Ambush - "Jesteśmy cholernie głodni"


"Evil in All Dimensions" to najlepszy heavy metalowy album 2025 roku. Bez dwóch zdań. Troszkę musieliśmy na czwarte studyjne dzieło szwedzkiej grupy Ambush poczekać, ale ostatecznie nikt nie ma prawa na ten krążek narzekać. Nie mogliśmy nie skorzystać z okazji do tego, by porozmawiać sobie o tej płycie z zespołem. Z naszym gradem pytań zmierzył się wokalista Oskar Jacobsson, który okazał się człowiekiem niezwykle spokojnym i rzeczowym. Opowiedział o kulisach powstania materiału, zmianie wydawcy, składu, porównaniach do Helloween i Guns N'Roses, czy fake newsach, które zainspirowały jeden z singli. Zapraszamy do lektury!





"Evil in All Dimensions" już dostępny jest w sprzedaży. To wasz debiut w barwach Napalm Records. Jak trafiliście pod skrzydła tej wytwórni?

Oskar Jacobsson: Tak, wydaliśmy trzy albumy z High Roller Records - to właśnie oni zauważyli nas na początku naszej działalności. Zwrócili uwagę na naszą kasetę demo i podpisali z nami kontrakt. Stworzyliśmy razem piękną relację. Po trzecim albumie nasz kontrakt dobiegł końca i zaczęliśmy dyskutować w zespole, co dalej. Może powinniśmy spróbować pójść w tym kierunku - jeśli będzie zainteresowanie? Kiedy więc mieliśmy gotowy cały album, "Evil in All Dimensions", wysłaliśmy go do kilku wytwórni, żeby zobaczyć jaka będzie reakcja. Nie spodziewaliśmy się zbyt wiele ale okazało się, że wszyscy wyrazili zainteresowanie. Byliśmy więc bardzo zadowoleni i nawiązaliśmy dobry kontakt z Napalm Records. Chcieliśmy osobistej, opartej na zaufaniu relacji. Myślę, że właśnie to otrzymaliśmy z Napalm. Dla nas to najważniejsze. Oznacza to, że mamy nową, większą platformę dzięki której możemy się rozwijać. Ale także, że mamy absolutnie niesamowity zespół odpowiadający za promocję. Tak wielu dobrych ludzi - jesteśmy w codziennym kontakcie. To dużo pracy: oni wiele od nas oczekują, a my wiele oczekujemy od siebie. Jesteśmy gotowi ciężko pracować, aby osiągnąć sukces z zespołem i grać na największych scenach. To jest nasz cel.

Ten nowy materiał zaczął nabierać kształtu już podczas pandemii. Dlaczego więc dopiero teraz trafił na rynek?

Tak, nasz trzeci album wydaliśmy w 2020 roku. Zagraliśmy jeden koncert promujący to wydawnictwo, a zaraz po nim - chyba po tygodniu - zamknięto wszystko w Szwecji. Nie mogliśmy więc wyruszyć w żadną trasę koncertową. Wszystko zostało opóźnione. Nie wiedzieliśmy wtedy ile lat potrwa ta chujowa sytuacja (śmiech). Zaczęliśmy więc pisać nowe kawałki. W 2022 roku w końcu można było koncertować. To właśnie na tym skupiliśmy się przez następne dwa lata, jednocześnie spędzając wolny czas na nagrywaniu albumu. Dla nas pięć lat może wydawać się długim czasem, ale wszyscy mamy normalne prace w ciągu dnia. Stawiamy na jakość, a nie na ilość. Nie chcemy wydawać niczego, z czego nie jesteśmy w 100% zadowoleni. Uważam, że każdy utwór na albumie powinien się tam znaleźć. Nie ma żadnych wypełniaczy. To wymaga czasu. Tak sądzę.

Ten nowy album to także debiut nowego składu: z Karlem i Oskarem. Co wnieśli do procesu komponowania materiału?

Tak, od samego początku kiedy zaczęliśmy grać z Karlem, to zaczął tworzyć nowe riffy. Utwór tytułowy "Evil in All Dimensions" to jego dzieło. Wiedzieliśmy, że to świetny numer na start - również do przedstawienia Karla, ponieważ wnosi on coś nowego czego wcześniej nie mieliśmy. Jego riffy i gra na gitarze są absolutnie niesamowite i oczywiście jego wkład w ten album był ogromny. Podobnie z Oskarem Anderssonem na basie. Wiedzieliśmy już wcześniej, że jest bardzo utalentowany muzycznie. Moim zdaniem to wręcz geniusz. Grał w zespole Night - śledziliśmy tę grupę, byliśmy dobrymi przyjaciółmi wszystkich członków zespołu. Oskar jest naszym przyjacielem, jest znakomitym muzykiem - wiedzieliśmy, że będzie dobrym nabytkiem dla zespołu. Jeśli oczywiście wyrazi zainteresowanie. A wyraził. Wniósł również duży wkład w tę płytę - wszystkim co robił. Gra na basie, gra na gitarze, jest wokalistą. Siedzenie z nim w studiu jest niesamowite - to proces twórczy. Tak więc dwaj nowi członkowie wnieśli wiele, z czego bardzo się cieszymy ponieważ potrzebowaliśmy nowej energii, nowego impulsu w zespole.

A kto odpowiada za teksty kompozycji? To Twoja sprawka?

Tak, za nie trzeba winić właśnie mnie. Od początku pisałem prawie wszystkie teksty. Wyjątkiem był pierwszy album, wtedy dzieliliśmy się pisaniem tekstów. Piszę je oraz wszystkie melodie wokalne - w zasadzie one także są moje. Ale wszyscy pomagamy i wszyscy zgłaszamy konstruktywną krytykę. Jeśli komuś nie podoba się to co robię, może to swobodnie powiedzieć. "Oskar, może jak przesuniesz tę partię w tamto miejsce to będzie lepiej?". "No jasne!". Tak więc wszyscy bierzemy udział w procesie tworzenia materiału, co jest świetne. Kiedy tworzymy, to pilnujemy tego, by ego nie wzięło góry. Czasami możemy na siebie narzekać, no ale tak właśnie przebiega ewolucja.

Po raz kolejny pracowaliście z Magnusem Sadenbergiem. Co wniósł do Ambush? Dał Wam jakieś wskazówki które popchnęły Ambush w dobrym czy nieco innym kierunku?

Myślę, że w tym momencie jest on już szóstym członkiem zespołu. Ma niezwykle dobre ucho. Jest bardzo utalentowanym technikiem studyjnym. Nagrał "Desecrator" i "Infidel", a teraz także i "Evil in All Dimensions". Ale tym razem spędziliśmy z "Mankyanem" jeszcze więcej czasu. Próbowaliśmy omówić czego oczekujemy od tego albumu. Chcieliśmy bowiem, aby album brzmiał bardziej naturalnie. Chcieliśmy mniej subbasu. Chcieliśmy, aby wszystkie instrumenty były słyszalne - w tym przede wszystkim bas. To coś, co naprawdę chcieliśmy wyróżnić na tle innych współczesnych produkcji. Może powinniśmy spróbować skupić się na basie jako instrumencie? Pracować z pogłosami, kompresją itp.. A on jest oczywiście prawdziwym nerdem: wie wszystko i jest profesjonalistą. My wiemy tylko jak chcemy żeby to brzmiało, ale to on sprawia, że tak właśnie jest. Fajnie jest mieć kogoś, komu można po prostu podać punkt odniesienia, a on wpadnie na jakiś pomysł.


Dodatkowo gra także solo na "The Reaper".

Tak, dokładnie!

W tym kawałku pojawia się także Elias Jacobsson. To jakaś rodzina?

Tak, to mój brat. Elias jest moją główną inspiracją. Jest moim młodszym bratem, ale to dzięki niemu zostałem muzykiem. Jest perkusistą jazzowym. Zajmuje się muzyką na pełen etat, ale wybrał kompletnie inną drogę. Graliśmy w tym samym zespole zanim zacząłem grać w Ambush. Łączy nas wiele rzeczy, ale on zdecydował się pójść w kierunku jazzu, a ja w kierunku... piekła.

Macie w ogóle ciekawy sposób nagrywania. Jak wspomniałeś w jednym z wywiadów: urządzacie sobie grilla, pijecie piwko... Co daje taka luźna postawa?

Tak. Tak naprawdę to nagrywałem tutaj: właśnie w tym miejscu! Nagrywam wszystkie partie wokalne w moim domowym studiu. A kiedy przychodzi czas na partie krzyczane, harmonie wokalne i tym podobne rzeczy, zapraszam przyjaciół, zapraszam wszystkich chłopaków z zespołu. Pijemy piwo. Staramy się by tym razem zbytnio się nie upić bo chcemy, żeby wszystko brzmiało w miarę dobrze (śmiech). Ale tak, i wtedy jedna osoba przychodzi tu ze mną, pijemy piwo i nadchodzi czas na śpiewanie. A kiedy kończą wracają na imprezę. Starają się być cicho, żeby mikrofon nie wychwycił żadnych dodatkowych dźwięków. Ale mimo wszystko jest to dobra tradycja którą, mam nadzieję będziemy kontynuować.

Za świetną okładkę odpowiada Péter Sallai. Jak się zaczęła współpraca z tym artystą?

To Napalm Records go zarekomendowało. Nie znaliśmy go wcześniej, ale tworzył piękne okładki dla innych zespołów. My, Ambush, wywodzimy się z nieco bardziej undergroundowego środowiska. Zawsze mieliśmy okładki malowane przez Alexandra von Wiedinga - które nadal bardzo nam się podobają. Jednak w przypadku tej płyty czuliśmy, że potrzebujemy nowej energii również w zakresie okładki. Współpraca z Péterem była świetna. To bardzo utalentowany facet, a do tego spokojny i z głową na karku. Jesteśmy bardzo wybredni jeśli chodzi o okładki. Myślę więc, że chociaż czasami był nami trochę sfrustrowany udało nam się stworzyć coś dobrego. Jemu udało się stworzyć coś dobrego. Ale jak zawsze pracuje się nad tym wspólnie - to nie jest tak, że za wszystko odpowiedzialna jest jedna osoba. Myślę, że dobrze do nas pasował.

Ta harpia to był jego pomysł?

Wydaje mi się, że to był pomysł całego zespołu. Nadal chcieliśmy mieć jakiś krajobraz, ponieważ był to taki nasz znak rozpoznawczy. A także dlatego, że pochodzimy ze Szwecji. Pochodzimy z lasu. To w pewnym sensie nasze dziedzictwo. Chcieliśmy nieco chłodniejszego i surowszego krajobrazu, aby symbolizował zło we wszystkich wymiarach. A potem chcieliśmy postać przypominającą skrzyżowanie ptaka z człowiekiem - anioła nocy o złowrogim spojrzeniu. Ale tak naprawdę to Vildvittra. Nie wiem czy polscy słuchacze wiedzą kim jest Vildvittra, ale Astrid Lindgren, znana szwedzka pisarka, napisała opowiadanie o Ronji, córce rozbójnika. Może słyszeliście o tym. Właściwie to jedna ze złych postaci z tej opowieści którą próbujemy przedstawić. Jest to stara tradycyjna symbolika zła w niemal ludzkiej postaci, ale jednak niebędącej człowiekiem służąca do straszenia dzieci.

Premierę albumu poprzedzała ballada "I Fear the Blood". Jaka była reakcja fanów na tę kompozycję? W końcu to nie był rozpędzony heavy metal!

Tak, zastanawialiśmy się nad tym zanim zdecydowaliśmy się umieścić tę kompozycję na płycie. Jak dotąd uważam, że została przyjęta świetnie. Wiele osób których się nie spodziewaliśmy, wysłało nam SMS-y z informacją, że kochają tę balladę. Wiesz, pomimo tego, że jest to ballada. Nie jesteśmy w zespole typowymi fanami ballad, ale kiedy po raz pierwszy wykonaliśmy ten numer na próbie była to magiczna chwila. Wiedzieliśmy, że ta kompozycja musi znaleźć się na albumie. Wszyscy poszliśmy do domu, przynajmniej ja tak myślałem, z przekonaniem, że to są właśnie te emocje, to uczucie - że to jest kolejny krok dla tego zespołu. Że musimy być trochę bardziej wrażliwi w naszym sposobie wykonywania utworów. Że Ambush to nie tylko siła i mięśnie, ale także i emocje.

Jaka jest historia tego utworu?

To numer który napisałem jako utwór instrumentalny na gitarę klasyczną, kiedy byłem małym dzieckiem. Od tamtej pory gram go tak, no wiesz - zawsze, kiedy biorę do ręki gitarę. Grałem tę melodię tylko na gitarze, bo miała być utworem czysto instrumentalnym. Ale potem, w czasie pandemii, grałem na gitarze elektrycznej w moim studiu i pomyślałem, że może gdybyśmy zrobili harmonię dwóch gitar w refrenie, moglibyśmy stworzyć z tego piosenkę. Było to trochę kontrowersyjne, więc musiałem przedstawić to chłopakom w odpowiedni sposób. No wiesz, żeby to zaakceptowali. Mam nadzieję, że teraz ją akceptują, bo uważam, że wyszła bardzo dobrze. To coś, czego nikt się nie spodziewał. Lubię nieoczekiwane rzeczy, nie chcę być cały czas przewidywalny, wiesz? Chcę mieć coś nowego do zaoferowania.


W komentarzach do tego numeru pojawiły się porównania do Helloween i Guns N'Roses. Jesteś fanem tych grup?

Helloween, oczywiście. Guns N' Roses niekoniecznie. Nigdy nie byłem wielkim fanem Guns N' Roses, ale wczesne Helloween jest niesamowite. Szczególnie Michael Kiske jest jednym z moich prywatnych bogów - jest genialnym wokalistą. To znaczy, kiedy grasz tradycyjną muzykę, zwłaszcza tradycyjny heavy metal oczywiście powiesz, że to brzmi jak to czy tamto. Ale jeśli posłuchasz albumów Helloween, to będą brzmiały trochę jak Iron Maiden, a jeśli posłuchasz albumów Judas Priest, to będą brzmiały trochę jak Deep Purple. Wiesz, moim zdaniem ważne jest, żeby mieć coś, co jest charakterystyczne dla twojego zespołu. I myślę, że dzięki temu albumowi zdecydowanie mamy coś, czego nie potrafiłaby zrobić żadna inna grupa. Mamy w tym albumie coś wyjątkowego. Po raz pierwszy mogę to powiedzieć, ponieważ w przypadku naszych trzech poprzednich albumów czułem, że są dobre, ale możemy zrobić coś lepszego. W przypadku tego albumu nie sądzę, żebyśmy mogli zrobić coś lepszego. Jesteśmy bardzo dumni z tego, co tym razem osiągnęliśmy i nie możemy się doczekać, żeby zagrać te utwory na żywo

Tym kawałkiem otworzyliście drzwi do eksperymentów?

Mam nadzieję! Chodzi mi o to, że muzyka to zabawa. Chodzi o to by być kreatywnym. Jeśli zamykasz się w jednej szufladzie to nigdy nie będziesz kreatywny. Wiesz o tym na pewno. Nie piszesz przecież pięknych powieści siedząc w piwnicy. A może piszesz? Może potrafisz, no ale to nie dla mnie. Chcę odkrywać. Chcę znajdować nowe rzeczy które mnie inspirują. I uważam, że eksperymentowanie jest bardzo dobre. Ale ważne jest aby zachować swoje korzenie, jednocześnie poszukując nowych rzeczy - aby nie stracić siebie. To kolejna sprawa: pozostań wierny swoim korzeniom i nie szalej rzucając się z klifu. Ale nadal szukaj, odkrywaj, nie bój się tego, co mogą pomyśleć inni ludzie. To naprawdę moje motto życiowe.

W innym singlu - "Maskirovka" - zajmujesz się tematem dezinformacji. Jak znaleźć prawdę w czasach fake newsów? Dlaczego ludzie wierzą w rzeczy które są niby tak oczywistą bzdurą?

Myślę, że prawidłową odpowiedzią jest nie ufanie zbytnio temu co się widzi na co dzień, ale raczej próba sięgnięcia głębiej. Jeśli w mediach społecznościowych pojawia się coś co mówi jedno, to nie ufaj temu ślepo. Myślę, że jest to coś czego my ludzie, musimy się nauczyć w erze technologii AI. Obecnie można sfałszować wszystko - można zamienić czerń w biel. Można kłamać na każdy temat, a za tydzień wszyscy o tym zapomną. Tak więc to my ludzie, musimy sobie z tym poradzić. Myślę, że maskowka nie zniknie i że maskowka jest wszędzie, po obu stronach medalu. Nie ma więc prostej odpowiedzi. Myślę, że musimy być mądrzy i bronić tego co słuszne i sprawiedliwe, i przynajmniej starać się mieć moralny kompas. Wiedzieć co jest dobre, a co złe.

Oczywiście w swoim rdzeniu to utwór anty-Putinowski. Co więc myślisz o muzykach którzy zdecydowali się grać w Rosji, jak np. Joe Lynn Turner. Sprzedali się za garść srebrników?

Osobiście nie chcę komentować decyzji innych osób, ale osobiście... Wiesz, nie obwiniam Rosjan. Kocham ich, kocham rosyjską kulturę, gram w szachy - mam wielu szachowych bogów z Rosji. Ale nie o to chodzi. Nie chodzi o grę dla ludzi, ale o to, że w obecnej sytuacji wydaje się, że trzeba przynajmniej zająć stanowisko przeciwko tyranii i przeciwko oszustwu które ta tyrania próbuje narzucić światu. Nie podoba mi się to. Nie sądzę, żebyśmy zagrali w Rosji. Mam nadzieję, że nadejdzie pokój i że w Rosji nastąpią zmiany. Ale to nie ja o tym decyduję. To Rosjanie muszą o tym zdecydować. Mam nadzieję, że to przetrwają. Mam wielu rosyjskich przyjaciół. Mam również wielu ukraińskich przyjaciół. To normalni ludzie, tacy jak my. Nie chcą mieć nic wspólnego z tą wojną. Myślę, że 99% ludzi nie chce mieć nic wspólnego z wojną. To przywódcy za to odpowiadają. Zróbcie coś z tym! Tak jak powiedzieli w słynnej piosence heavy metalowej: "Kill the King"! (śmiech)

Przed premierą płyty usłyszeliśmy jeszcze "Come Angel of Night" i utwór tytułowy. Oczywiste wybory, czy jednak braliście pod uwagę coś innego?

Pierwszy singiel - "Evil in All Dimensions" - był oczywistym wyborem ponieważ był to pierwszy utwór napisany przez Karla. Był to także nasz pierwszy utwór zagrany w takim nieco neo-klasycznym stylu - ze względu na grę Karla na gitarze i w ogóle. Wniósł więc do zespołu coś świeżego. Drugi singiel również był dość oczywistym wyborem biorąc pod uwagę, że chcieliśmy nieco namieszać. Uważamy, że wiele zespołów zbytnio boi się poruszać drażliwe tematy. My po prostu o tym mówimy nie twierdząc jednocześnie, że zjedliśmy wszystkie rozumy. Chcemy rozpocząć konwersację. Trzeci singiel "Come Angel of Night" był dobrą decyzją ponieważ jest to jedna z moich ulubionych kompozycji z albumu. Jest to również jedna z bardziej surowych piosenek - co pokazuje pewną różnorodność. Następnie zdecydowaliśmy się wydać balladę jako czwarty singiel, aby również nieco ożywić atmosferę. Podejrzewam, że ludzie bardzo się martwili, że wydamy pięć ballad na stronie B lub coś w tym rodzaju na tym albumie (śmiech).

Przed premierą pojawił się także fizyczny singiel "Evil in All Dimensions". Skąd pomysł na takie wydawnictwo? Ma to jeszcze sens w dobie streamingu?

Najłatwiej byłoby odpowiedzieć, że nie. Ale dla nas to było idealne. Nigdy wcześniej nie wydaliśmy maxi-singla. Kiedy rozmawialiśmy o tym z Napalm to byliśmy skłonni wydać najpierw singiel siedmiocalowy. Nie zgodzili się. Powiedzieli, żeby pójść na całość: wydać maxi-singiel. Zgodziliśmy się bez wahania. Nieco old-schoolową okładkę zaprojektowała nasza przyjaciółka z rodzinnego miasta - z Växjö. Chcieliśmy nadać mu właśnie taki nieco oldschoolowy charakter, aby zapewnić fanom coś wyjątkowego, limitowanego. Również dlatego, że wyruszaliśmy w trasę koncertową po Ameryce Południowej i Europie. Chcieliśmy mieć coś, co moglibyśmy podarować fanom jako piękny prezent.

A dlaczego postanowiliście się zmierzyć z kawałkiem Diamond Head?

Tak naprawdę nagraliśmy ten kawałek jako hołd dla Diamond Head. Wszyscy w tym zespole jesteśmy oczywiście fanami Diamond Head i zadano nam pytanie czy chcielibyśmy wziąć udział w nagraniu tribute-albumu poświęconego Diamond Head. Nagraliśmy więc jeden z najmniej znanych numerów: "Canterbury". Tytułowy utwór albumu "Canterbury". Uważaliśmy, że wersja wyszła bardzo dobrze, a ponadto otrzymaliśmy dobre recenzje od samego pana Tatlera. Właśnie dlatego zdecydowaliśmy się umieścić ją jako stronę B. Jest ona dostępna tylko na fizycznych kopiach więc jedynym sposobem aby jej posłuchać, jest fizyczny egzemplarz.


W "Heavy Metal Brethren" mamy paru gości, w tym byłego gitarzystę Ambush: Adama Hagelina. Jak doszło do tego małego cameo? Utrzymywaliście kontakt przez te wszystkie lata?

Jesteśmy przyjaciółmi. Nadal spotykamy się jako grupa przyjaciół w naszym rodzinnym mieście. Adam nadal w pewnym stopniu jest częścią zespołu, ponieważ robi nam zdjęcia. No i pojawia się na tej płycie jako gość. Spędziliśmy tutaj razem czas, pijąc piwo i grillując, no wiesz. Powiedziałem, żeby zaśpiewał, a on: "Tak, rozumiem, Oskar, rozumiem". No i zaśpiewał pięknie. Ma bardzo głęboki i mocny głos, więc dobrze było mieć go na albumie

Jest nowy materiał, trasa z Angel Witch - co jednak po niej? Jakie plany Ambush jeśli chodzi o koncerty?

Tak. Po europejskiej trasie Angel Witch jedziemy na trzy tygodnie do Ameryki Południowej, a potem gramy kilka koncertów w Szwecji. Następnie musimy zaplanować wszystko na wiosnę i lato. Tu jeszcze nie ma konkretów. Mam nadzieję, że lato będzie pełne festiwali, również w Polsce, ponieważ graliśmy tam tylko raz. To było wspaniałe doświadczenie. Graliśmy w Warszawie. Być może zagramy ponownie w Warszawie, a może także w innych miastach w Polsce. Bardzo chciałbym pojechać do Gdańska. Słyszałem, że to piękne miasto więc mam nadzieję, że się uda.

W Gdańsku mamy Mystic Festival.

Tak, to w Gdańsku. To byłby prawdziwy przywilej móc tam zagrać! Być może pojawi się sposobność - kto wie?

Zbliżamy się do końca wywiadu, więc chciałbym Cię zapytać o obecną kondycję takiego klasycznego heavy metalu. W końcu w tym roku działalność zakończyły takie grupy jak Traveler i Crystal Viper. Ciężko jest grać taką muzę?

Oczywiście, nie jest to łatwe. Wszyscy mamy pracę na pełen etat, młodsi nie jesteśmy, niektórzy z nas mają rodziny, dzieci. Nie jest łatwo to wszystko pogodzić, zwłaszcza gdy trzeba opłacić rachunki. Ale uważamy, że Ambush to coś co możemy robić. Mamy nadzieję, że w przyszłości uda nam doprowadzić do tego, że będzie nam się opłacało pracować w mniejszym wymiarze godzin i poświęcić więcej czasu w ciągu dnia na muzykę. To jest właśnie nasza pasja. W dzisiejszych czasach życie muzyka nie jest łatwe, ale nie powinniśmy narzekać. Myślę, że mamy coś do zaoferowania i wiem, że odniesiemy sukces we wszystkim, co robimy, o ile pozostaniemy skupieni i głodni sukcesu. A zapewniam was, że jesteśmy cholernie głodni (śmiech).

I to wszystko, co przygotowałem! Wielkie dzięki za poświęcony czas! Na koniec poproszę o kilka słów dla fanów heavy metalu z Polski!

Bardzo dziękuję Tomasz za to, że mogliśmy porozmawiać! A dla polskich fanów: mam nadzieję, że będziemy mogli do Was przyjechać. A kiedy się to uda, że wypijemy Wam cały zapas Żubrówki i zagramy od chuja świetnych koncertów. Skopiemy Wam dupy! Kochamy Was!

zdjęcia: Philip Truong, Adam Hagelin




Autor: Tomasz Michalski

Data dodania: 13.11.2025 r.



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2025 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!