Crematory - "Byliśmy zmęczeni. Byliśmy smutni"


Czy takie zespoły jak Crematory trzeba w ogóle przedstawiać? To w końcu jedna z najdłużej działających formacji zajmujących się gothic metalem. Działa od 1991 roku i na swoim koncie zapisać może 17 albumów studyjnych. Była związana z największymi: Massacre Records, Nuclear Blast, Steamhammer, Napalm Records. Całkiem niedawno zespół zakończył kampanię reedycji swoich wszystkich wydawnictw - tym razem we współpracy z ROAR/RPM. Czy może być lepszy temat do rozmowy niż podsumowanie dotychczasowej działalności? Oto więc założyciel Crematory, Markus Jüllich, z którym jednak nie tylko wyruszamy w przeszłość, ale także i w przyszłość - w końcu na rynku pojawi się coś z okazji 35. urodzin!







MetalSide: Hej! Słyszysz mnie? Halo, halo...

Markus Jüllich: ...Hej! Teraz mnie słyszysz? Musiałem się połączyć przez telefon. Nie wiem o co chodzi - mam jakieś problemy z Wi-Fi.

Najważniejsze, że się udało! (śmiech) Zacznijmy może ten wywiad od faktu, że niedawno zakończyliście kampanię reedycji swojej całej dyskografii. To była nostalgiczna podróż autostradą wspomnień?

Tak, to była dla nas fajna podróż. Zrobić to wszystko - nowy mastering, aranże, całkowicie nowy layout i sprawić, by wszystkie nasze albumy ukazały się na winylu. Fajnie mieć to wszystko na czarnym krążku z całkowicie nowym brzmieniem. Jesteśmy szczęśliwi z tego powodu.

Wypuszczaliście krążki z Massacre Records, Nuclear Blast, Steamhammer. Reedycji z kolei ukazały się pod szyldem ROAR - Rock of Angels Records. Były jakieś problemy z prawami? Były jakieś ciężkie rozmowy?

Wszystko poszło bezproblemowo. Wszystkie kontrakty były już zakończone, przez co wszystkie prawa ponownie wróciły do mnie. Dlatego właśnie podpisałem nową umowę z Reigning Phoenix Music / Rock of Angels Records. Uznałem, że teraz oni będą naszym wydawcą. Że to do nich należeć będzie nasza przyszłość i to z nimi wydamy nasze starsze rzeczy, ale w odświeżonym wydaniu.

Jak w ogóle skończyliście w Reigning Phoenix Music? Bo "Unbroken" i "Inglorious Darkness" ukazały się jeszcze dzięki Napalm Records.

Dbam o to, by nigdy nie zostawać zbyt długo pod skrzydłami jednej wytwórni. Uważam, że warto zmieniać wydawców. Oczywiście czas spędzony z Napalm był bardzo dobry, ale w Reigning Phoenix ponownie spotkaliśmy z naszymi starymi znajomymi pamiętającymi stare dobre czasy z Nuclear Blast, jak np. Ute Linhartem, czy Markusem Wosgienem. Spotkaliśmy się dwa lata temu po koncercie na Wacken Open Air i miło spędziliśmy razem czas. Zaoferowali mi dobrą umowę dla Crematory i uznałem, że dobrze się nam będzie znów pracowało - z tymi starymi kumplami. Podpisaliśmy kontrakt na zupełnie nowy album, jak również i na wznowienia tych starych.

Co zmieniliście w brzmieniu tych krążków? Znajdziemy na nich coś ekstra, jak np. niewydane wcześniej zdjęcia?

Ok, kiedy robisz dany album te trzydzieści lat temu lub więcej, to współcześnie nie brzmi już zbyt nowocześnie. Cyfrowo zremasterowaliśmy gitary na wszystkich krążkach, by brzmiały bardziej współcześnie, nowocześnie. Mamy teraz więcej możliwości jeśli chodzi o całą tę techniczną stronę.

Demówka "Crematory" ukazała się pod zmienionym tytułem. Nie chcieliście mieć dwóch wydawnictw z tą samą nazwą?

Kurwa, akurat ktoś do mnie dzwoni... Kiedy w 1992 roku wypuszczaliśmy to demo, to nie miało ono tytułu. Teraz, kiedy wypuszczaliśmy je na winylu, to rozmawialiśmy z wydawcą na temat nadania mu oficjalnej nazwy. Wybraliśmy "Engulfed in Darkness". Po raz pierwszy ten materiał ukazał się na winylu. W tym roku z Crematory obchodzimy 35-lecie powstania i w maju będziemy wypuszczać składankę największych przebojów, wzbogaconą o cztery ekskluzywne kompozycje: dwie po niemiecku i dwie po angielsku. Bonusowym krążkiem CD będzie właśnie "Engulfed in Darkness". Był winyl, to teraz będzie bonusowa płytka CD w zestawie 3xCD.

Widziałem właśnie, że Katrin wrzuciła parę fotek ze studia.

Dopieszczamy właśnie wszystkie szczegóły. Pracujemy ze świetnym artystą, który przygotowuje obraz na okładkę - farbami olejnymi. A w środku będą okładki wszystkich naszych wydawnictw. Będzie to niesamowicie wyglądać! Opracowujemy layout, a w przyszłym tygodniu kręcimy dwa teledyski - do dwóch nowych kawałków. Wszystko idzie zgodnie z planem. Dwa, trzy tygodnie i znane będą wszystkie szczegóły tego wydawnictwa.

A mógłbyś powiedzieć coś więcej o udziale Katrin w tej pierwszej demówce? Bo wtedy pełniła "zaledwie" rolę gościa.

Tak, dokładnie. Wtedy była jeszcze była gościem - dlatego nie zobaczysz jej na zdjęciu. Zagrała gościnnie na tej demówce, a następnie pomyśleliśmy, że świetnie pasuje i na naszym debiutanckim albumie już zrobiliśmy z niej pełnoprawną członkinię grupy.

Crematory przesuwał granice gothic metalu. Każdy album był inny. Czy patrząc wstecz uważasz, że niektóre wybory były... może nie tyle błędne, co prowadziły donikąd?

Myślę, że z każdym albumem rozwijaliśmy swój styl. Próbowaliśmy innych, nowych rozwiązań. Dla przykładu: niemiecki album z '96 był dla nas wyjątkowy. Na początku nie byliśmy pewni, czy powinniśmy iść tą drogą, bo był bardziej rockowy i na dodatek po niemiecku. Ale Crematory za każdym razem robi to, co chce. Uznaliśmy, że to dobry czas na to, by spróbować czegoś takiego. I wyszło bardzo dobrze. Jeśli idzie o sprzedaż, to jest to nasz drugi album. Zaraz po "Illusions", na którym jest "Tears of Time". Później mieliśmy więcej gotyckich dźwięków, następnie nieco więcej elektroniki. Dla mnie, jako muzyka, bardzo ważne jest rozwijanie się z albumu na album. Nie chcę być jak AC/DC - grać to samo gówno przez 40 lat (śmiech). Chcę próbować nowych rzeczy. Chcę rozwijać swój styl. Chcę się tym bawić, czerpać z tego radość - z tworzenia muzyki.

Po latach zresztą wróciliście do tego pomysłu na album w języku niemieckim: dostaliśmy w końcu "Klagebilder".

To jest w ogóle zabawne, bo za tym albumem nie krył się żaden koncept. Jedynym pomysłem było to, że wchodzimy do studia mając kilka tekstów po niemiecku. Siedzieliśmy tam przez następne dwa miesiące. Wszystko powstało w samym studio - przed wejściem nie mieliśmy niczego. Po prostu weszliśmy i powiedzieliśmy sobie: "No dobra, wypróbujmy to nowe gówno i napiszmy coś nowego".

"Act 7" z 1999 roku w notkach dotyczących reedycji nazywany jest kamieniem milowym w Waszej dyskografii. To najlepszy krążek w Waszej karierze?

Wiesz, dla mnie każdy album jest tym najlepszym albumem (śmiech). Uważam, że to bardzo ważne, by wraz z kolejnym krążkiem krok po kroku się rozwijać. Do tego czasu naszym najlepiej sprzedającym się albumem był "Illusions" z "Tears of Time" - to był dla nas prawdziwy przełom. Teraz już nie sprzedaje się tylu egzemplarzy płyt CD czy winyli - liczy się streaming i liczba pobrań. To już zupełnie inne czasy niż te 25 lat temu, kiedy sprzedawało się dużo fizycznych kopii. No ale tak już jest - trzeba z tym jakoś żyć. Nie przeszkadza mi to. Tak jak mówiłem wcześniej: dla mnie najważniejsze jest, by z każdym albumem trochę się rozwijać.


Jeśli się nie mylę, gdzieś w okolicy 2000 roku nastąpiła krotka przerwa w działalności Crematory. Co się wtedy stało?

Ach, mieliśmy wtedy 10-lecie Crematory - zaczęliśmy w 1991, graliśmy do 2001. Byliśmy zmęczeni. Byliśmy smutni. Byliśmy bardzo zajęci przez te 10 lat pracy z zespołem. Był to czas na to, by trochę odpocząć i przeorganizować swoje prywatne życie. Ożeniłem się z Katrin. Zaszła w ciąże. Nasze pierwsze dziecko urodziło się w 2003 roku. Powiedziałem wszystkim członkom, że mamy teraz po 30 lat i trzeba się zająć naszym prywatnym życiem, bo w tym momencie nie da się już żyć tylko z muzyki. Nie ma z tego tylu pieniędzy, by się utrzymać tylko z niej. Musimy ogarnąć sprawy prywatne, normalne prace, rodziny i to wszystko. Do 2004 mieliśmy już wszystko poukładane. Wróciliśmy z Crematory uznając, że to będzie coś obok codziennej pracy i rodziny.

Jak udało się połączyć koncertowanie z Crematory z posiadaniem dzieci?

Rozmawialiśmy z naszym wydawcą - wtedy było to Nuclear Blast - i powiedziałem, że chcemy wrócić z Crematory, ale już nigdy nie chcemy wypuszczać albumów co rok. Nie chcemy co roku ruszać w trasy trwające trzy, cztery czy pięć miesięcy. Chcemy, by Crematory było naszym hobby - czymś obok rodziny i pracy. Będziemy grali tylko z 30 koncertów rocznie - nie więcej. Będziemy wydawać nowy album co dwa, trzy lata. I będą one utrzymane na bardzo wysokim, profesjonalnym poziomie. Ale nie co roku, tylko co dwa lub trzy.

A jak oceniasz ten najodważniejszy, najbardziej przesiąknięty elektroniką album w Waszej dyskografii: "Antiserum"? Bo fani byli podzieleni.

Po raz pierwszy postanowiliśmy pobawić się elektroniką na "Revolution" - naszym powrotnym albumie. To był pierwszy raz. Później zrobiliśmy "Klagebilder" - nasz drugi niemiecki. Następnie "Pray" i "Infinity". Po nich usiedliśmy i powiedzieliśmy sobie, że teraz czas na drugą część tego elektronicznego materiału. Dlatego właśnie zrobiliśmy "Antiserum". Całkiem fajnie się sprawdza, ponieważ trafiliśmy zarówno do fanów metalu, jak i EMB. Połączyliśmy te światy. To było dla nas spore wyzwanie - pracować z elektroniką. Pracuję z różnymi muzykami i każdy ma na coś takiego inny pomysł. Podsuwają mi pomysły na aranżacje, na klawisze. Zupełnie inaczej pracuje się z muzykami nurtu EBM i elektroniki, niż typowo metalowymi.

Crematory nie ucieka od trudnych tematów. Byliście jednym z pierwszych niemieckich zespołów krytykujących swój rząd za opieszałość w temacie pomocy Ukrainie. Uważasz, że jesteśmy bliżej rozwiązania tego konfliktu?

Mam nadzieję, że ta wojna zakończy się tak szybko, jak to tylko możliwe, bo to gówniana sprawa. Zawsze powtarzam, że powinno się tworzyć muzykę, nie konflikty. Mamy przyjaciół na całym świecie. Wiele razy graliśmy w Rosji, graliśmy także na Ukrainie. Graliśmy w całej Europie. Mamy fanów na całym świecie. Mam nadzieję, że ta wojna wkrótce się skończy i wszyscy znów będą w przyjacielskich stosunkach.

Co w ogóle sądzisz o graniu w Rosji w tej sytuacji?

Nie wiem. Wielu fanów z Rosji pisze do mnie na Facebooku i Instagramie, że fajnie by było, gdybyśmy do nich przyjechali coś zagrać. To trudne dla nas, ponieważ nasi fani z Rosji nie mają nic wspólnego z tym politycznym gównem, które się rozlało. Chcielibyśmy do nich przyjechać, podobnie jak chcielibyśmy ponownie wrócić na Ukrainę - byłoby fajnie. Oby to wszystko się szybko skończyło. Myślę, że za dwa lub trzy lata sytuacja już się unormuje - wtedy zobaczymy. Myślę, że już będzie po wojnie i wszyscy znów będą przyjaciółmi. Znów będziemy mogli grać na całym świecie.

Pamiętam też jaką burzę wywołałeś krytykując fanów za to, że nie kupują płyt swoich ulubionych zespołów i nie chodzą na ich koncerty. Skąd ten cały hejt? Ja byłem na koncertach legend, na których bawiło się ze 20 czy 30 osób... A później zdziwko, bo kończą działalność, albo mówią, że więcej nie przyjadą.

Taka prawda. Już 10 lat temu mówiłem, że streaming i ściąganie z Internetu zabija rynek. Jak pamiętasz, w 2001 roku Lars Ulrich z Metalliki jako jeden z pierwszych zwrócił uwagę na to, co się dzieje z Napsterem. I wszyscy mówili, że upadł na głowę - dokładnie taka sama sytuacja. A kiedy napisałem - już nie pamiętam, czy był to rok 2014 czy 2015 - że coś takiego zabija muzykę, to już była to prawda. Było widać tę zmianę. Dużo klubów zamyka się, ponieważ ludzie wolą siedzieć w domu zamiast pójść na koncert. Zbyt wiele osób nie kupuje już winyli czy płyt CD - słuchają przez streamingi. To wyrok śmierci dla wielu zespołów, szczególnie grających metal i gothic. To wsparcie jest potrzebne. Jako muzyk metalowy nie zarabiasz zbyt wiele pieniędzy, ale jednak musisz wszystko opłacić: no wiesz, studio, produkcję, osobę, która zaprojektuje artwork, layout, stworzy teledysk, zajmie się promocją. To wszystko kosztuje. I to, co napisałem te 10 lat temu było prawdą. Ludzie nie chcą o tym słyszeć, ale to prawda. Miałem rację. Nawet obecnie wielu muzyków to przyznaje. Mówią: "Markus, miałeś rację".

Ostatnio Gary Holt z Exodus powiedział w jednym z wywiadów, że już nie jest muzykiem tylko sprzedawcą merchu.

Tak, to jest duży problem. Dlatego dobrze, że w tym 2001 roku odszedłem i powiedziałem, że Crematory potrzebuje przerwy. Musieliśmy przeorganizować nasze prywatne życia. Ogarnąć normalne prace i robić Crematory pod profesjonalnym wydawcą. Obok codziennej pracy. Utrzymujemy się z normalnej pracy, a Crematory robimy dlatego, że to kochamy. To nasze dziecko.

Takim podsumowaniem Waszej dotychczasowej pracy był box-set ze wszystkimi albumami. Znajdziemy na nim bonusowy krążek nazwany "Reflections". Co to za remiksy?

Za każdym razem, gdy tworzymy album, to towarzyszą mu remiksy. Robią je inni artyści. Chcieliśmy mieć coś specjalnego dla osób, które kupią ten box składający się z 18 płyt. Ekskluzywną płytkę przede wszystkim z remiksami, które nigdy wcześniej nie znalazły się na jednej płycie.

W zeszłym roku świętowaliście też premierę nowego albumu - "Destination". Jak dużo do Crematory wniósł ten nowy nabytek: Oliver?

Jak Oliver dołączył do zespołu, to materiał już był skończony. Grał na basie w studio - wszystko już wcześniej było skomponowane. To moja sprawka. Ja się tym zajmuje. Komponuję cały materiał. On dołączył jak trzeba było to zagrać w studio. Nie był w ogóle związany z procesem jego komponowania. Tak jak w przeszłości, to głównie moja praca, którą wykonałem wespół z Rolfem - naszym gitarzystą.


A skąd pomysł na cover Type O Negative?

Zabawna historia. To było w drodze na Masters of Metal - duży festiwal w Czechach. Słuchaliśmy w busie klasyków gothic metalu: Type O Negative, Paradise Lost, Tiamat, Amorphis, Moonspell. Rozmawialiśmy przy tym, co zrobimy na naszym kolejnym albumie. Pojawił się pomysł, by nagrać jakiś cover. I wtedy z głośników poleciał "My Girlfriend's Girlfriend". Powiedziałem, że to kawałek, który całkiem nieźle by do nas pasował. Zrobimy go nieco szybciej, zrobimy na naszą modłę, zaprosimy jakichś gości. A wcześniej słuchaliśmy End of Green, w którym śpiewa Michelle Darkness. Uznaliśmy, że to by było świetne połączenie. Zapytamy się Michelle'a i spróbujemy tego kawałka, bo by fajnie pasował do Crematory. Spróbowaliśmy w studio, no i oto efekt.

Miałeś szansę poznać Petera? Przecinaliście się na festiwalach?

Tak, byliśmy takimi "małymi" przyjaciółmi. W latach 90. graliśmy z Type O Negative kilka festiwali w Niemczech. Mieliśmy za sobą parę świetnych wspólnych pokoncertowych imprez (śmiech). To były dobre czasy. Był - spoczywaj w pokoju Peter - naprawdę wyluzowanym gościem. To dla nas coś wyjątkowego, ponieważ Type O Negative jest/był bardzo ważnym zespołem dla całej gotyckiej sceny lat 90. To nasz hołd dla nich.

Historia Crematory liczy 35 lat. Jak każda, posiada wzloty, jak i upadki. Jedna z bardziej przykrych przygód przydarzyła się Wam całkiem niedawno. Jak to się stało, że straciliście oficjalny profil zespołu w mediach społecznościowych, który obserwowany był przez jakieś 300.000 osób?

(śmiech) Nie mam pojęcia. Nie jestem zbyt techniczny. Byłem w studio, zrobiłem parę zdjęć i chciałem je udostępnić, ale z jakiegoś powodu nie mogłem. Uznałem, że dobra - spróbuję na spokojnie w domu. Jak już byłem w domu, to spróbowałem ponownie i się udało. Następnego dnia dostałem ze 100 maili z zapytaniem: czy Crematory zarabia teraz na robieniu porno? "Jakiego kurna porno?" - pomyślałem. Odpaliłem Facebooka i patrzę, a pod moim postem było pełno linków z porno. I usunąłem je. Następnego dnia: to samo gówno. A problem polega na tym, że jak chcesz to zablokować, to musisz to otworzyć. I to był błąd. Otworzyłem linki żeby zostały zablokowane przez Facebooka. I następnego dnia straciliśmy wszystko. Strona na Facebooku miała już nowego administratora, który miał dostęp do wszystkiego. Zgłosiłem sprawę do mojego prawnika żeby spróbował wyprostować to z Facebookiem, ale nie zrobili niczego.

Czyli najpierw została zhakowana, a później zablokowana za porno?

Wiem, że to samo spotkało czeski Spark Magazine. Ten sam problem - zalew treści porno. Im jednak udało się odzyskać kontrolę na stroną. Nam jednak nie. Nie rozumiem. Musieliśmy zaczynać od zera.

I to wszystko, co przygotowałem. Dzięki za poświęcony czas i na koniec poproszę o kilka słów dla polskich wielbicieli gothic metalu!

Chciałbym podziękować naszym fanom z całego świata - głównie za świetną sprzedaż "Destination". Na niemieckiej liście sprzedaży uplasował się na ósmym miejscu. Zawsze chciałem mieć album w TOP10. Wiem, że są rozmowy na temat zagrania na jednym albo na dwóch festiwalach w Polsce. Dawno nas u Was nie było. Bylibyśmy szczęśliwi, gdyby udało się zagrać w tym albo w przyszłym roku i spotkać się polskimi fanami.

Jeszcze raz: bardzo dziękuję i życzę miłego dnia!

Bardzo dziękuję za wsparcie! Na razie!

zdjęcia: Ingo Spörl


Autor: Tomasz Michalski

Data dodania: 26.03.2026 r.



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2026 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!