MetalSide: Witajcie niestrudzeni wędrowcy! Poprzedni rok i obecny to dla Was bardzo pracowite okresy. Stale przygotowujecie się do czegoś.
Mikołaj Rybacki: Zdecydowanie do kolejnych tras koncertowych - i to na kilku frontach jednocześnie. Na horyzoncie mamy m.in. Seul, a także koncerty w formule Wild Hunt Metal: w Czechach, Rybniku, Szczecinie i Gdańsku. Równolegle przygotowujemy się do kolejnych odsłon The Witcher in Concert w Azji. Poza sceną intensywnie udzielamy wywiadów do drugiej części biografii "Ćwierć wieku muzyki", a także rozpoczynamy wstępne prace nad... nie jedną, a dwiema kolejnymi płytami. Jednocześnie, nie ukrywamy, staramy się jeszcze trochę odpocząć po wyjątkowo intensywnej trasie po USA i Europie. To taka cisza przed burzą, zanim znów zrobi się naprawdę gęsto.
No właśnie. Za Wami ogromna trasa koncertowa po USA. W ogóle jak do tego doszło? Skąd wziął się ten pomysł?
Pomysł na trasę wyszedł bezpośrednio od CD PROJEKT RED i był związany z 10-leciem gry The Witcher 3: Wild Hunt. Zostaliśmy zaproszeni jako współkompozytorzy i wykonawcy oryginalnego soundtracku. Dzięki temu publiczność mogła usłyszeć tę muzykę na żywo, na oryginalnych instrumentach i w brzmieniach dokładnie takich, jakie znalazły się w grze. I to jest ogromna wartość tych koncertów bo w powszechnej opinii to właśnie nasze instrumentarium i sposób gry w dużej mierze zbudowały rozpoznawalność muzyki do Wiedźmina. Jesteśmy z tego niezwykle dumni, ale podchodzimy do tego również z dużą pokorą i odpowiedzialnością. Trasa była wymagająca, momentami bardzo niewygodna - tym bardziej, że nie jesteśmy już najmłodszą ekipą ale dajemy z siebie absolutnie wszystko.
Zapewne każdy koncert był i jest wyjątkowy. Ale czy każdy koncert to ten sam repertuar?
W przypadku The Witcher in Concert - zarówno w USA, jak i w Europie repertuar był dokładnie taki sam, od pierwszego do ostatniego dźwięku. To w pełni zaplanowany spektakl z precyzyjnie zsynchronizowanymi wizualizacjami, więc nie ma tu miejsca na improwizację repertuarową. Program został starannie przygotowany przez Marcina Przybyłowicza oraz zespół CD PROJEKT RED. Choć nie mieliśmy wpływu na dobór materiału, staraliśmy się wykonać go jak najlepiej, dodając od siebie jak najwięcej wyrazu i energii wykonawczej - zwłaszcza że skład orkiestry oraz dyrygent zmieniał się w zależności od kontynentu a nawet czasami i miejsca. My byliśmy jedynym stałym elementem tej układanki, nadającym całości spójność.
Wiem, że te koncerty odbywały się w ogromnych salach. Czy jesteś w stanie określić jacy ludzie, jakie grupy ludzi tworzyły publiczność?
Oczywiście byli to przede wszystkim fani Wiedźmina, czyli gracze - często przychodzący z rodzinami i przyjaciółmi. Ale bardzo dużą część publiczności stanowili też fani samego soundtracku do The Witcher 3, z całego świata. Ogromnym i bardzo pozytywnym zaskoczeniem było dla nas to, jak wielu ludzi przyszło konkretnie na Percival. Spotykaliśmy fanów z naszymi płytami niezwiązanymi z grą, a nawet osoby mające okładki naszych albumów wymalowane na plecach. To było absolutnie niesamowite doświadczenie - od USA aż po Singapur spotykaliśmy fanów Percivala.
Fani ustawiali się w kolejkach by stanąć z Wami do zdjęć. Ale czy podczas tej trasy Wy mieliście okazję spotkać kogoś znanego, jakąś osobistość, a może aktora czy celebrytę?
Tak, zdarzały się takie spotkania. Między innymi odwiedził nas Adam Cole - amerykański wrestler i aktor - który zajrzał nawet do naszej garderoby i chwilę porozmawialiśmy. Na koncercie w Seattle obecni byli również Corey Taylor (Slipknot) wraz z żoną Alicią Taylor, która również odwiedziła nas na backstage w Los Angeles. Mieliśmy też okazję spotkać się z Josephem Trapanese - kompozytorem, aranżerem i producentem z Hollywood, z którym współpracowaliśmy wcześniej w Londynie przy muzyce do trzeciego sezonu serialu The Witcher (Netflix).
Alicia Taylor wrzuciła relację o tym na swoich mediach społecznościowych.
Z Alicią Taylor spotkaliśmy się osobiście na backstage'u The Wiltern Theatre w Los Angeles. Koncert w Seattle zrobił na niej tak duże wrażenie, że przyjechała drugi raz, tym razem do Los Angeles, razem z przyjaciółmi. To było bardzo miłe i zupełnie nieoczywiste doświadczenie.
Jakie warunki mieliście podczas podroży? Na takich odległościach to bardzo ważne.
Jak to na trasie: głównie nightliner, czyli spanie w busie, a od czasu do czasu hotel - wtedy już luksus. Zmęczenie i stres towarzyszyły nam praktycznie non stop, bo tempo było ogromne. Na szczęście amerykańska część trasy była doskonale zorganizowana, a osoby odpowiedzialne za logistykę wykazały się ogromnym profesjonalizmem. Dzięki temu przetrwaliśmy nie tylko USA, ale też zachowaliśmy siły na Europę i Singapur - co początkowo wydawało się wręcz niemożliwe. Nie zmienia to faktu, że była to jedna z najbardziej wymagających tras w naszej historii.
Mikołaj, jakiś czas temu wspominałeś, że podczas tej trasy, zwłaszcza w Waszyngtonie i Cleveland miałeś kryzys. Jak to odczuwałeś? Ale wybrnąłeś z tego.
To był efekt skumulowanego zmęczenia, niewyspania, adrenaliny i stresu, które narastały z koncertu na koncert. Wbrew pozorom, nawet przy ogromnym doświadczeniu scenicznym trema nie znika - ona się raczej kumuluje. Jest potrzebna, bo mobilizuje, ale po czasie może też przytłoczyć. U mnie objawiło się to mocnymi atakami paniki. Miałem momenty, w których bałem się, że coś stanie mi się na scenie. Mimo tej wewnętrznej walki zagrałem jednak wszystkie koncerty na 100% - do tego stopnia, że nikt z zewnątrz, nawet Kasia, niczego nie zauważył. Jestem z tego naprawdę dumny... i cieszę się, że obyło się jednak bez zawału czy wylewu.
 Podczas takiej trasy koncertowej zapewne wydarzyło się wiele ciekawych historii. Poproszę chociaż o dwie z nich.
To bardzo trudne - to były ponad dwa miesiące niemal codziennego grania. Równolegle staraliśmy się jak najwięcej zwiedzać i dokumentować, publikując krótkie rolki na Instagramie i TikToku, które są teraz również dostępne na naszym kanale YouTube. Tam w zasadzie jest cała ta historia - w skrócie, ale bez pomijania niczego. Jedna zabawna sytuacja wydarzyła się w Midland w Teksasie. Spacerowaliśmy z Kasią niedaleko teatru, w którym odbywały się próby po dość wielkiej pustej przestrzeni na której rosła trawa a całość przypominała mi prerię, czując się zupełnie bezpiecznie. Kręciliśmy rolkę o tym, że spacerujemy po prerii. Dopiero po powrocie do green roomu zobaczyliśmy kartkę z ostrzeżeniem, żeby pod żadnym pozorem nie wchodzić na trawę, bo grozi to ukąszeniem grzechotnika albo skorpiona...
Za Wami także koncerty w Europie. Gdzie zagraliście i z jakim repertuarem?
Trasa europejska odbyła się w całości. Zagraliśmy dokładnie ten sam repertuar, co w USA, choć oczywiście z innym składem orkiestry. Były to m.in.: Warszawa, Katowice, Łódź, Londyn, Manchester, Amsterdam, Paryż, Antwerpia, Monachium, Frankfurt, Wiedeń, Berlin, Hamburg, Kopenhaga i Sztokholm.
Oczywiście w Polsce też będziemy mogli Was zobaczyć...
Tak - na przełomie stycznia 2026 planujemy koncerty w naszych folk-metalowych odsłonach w Szczecinie i Rybniku, a w formule Wild Hunt Metal w Gdańsku. Jeśli chodzi o koncerty stricte wiedźmińskie - coś bardzo konkretnego szykuje się na jesień. Jednak już na dniach lecimy do Seulu zagrać pierwszy the witcher in concert w roku.
Singapur, ależ skok! Nie tylko w odległości ale i kulturowy. Dzięki Wam Daleki Wschód usłyszał muzykę słowińską na żywo!
Byliśmy w Singapurze w grudniu - i było to absolutnie fantastyczne doświadczenie. Ciepło, bezpiecznie, pięknie, a na plakatach dumny napis: "PERCIVAL - folk metal band from Poland". To był moment, w którym poczuliśmy, że jako folk-metalowy zespół jesteśmy rozpoznawalni globalnie. Oczywiście z tego wyjazdu również powstały rolki, które sukcesywnie pojawią się na naszym YouTube.
Będą też koncerty w Szanghaju i Manilii. Ale to w pierwszym kwartale 2026 roku. Tam też zabrzmi wiedźmińska muzyka?
Tak - dokładnie ten sam repertuar. W każdym z tych krajów zagramy z inną orkiestrą, czasem nawet kilkudziesięcioosobową. My pozostajemy elementem spajającym całość - mimo zmieniających się muzyków, dyrygentów i ekip technicznych. Jesteśmy właśnie przed wylotem do Seulu - będzie to nasz pierwszy koncert w 2026 roku, i od razu w Azji.
Skoro wspomniałem na początku, że poprzedni rok był bardzo pracowity, przejdźmy teraz do waszej przedostatniej produkcji "Ćwierć wieku muzyki". Album został wydany w czerwcu. Ale muzyka została nagrywana w latach 2020-2025. Z kolei utwory powstawały przez wszystkie lata istnienia zespołu, a nawet niektóre kawałki - na wiele lat przed jego powstaniem. Skąd wziął się pomysł na taki krok wydawniczy?
Nie jest to już nasz najnowszy album, ponieważ w grudniu (2025) ukazało się "Slavic Wars" - efekt opóźnień wynikających z trasy. Jednak "Ćwierć wieku muzyki" to projekt absolutnie wyjątkowy. Chcieliśmy nawiązać do świata Wiedźmina w sposób bardzo osobisty - jako zespół, który wyrastał równolegle z książkami Andrzeja Sapkowskiego i który od lat marzył o takim muzycznym ujęciu tego uniwersum na własnych warunkach. Album ten jest jednocześnie opowieścią o Wiedźminie i o nas samych dlatego towarzyszy mu pierwsza część biografii pod tym samym tytułem.
Przyznam szczerze, że początkowo zawiodłem się. Oczekiwałem metalowych kompozycji Percival Schuttenbach. I przez kilka początkowych utworów, w pewnym momencie zacząłem zastanawiać się czy może słucham folkowego Percival. I gdy zmieniłem swoje oczekiwania, muzyka pochłonęła mnie całkowicie! Kto był twórcą kompozycji? Czy pierwotne wersje utworów były inne od tych ostatecznie nagranych?
Percival Schuttenbach to kilka projektów w jednym zespole. "Ćwierć wieku muzyki" nie jest ani czystym folk metalem, ani klasycznym Percivalem folkowym. Najbliżej mu do tego, co słuchacze wiedźmina na świecie nazwali "slavic cinematic music" - i bardzo nam się ta nazwa spodobała. Oczywiście pierwotne wersje utworów bardzo różniły się od finalnych - to naturalny proces. Jedną z idei powstania albumu było zebranie wszystkich wątków przewijających się przez historię zespołu a związanych ze światem Wiedźmina. Doskonale ilustrują to dwie kompozycje, znacznie starsze od samego zespołu: "Dol Blathanna" (kompozycja Mikołaja z lat 1992-1993) oraz "Tor Zirael" - odnaleziony po latach pomysł z kasety magnetofonowej z okolic 1994 roku, który dostał zupełnie nowe życie. To świetnie pokazuje jak wyjątkowy i przekrojowy jest ten album. Autorem wszystkich kompozycji jest Mikołaj Rybacki, Katarzyna Bromirska albo oboje wspólnie. A same utwory powstawały w bardzo różnym czasie i warunkach ale wszystkie są bezsprzecznie związane ze światem Wiedźmina!
O tak! W wielu miejscach muzyka brzmi jak soundtrack do wiedźmińskiego serialu lub po prostu do filmu fantasy. Jest niczym portal pomiędzy światem fantastycznym a światem realnym.
Dokładnie o taki efekt nam chodziło. To w pewnym sensie soundtrack do książek Andrzeja Sapkowskiego. Już w 2004 roku stworzyliśmy muzyczną ilustrację do opowiadania "Mniejsze Zło" ze zbioru "Ostatnie życzenie". Właśnie z tego projektu pochodzi utwór "Tridam", który później stał się motywem przewodnim dodatku Hearts of Stone do The Witcher 3. Dziś wróciliśmy do tych doświadczeń, tworząc muzykę do całego literackiego uniwersum Wiedźmina - z nieśmiałą myślą, że mogłaby ona kiedyś znaleźć zastosowanie jako tło także w grach RPG czy planszowych.
"Ćwierć wieku muzyki" to również książka Zuzanny Topolińskiej, będąca pierwszą częścią oficjalnej biografii Percival Schuttenbach. Czy książkę można nabyć tylko bezpośrednio na Waszej stronie internetowej?
Książkę można nabyć nie tylko na naszej stronie, ale także w księgarniach internetowych takich jak Bonito, Lubimyczytać oraz na Allegro. Dostępny jest również audiobook, który obecnie można znaleźć głównie poprzez naszą stronę.
A czy druga cześć jest już napisana, czy dopiero się pisze?
Materiały są już zebrane, a prace trwają. To najtrudniejsza część biografii - zawiera wiele bolesnych i bardzo osobistych tematów. Jesteśmy po całej serii wywiadów, a Zuzanna Topolińska ukończyła już pierwszą wersję tekstu, która teraz przechodzi proces korekt i redakcji.
Co by nie było, że o metalu zapomnieliście to jest już nowa płyta...
Album "Slavic Wars" ukazał się w grudniu i jest w pełni folk-metalowy, z elementami elektroniki - w bardzo percivalowym stylu. To także wstęp do naszego własnego uniwersum, w którym spotykają się światy znane z albumów Svantevit, Mniejsze Zło czy Dzikie Pola. Ciekawostką jest fakt, że część materiału została nagrana w języku wymyślonym przez Kasię, znanym z albumu Slava IV.
 Słuchając tego albumu właśnie zastanawiałem się momentami co to za język. Myślałem, że może jakiś archaiczny, starosłowiański, czy coś podobnego. Wokalnie album odwiedza różne rejony. Klasyczny czy folkowy śpiew Kasi ale i drapieżne wokalizy, growl i wręcz blackowe wrzaski, bardzo demoniczne. Mam wrażenie, że niektóre demoniczne wrzaski także są kobiecie (przynajmniej niektóre). Mam rację? Od kilku lat "metalowe" kobiety pokazały, że równie dobrze radzą sobie na tym polu.
Tak, masz rację - część growli i screamów na albumie wykonuje również Kasia. I robi to z pełną świadomością oraz ogromną siłą wyrazu. Dla mnie osobiście szczególnie imponujące jest to, co zaśpiewała w utworze "Igraszka Bogów" - tam ta drapieżność i ekspresja wybrzmiewają wyjątkowo sugestywnie. Nie jest to jednak dla nas żadna rewolucja czy jednorazowy eksperyment. A i Kasia nie robi tego po raz pierwszy. Od kilku albumów konsekwentnie eksplorujemy również tę, bardziej ekstremalną stronę wokalu, stale szlifując warsztat i poszerzając spektrum środków wyrazu. Folkowa czystość i archaiczna liryka współistnieją u nas z mrokiem i agresją bo właśnie w tym napięciu odnajdujemy prawdę tej muzyki.
Uważam, że muzycznie (na "Slavic Wars") jest grubo (jak to teraz się mawia). Muzyka jest bardzo bogata aranżacyjnie. To już nie jest typowy folk metal. Gitarowe riffy często wchodzą w rejony groove metalu, a nawet death metalu czy black metalu. Niektóre kompozycje miażdżą i są bardzo drapieżne. I ogólnie jest bardzo progresywnie metalowo...
To również nie jest dla nas nic nowego. Nasze podejście do łączenia folku z metalem było nowatorskie od samego początku a warto przypomnieć, że byliśmy pierwszym zespołem w Polsce, który świadomie podjął taką próbę. Już od początku lat 90., jeszcze w poprzednich projektach, łączyłem energię metalu z żywiołem muzyki folkowej. Od momentu powstania Percival Schuttenbach w 1999 roku to połączenie stało się fundamentem naszej działalności. Co istotne - początkowo nie mieliśmy świadomości, że na świecie kształtuje się gatunek określany jako folk metal. Nie oglądaliśmy się na trendy ani istniejące wzorce. Interesowało nas wyłącznie jedno: jak najpełniejsze i najbardziej organiczne zespolenie energii folkowej z energią metalową. Być może właśnie dlatego nasze podejście od początku było bardzo indywidualne. Kiedy później zaczęła raczkować scena folkmetalowa w Polsce, naturalnie zaczęliśmy się spotykać, grać wspólne koncerty, wspierać się wzajemnie. Ale świadomie postanowiliśmy nie podążać za schematami. Konsekwentnie rozwijaliśmy własną ścieżkę. Być może dlatego pozostaliśmy nieco na uboczu - ale robimy to dla muzyki, nie dla trendów.
Do dziś najważniejsze jest dla nas zgłębianie istoty podobieństw między folkiem a metalem tej wspólnej pierwotnej energii i szukanie jak najlepszych środków technicznych, by ją wyrazić. Na "Slavic Wars" eksplorujemy może inne rejony - bardziej groove'owe, momentami death czy black metalowe łącząc je z elektroniką i prawdopodobnie na jakiś czas w tych rejonach pozostaniemy, bo bardzo nam odpowiadają. Do naszej fascynacji słowiańską mitologią, rodzimą grozą, legendą i baśnią, a także do miłości do emocjonalnej, agresywnej energii metalu, dołączyło teraz silniejsze zainteresowanie nowoczesnymi środkami elektronicznymi. Elektronika nie jest tu dodatkiem - podbija agresję, potęguje napięcie i nadaje tej muzyce dodatkowy wymiar. Możliwe, że kolejne albumy będą rozwijały ten kierunek. Typowego folk metalu nigdy nie graliśmy i raczej grać nie będziemy. Na początku lat 2000 stworzyliśmy własną drogę łączenia metalu ze słowiańszczyzną i pozostajemy jej wierni. Uważamy, że zbyt wiele zespołów w tym gatunku inspiruje się zagranicznymi wzorcami, zamiast głęboko eksplorować rodzimą kulturę. Dla nas słowiańskość to nie dekoracja - to rdzeń.
Poza tym, kontrastem do metalowych form muzycznych są nie tylko folkowe i para-orkiestralne instrumentalizacje ale i industrialno-elektroniczne sample. Jest ich mnóstwo. Sądzę, że ten album muzycznie łączy świat archaiczny z futurystycznym, gdzie muzyka metalowa jest pomostem.
Dokładnie tak. Warto pamiętać, że "Slavic Wars" jest w istocie soundtrackiem do naszego autorskiego uniwersum, które łączy elementy science fiction ze światem słowiańskiej mitologii. Futurystyczne i industrialne elementy nie są więc przypadkowe są integralną częścią tej narracji. Od dawna myślimy o rozwinięciu tego uniwersum w innej formie być może jako zbiór opowiadań, może gra, a może jeszcze inna forma artystyczna. Zamysł jest szeroki i ambitny. Na razie pokazaliśmy muzykę tego świata - pierwszy, najważniejszy element. Do tego uniwersum na pewno będziemy wracać i z czasem chcielibyśmy zaprosić słuchaczy jeszcze głębiej w jego strukturę.
Jakie są pierwsze reakcje na "Slavic Wars"?
Na pełne podsumowania jest jeszcze trochę za wcześnie. Nasi najbardziej zagorzali fani "Percivalianie" przyjęli album bardzo entuzjastycznie. Otrzymaliśmy również wiele pozytywnych reakcji z zagranicy, w tym z bardzo odległych regionów świata, jak Azja, gdzie płyta wyraźnie znalazła swoich odbiorców. Jednocześnie mamy świadomość, że progresywność i eklektyczność tej muzyki mogą dziś nieco utrudniać jej szybkie dotarcie do szerokiej publiczności. Ale to nigdy nie było naszym głównym celem. Tworzymy muzykę, która jest uczciwa wobec naszej wizji a jeśli wymaga od słuchacza chwili skupienia i otwartości, tym bardziej nas to cieszy.
Dla mnie ten album jest naprawdę świetny!. A słyszałem, że poprzedni album - "Ćwierć wieku muzyki" był zamknięciem pewnego rozdziału i początkiem następnego. Jak usłyszałem "Slavic Wars" to pomyślałem, że to jest ten nowy rozdział, ale chyba nie koniecznie. A zatem... Dziękuję za wywiad i stawiam pytanie - Co będzie dalej?
Mamy nadzieję - same wspaniałości. Nie zwalniamy tempa: mamy mnóstwo pomysłów, energii i radości z tworzenia. Przed nami koncerty, spotkania z fanami i nowe projekty, o których jeszcze sporo usłyszycie.
zdjęcia: Marcin Somerlik
|