over Cosmos, ale jakaś inkarnacja, grająca na żywo i wplatająca do setlisty jeden, dwa czy trzy utwory z tego projektu. Na pewno nie będzie to proste, bo z założenia kompletnie nie ograniczam się logistyką przy komponowaniu. Nie myślę o liczbie ścieżek, ani tym bardziej nie kalkuluję podczas komponowania, np. "tu nie mogę radykalnie zmienić tempa, bo zespół się na żywo rozjedzie" - dla mnie najważniejsze jest to, żeby wersja studyjna jak najwierniej oddawała to, co mam w głowie. A potem ewentualnie trzeba się zastanowić, jak to przełożyć na warunki koncertowe, i to już jest spore wyzwanie, ale raczej do ogarnięcia.

Ale nadal nie zrezygnowałeś z melodii. Do tego muzycznego ekstremum dorzuciłeś ogromną dawkę power metalowej, gitarowo/klawiszowo-wirtuozerskej melodyki, z mnóstwem shredd'ujących i neoklasycznych solówek... I także głównie w ultra szybkim tempie. A gdyby nie te klimatyczne solówki, czy klawiszowe zwolnienia, ciężko byłoby dotrwać do końca podróży. Wziąłeś to pod uwagę, że nie każdy wytrzyma do końca tej podróży?

Wziąłem. Nie próbuję podobać się każdemu, jest to niemożliwe i bezsensowne. Próbując stworzyć muzykę, która spodoba się każdemu, można raczej stworzyć coś, co będzie po prostu nijakie, mdłe. "Jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego" - i tak dalej. Na szczęście jest tyle muzyki na świecie, że każdy znajdzie coś dla siebie. Z zupełnie innej beczki, ale bardzo rezonuje ze mną podejście, które Tarantino ma do swoich filmów - słyszałem wywiad z nim, w którym mówił, że on swoje filmy robi przede wszystkim dla siebie - bo takie filmy mu się podobają i jeśli są również inni ludzie, którym to się podoba, to świetnie, ale w pierwszej kolejności zawsze robi te filmy dla siebie, nie dla widzów. Bardzo dobre podejście.

Jak myślisz, czy żywy perkusista wytrzymałby, przy tak ultra szybkim napędzie sekcji rytmicznej? Mam wrażenie, że miejscami stopa gra sto-dwudziesto-ósemkami albo i szybciej. Blasty są niemiłosiernie szybkie.

Wątpię, ale w sytuacjach gry na żywo nawet nie będę tego oczekiwał, to jest jeden z tych elementów, o których wspomniałem wcześniej - przearanżowania muzyki tak, aby dało się ją sensownie i w miarę bezboleśnie wykonywać live. Natomiast w okolicznościach studyjnych zupełnie celowo skomponowałem perkusję w ten sposób, nawet nie miała "udawać" żywego perkusisty, był to świadomy zabieg stylistyczny. Podobnie jak samo brzmienie perkusji - da się to trochę "humanizować"... tymczasem mailując ze studiem nagraniowym i dając feedback do roboczych miksów, podkreślałem, żeby naprawdę NIE starać się tych ścieżek uczłowieczać. Brzmią w ten sposób oraz zostały skomponowane w ten sposób, bo taki był cel, to ma być odhumanizowane - ktoś może to lubić, ktoś może tego nienawidzić, ale wszystko jest spójne i nieprzypadkowe. Gdyby perkusja miała brzmieć naturalnie, skorzystałbym z muzyka sesyjnego. Natomiast sytuacja gry live to zupełnie inna okoliczność i tam trudno oczekiwać od kogoś, by grał, jak to powiedziałeś sto-dwudziesto-ósemkami, haha...

Czy i tym razem wokalistę znalazłeś na YouTube? Do współpracy zaprosiłeś Pakistańczyka Taha'ę Mohsina - growlujacego wokalistę. Ten growl jest naprawdę zabójczy! Opowiedz coś więcej o Waszej współpracy.

Chciałbym opowiedzieć Ci coś ciekawego, ale tak naprawdę Taha to był bardzo szybki strzał i my się prawie zupełnie nie znamy. Do ostatniej chwili wokale miała nagrywać zupełnie inna osoba, ale trzymanie się ustalonych terminów nie dla wszystkich jest czymś osiągalnym, dlatego ta osoba odpadła i w pewnym momencie rozważałem nawet nagranie tych wokali samodzielnie. Natomiast uważam, że wpuszczenie kogoś z zewnątrz, nawet w takim ograniczonym zakresie, jak ma to miejsce w przypadku Chaos Over Cosmos - coś takiego jest zdrowe dla muzyki. Robię prawie wszystko sam, ale nie chcę przekraczać tego "prawie" i robić z tego w pełni solowego projektu. Te 5% od innej osoby jest przydatne i wpuszcza trochę powietrza. Taha jest muzykiem sesyjnym i słuchając jego portfolio, od razu zauważyłem, że śpiewa inaczej niż którykolwiek z wcześniejszych wokalistów. To był spory plus, bo chciałem czegoś nowego, dlatego napisałem i byłem ciekaw, na ile będzie rozumiał o co mi muzycznie chodzi. Okazało się, że rozumie bardzo dobrze. Kilka dni po pierwszej wiadomości miałem pierwsze wersje robocze, niecałe dwa tygodnie później wszystkie wokale były nagrane. Życzyłbym wszystkim, także i sobie, współpracy z tak terminowymi i pomysłowymi wokalistami.


W jakim stopniu, nagrywając swoją muzykę korzystasz z jakichś studiów nagrań, realizatorów dźwięków?

Mam pojęcie o realizacji dźwięku i nie byłoby przeszkód żebym zajmował się całym miksem i masteringiem, ale biorąc pod uwagę mój sposób pracy - to by trwało w nieskończoność. Jestem dość pedantyczny, wręcz obsesyjno-kompulsywny jeśli chodzi o takie rzeczy. ;) Dlatego za zdrowszą i bardziej wydajną opcję uważam współpracę z osobą z zewnątrz - przy najnowszej (i poprzedniej) płycie współpracowałem z greckim Haunting Studio. Przekazuję sporo wskazówek i generalnie dobrze wiem, jakie brzmienie chcę osiągnąć, ale dla własnego świętego spokoju wolę to zlecić komuś innemu. Myślę, że ponownie testowałem cierpliwość moich współpracowników, bo wiem, że mogłem być trochę denerwującym człowiekiem, który ciągle nie jest wystarczająco zadowolony z efektu. Trudno zliczyć, ile "finalnych wersji" mieliśmy dla każdego z utworów.

A skąd wziąłeś obrazek na okładkę?

Obrazek na okładkę to dzieło młodej polskiej designerki, była to jej pierwsza okładka w tego typu estetyce, nigdy wcześniej nie tworzyła okładek dla zespołów metalowych, a tę zrobiła szybko i świetnie wyczuła, o jaki klimat mi chodzi. To moja ulubiona okładka spośród wszystkich moich dotychczasowych płyt, nie ma co do tego wątpliwości.

Czy Chaos Over Cosmos albumem "The Hypercosmic Paradox" osiągnął apogeum swojej podróży? Mam wrażenie, że ten międzygalaktyczny wahadłowiec Chaos Over Cosmos dotarł aż do horyzontu zdarzeń (do granicy czarnej dziury). Czy na następnym albumie jeszcze bardziej (niewyobrażalnie) przyspieszy i ruszy dalej? Czy może zawróci i trochę zwolni by przemierzać inne muzyczne galaktyki?

Dobre pytanie, sam się nad tym zastanawiałem i mam parę pomysłów. Nie planuję w nieskończoność przyspieszać, bo to niemożliwe i niepotrzebne, ale w jaką stronę pójdzie nowa muzyka - tego nie wiem. Dużo zależy od tego, co w międzyczasie podzieje się z innymi moimi muzycznymi planami, różne inspiracje mogą się trochę przenikać, podobnie rzecz ma się z różnymi niedokończonymi projektami, które czasem się zdarzają po drodze - to wszystko później może trafiać na kolejną płytę. Na ten moment trudno powiedzieć.

I jeszcze ostatnie pożegnanie zostawiam dla muzycznego astronauty.

Pozdrowienia dla Ciebie, całej redakcji i czytelników MetalSide. Róbcie swoje i nie dajcie się AI-owej papce!


Autor: Paweł "Pavel" Grabowski

Data dodania: 17.05.2026 r.



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2026 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!