Mathias Lillmåns - "To była długa, długa podróż"


Mathias Lillmåns świętuje w tym roku 30-lecie działalności w Metalu. Wiadomo, obecnie większość osób kojarzy go głównie jako wokalistę Finntroll oraz ...And Oceans, ale śpiewa on również i w kilku innych, mniej lub bardziej znanych kapelach. Jego droga do miejsca, w którym się obecnie znajduje prowadziła jednak przez morze undergroundowych kapel - i w niektórych z nich nie był nawet frontmanem! Z okazji jubileuszu wypuścił on pod własnym szyldem najpierw dwie wspominkowe EP-ki, a następnie pełny, retrospektywny album ("Remains") ze skarbami z tych zamierzchłych czasów. Postanowiliśmy umówić się z tym artystą, by prześledzić te jego pierwsze, nie zawsze pewne kroki w muzycznej branży. Jak patrzy na swój wczesny materiał? Jest coś, czego można się wstydzić?





Mathias Lillmåns: Cześć! Dobrze mnie słychać?

MetalSide: Cześć! Tak! Tylko audio? Nie ma połączenia wideo?

Nie, nie. Poczekaj chwilkę... Muszę tylko...

Odrobina technologicznej magii...

Taaa... Coś w ten deseń. Gdzie to jest? Jak to się robi? (śmiech) Myślę, że od razu też zmienię nazwę. No i już! Chociaż muszę włączyć światło, bo jest trochę za ciemno... Och... Nie! (śmiech) Żarówka się przepaliła! (śmiech)

Będzie ciemno i klimatycznie! (śmiech)

No! Przepraszam najmocniej! (śmiech) Co tu się kurwa stało? To nie powinno tak wyglądać (śmiech). Dobra, udało mi się podłączyć małą lampkę. Nie jest teraz za jasno?

Jest spoko. Najważniejsze, że działa! No dobra, no to skoro świętujesz 30 lat w metalu, to chciałbym w tym wywiadzie skupić się Twojej muzycznej przeszłości. Zacznijmy od samego początku: jakie grupy ukształtowały Cię muzycznie? Które kapele sprawiły, że sam zechciałeś zostać artystą?

Cóż, to długa historia, ponieważ dorastałem w domu, w którym muzyka była bardzo ważna i otaczała mnie przez cały czas. Od zawsze więc słuchałem jakichś zespołów - odkąd sięgam pamięcią. Na początku, kiedy byłem jeszcze dzieckiem, słuchałem tych wszystkich popularnych grup rockowych, na przykład Pink Floyd, Led Zeppelin i tym podobnych. Codziennie leciały w moim domu. Tak więc to jest muzyka, przy której dorastałem. W pewnym momencie zdecydowałem... Cóż, myślę, że to nie była moja decyzja, ale raczej prośba rodziców, żebym sam zaczął grać. I tak to się potoczyło. A kiedy podrosłem, zacząłem słuchać więcej, jak to powiedzieć, muzyki heavy metalowej. W liceum przerodziło się to w ekstremalny metal. To była długa droga. Trudno powiedzieć, które zespoły miały na mnie największy wpływ, ponieważ moje gusta muzyczne stawały się coraz bardziej ekstremalne. To była długa, długa podróż do miejsca, w którym jesteśmy teraz.

Na początku dostaliśmy EP "Twilight Moon: The Forgotten Recording". Co możesz powiedzieć o zawartości tego wydawnictwa? Jak doszło do odgrzebania tych numerów?

Tak! (śmiech) To był mój taki pierwszy własny zespół. Wcześniej studiowałem muzykę i mieliśmy takie wiesz: szkolne kapele i tym podobne. Graliśmy covery i tego typu sprawy. Ale to jest pierwszy zespół, w którym faktycznie pisaliśmy własną muzykę. I tak, to jest mój pierwszy (śmiech). Co chciałbyś o nim wiedzieć?

Chciałbym wiedzieć więcej o tym "zaginionym" materiale.

Pierwszy utwór z tej EP-ki, "Wonderlust", tak naprawdę nie był zagubiony, ponieważ pamiętam to nagranie. Wiesz, to był jeden z tych utworów... To było nasze pierwsze demo. Po raz pierwszy weszliśmy do studia i coś zrobiliśmy. Więc to wciąż było w mojej głowie - nadal mam tę płytę w mojej szafce w domu. Ale jeśli chodzi o "Zapomniane nagrania", to bardziej chodzi o to, że raczej nikt nigdy jej nie dostał. Została chyba wypalona na zwykłej płycie na domowym CD-ROM-ie. Może zrobiliśmy z dziesięć kopii czy coś koło tego (śmiech). Nikt tak naprawdę nikt nie miał okazji przesłuchać tej płytki (śmiech). A potem, kilka lat po "wypuszczeniu" tego... Cóż, właściwie to już w następnym roku nagraliśmy znacznie lepsze utwory. Postanowiliśmy więc nie rozmawiać już o tym poprzednim materiale, bo wiesz: jest w mono, nie jest nastrojony i brzmi okropnie. Zrobiliśmy wszystko w ciągu dwóch popołudni. Zrobiliśmy tę EP-kę nie mając pojęcia, co w ogóle robimy. Po roku weszliśmy do prawdziwego studia i wiedzieliśmy już trochę więcej. Wiedzieliśmy, czego chcemy. A chcieliśmy wiesz, nieco wyciszyć to nagranie (śmiech). Przez wiele lat dyskutowaliśmy, czy powinniśmy kiedykolwiek o tym mówić. A teraz pomyśleliśmy sobie, że po 27 latach już możemy (śmiech). Teraz jest już w porządku. Teraz to już bardziej nostalgia i swego rodzaju zabawa. O dwóch pozostałych utworach zupełnie zapomniałem, więc to naprawdę "zapomniane utwory". Nigdy nie planowaliśmy ich wydawać. To było bardziej jak pre-produkcja, ponieważ nagraliśmy je ponownie. Później, w dużo lepszej wersji. Chcieliśmy przetestować te utwory przy pomocy... Szukam odpowiedniego słowa... "Wujka" naszego perkusisty. Miał ośmiościeżkowe studio i poszliśmy tam, aby wypróbować te utwory i zobaczyć, jak działają. Nie mieliśmy też pełnego składu - nadal brakowało nam klawiszowca. Właściwie to na tych dwóch utworach ja gram na klawiszach. Więc nigdy nie było zamiaru, żeby je wydać. Wszyscy jakoś zapomnieliśmy, że je zrobiliśmy. A kiedy szukałem materiału do wydania w ramach tej retrospektywy, przez przypadek je znalazłem i wysłałem chłopakom.


"Pamiętacie, że to zrobiliśmy?". A oni na to: "O tak, zupełnie o tym zapomnieliśmy!". Pogadałem ze wszystkimi i powiedzieli: "Jasne, dawaj! One są całkiem fajne!". I tak naprawdę, z jakiegoś powodu, wolę te nagrania od tych "prawdziwych". Mają w sobie coś, jakby groove, którego nie ma w tych późniejszych nagraniach. Te zostały stworzone na początku 2000 roku i wiesz... Wtedy brzmienie metalu było naprawdę, naprawdę, naprawdę przesadzone. Zespoły nie nauczyły się jeszcze, jak używać triggerów na perkusji w tego rodzaju muzyce. Wszystkie partie perkusji w ekstremalnych odmianach metalu były więc przesadnie przetworzone i brzmiały plastikowo. Zrobiliśmy to samo z "prawdziwymi" utworami. Nawet z tomami perkusji - to były naprawdę, naprawdę kiepskie sample. Mieliśmy Alesis D4. To z niego korzystaliśmy. Te zapomniane utwory, które tu mamy, to prawdziwe brzmienie. To nie jest najlepszy miks - my się na tym w ogóle nie znaliśmy. Ale mimo wszystko jest to całkowicie organiczne. Na przykład nie ma tu żadnego plastiku w bębnach. Dlatego właśnie bardziej podobają mi się te utwory. Jeśli chodzi o "prawdziwe" nagrania, które zrobiliśmy później, to faktycznie skróciliśmy te kompozycje, usunęliśmy kilka riffów. To dlatego, że były bardzo długie - niektóre trwają około siedmiu minut lub coś koło tego (śmiech). Czegoś się więc z tej pre-produkcji nauczyliśmy. Dzięki temu struktura utworów na EP jest o wiele lepsza. Ale podoba mi się ten organiczny charakter utworów, które mamy na "The Forgotten Recordings".

Ciekawa jest wersja na żywo "Stuck in Eternity". Kiedy została nagrana? Jak wspominasz te pierwsze koncerty?

Tak, pamiętam, że to było w 1999 roku. Jeden z pierwszych koncertów, jakie zagraliśmy. Odbył się podczas wielkiego, otwartego festiwalu w moim rodzinnym mieście. Przez cały dzień odbywały się darmowe koncerty, a na ulicach było mnóstwo ludzi. W centrum miasta jest duży park. Codziennie od rana do późnego wieczora grały tam zespoły. My też mieliśmy swój slot, ale nie pamiętam, w którym dniu tygodnia - może nawet w sobotę. Na pewno było to po południu. Mnóstwo ludzi - to był chyba jeden z moich największych koncertów, jakie kiedykolwiek grałem - aż do wielu lat później. Były tam setki, a chyba nawet ponad 1000 osób. Okej, nie byli fanami metalu (śmiech). Pamiętam, jak przed koncertem mieliśmy próbę dźwięku. Wyszedłem na scenę i stroiłem bas. Połowa publiczności wyszła, tylko dlatego, że stroiłem bas - używałem tego okropnego... W sumie nawet nie basu - to była właściwie gitara z efektem distortion na basie. Myślę, że to przesterowanie wystraszyło wielu ludzi. Tak więc to jest coś, co pamiętam. Pamiętam, że było fajnie. Nie zagraliśmy wielu utworów - może pięć, może nawet mniej. To mogły być cztery piosenki, no ale mieliśmy tam 15-20 minut. Ale tak, to był jeden z pierwszych, myślę, może nasz trzeci koncert lub coś w tym rodzaju. Mój trzeci koncert, na którym grałem własną muzykę. Więc to jest fajne wspomnienie. Zostało to nagrane na minidyskach prosto z konsoli mikserskiej. Dlatego brzmi tak, jak brzmi (śmiech).

Były w ogóle jakieś plany na LP? Powstał jakiś materiał na pełny krążek? Bo po dwóch EP zespół ostatecznie zakończył swój żywot.

Tak, mamy lub właściwie: mieliśmy. "Aether" jest czymś pomiędzy EP-ką a pełnym albumem, ponieważ zawiera 6 numerów. Nasze trzecie wydawnictwo ma tylko dwa utwory, a potem jest EP-ka z czterema kawałkami. Po niej już zrezygnowaliśmy. Ale tak naprawdę mieliśmy w planach wydanie pełnego album - chyba w 2005 lub 2004. Tak się składa, że odnalazłem również i te demówki. Kiedy przeglądałem piwnicę, znalazłem je na płycie CD. Ale są naprawdę w bardzo surowym stanie (śmiech). Ale tak, faktycznie mieliśmy w planach pełny album, coś w rodzaju 45-minutowego krążka. Ale nigdy go nie wydaliśmy. Zagraliśmy jeden koncert. Mieliśmy kilka lat przerwy. A potem zdecydowaliśmy - może to było w 2007 roku - zagrać ostatni koncert. A potem już nie graliśmy, ponieważ każdy miał inne sprawy na głowie. Mieszkaliśmy w różnych miejscach, ja mieszkałem w Helsinkach, niektórzy z chłopaków na północy. Byliśmy rozproszeni po całej Finlandii. Zdecydowaliśmy więc, że zrobimy jeszcze jeden koncert. I tak się stało. Nigdy nie wydaliśmy pełnego albumu.

Drugą wypuszczoną przez Ciebie retrospektywną EP-ką była ta poświęcona grupie Degenerate. Jak doszło do powstania tej formacji? Jak byś porównał ten materiał do Twilight Moon?

Tak, "Degenerate" to coś, co naprawdę chciałem wydać. Pokazuje, jak bardzo wszystko ewoluowało w krótkim czasie. Te utwory pochodzą, jak sądzę, z 2002 roku. Te dwa pierwsze - pozostałe pochodzą z 2003 roku. To było dawno temu, więc dokładnie nie pamiętam, ale wydaje mi się, że to był rok 2002. Wtedy ludzie znali mnie jako wokalistę - dla wielu osób byłem tylko tym. Ale bardziej byłem muzykiem. No bo wiesz, grałem na gitarze, basie lub klawiszach we wszystkich moich zespołach w tamtych czasach. A śpiew był raczej czymś w rodzaju zła koniecznego - ktoś po prostu musiał śpiewać. Kiedy więc poproszono mnie, żebym dołączył do Degenerate, byłem naprawdę szczęśliwy, że mieli już wokalistę. Pochodzę z małego miasta, gdzie liczba wokalistów była ograniczona. Trudno było znaleźć wokalistę, który nie byłby już członkiem kilku innych zespołów. Do tej pory śpiewałem we wszystkich moich projektach. Degenerate było pod tym względem dobre, ponieważ mogłem skupić się na graniu na basie. Śpiewałem też chórki w niektórych utworach. I na żywo, cóż, mieliśmy tylko jeden koncert z tym składem (śmiech). Ale naprawdę miło było odejść od mikrofonu. Do tej pory grałem i śpiewałem. Było to trochę uciążliwe, ponieważ musiałem skupiać się na obu tych rzeczach, co odbierało mi trochę energii w obu rolach. Więc w Degenerate mogłem grać tylko na basie i byłem z tego powodu naprawdę szczęśliwy. Wybrałem ten materiał, aby (jak mówiłem wcześniej) pokazać, jak daleko zaszliśmy w ciągu zaledwie kilku lat. Ale także dlatego, że jestem uważany za black metalowca, ale swego czasu miałem też wiele zespołów death metalowych. Ludzie mogą nawet uważać mnie także za folk-metalowca z uwagi na Finntroll, no ale to są moje korzenie i stąd pochodzę. To jest muzyka, którą lubię.


Degenerate w pewien sposób pokazuje inną stronę mnie. Oczywiście był to również początek mojej kariery jako inżyniera dźwięku. "Blinded" i "Displacement" to dwa pierwsze numery z mojego pierwszego, prawdziwego nagrania. Wcześniej robiłem tylko naprawdę niskobudżetowe rzeczy w moim garażu - z jednym mikrofonem na perkusji lub odtwarzaczem kasetowym blisko zespołu (śmiech). To było wszystko, co wiedziałem o inżynierii dźwięku. Tutaj z kolei był to taki projekt szkolny - nazwijmy to tak, ponieważ faktycznie musiałem robiłem to podczas studiów inżynierii dźwięku. Mogłem wykorzystać to w mojej szkole jako projekt. Było to naprawdę fajne, ponieważ po raz pierwszy nagrałem cały zespół za pomocą mikrofonów i tego wszystkiego. I dobrze, ponieważ kiedy przeglądałem piwnicę, znalazłem wyizolowane ścieżki dla dwóch pierwszych kompozycji. Znalazłem całą pierwszą EP-kę, którą nagraliśmy, ale niestety dwie pozostałe płyty CD były uszkodzone - nagrałem na każdej po jednej piosence z wyizolowanymi ścieżkami w formacie wave. No ale dwie pozostałe płyty CD były uszkodzone i nie mogłem uratować tych numerów. Trochę szkoda. Ale byłem naprawdę szczęśliwy, że mogliśmy to zremiksować. Nie chciałem robić czegoś w stylu super drogiego lub nowoczesnego death metalowego miksu (śmiech). Chciałem jednak pokazać je w nieco lepszy sposób. Ciągle nadal jest wiele rzeczy, które mogłyby być lepsze, gdy słucha się perkusji (śmiech). Wygląda to trochę tak, jakbyśmy nie do końca wiedzieli, co robimy (śmiech). Powinniśmy na przykład nastroić perkusję lub zmienić membrany i tym podobne rzeczy. Wtedy tego nie robiliśmy. Nie wiedzieliśmy, jak to jest ważne. No ale właśnie dlatego studiowaliśmy te rzeczy (śmiech).

Za odświeżenie brzmienia tych Twoich pierwszych demówek odpowiada Owe Inborr. Wiadomo, gracie razem w Ondfødt. Dlaczego to jednak na niego postawiłeś w tych kwestiach technicznych?

Już od wielu razem współpracujemy. Znam go od 10 lat i lubię to, co robi. Dodaje do swoich miksów nieco old-schoolowego klimatu - chociażby właśnie w Ondfødt. No i mamy razem taki projekt, w którym mieszamy black i death metal z crust/punkiem. Na dodatek mieszka bardzo blisko mnie, więc to był naprawdę łatwy wybór. Wsiadam do auta i już u niego jestem. Wie, czego oczekuję. No i właśnie lubię ten jego old-schoolowy vibe jakby z końcówki lat 90. i początku lat 2000 w Szwecji i Norwegii. Chciałem pójść w tym kierunku. Zremiksował te dwa kawałki i zremasterował wszystko, co słyszysz na retrospektywie. Prosty wybór.

No właśnie, te dwie EP-ki zapowiadały pełny retrospektywny album. Co możesz o nim powiedzieć?

Znajdziesz na nim sporo różnych kapel z tej okolicy - z centralno-zachodniej części Finlandii, skąd pochodzę. Najwcześniejszą będzie Twilight Moon. Wszystkie te zespoły, które znalazły się na albumie były wydane lokalnie. Mieliśmy jakieś małe nakłady CD czy coś w ten deseń. Inne dla przykładu pojawiły się tylko na takim MySpace (śmiech). No bo zanim Facebook rozpoczął erę social mediów to mieliśmy MySpace czy ReverbNation z tymi małymi odtwarzaczami na swoim profilu, z którego mogłeś puszczać muzykę. Tak więc część tego materiału pojawiła się tylko w takiej formie, inne tylko na paru CD puszczonych lokalnie. Dlatego uznałem, że fajnie będzie dać im nowe życie. Jest też jednak muzyka, której ludzie nie słyszeli - z bodajże 2010 roku. Musiałem podjąć parę decyzji, ponieważ miałem mnóstwo materiału ze wszystkich moich kapel. No i powiedzmy, że niektóre numery były okropne (śmiech). Ale inne były bardzo dobre, ale sama jakość nagrań była tak straszna, że nie nadawało się to do publikacji. Nie mieliśmy wówczas ani sprzętu, ani kasy na to, by stworzyć porządne nagrania. Są jednak pewne zaskoczenia. Mamy chociażby zespół Remains, a więc grupę, w którą powiedzmy, że ostatecznie wyewoluował Twilight Moon. To był taki spin-off. Styl grania był na tyle inny, że postanowiliśmy zmienić nazwę. Później moje życie skupiło się na latach z Degenerate, następnie rozwinęło się to w Chthonian. Jest też i kapela, którą tworzyliśmy później z chłopakami z Degenerate, no i niespodzianki, o których nie chcę rozmawiać (śmiech).

No właśnie: z chłopakami z Degenerate tworzyłeś później Observant. A muzyków Twilight Moon znajdziemy też w The Iniquity Descent. Te zespoły jeszcze żyją?

Nie, od bardzo długiego czasu niczego nie zrobiliśmy z tymi grupami. Cykl życia Observant był bardzo krótki - zrobiliśmy tylko jedną EP. Na kompilacji znajdziesz właśnie część utworów. Muzykę The Iniquity Descent znajdziesz już na Spotify czy na YouTube. Można więc powiedzieć, że specjalnie odpuściłem materiał tej grupy (śmiech). Kiedy już jednak dłużej zagłębiłem się w retrospektywę, to pomyślałem, że może bym zrobił coś na kształt playlisty ze wszystkim, co kiedykolwiek zrobiłem. Żebyś mógł tego wszystkiego posłuchać np. na Spotify. To byłaby fajna rzecz. Na tej płycie znajdziesz jednak tylko rzeczy, których nie znajdziesz na Internecie.

Jednym z takich Twoich wczesnych, nieco zapomnianych zespołów był Carnaticum. Jak zaczęła się ta black metalowa przygoda? I dlaczego tak szybko dobiegła końca?

(śmiech) Tak, to była jedna z tych rzeczy, nad którą zastanawiałem się, czy w ogóle umieścić ją na płycie. Ta pierwsza EP czy tam album - zwał jak zwał, bo numerów tam sporo, ale ostatecznie to krótkie wydawnictwo (śmiech)... Ale było to nagrane tak koszmarnie, że uznałem, że nie ma sensu. Nie wypuszczę tego (śmiech). Przynajmniej na razie. Z kolei drugie wydawnictwo było takie, że... nie było zbyt dobre (śmiech). Nie jestem jeszcze gotowy na to, by to ujrzało światło dzienne (śmiech).


A doczekamy się jakiegoś jubileuszowego koncertu pod szyldem Lillmåns? To mogłoby być fajne: Ty, znajomi muzycy z dawnych lat, zapomniany, może i niezbyt dobry materiał (śmiech).

(śmiech) Jeszcze nie wiem - nie podjąłem decyzji. Tak się składa, że wczoraj otrzymałem nawet ofertę. I to naprawdę dobrą: fajny klub w Helsinkach. No ale nie mam zespołu i w ogóle nie zdecydowałem, czy kiedykolwiek zagram te kawałki na żywo. Ale tak, fajnie byłoby zrobić taką... jakby to powiedzieć? Noc hołdu - ze spora liczbą "kapel", które by się pojawiły na scenie. No wiesz, różne line-upy. Z częścią chłopaków nie byłoby problemów - ciągle mamy ze sobą kontakt. To nie jest niemożliwe, ale nie myślałem nad tym jeszcze tak na serio. Jeszcze za wcześnie, by coś na ten temat powiedzieć.

A te EP-ki, co zapowiadały album są dostępne w wersji fizycznej, czy to typowo cyfrowe wydania?

Cały materiał znajdziesz na pełnej CD. Wszystkie kawałki. Są więc częścią fizycznego wydania kompilacji.

Rok 2025 przyniósł też nowe krążki od ...And Oceans, Dispyt i Morbikon. A czego będzie można po Tobie oczekiwać w przyszłym?

Niech no pomyślę... Co nagrałem, ale czego jeszcze nie wypuściłem? (śmiech) W tym momencie już pracujemy nad nowym materiałem Dispyt. Nagraliśmy bębny na nasz nadchodzący split - tutaj się więc coś dzieje. Oprócz tego, chyba już nic nie mam... Tak, na ten moment nic (śmiech). Będzie split Dispyt i zobaczymy, czy przyszłym roku nie zaczniemy nagrywać nowego Festerday.

A jak sytuacja z nowym krążkiem Finntroll? Bo trochę czasu minęło od "Vredesvävd".

Tak, pięć lat. Boże, jak ten czas leci! Cóż, jeszcze nie jesteśmy w fazie nagrywania. Słyszałem jednak parę nowych kawałków. Gramy dużo koncertów, a nie jesteśmy grupą, która komponuje w trasie. Trochę więc czasu zejdzie. Będzie długa trasa w styczniu i lutym - cztery tygodnie po Europie. Pojawimy się też w Polsce na kilku występach. Fajnie, bo chyba na trzech czy czterech - więcej niż zwykle podczas takich tras. Finntroll więc ciągle koncertuje, a nowa muzyka rodzi się w czasach spokoju.

Czego w ogóle będzie można się spodziewać po Heidenfest? To będzie prawdziwe święto folk-metalu?

To będzie dla mnie nostalgiczna trasa, ponieważ gdzieś tak pomiędzy 2010 a 2016 rokiem graliśmy tylko w taki sposób. Tu Heidenfest, tam Pagan Fest... Niestety w pewnym momencie obie trasy zjadły się nawzajem. Frekwencja robiła się coraz słabsza, a kluby wolałby paczki innych kapel zamiast ciągle tych samych folków. Wszystko więc implodowało. Myślę jednak, że teraz jest dobry czas na powrót tej formuły. Może nie na stałe i nie w pełnej glorii i chwale, ale jako taki powiew nostalgii. Fajnie będzie zrobić coś takiego i zobaczyć się w trasie ze starymi przyjaciółmi. Z niektórymi z nich dawno razem nie jeździliśmy. Z pewnością czeka nas dobra zabawa! No i będziemy grać w naprawdę dużych klubach.

I to wszystko, co przygotowałem! Wielkie dzięki za poświęcony czas i na koniec poproszę o kilka słów na koniec!

(śmiech) Ciężko będzie to wszystko ścisnąć do kilka zdań! (śmiech) Sprawdźcie te nowe/stare rzeczy, które wypuściłem! Znajdziecie tam sporo dobroci! No i zaglądajcie na mój profil w mediach społecznościowych. Będę tam zamieszczał mnóstwo zabawnych anegdot związanych z procesem nagrywania poszczególnych płyt. No i do zobaczenia w styczniu na Heidenfest!

zdjęcia: Mikko Parkkonen, Linnea Portin


Autor: Tomasz Michalski

Data dodania: 26.12.2025 r.



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2026 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!