Zapraszamy do świata Rubi Ate the Fig. Świata, który już po pierwszych dźwiękach pochłonął nas bez reszty. Dowodzona przez Sharón Eliashar formacja łączy bliskowschodnie inspiracje z muzyką rockową. I te klimaty artystka ma we krwi: urodziła się w Jerozolimie, regularnie odwiedzała półwysep Synaj i spędziła mnóstwo czasu na pustyni wraz z Beduinami. W jej zespole znajdą się muzycy, którzy mają na koncie współpracę z Oingo Bongo, Electric Light Orchestra, czy Ray'em Charlesem. Jako że całkiem niedawno pojawiła się ostateczna wersja debiutanckiego krążka Rubi Ate the Fig, "Desert Electric", postanowiliśmy porozmawiać z Sharón o jej życiu, inspiracjach i planach na przyszłość. Łatwo z nami nie miała, bo wyciągnęliśmy niejedną zakopaną pod piaskami pustyni ciekawostkę!
MetalSide: Z tego, co czytałem, to spędziłaś sporą część swego życia na pustyni Synaj wśród Beduinów. Opowiedz o tym rozdziale Twojego życia. Jak to się zaczęło i czego się od nich nauczyłaś?
Sharón Eliashar: To trochę nie tak. To była duża część mojego życia, ale urodziłam się w Jerozolimie. Byłam w stanie regularnie podróżować na pustynię Synaj kiedy byłam dzieckiem i nastolatką. Kiedy skończyłam dwadzieścia lat, to corocznie tam wracałam - przez wiele lat. I nadal wracam. To nie było więc tak, że spędziłam tam sporą część życia tak "na raz" - regularnie spędzałam tam z miesiąc lub dłużej latem. Poznałam beduińską rodzinę w górach Synaj i razem dorastaliśmy. No wiesz, poznaliśmy się, jak mieliśmy po te 20 lat, a teraz mają dzieci i w ogóle. Było to dla mnie naprawdę głębokie doświadczenie. Czuję, że jest to najpotężniejsze miejsce na świecie, w jakim kiedykolwiek byłam. Jest ono inspiracją dla wszystkich moich piosenek dla Rubi Ate the Fig. Spędziliśmy wiele czasu w wysokich górach, spacerując, uprawiając ogród, czerpiąc wodę ze studni, zbierając plony, słuchając piosenek, opowieści i śpiąc w kamiennych budynkach. To bardzo potężne miejsce. Pustynia jest dla mnie miejscem bardzo świętym.
Kultura Beduinów jest niezagrożona? Przez reżim Husseina swego czasu omal nie straciliśmy chociażby Bagien Mezopotamskich oraz związanej z nimi kultury.
Jest w porządku. Beduini na Półwyspie Synaj są neutralni. Ich krajem jest Egipt, chociaż sam Synaj jest czymś odrębnym. Egipt rządzi półwyspem z zewnątrz. Jednakże Beduini mają swoje plemiona, swoich przywódców i zawsze było u nich bardzo bezpiecznie. Był pewien okres, gdy na półwyspie było obecne ISIS - wtedy nie mogłam się tam udać. Było więc parę lat, podczas których nie mogłam się tam udać - z uwagi na to, co zniszczyli i w ogóle. Nawet jeśli dzwoniłam do moich braci i mówili, że jest bezpiecznie, to nie chciałam podejmować ryzyka.
Swoje doświadczenia przelewach na grunt muzyczny. Kiedy narodził się pomysł na Rubi Ate the Fig?
Kiedy byłam na Półwyspie Synaj. Zawsze byłam muzykiem. Grałam na gitarze klasycznej. Studiowałam klasyczne kompozycje. Grałam na indonezyjskim gamelanie. Już jako ośmiolatka napisałam swój pierwszy utwór. Zawsze chciałam komponować. Zaczęłam pisać numery i studiować pod okiem kompozytora - tutaj w Nowym Meksyku. Był cudowny! Genialny. Powiedział mi dwie rzeczy. "Pisz o tym, kim jesteś. Jeśli jesteś z miasta, to pisz o mieście. Jeśli wychowałaś się na farmie, to pisz o farmie". Ja pochodzę z Bliskiego Wschodu, ale wychowałam się w Ameryce na rock'n'rollu. Postanowiłam połączyć te dwa światy. Studiowałam bliskowschodnią muzykę, uczyłam się gry na instrumentach perkusyjnych z Polly Tapią Ferber, która gra ze mną w zespole. Moja nauczycielka. No i zaczęłam pisać tę fuzję Bliskiego Wschodu z rockiem. Synaj jest miejscem, z którego czerpałam najwięcej inspiracji. Jest na albumie "Desert Electric" kilka utworów, które bazują na historiach z tego regionu. Ich teksty bazują na opowieściach z Półwyspu.
Masz więc za sobą muzyczne doświadczenia. Chodziłaś do szkoły muzycznej?
(śmiech) Tak się składa, że chodziłam do szkoły muzycznej, ale studiowałam i mam stopień z matematyki. Chodziłam jednak na zajęcia z muzyki. Mam doświadczenie muzyczne, głównie w etnomuzykologii. Studiowałam muzykę indyjską, gamelon z Indonezji, troszkę muzyki klasycznej, ale to nie był mój konik. No i oczywiście muzykę Bliskiego Wschodu.
A skąd wzięła się nazwa zespołu? Co ona oznacza?
(śmiech) Nazwa jest zagadką. Niespodzianką (śmiech). Mówiliśmy ludziom na koncertach, że ktokolwiek wymyśli jakąś dobrą historię o Rubi Ate the Fig, to dostanie darmową płytkę. Jak o tym opowiadam, to myślę, że powinnam wrócić do tego pomysłu - żeby ludzie przesyłali mi swoje pomysły drogą mailową. Historia zdecydowanie ma powiązania z Adamem i Ewą oraz jabłkiem. To tego typu klimaty, ale na razie trzymamy szczegóły dla siebie. Niech to pozostanie tajemnicą.
Jakie były najzabawniejsze, "fałszywe" historie stojące za nazwą?
O Boże! (śmiech) Mieliśmy kilka niesamowitych! Jezu. Jedna osoba napisała taką długą historię - epicką wręcz. To była niczym taka mała nowela o Ruby, fidze i wydarzeniach, które rozgrywały się w tym samym czasie, co historia Adama i Ewy. Ale w innym ogrodzie. No i mieliśmy też opowieści o kosmitach - wiesz, Ruby zjadła figę, została porwana przez gwiezdnych przybyszów (śmiech). Albo, że zjadła figę i dostała halucynacji. Było parę niezłych!
Na social mediach można w ogóle znaleźć dwa profile. Jeden Rubi Ate the Fig i drugi z nazwą Ruby Ate the Fig. To dlatego, że ludzie wklepywali nazwą z "Y" na końcu?
Tak. "Ruby" to kamień szlachetny - rubin po angielsku. Lubię to słowo z "i" na końcu, ponieważ przywodzi mi na myśl Rumiego, który był wielką inspiracją dla mojej muzyki i teksów. Rumi, poeta suficki. Dlatego też chciałam mieć "Ruby" z "I". Ale wiele osób pisało do mnie, że nie mogą mnie znaleźć, bo szukali z "Y". Dlatego właśnie stworzyłam profil Ruby Ate the Fig, który przekierowuje do Rubi.
W Rubi Ate the Fig znajdziemy wielu wyjątkowych muzyków. Jednym z nich jest Marc Mann z Oingo Bongo i Electric Light Orchestra. Jak zaczęła się Wasza współpraca?
Poznałam go przez wspólnego znajomego i od razu się poczuliśmy więź. Marc pomógł mi dostać się do Ameryki. Pisałam utwory, z których niektóre znalazły się później na albumie "Desert Electric", ale były one bardziej akustyczne - mimo że miałam gitarę elektryczną. Wspaniale połączył moje brzmienie i moją wizję, przekształcając to wszystko w pełnoprawny rock. Tak, jest członkiem zespołu Oingo Bongo, grał na "Concert for George". Jest naprawdę wielkim i fenomenalnym muzykiem. Fenomenalnym. Nie tylko gra na tym albumie na gitarze, ale także wyprodukował lub współprodukował niektóre utwory oraz wykonał wiele pracy przy aranżacjach orkiestrowych i wokalnych. Mark jest więc bardzo ważny dla naszego zespołu.
Waszym debiutem jest "Desert Electric", którego ta pierwsza, oryginalna wersja ukazała się w 2022 roku. Przed tym albumem była jednak EP-ka "Caress the Moon". Co mogliśmy na niej znaleźć?
Fajnie, że o tym wspomniałeś. Mieliśmy trzy utwory: "Caress the Moon", "Scorpio" i "Waiting for You". Wycofałam to, ponieważ zrobiliśmy nową wersję "Caress the Moon", która trafiła na "Desert Electric". Dodaliśmy arabskie smyczki, zupełnie nową produkcję i nie chciałam, żeby te dwie wersje ze sobą konkurowały. Niedługo pojawi się teledysk do "Caress the Moon", który zapiera mi dech w piersi. Jest wyjątkowy. Piękne wideo. A sam utwór opowiada o pożegnaniu z ukochaną osobą. Straciliśmy muzyka, który grał na oud i to właśnie dla niego napisałam tę kompozycję. Powstała również dla mojego młodszego kuzyna, który popełnił samobójstwo. To więc piosenka próbująca odpowiedzieć na pytanie w jaki sposób należy się pożegnać. To pieśń żałobna. To pieśń, która uwalnia emocje - ma tę moc. To jedna z naszych najlepszych kompozycji. Ludziom się bardzo podoba.
Podobno była też EP-ka, która ukazała się przed "Desert Electric" z 2022 roku. To była jakaś limitowana edycja? Bo nigdzie nie mogę znaleźć informacji na jej temat.
Jesteś niczym detektyw! (śmiech) Tak, było coś takiego! Taka pre-EP. Nie CD, a EP. Było na niej kilka numerów, które teraz są na "Desert Electric". No i ponownie: zajęłam się produkcją. Zmieniliśmy co nieco, wszystko zremiksowaliśmy. Zrobiliśmy gruntowną przebudowę tych utworów. Są tam jednak pewne numery, które być może wypuszczę na następnym albumie. Te pierwsze dwa wydawnictwa były takimi "miękkimi". Zamierzam do nich wrócić, na nowo wyprodukować i zremiksować.
Było coś jeszcze przed "Desert Electric"? Jakaś koncertowa EP-ka, o której nie wiem?
Tak się składa, że była (śmiech). To nie było normalne wydawnictwo, tylko taka koncertowa EP-ka na CD Baby. Chyba nawet ciągle jest dostępna. No ale teraz skupiam się na tworzeniu muzyki możliwie najlepszej pod względem jakości. To było po prostu coś spontanicznego. Zmiksowaliśmy to, ale nie było to jakieś świetne nagranie. Mogę to wypuścić w przyszłości, ale mam nadzieję, że zamiast tego pojawią się lepiej nagrane koncerty.
Utworem, który zwrócił uwagę fanów nieco cięższych dźwięków był "The Tent". Dlaczego tak długo zajęło Ci dokończenie tej kompozycji? Bo zaczęłaś ją pisać jak miałaś koło 20 lat.
Nie napisałam tej kompozycji mając 20 lat...
A widzisz, znalazłem takie info w jednej z notek prasowych.
Nie, nie, nie... Napisałam "The Tent" jakieś trzy lata temu... Ach, ok., dobra. Już wiem! Historia opowiedziana w "The Tent" jest dość ciężka i głęboka. Utwór opowiada o żołnierzu, który dokonuje podbojów - morduje, pali i zabija. Pewnego dnia w końcu zostaje pokonany. On używał stali, a inne plemiona kamieni. Uciekł i schronił się w namiocie pośrodku pustyni. Mieszkała w nim pewna kobieta. Zapytał ją, czy może wejść, a ona go wpuściła. W historii zapytał o wodę, a dostał mleko. Możemy więc się domyślać, że zostali kochankami. Wiedziała, że jest on złym człowiekiem, więc wzięła palik i wbiła mu go w głowę. Oto fabuła "The Tent", która jest oparta na wydarzeniach historycznych. Jest mnóstwo obrazów przedstawiających tę historię. Kobieta ma na imię Yael i stała się bohaterką Izraelitów. Jeśli chodzi o te moje lata "dwudzieste": tak, próbowałam napisać wtedy piosenkę o tym wydarzeniu. Z pewnością. Ale nie potrafiłam. Nie byłam wystarczająco dojrzała. Musiałam więc poczekać (śmiech). Kilka lat temu czułam już, że jestem bardziej dojrzała jako kobieta. Czułam, że rzeczywiście mogę oddać sprawiedliwość tej piosence - muzycznie i lirycznie. Ale tak, miałam wczesny szkic tej kompozycji. To zabawne, że o tym słyszałeś (śmiech). No ale ostatecznie "The Tent" powstał kilka lat temu, choć była to kompozycja trudna do skomponowania z uwagi na głęboką historię. Musisz ją bowiem skondensować do kilku wersów. Cieszę się z tego jak wyszło. Ali gra na kanun, który jest szczypaną cytrą - jego partie są przepiękne, a Marc Mann dodatkowo zajął się ich orkiestracją. Wspaniałe partie. Jestem zachwycona "The Tent". To mój rockowy numer. Najbardziej rockowy ze wszystkich na albumie.
W wielu recenzjach pojawiły się porównania do "Kashmir" Led Zeppelin.
To wielki komplement. O moim nowym utworze - "Caress the Moon - pewna osoba powiedziała, że to Kaszmir dla każdego, kto tam był. Jeśli więc posłuchasz tych smyczków i arabskiej perkusji, to będziesz miał przed oczami Kaszmir. Ktoś inny powiedział z kolei, że to kaszmirski rock. Super. Lubię Led Zeppelin i lubię "Kashmir".
Muzykę Rubi Ate the Fig opisujesz jako "wspólną podróż The Mahavishnu Orchestra i Led Zeppelin przez pustynię, którzy zatrzymuję się na obiad z Grace Slick". Tak się jednak składa, że znalazłem oryginalny cytat. A w nim było... The Police!
Tak, The Police! (śmiech) To prawda! Matko, gdzie żeś to znalazł? (śmiech)
(śmiech) Nie lubisz już The Police? (śmiech)
(śmiech) Kocham The Police! Mamy jednak tylko jeden kawałek w tym stylu na albumie. To "Your Story", który opowiada o walce z uzależnieniem. Jeśli posłuchasz go na "Desert Electric", to jego klimat, rytm - bardzo w stylu The Police. Odkryłam jednak, że reszta moich kawałków była jednak bardziej jak Led Zeppelin. Dlatego zmieniliśmy ten cytat. Jesteś niesamowity! Powinieneś zostać detektywem! (śmiech) No chyba, że tym się zajmujesz! Jesteś ze służb? (śmiech) Bo wiesz o moim zespole więcej niż ja sama! (śmiech)
Jeden z numerów na "Desert Electric" przypomina mi Patti Smith... Zapomniałem tytułu...
Na pewno nie "Your Story" - nie widzę tam Patti Smith. "In the Garden"? Nie, moje inspiracje to bardziej Grace Slick. A "tym rockowym zespołem" jest dla mnie The Mahavishnu Orchestra.
Poczekaj, niech sprawdzę... To "Salome".
O tak, tak, tak. Chociaż on akurat nie pojawił się na "Desert Electric". Tak, "Salome" jest fajny. To taki mały pop/rockowy kawałek, troszkę w stylu new wave. Zamierzam do niego wrócić na następnym albumie. Bo kiedy robiliśmy "Desert Electric" to wyciągnęliśmy parę starszych numerów i przemieszaliśmy z zupełnie nowymi. Tak, na pewno do niego wrócę. Jest też troszkę jak Oingo Boingo.
Po tej wersji 1.0 "Desert Eectric" pojawiły się dwa single. Pierwszym był "In the Garden". Co możesz powiedzieć o tym utworze?
"In the Garden" to kolejna kompozycja, którą zaczęłam pisać wiele lat temu, ale nie mogłam skończyć, ponieważ byłam jeszcze zbyt niedojrzała jako kompozytorka. Bazuje na tradycyjnym arabskim rytmie zwanym chiftetelli. Kiedy zaczniesz słuchać tego kawałka, to od razu go wyłapiesz. Słuchałam tego rytmu przez lata, obserwując bliskowschodnie grupy i słuchając ich improwizacji. Zawsze chciałam napisać kompozycję do chiftetelli. Zawsze był dla mnie bardzo ważny. Niemal święty. Jest to opowieść o miłości: "Ja oddaję się Tobie, Ty oddajesz się mi". Poddajemy się sobie w ogrodzie, tak jak drzewo poddaję się bryzie, a piasek wydmie. To poezja w stylu Rumiego. Opowiada o parze kochanków w ogrodzie. Zrobiliśmy teledysk do tej kompozycji. Można go obejrzeć na naszej stronie i kanale YouTube.
Kolejnym singlem i zarazem pierwszym utworem Rubi Ate the Fig, który usłyszałem był "Gilgamesh". Jaka historia kryje się z kolei za tą kompozycją? Temat niby sumeryjski, ale rytmika niczym z tradycyjnej pieśni żydowskiej.
Tak naprawdę rytm jest charakterystyczny dla tradycyjnych pieśni arabskich - niekoniecznie żydowskich. Rytm beladi - chyba najbardziej rozpowszechniony ze wszystkich arabskich. Napisałam tę kompozycję na Synaju. Sama historia nie ma nic wspólnego z samym Gilgameszem (śmiech). Widziałam po prostu wystawę w Jerozolimie o nim - tablice i te sprawy. Widziałam całą jego historię. Później wyjechałam na Synaj i przez jakiś czas spacerowałam. Utwór sam do mnie przyszedł. Spora część tekstów pochodzi z moich rozmów z Beduinami. "Nie pojawia się tu zbyt wielu ludzi, wiatr zabierany jest przez góry". Rozmawiam z ludźmi i nagle: "wow, muszę to zapamiętać!". Pojawiają się zwroty, których oni używają. Refren "Gilgamesh" mówi: "Jeśli chcesz zostać sam - zgaszę światło. Jeśli chcesz pozostać w tajemnicy - masz moje błogosławieństwo. Jeśli chcesz się udać na wielbłądzie na sam księżyc - spakuję dla ciebie plecak. Ale jeśli chcesz mnie kochać - podążaj za mną z oddaniem". Kiedy napisałam ten utwór, to myślałam, że to rozmowa dwóch kochanków. Zdałam sobie jednak sprawę, że to pieśń od pustyni do mnie. "Ale jeśli chcesz mnie kochać - podążaj za mną z oddaniem". Oto "Gilgamesh".
W celu zainteresowania prasy singlem "Gilgamesh" stworzyliście taką paczkę z różnymi utworami. Taki mini best-of wysyłany do dziennikarzy. Bałaś się, że pojedynczy numer zaginie gdzieś w zalewie maili?
Nie, nie. Ale to interesujące zobaczyć jak ludzie reagują na różne kompozycje. Wiesz, dostaliśmy mnóstwo komentarzy - wspaniałych. Dostałam komentarze dziękujące za ten album. "To moje ulubione wydawnictwo roku. A wierz mi, dostaję 500 albumów tygodniowo czy tam miesięcznie i zamiast rzucić okiem na każdy utwór po kilka sekund, to przesłuchałem całość". Jestem wdzięczna wszystkim osobom, które zrecenzowały ten album, ludziom, którzy przeprowadzali ze mną wywiady. To ciekawe zobaczyć, ku jakim utworom ich ciągnie.
W 2025 roku "Desert Electric" doczekał się zupełnie nowej wersji. Skąd decyzja, by ponownie spojrzeć na ten materiał?
Doskonałe pytanie. Kiedy zrobiłam poprzednie wydanie te kilka lat temu, to wszystko było zrobione pospiesznie, ponieważ ruszaliśmy w trasę. Chciałam coś wtedy mieć. Po zakończeniu trasy zdałam sobie sprawę z tego, że stać mnie na więcej. Chciałabym przedstawić lepsze kompozycje, chciałabym lepszej produkcji. Wtedy postanowiłam, że chcę, aby to było moje arcydzieło. To, nad czym tyle lat pracowałam. Stąd taka decyzja.
Co się zmieniło względem tego oryginalnego wydania? Dodaliście nowe partie, przepisaliście inne?
Tak. Na tym albumie mamy to, co naprawdę chciałam wyrazić. To jest to. To jestem cała ja. To jest nasz zespół. To jest mój styl pisania. Jest kilka numerów z oryginalnej wersji "Desert Electric", ale wszystkie zostały zremiksowane i doczekały się nowej produkcji. "Pozbądźmy się tego czy tamtego, wyczyśćmy to i tamto". Dodatkowo dodaliśmy zupełnie nowe utwory i kilka starszych, na które zabrakło czasu w przypadku tej poprzedniej wersji.
Studio należące do Twojego producenta, Richa Mousera, spłonęło podczas pożarów, które dotknęły Los Angeles. Straciliście jakiś materiał z "Desert Electric"?
Dzięki Bogu nie. To było rok temu. "Desert Electric" miał się ukazać już w lutym 2025 roku. Dopiero co opuściłam studio i zrobiliśmy ostateczne miksy. Ale niestety w wyniku wielkiego pożaru w Altadenie, którego rocznica była 7 stycznia, Rich stracił dom, swoje studio - wszystko. To była prawdziwa tragedia. Najważniejsze jednak, że jemu nic się nie stało. To najważniejsze. Poza tym uratował wszystkie dyski twarde (śmiech). Uciekł ze wszystkimi twardymi dyskami. I dzięki Bogu, bo wiesz: nie jesteśmy jedynymi jego klientami. Jest dużą nazwą, ma wielu klientów z różnych stron świata. Złapał dyski, swojego kompa, parę wzmacniaczy, mikrofonów. Stanął na nogach. Pracujemy razem nad nowym utworem i nowym albumem. Byłam u niego w zeszłym miesiącu i zamierzam go ponownie odwiedzić w przyszłym. Wiadomo, to nie będzie takie studio jak to, nad którym pracował od 30 lat. Mieliśmy parę miksów, ale przez ten pożar musieliśmy zaimportować wszystkie utwory, które już były gotowe do nowego systemu, zremisować je i zremasterować. Kropka. Dlatego, że utwory, które dopiero kończyliśmy nie brzmiały tak, jak te, które zostały ukończone w poprzednim studio. Nie mogliśmy odtworzyć tego wcześniejszego brzmienia. A nie chciałam, żeby jeden utwór brzmiał tak, a kolejny inaczej. No i zeszłej wiosny podjęłam decyzję, że skoro w końcu ma już nowy system, to weźmy wszystkie kompozycje i je zremiksujmy. Zremasterujemy je, by brzmiały jak jedna całość. Tak to wyglądało. I cieszę się mogąc powiedzieć, że brzmią świetnie. Jest fantastycznie, bo ostatecznie chodzi o to, co słyszysz - a Rich ma niesamowity słuch. Jest świetnym inżynierem dźwięku.
Ta nowa wersje "Desert Electric" promowana była przez utwór, o którym wspomniałaś wcześniej. Mogłabyś powiedzieć coś więcej o "Your Story"? Bo to opowieść o walce z uzależnieniem?
Tak, napisałam "Your Story" dla mojego nauczyciela kompozycji, który zabijał się swoim uzależnieniem. Straciłam parę osób przez uzależnienie, alkoholizm, narkotyki, samobójstwo. W "Your Story" chciałam powiedzieć ludziom, ich rodzinom, że jedyną rzeczą jaką możemy zrobić, to powiedzieć im, że jesteśmy i ich kochamy. Nie możemy ich jednak zmusić do tego, by przestali. Nie możemy sami ich uratować. Możemy być przy nich, mówić, że nam nich zależy. Nie możemy jednak wziąć odpowiedzialności, nie możemy wziąć na siebie winy - Ty musisz to zrobić, a ja przy Tobie będę. Co mogę zrobić, by ci pomóc? O tym jest ten utwór.
Wspomniałaś, że pracujesz nad drugim albumem. Jaką muzyczną drogą obecnie podążasz?
Świetne pytanie, bo jako artyści zawsze ewoluujemy. Pracuję nad drugim krążkiem, pracujemy nad utworem, który nagraliśmy wcześniej w studio Richa. Świetnie brzmią w nim bębny - jak w Led Zeppelin. Oczywiście piszę zupełnie nowe kawałki, ale też i zamierzam powrócić do niektórych wcześniejszych, ale trzeba będzie je na nowo wyprodukować i zremiksować. Nie mogę na razie powiedzieć, w którym kierunku to wszystko pójdzie. To znakomite pytanie. Myślę, że to będzie kontynuacja tego, co robimy. Zderzenie bliskowschodniego fusion z prawdziwym rockiem. Mój nowy utwór, nad którym obecnie pracuję, "One Song", to typowy rock, ale ma też przepiękne arabskie smyczki. Masz ten podniosły, rockowy numer i nagle w środku pojawia się fenomenalne solo na arabskiej wiolonczeli. Robimy to, co chcemy. Nie myślę o tym, co będzie popularne, co się może ludziom spodobać. Idziemy na żywioł. Mamy więc mocny rockowy numer, w którym nagle następuje wyciszenie, pojawia się przepiękna solówka na smyczkach z arabską perkusją. To coś, czego wcześniej nie robiliśmy. W zasadzie robimy po proste swoje.
Kiedy pojawi się ten nowy utwór?
Już niedługo. Najpierw jako singiel pojawi się "Caress the Moon", do którego powstał teledysk. Jest na albumie, jest gotowy. A miesiąc lub dwa później wypuszczę ten nowy kawałek. Nie mogę się doczekać!
A jak wygląda koncertowa sytuacja Rubi Ate the Fig? Wcześniej mniej lub bardziej regularnie koncertowaliście. Jak to wygląda obecnie?
Graliśmy w Stanach i odbiór zawsze był znakomity. Myślimy, by może zabookować coś w Europie. Byłoby fajnie, ale też i musiałoby to mieć sens z finansowego punktu widzenia. Musiałoby to na siebie zarobić. Na ten moment niczego nie mamy. Przyglądamy się kilku europejskim festiwalom. Spoglądamy również na kilka w Stanach, ale na razie zdecydowałam, by wszystkie nasze środki przeznaczyć na nagrania i teledyski. Oczywiście jeśli będzie nas stać, to jak najbardziej chcielibyśmy zagrać - nie ma nic lepszego niż grać z tymi ludźmi. Nieważne jak dobrze wyglądają nasze nagrania na żywo - jesteśmy świetni. Po prostu. Dajemy czadu. Muzycy są fenomenalni, solówki są fenomenalne, poszczególne partie są fenomenalne. Mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie. No ale na razie nic w tym temacie nie mam.
I to by było wszystko, co przygotowałem! Bardzo dziękuję za poświęcony czas i na koniec poproszę o kilka słów dla naszych czytelników.
Zapraszam do świata Rubi Ate the Fig. To mistyczna pustynia, z rytmem, wiatrem, piaskiem i morzem. Zapraszam Was do naszego świata pod pięknymi, pustynnymi gwiazdami.