Tailgunner - "Jesteśmy wielkimi fanami metalu"


Tailgunner to przedstawiciel młodej fali heavy metalu. Grupa powstała w 2018 roku i już EP-ką "Crashdive" zwróciła na siebie uwagę nie tylko prasy, ale i kolegów po fachu. Później już było tylko lepiej: znakomity debiutancki album, koncerty u boku samego K.K. Downinga, a w końcu i kontrakt z Napalm Records. Teraz mamy na rynku krążek numer dwa: "Midnight Blitz". To właśnie on był głównym tematem rozmowy z założycielem i basistą Tailgunner. Thomas Hewson nie tylko opowiedział o kulisach powstania płyty, ale też i powspominał trasę z HammerFall, czy opowiedział o swojej miłości do filmów grozy. Oto przyszłość heavy metalu. Oto Tailgunner!





Thomas Hewson: Hej! Jak się masz stary!

Cześć! Wszystko ok. z audio?

Tak wszystko gra.

Ostatni wywiad?

Och, nie. Jestem w połowie. Zacząłem o 16. Ale nie mogę narzekać.

(śmiech) Mamy nowy album Tailgunner, "Midnight Blitz", ale zacznijmy od drogi, która do niego doprowadziła. Od czasu "Guns for Hire" były pewnie zmiany w składzie. Dlaczego Patrick odszedł i skąd wzięliście Rhea'ę?

Patrick nie odszedł - został wyrzucony. Z kilku powodów. Nie chce się nad tym rozwodzić, ponieważ zostało to już wyjaśnione gdzie indziej. Wszystko, co mogę powiedzieć o Patricku, to to, że mam nadzieję, że pozostaniemy nieznajomymi. Rhea z kolei to jedna z najlepszych rzeczy, jakie przydarzyły się tej grupie. Zastąpiła go na ostatnią chwilę. Dosłownie zadzwoniliśmy do niej w poniedziałek, kiedy zwolniliśmy Patricka i nauczyła się całego seta w trzy dni. Wliczając w to cover "Painkiller", który gramy na żywo szybciej - czy tam graliśmy. Była wprost fenomenalna! Mieliśmy zgłoszenia z całego świata. Przesłuchaliśmy mnóstwo osób, ale żadna z nich nie była tak dobra jak Rhea. Myślę, że to jedna z najlepszych nowych gitarzystek. Bardzo się cieszę z tego, że jest z nami i jestem podekscytowany tym, że teraz cały świat będzie mógł ją usłyszeć na naszym albumie. Mamy też nowego perkusistę: Eddiego Mariottiego. Znamy się od kilku lat. Myślę, że na ten moment jest najlepszym perkusistą na Wyspach. Kiedy stało się jasne, że nie możemy kontynuować z Janim - bo on jest bardziej rock'n'rollowym pałkerem, a ten nasz nowy materiał jest szybszy, bardziej techniczny, bardziej metalowy - to zadzwoniłem do Eddiego. Kiedy tylko z nim zagraliśmy, to od razu zrozumieliśmy, że z tym składem jesteśmy dokładnie tam, gdzie chcemy być.

A co się stało z Rheą, że musiała odpuścić parę koncertów?

Rhea cierpi na pewną przypadłość, która wymagała podjęcia leczenia. To nie jest coś zagrażającego życiu, ale jest to coś wpływającego na same życie - jeśli nie znalazłaby czasu, by się tym zająć. Stąd właśnie ta sytuacja. Mieliśmy cztero czy pięciomiesięczną przerwę pomiędzy trasami i plan był taki, że zdąży wyzdrowieć na tyle, że będzie mogła z nami ruszyć. Okazało się jednak, że potrzebuje więcej czasu. Ciągle może grać - dopiero co zagrała z nami na festiwalu w Wielkiej Brytanii. Pojawi się na kilku przystankach w ramach brytyjskiej trasy, ale na razie nie może cieszyć się z podróżowania. Robimy swoje i dbamy o to, by miała tyle czasu na regenerację, ile potrzebuje.

Producentem Waszego nowego albumu był K.K. Downing. Jak to się stało, że pracowaliście z tym legendarnym gitarzystą?

Już od kilku lat przyjaźnimy się z K.K. Słyszał naszą debiutancką EP "Crashdive" - bardzo spodobał mu się nasz zespół. Zaprosił nas, byśmy otwierali pierwszy brytyjski koncert K.K.'s Priest w 2023 roku. To był nasz pierwszy, większy występ. Było bardzo, bardzo fajnie. No i pozostawaliśmy w kontakcie. Latem 2024 roku zrobiliśmy razem trasę po Wielkiej Brytanii. No i kiedy przyszedł czas na znalezienie producenta z myślą o tym albumie, to zdaliśmy sobie sprawę, że mamy szczęście się z nim przyjaźnić. Dlaczego by więc do niego nie zadzwonić? No więc zadzwoniłem. Spędziliśmy kilka kolejnych dni na łączach - poświęcił się temu projektowi. I myślę, że ta nasza współpraca wyszła świetnie.

Czego się nauczyłeś od człowieka, który własnymi rękoma wykuł heavy metal?

Myślę, że najważniejszą rzeczą, jakiej nauczyliśmy się od K.K., jest to, że żadna rzecz nie jest zbyt mała, aby ją pominąć. On naprawdę sprawił, że zastanawialiśmy się dwa, czy tam dwieście razy nad każdą sekundą, każdą nutą. Sprawił, że wszystko miało jakieś znaczenie.

A jak to się stało, że "Midnight Blitz" ukazał się nakładem Napalm Records? Bo to także wytwórnia, z którą związany jest K.K.'s Priest.

Dokładnie tak. Mieliśmy ten wcześniejszy kontakt i szukaliśmy nowego wydawcy. Nasz poprzedni wydawca nie wierzył w nas tak bardzo, jak myśleliśmy, że warto w nas wierzyć. Szukaliśmy więc nowego wydawcy i wydaje mi się, że nie bez powodu Napalm Records jest największy i najlepszy dla metalu. Wspaniałą rzeczą jest to, że nie mają tylko zespołów, które zbudowały swoją renomę gdzie indziej, lata temu. Mają zespoły, które przeszły u nich drogę od grania w klubach do występów na arenach i jest to droga, którą chcielibyśmy podążać. Jest to dla nas naprawdę bardzo ważne. To dla nas wymarzony dom i jesteśmy bardzo zadowoleni ze współpracy z Napalm.

"Midnight Blitz" to kawał porządnego heavy metalu. Jak byś porównał ten materiał do poprzednika: "Guns for Hire"?

Nie wydaje mi się, abyśmy zrobili coś innego. Powiedziałbym, że po prostu robimy to teraz lepiej. Mamy większe możliwości. Sam stałem się lepszym kompozytorem. Każdy stał się lepszym muzykiem. Oczywiście tym razem mieliśmy więcej czasu i pieniędzy, aby to wszystko lepiej nagrać. Wydaje mi się więc, że ludzie powinni się spodziewać się nie czegoś innego, ale po prostu lepszego.

Jak w ogóle wygląda proces komponowania w Tailgunner? Kto ma najwięcej do powiedzenia w tym temacie? Odnośnie kierunku muzycznego? Spotykacie się w ogóle osobiście, czy wszystko robicie zdalnie?

To byłbym ja - jako lider zespołu. Na dobre, czy złe. Do mnie należy to ostatnie słowo. Ale każdy może tworzyć w ramach tych nazwijmy to ograniczeń. Jest naprawdę dużo swobody. Bardzo się cieszę, że inni mocno zaangażowali się w ten album i wnieśli swój wkład. Weźmy na przykład Zacha, który nie napisał nic na debiutanckim albumie, ale na tym napisał cztery lub pięć piosenek i był współautorem czterech lub pięciu innych. To niesamowite. Nie ma takiego jednego procesu. Myślę, że inspiracja może i powinna pochodzić z dowolnego źródła. Jako autor tekstów uważam, że jeśli ograniczysz się do myślenia "tak właśnie tworzę kawałki", przegapisz różne okazje do inspiracji. U mnie pochodzą one z telewizji, filmów, wierszy, książek. Ktoś może powiedzieć ci coś w prawdziwym życiu, a to stanie się tekstem utworu. Myślę, że zawsze trzeba być otwartym na różne pomysły. Czasami mam w głowie tekst, który determinuje styl muzyki, którą piszę, a czasami piszę riff i od razu wiem, jaki styl tekstu napiszę do tej muzyki. Nie ma więc jednej drogi i nie sądzę, żeby koniecznie musiała być jedna.

Jeden z singli, "Tears in Rain", jest oczywiście hołdem dla pierwszego "Blade Runnera". Wiadomo, to arcydzieło. A co sądzisz o "Blade Runner 2049" Denisa Villeneuve'a? Warto było czekać?

Wydaje mi się, że tak. Oczywiście nie było mnie, kiedy pojawił się pierwszy film, więc nie odczuwałem tej presji. Ale uważam, że jest to niezwykle rzadki przykład sequela klasycznego filmu, który nie szkodzi pierwszej części, a wręcz ją uzupełnia i poprawia kontekstowo w ramach tego świata. Wiesz, nie da się przebić oryginału, ale myślę, że nie próbuje on tego robić. Nie próbuje być taki sam. Myślę, że to osobny film i naprawdę wzbogaca wszystko, co podobało mi się w pierwszej części.


Również "Dead Until Dark" ma filmowe inspiracje - tym razem "The Lost Boys", a więc film, który obejrzałem jakieś 20 lat za późno. Co o nim sądzisz? Oglądałeś go jako nastolatek?

Wiesz co? To film, który odkryłem dopiero cztery lub pięć lat temu. Moja była przekonała mnie, żebym go obejrzał i bardzo mi się spodobał. Ostatnio bardzo interesuję się horrorami z lat 80. i filmami klasy B oraz tego typu rzeczami. Wtedy jeszcze nie bardzo - to był jeden z pierwszych tego typu filmów, jakie widziałem. Lubię go. To jeden z moich ulubionych, ale są horrory, które lubię bardziej. Ale jeśli chodzi o "The Lost Boys", to napisaliśmy utwór "Dead Until Dark" w taki sposób, że muzyka powstała rok przed tekstem. Łatwy do ułożenia tekstu, ponieważ muzycznie jest nieco niestandardowy. Trudno było jednak wymyślić motyw przewodni. W końcu doszedłem do wniosku, że utwór muzycznie przypomina mi coś, co mogłoby znaleźć się na albumie Judas Priest "Turbo". Pomyślałem, że po prostu powinienem się tym dobrze bawić. Usiadłem w mieszkaniu, w którym wtedy mieszkałem, próbując napisać tekst do piosenki. Na ścianie obok mnie wisiał ogromny plakat z filmu "The Lost Boys". Patrzył się na mnie jakby chciał powiedzieć: "No dalej, stary, po prostu to napisz". W końcu po prostu powiedziałem: "OK, pieprzyć to. Chyba napiszę piosenkę o tym". Bardzo się cieszę - myślę, że wyszło świetnie. W grudniu nakręciliśmy teledysk do tej kompozycji i zostanie on wydany w tym roku. Nie mogę się doczekać.

Do tego teledysku zaprosiliście samych fanów, którzy mieli się pojawić przebrani za wampiry. Jak poszło?

To była najlepsza sesja zdjęciowa, jaką kiedykolwiek zrobiliśmy. Fajnie było zrobić coś, co nie było tylko wykonywaniem danego numeru. Mieliśmy do tego jakąś fabułę. Chcieliśmy to zrobić już od jakiegoś czasu, ale musieliśmy to dobrze zaplanować. Bardzo się cieszę, że mogliśmy zaangażować w to również fanów. Pracowaliśmy z ekipą, która nie kręci teledysków. Kręci horrory - to mała firma produkująca horrory. Myślę, że współpraca z nimi naprawdę wpłynęła na klimat teledysku. Nie widziałem go jeszcze. Nadal go montują, ale nie mogę się doczekać tej chwili. Myślę, że będzie niesamowity.

Wracając do "The Lost Boys": widziałeś sequele? Bo słyszałem, że są okropne.

Nie widziałem sequeli. I chyba raczej nie mam ochoty ich oglądać (śmiech).

(śmiech) Adam Wakeman, znany ze współpracy z Ozzym i z Black Sabbath pojawia się gościnnie w kompozycji "War in Heaven". Jak to się stało?

Cóż, Adam zagrał na Back to the Beginning - pożegnalnym koncercie Black Sabbath. Który zresztą dopiero co zdobył nagrodę Grammy - oczywiście za współpracę z Yungblud. Więc dla nas to naprawdę wspaniałe, że w tym samym tygodniu, w którym zdobył Grammy pojawił się nasz wspólny numer. No ale K.K. oczywiście też był częścią tego show. I powiedział do Adama: "Wiesz, pracuję z nowym zespołem i oni chcieliby mieć trochę syntezatorów w jednym z numerów". Więc skontaktował mnie z Adamem i rozmawialiśmy o kultowych intro, takich jak "Mr. Crowley" i "Out in the Cold". I o klimatach, które uwielbiam, takich jak muzyka Johna Carpentera do jego filmów, te ścieżki dźwiękowe, które moim zdaniem są naprawdę fajne. O "Stranger Things" i tego typu syntezatorowych brzmieniach. Wykonał świetną robotę. Dodał coś do tego albumu. Jestem bardzo zadowolony z tego, jak wyszło.

A jak wpadliście na Tünde Valiszkę? Bo ona odpowiada za klimatyczną sesję fotograficzną.

Tak, Tϋnde jest niezwykle utalentowana i jestem naprawdę bardzo zadowolony, że mogłem z nią pracować przy tym albumie. Być może w przyszłości zrobimy coś razem ponownie. Jestem wręcz przekonany, że tak będzie. Wiesz, "Blade Runner" naprawdę wpłynął na klimat tego albumu - jeśli chodzi o estetykę. Myślę, że to było właściwe posunięcie w przypadku zdjęć. Tϋnde współpracowała z moją przyjaciółką: Lauren. Ona też występuje w teledysku "Dead Until Dark". Widziałem zdjęcia, które razem zrobiły i uznałem, że są niesamowite. Skontaktowałem się więc z Tϋnde i odbyliśmy kilka rozmów przez Zoom. Okazało się, że mamy podobne zdanie na temat wszystkiego, co kochamy, wszystkiego, co sprawia, że heavy metal jest świetny, oraz na temat "Blade Runnera", fotografii i innych rzeczy. Właśnie takich klimatów szukaliśmy, a ona doskonale to wyczuła. Jeszcze raz powtarzam, że jestem naprawdę bardzo zadowolony ze współpracy z nią. Myślę, że efekt końcowy jest dokładnie taki, jakiego oczekiwaliśmy.

Cała ta neonowa stylistyka nawiązuje do lat 80. To najlepsza dekada dla heavy metalu? Z jednej strony klasyki Iron Maiden czy Judas Priest, ale z drugiej: komercjalizacja brzmienia, którą wyraźnie było słychać w krążkach Saxon czy Tygers of Pan Tang.

Dla heavy metalu będą to albo lata 70. albo 80. Zależy. Właściwie uważam, że ostatnie lata również były niezwykle mocne. Obecnie pojawiają się naprawdę świetne wydawnictwa, choć oczywiście są one bardziej undergroundowe. Mamy jednak wiele świetnych wydawnictw: Riot City, Enforcer, Wings of Steel, Visigoth - te są dla mnie bardzo ważne. Nadal wokół nas krąży niesamowity heavy metal. Myślę, że w latach 80. było wiele innowacji i nowych, ekscytujących rzeczy. No i wiele rozwiązań jest ściśle związanych z tą dekadą. Jak włączysz jakąś płytę z lat 80. to wiesz, że zaraz usłyszysz tego charakterystycznego kicka, albo jakąś partię syntezatorów. Ma to swoją silną tożsamość. Myślę, że właśnie dlatego do dziś jest to tak duże źródło inspiracji dla zespołów takich jak nasz.

A kto jest odpowiedzialny za okładkę? Kto ukrywa się pod pseudonimem death.by.vhs?

Nie wiem jak się nazywa (śmiech). Myślę, że lubi być nazywany death.by.vhs. Zaczęliśmy nazywać go Pan Śmierć (śmiech). Ale wykonał fenomenalną robotę. Nie pracował wcześniej z zespołami. Tworzy głównie dla horrorów. Uwielbiam tę atmosferę. Uwielbiam sztukę związaną z horrorami, w szczególności te lata od 1950 do 1980. I dlatego chciałem z nim pracować. Myślę, że trzeba było go trochę przekonać, ale naprawdę wykonał dla nas fenomenalną robotę. Stworzył dwa niesamowite dzieła sztuki do tego albumu. Myślę, że ta współpraca będzie kontynuowana w przyszłości.

Który plakat czy praca przekonała Cię do tego, że to właśnie będzie odpowiednia osoba?

Być może znasz film zatytułowany "The Substance", który pojawił się kilka lat temu. Jest fenomenalny. Uważam, że to naprawdę świetny współczesny horror. Nie ma zbyt wielu takich - naprawdę fajny. Szukałem na Pinterest, ponieważ zawsze szukałem artystów i ich prac na tej platformie. No i zobaczyłem dzieło, które stworzył dla filmu "The Substance". Była to nowa wersja plakatu, ale zrobiona na modłę lat 80. Uznałem, że jest tak fajny, że aż muszę dowiedzieć się, kto jest autorem. Tak właśnie na niego trafiłem, a później obejrzałem resztę jego prac. Pomyślałem, że są niesamowite i skontaktowałem się z nim. Miałem w głowie koncepcję okładki. Narysowałem szkic, wysłałem mu go, a on naprawdę go zrealizował.

Skoro jesteś fanem horrorów, to jaki był najlepszy horror zeszłego roku? Mieliśmy klimatyczny "Nosferatu", był "Bring Her Back", "Weapons"...

Z tych trzech widziałem tylko "Nosferatu". Jestem wielkim fanem horrorów, ale nie aż tak wielkim jak inni - szczególnie z metalowego środowiska. Lubię niektóre nowe, ale bardziej interesuje mnie klasyczna era. Bardzo lubię Johna Carpentera i wszystko, w tym stylu. Lubię takie mniejsze, mniej znane, bardziej klimatyczne horrory.

Biorąc pod uwagę fakt, że oglądałem wszystkie filmy Carpentera, to który jego film jest Twoim ulubionym?

Bardzo trudne pytanie. Każdy wie jak dobrym filmem jest "Coś", ale ja muszę wybrać "Mgłę". Myślę, że to bardzo niedoceniony film. O to właśnie mi chodzi: o tę cichą, powolną, kameralną atmosferę. Uwielbiam ją. To już nie jest co prawda film samego Carpentera, ale muszę wspomnieć o tym, jak bardzo uwielbiam "Halloween III". Kocham całą serię, ale jest w tej części coś, co powoduje ciary u dorosłych. Jest niesamowicie kiczowaty, ale go kocham. To mój ulubiony film.

Ja bym powiedział "W paszczy szaleństwa" - uwielbiam ten klimat inspirowany Lovecraftem. Żniwiarz na okładce Waszego albumu nosi na głowie coś na kształt NES-a i Virtual Boy'a. Jesteś sam graczem? Lubisz klasyczne tytuły?

Jeśli mam być szczery, to w ogóle nie gram (śmiech). Inni członkowie zespołu już się bardziej orientują w tym temacie, jak np. Craig. Mnie to jednak nie interesuje. W okładce chodzi o to, że współcześnie mocno polegamy na technologii. Nie mamy wyjścia - czy nam się to podoba, czy nie. Każdy jest więźniem tego systemu. Nie chciałbym się to za bardzo zagłębiać, ponieważ z jednej strony to po prostu fajna, heavy metalowa okładka. Jeśli jednak ktoś chce szukać głębszego znaczenia, no to można rozpatrywać to jako komentarz czy to my korzystamy z technologii, czy to technologia wykorzystuje już nas. Jesteśmy jej zakładnikami. Myślę, że w miarę rozwoju sztucznej inteligencji to pytanie będzie się pojawiać coraz częściej. No i Warhead - ta nasza maskotka - gra w grę, ale jednocześnie jest z nią związany. Czy to on w nią gra, czy jednak ona steruje nim? Jest w niej subtelne nawiązanie to "The Number of the Beast" Iron Maiden, gdzie masz Eddiego, Diabła i znów Eddiego - kto tak naprawdę pociąga za sznurki? O coś takiego nam chodziło.


Za Wami pierwsze koncerty 2026 roku. Jak poszła trasa z HammerFall? Który koncert najbardziej zapadł w pamięć?

Muszę powiedzieć, że to była niesamowita trasa - i nie mówię tego, by wyjść na jakiegoś fajnego, miłego gościa, czy coś. HammerFall, cała ich ekipa, kierowca autobusu, tour menedżer - wszyscy o nas dbali. To jedna, o ile nie najmilsza grupa, z jaką kiedykolwiek koncertowaliśmy. Myślę, że to dlatego, że jesteśmy do siebie bardzo podobni. Jesteśmy wielkimi fanami metalu - i to bardziej tych mniej znanych rzeczy. Mogliśmy pogadać z nimi o Warlord, Stormwitch, Chastain, Grim Reaper - o wszystkich tych fajnych kapelach. I myślę, że fajnie było dla nich zobaczyć taką młodą grupę, która podziela ich system wartości. Trasa z nimi była więc fenomenalna. Super było odwiedzić cztery nowe kraje. Osobiście muszę powiedzieć, że Hiszpania była szalona. Zagraliśmy tam kilka koncertów i ludzie nawet nucili nasze solówki. To było coś niesamowitego. Barcelona i Madryt - wyjątkowe koncerty. Nie możemy się doczekać powrotu do tego kraju.

Pamiętam początki HammerFall: niskobudżetowe, kiczowate klipy, występy w mniejszych klubach. Teraz headlinerzy największych hal. Czego mogliście się od nich nauczyć?

Sporo. Dużo się można się od nich nauczyć. Choć może nie jesteśmy do nich aż tak podobni, to wydaje mi się, że jesteśmy takim współczesnym odpowiednikiem HammerFall. Wiele osób mówi, że tak jak oni na nowo rozpalili w latach 90. ogień heavy metalu, byli taką nową nadzieją, tak teraz my robimy coś podobnego. Bardzo podziwiam ich ścieżkę kariery. Dużo rozmawiałem z Oscarem, ich gitarzystą i założycielem o ich rozwoju i o drodze, jaką przeszli. Bylibyśmy szczęśliwi, gdyby nasza kariera potoczyła się w podobny sposób.

Czeka Was też koncert u boku innej legendy heavy metalu: Accept. Jest taki z zespół, z którym chciałbyś zagrać? No wiesz, takie ukoronowanie kariery?

Pierwszy koncert z Accept to spełnienie marzeń. To jedna z moich ulubionych grup i jeden z największych zespołów heavy metalowych w historii. Granie przed nimi to prawdziwy zaszczyt. Oczywiście będzie więcej dat, które za chwilę będą ogłoszone - myślę, że wiele osób z Europy będzie zadowolonych. Z co do tego, z kim jeszcze chciałbym zagrać: wiadomo, Iron Maiden. To byłoby coś! Guns N'Roses - nie wiem, czy to w ogóle do spełnienia, ale osobiście chciałbym. AC/DC, Judas Priest - ten zespół byłby bardziej realistyczny. Chciałbym zagrać z Judas Priest. Helloween byłby czymś naprawdę wielkim, ponieważ to była ta kapela, która sprawiła, że założyłem Tailgunner. Myślę, że w perspektywie kilku lat jest to cel do osiągnięcia. Zobaczymy.

To będzie też ciekawy sezon festiwalowy dla Tailgunner, ponieważ macie w planach Sweden Rock, Download, Alcatraz, Dynamo Open Air. Jest takie wydarzenie, którego szczególnie nie możesz się doczekać?

Nie ma takiego jednego, ponieważ z różnych powodów nie możemy się doczekać wszystkich. Ja bym musiał powiedzieć, że islandzki Sátan Festival. To będzie coś niesamowitego, ponieważ nigdy nie myślałem, że zagramy na Islandii. Super. Sweden Rock dla mnie - dla wszystkich - jest czymś wielkim, ponieważ wychowaliśmy się na szwedzkich kapelach. Poza tym, dużo czytałem o tym wydarzeniu. To coś wielkiego, że będziemy mieli okazję tam zagrać. Myślę, że dla tak młodej kapeli grającej heavy metal osiągnięciem jest także Download, ponieważ to już festiwal bardziej mainstreamowy. Nie możemy się doczekać tego, by wyjść i przypomnieć ludziom, o co chodzi w Donnington, wiesz? (śmiech)

I to wszystko, co przygotowałem. Dzięki za poświęcony czas i na koniec poproszę o kilka słów dla naszych czytelników i polskich fanów heavy metalu!

Bardzo dziękuję za zaproszenie. A fanom z Polski chcę powiedzieć, że nie możemy doczekać się powrotu. Polski koncert już zabookowany i zaraz będzie ogłoszony. Kochamy grać w Waszym kraju. Byliśmy już u Was trzy razy. To fantastyczne miejsce i fantastyczni ludzie. Znów: nie mówię tego, żeby się przypodobać, czy coś. Naprawdę lubię Polskę i nie mogę się doczekać kolejnego koncertu!

zdjęcia: Tunde Valiszka




Autor: Tomasz Michalski

Data dodania: 11.05.2026 r.



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2026 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!