Vígljós - "Miód > Heroina"


Powstały w 2023 roku, w Bazylei - Vígljós jest przedstawicielem nowego nurtu jaki obserwuje się od kilku lat w black metalu. Muzycy odchodzą od składania hołdu Szatanowi a coraz częściej skłaniają się ku naturze, historii, czy zatapiają się w regionalny folklor. Inspiracją Vígljós jest pszczelarstwo oraz naturalne halucynogeny. Ale ich muzyka nie jest miodem na uszy. A raczej w większości jest wściekła, maniakalna i zwierzęca. I niestety mimo zamiłowania do pszczółek i tym samym do kwiatków, wokalista o tajemniczym pseudonimie "L" nie mógł pochwalić się kwiecistą mową w tym wywiadzie.





MetalSide: Witajcie. Nazwa zespołu "vígljós" oznacza w języku staro-nordyckim - światło zdolne zabić człowieka. Co to za światło?

L: Bardzo specyficzne, przerażające światło. Takie, które sprawia, że drżysz i pocisz się w snach.

Jednak Wasz zespół skrywa więcej intrygujących tematów. Tematyka pszczelarstwa raczej jest niespotykana w black metalu. Wasz pierwszy singiel "The Apiarist" (pszczelarz) już sugerował takie zainteresowania. To bardzo oryginalne - łączenie złowieszczego i drapieżnego black metalu z tematyką pożytecznych owadów. Chyba, że ten pszczelarz to symbol?

Traktujemy te tematy jako alegorię, sposób na przedstawienie naszych wizji świata. Natura to bardzo dobitny język, który pozwala przekazać przesłanie.

W 2024 roku wydaliście debiutancki album "Tome I: Apidæ". Okładka (obraz flamandzkiego malarza XVI wieku Pietera Bruegla Starszego) również porusza tematykę pszczelarstwa. Ale co oznacza słowo "Apidæ". Mnie skojarzyło się ze słowem "opioid" określającą pewną grupę substancji psychoaktywnych.

Apidae to po prostu biologiczny termin określający pszczoły.

Dopasowując sobie słowo "opioid" do pierwszego albumu sugerowałem się drugim, najnowszym albumem z 2025 roku "Tome II: Ignis Sacer", ponieważ na nowym albumie zainspirowały Was dawne zjawiska związane z zatruciami alkaloidami sporyszu (formy przetrwalnikowej pasożytniczego grzyba buławinki czerwonej - Claviceps purpurea) dawniej występującego w kłosach zbóż. Słyszałem ciekawe opowieści na ten temat, jeszcze na studiach medycznych...Ergotyzm to choroba zwana ogniem świętego Antoniego był motywem przewodnim ostatniego albumu. Dlaczego akurat na celownik wzięliście tę chorobę?

W naszym regionie sporysz i jego skutki są znane od dawna. Dzięki zakonowi Antonianów z Ołtarzem z Isenheim oraz dwudziestowiecznemu chemikowi Albertowi Hofmannowi jesteśmy otoczeni wpływem tego małego grzyba.

Ale też substancje otrzymane ze sporyszu przysłużyły się w lecznictwie i nie tylko. Jedną z substancji jest przecież LSD. Czy wierzycie, że substancje halucynogenne mogą poprawić kreatywność twórczą i wzmocnić natchnienie artysty?

Nie wierzy się w działanie substancji psychoaktywnych. To nie religia, to fakt. LSD wpłynęło na znaczną część naszego dziedzictwa kulturowego, Hendrix, The Beatles, co tylko zechcesz. Zdajemy sobie sprawę, że poszerzenie zakresu percepcji może być korzystne dla twórczości.

To może wróćmy na ziemię. Co inspiruje Was muzycznie? Czasem słyszę wpływy norweskiego black metalu z tzw. II fali w stylu Burzum. Innym razem jakbym słyszał inspiracje Hellhammer czy Celitc Frost. Ale też czy mnie się wydawało, że elementy muzyki country wdarły się do Waszego black metalu w utworze "Decadency and Degeneration" z drugiego albumu?

Przywiązywanie się do "opisów gatunkowych" jest dość głupie. Każdy może oczywiście swobodnie racjonalizować swoje doświadczenia, ale ostatecznie, przynajmniej dla nas, nie ma to znaczenia. Nie wyznaczamy tych granic - sztuka, muzyka, ekspresja - wszystko jest wolne. Robimy to na co mamy ochotę.

Ze Szwajcarią jestem związany bardzo sentymentalnie. Przez wiele lat żyła tam moja matka. I tam jest pochowana. Dlatego często odwiedzałem Szwajcarię i mogłem podziwiać naturalne piękno tego kraju. Czy dobrze rozpoznałem, że nagrywając wideo do "Vígljós" byliście nad przepaścią Creux du Van oraz w największym naturalnym podziemnym jeziorze Św. Leonarda (Lac Souterrain de Saint-Léonard)?

Mamy szczęście mieszkać w Szwajcarii, w miejscu, gdzie w ciągu godziny jazdy samochodem można zobaczyć góry, jeziora, równiny, lasy, średniowieczne miasteczka, doliny i tropikalne krajobrazy. Nie wchodziło w grę, żeby z tego nie skorzystać. Z naszych dolin i terenów wiejskich emanuje wiele starożytnego mistycyzmu, wynikającego z potężnego wpływu tych miejsc. Podróż tam, na przykład do Creux du Van czy Lac Souterrain, była jak ponowne połączenie się z pierwotnym źródłem.


Czy stroje i te maski z wikliny zakrywające twarz, które przywdziewacie to są średniowieczne stroje pszczelarzy? Ktoś Wam to zrobił na zamówienie?

Tak, zrobiliśmy je specjalnie dla Vigljos. Nasz przyjaciel Janja pomógł nam je stworzyć.

Na każdy koncert wychodzicie w tych strojach? Zapewne trudno jest wytrzymać na scenie w tym ubraniu i w maskach zakrywających twarz?

Jasne, że tak. To najgorszy pomysł, jaki kiedykolwiek powstał. Nie róbcie tego, nic nie zobaczycie, nie będziecie mogli pić ani słyszeć, to po prostu fatalny pomysł.

A w ogóle to lubicie miód? Niestety nigdy nie jadłem miodu od szwajcarskich pszczół. W moim regionie jest dużo pasiek. Zawsze w domu mam kilka słoików miodu.

Miód > Heroina.

Występujecie pod pseudonimami. Dlaczego?

Bo nie ma znaczenia, kim jesteśmy. Jesteśmy tylko naczyniami, śmierdzącymi workami mięsa, wykonującymi coś o wyższym znaczeniu.

Do współpracy zaprosiliście człowieka, który gra na melotronie. Czy melotron był świadomym wyborem? Dlaczego nie keyboard?

W jakiś sposób tak wyszło. Skłamałbym, gdybym powiedział, że to wszystko było częścią wielkiego planu. Czasami elementy po prostu się układają.

Muzykowi grającemu na melotronie jest chyba najgorzej podczas koncertu. Ten chochoł na głowie chyba nie jest wygodny, hahaha...

Gra w Vigljos nie polega na dobrej zabawie. Cierpienie jest częścią gry.

Nie macie basisty. Ale czy na albumie są partie grane przez bas? Czy te dźwięki imituje melotron?

Na albumie nie ma basisty ani basu, tylko gitara, bas i mellotron.

Czegoś tu nie rozumiem, ale ok. Mam wrażenie, że ostatnimi czasy w black metalu zauważa się nowy nurt. Zespoły odchodzą od składania hołdu Szatanowi i stania w opozycji do religii chrześcijańskiej. Coraz częściej, black metalowe zespoły pozostają obojętne na chrześcijaństwo, a raczej hołdują naturze, skłaniają się ku historii, czy zatapiają się w regionalny folklor czy jakąś kulturę. Czy Vígljós wpisuje się w ten nurt?

Nie interesują nas trendy, black metal jako forma artystycznego wyrazu ma przekraczać wszelkie granice. Po prostu robimy to, co lubimy, nie marnując myśli na bycie "trve", "trendy" czy "oryginalnym".

A zatem jakie przesłanie dla świata niesie Vígljós?

Wyrażajcie siebie, nie przejmujcie się tymi wszystkimi przeciętnymi nieudacznikami wokół siebie, bądźcie "queer", popełniajcie przestępstwa, bądźcie kreatywni i jeśli to możliwe, bądźcie utrapieniem dla tych, którzy próbują was uciskać.

Brzmi grubo! (śmiech). I dziękuję za wywiad! Na zakończenie powiedzcie o swoich planach na rok 2026.

Nie możemy się doczekać kolejnych koncertów, wkrótce wyruszymy w trasę po Afryce i mamy nadzieję, że po Azji. A co najważniejsze, po prostu świetnie się bawimy!


Autor: Paweł "Pavel" Grabowski

Data dodania: 15.02.2026 r.



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2026 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!