Fury - "Byłam bardzo zestresowana"


Becky Baldwin to doskonały przykład na to, że jak się ciężko pracuje, to w końcu los się do Was uśmiechnie. Basistka sesyjna i członkini heavy metalowego Fury w 2024 roku została następczynią Joey'a Very w legendarnym Mercyful Fate. Nagle z małych klubów przeskoczyła do grania na dużych festiwalach - nierzadko jako headliner. Jako że niedawno ukazał się nowy krążek Fury, to postanowiliśmy sprawdzić skąd się ona w ogóle wzięła. Nie było łatwo złapać się na łączach, ponieważ akurat była w trasie po Stanach. Na szczęście w końcu się udało i porozmawialiśmy sobie o Fury oraz o wydanej przez Mighty Music płycie "Interceptor". Wiadomo też: nie mogliśmy nie wyciągnąć paru informacji z obozu Mercyful Fate. Przed Wami więc: rozgadana i roześmiana Becky Baldwin!





MetalSide: Hej! Troszkę było zamieszania z tym wywiadem! (śmiech)

Becky Baldwin: Cześć! Przepraszam! Ja już nie wiedziałam, czy w ogóle do niego dojdzie! (śmiech)

Ja dosłownie przed chwilą dostałem maila z potwierdzeniem! (śmiech) To co? Zacznijmy może od tego, że złapałem Cię na trasie po Stanach z Delilah Bon. Jak idzie? No i jak w ogóle na nią trafiłaś?

Idzie bardzo dobrze. Gram z Delilah od czasów kiedy była jeszcze znana jako Lauren w zespole Hands Off Gretel. To była taka punkowo/garażowa kapela. Dołączyłem do jej składu w 2018 roku. Grałem więc z Lauren już w jej poprzednim zespole. Kiedy wcześniej tego roku potrzebowała kogoś na bas na koncert w Londynie, to zwróciła się do mnie. Później dałam z nimi jeszcze kilka występów w Europie. Poszło bardzo dobrze i wiesz: odnowiliśmy więzi. Czuło się, że powinno się to pociągnąć dalej. Miała zaplanowaną trasę po Stanach. Oryginalnie miała być tylko ona i perkusista, a reszta z taśmy. Ale ostatecznie zdecydowała, że fajnie byłoby mieć prawdziwy bas. Nie chciałam odrzucić możliwości zrobienia trzy/czterotygodniowej trasy po USA. Jest bardzo, bardzo dobrze!

Teraz mamy Twój nowy album z Fury. Zacznijmy od tego, że w 2022 roku do składu dołączyła wokalistka Nyah Ifill. Skąd ją wytrzasnęliście no i skąd w ogóle pomysł, by dodać drugi wokal - i to kobiecy?

Myślę, że to był stopniowy proces. I przyspieszony dodatkowo przez Covid, lockdown i te sprawy. Mieliśmy wówczas mnóstwo wolnego czasu ponieważ nie mogliśmy zająć się tymi swoimi, no wiesz, pięcioma czy dziewięcioma innymi pracami (śmiech). Było więcej czasu na poświęcenie dla naszej kreatywności. Była już zaangażowana w nasz album z 2020 roku: "The Grand Prize". Wówczas zaśpiewała chyba w jednym numerze. Kiedy przeszliśmy do drugiego albumu - znaczy się, drugiego ze mną, tego z 2022 roku - to proces pisania przebiegł dużo szybciej. A ona była przez ten cały czas przy nim obecna. I dostępna. Miało dla nas sens, by wykorzystać w jakiś sposób jest głos i tę dostępność. Kiedy wróciliśmy do grania razem, to na początku były live-streamy - bez udziału publiczności. Miała na nie czas. I naprawdę czuliśmy, że brakuje nam tej dodatkowej warstwy harmonii w wokalach. Zrobiliśmy więc z nią te lockdownowe występy, live streamy, a następnie ponownie zaczęliśmy normalnie koncertować. Wzięliśmy ją na parę koncertów w ramach trasy. Jej udział tak podniósł ich poziom, że zdecydowaliśmy by została ona pełnoprawnym członkiem grupy. Ciągle jednak robiła bardziej chórki, harmonie - tego typu rzeczy. Kiedy jednak zaczęliśmy pracować nad "Interceptor" to doszliśmy do wniosku, że ma tak znakomity głos, że powinno się go umieścić również i w centrum. Zaczęliśmy więc badać możliwość posiadania dwóch wiodących wokali - co otworzyło nam wiele dróg w kwestii komponowania. No wiesz: skali, stylu, którego męski głos nie jest w stanie dosięgnąć (śmiech). I na odwrót: Julian robi rzeczy, których ona nie może. Cały ten proces był bardzo naturalny. Uważam, że dzięki temu Fury jest czymś wyjątkowym.

Pierwszym kawałkiem tego oficjalnie nowego składu był "Dragon's Song". Starszy numer, ale w nowej wersji. Skąd pomysł, by wrócić do niego i zrobić taką akustyczną wersję?

Myślę, że... chyba nie pamiętam skąd w ogóle ten pomysł. Wydaje mi się, że wówczas dobrze bawiliśmy się robiąc takie prostsze rzeczy. I chcieliśmy podkreślić fakt, że pojawi się reedycja albumu "Lost in Space" ponieważ to właśnie na nim znajdziemy oryginalną wersję. Po raz pierwszy ten materiał miał trafić na winyla. Chcieliśmy by to było coś dużego. "Dragon's Song" to faworyt publiczności. Świetnie się sprawdzał w takim aranżu i z dodatkowymi harmoniami. Łatwiej było wyjść na front melodiom. Miało sens zrobić coś takiego. Wówczas byliśmy również w trakcie zmiany gitarzystów. Nie potrzebowaliśmy mnóstwa shreddów i tego typu rzeczy. Miało więc sens by zrobić coś prostszego, szybszego, by promować winyla. Chyba nawet wykonaliśmy go akustycznie w jakimś sklepie z winylami w ramach szybkiego, akustycznego setu i ludziom tak się podobało, że postanowiliśmy dłużej nad nim posiedzieć i go nagrać. Myślę, że fajnie wyszło.

Pierwszym zupełnie nowym utworem był z kolei "Prince of Darkness". Co możesz nam o nim powiedzieć? Dlaczego ostatecznie nie trafił na nową płytę?

Tak, tak, nagraliśmy "Prince of Darkness". To był taki test naszego nowego podejścia do procesu nagrywania. To nie jest jednak nowy numer - oryginalnie znalazł się na debiutanckim albumie: "The Lightning Dream". Było dziesięciolecie tego krążka, a my szukaliśmy sposobów na nagranie nowego albumu: "Interceptor". Zaczęliśmy rozmawiać z Toddem Campbellem na temat jego studia. To oznaczało odejście od Pete'a Newdecka z którym zrobiliśmy "Born to Sin", "Lost in Space" i "The Grand Prize". Pomyśleliśmy, że jesteśmy zadowoleni ze współpracy z Petem, że jest to bezpieczne, ale chcieliśmy jednak spróbować czegoś nowego, innego. Uznaliśmy, że zrobimy jednego singla z Toddem i zobaczymy co z tego wyjdzie. Mieliśmy zrobić tylko jeden numer. Na żywo wykonuje go Nyah. Jest w wyższej tonacji i lepiej pasuje do jej głosu. Bardzo dobrze działa z nią na wokalu. Padła więc decyzja, by zarejestrować go za jednym podejściem. Chcieliśmy sprawdzić jak ludziom spodoba się taki sposób nagrywania. Oczywiście brzmiał świetnie i wiedzieliśmy, że to z Toddem będziemy nagrywać cały "Interceptor".

No tak, wyszło tak dobrze, że Todd czuwał na całym nowym krążkiem. Co wniósł do brzmienia Fury?

Ciężko powiedzieć. Na pewno wniósł wiedzę na tematy techniczne: brzmienie gitar, perkusji. Jakościowo ten album jest na bardzo wysokim poziomie. Dużo dało to, że sam jest gitarzystą... Pete z kolei... Pete bardzo dobrze na tych swoich albumach - szczególnie na "The Grand Prize" - radził sobie z harmoniami. To sprawiło, że bardziej szliśmy w ich kierunku. Todd bardziej patrzy w stronę gitary - jak np. ułożyć poszczególne ich partie. Chcieliśmy właśnie bardziej czegoś takiego. Chcieliśmy by gitary były szybsze, cięższe. U Pete'a styl nagrywania był inny - gitary brzmiały zdecydowanie lżej. Podobało mi się to, no ale podoba mi się również ten kurs obrany na "Interceptor" (śmiech). Pod okiem Todda nasze brzmienie stało się nieco bardziej zadziorne. Przysłużyło się to temu albumowi.

Wcześniej wspomniałaś o zmianie na gitarach. Skąd ona się wzięła?

To było w... Atki dołączył w 2023 roku. Pojawił się najpierw na paru koncertach, no i już został by nagrać album.

Mamy ten nowy album i nowe kawałki. A jak podchodzicie na koncertach do tego wcześniejszego materiału? Czy Nyah przejmuje w całości niektóre utwory, czy np. dzieli się z Julianem?

Tak, jest parę starszych kawałków, jak np. "Prince of Darkness", które obecnie śpiewa Nyah. Mamy też parę w których Julian i Nyah wymieniają się wersami - dzielą się chociażby "If You Get to Hell First". Wszystkie numery idealnie nadają się do tworzenia harmonii, więc zawsze się znajdzie coś dla niej do roboty. To bardzo angażujące show które warto zobaczyć na żywo. Tak myślę (śmiech).


Pierwszym singlem zapowiadającym nowy album był tytułowy "Interceptor". Można powiedzieć, że to typowe Fury: szybkie, żywiołowe, no i z Julianem na wokalu. Nie chcieliście od razu pokazywać wszystkich kart?

Tak. Myślę, że chcieliśmy pokazać fanom naszych poprzednich albumów, że tak: to jest właśnie Fury. Chcieliśmy ich uspokoić, że nie robimy jeszcze nic przesadnie szalonego. Pokazać, że ciągle jesteśmy szybcy i ciągle gramy metal... No, może nie czysty, bo jednak przechodzący miejscami w hard rock, no ale jednak. Przypominaliśmy nim, że nawet jeśli wypuścimy jakiś spokojniejszy kawałek - bo na płycie są dwie ballady - to nie ma co pochopnie podejmować decyzji. Nie ma się czego bać, nie trzeba się zastanawiać co się do diabła z tym Fury stało. Dlatego najpierw było coś dla uspokojenia starych fanów i dopiero później zaczęliśmy zdradzać nieco więcej. Następnym był "What's It Gonna Be?", w którym swoje możliwości pokazuje Nyah, a w weekend puściliśmy "Don't Lie to Me", w którym Julian śpiewa zwrotki, Nyah bridge, a w refrenie łączą siły. Nie wiem, staraliśmy jakoś to zbalansować i pokazać na jaką różnorodność nas stać.

Tym drugim singlem chcieliście więc pokazać tę drugą, nową stronę Fury?

Tak, tak. Chcieliśmy pokazać tę różnorodność. "What's It Gonna Be?" jest nieco lżejszy, bardziej melodyjny i lepiej pokazuje jej możliwości wokalne. Ciągle jest obecna w "Interceptor", ale fajnie było umieścić ją w samym centrum - jako wiodący wokal.

Trzeci singiel skupia się na propagandzie i chciwości tej najbogatszej części populacji. Co zainspirowało ten utwór?

Ogólna frustracja wobec rządu, gazet, podziałów istniejących w naszym społeczeństwie. Ludzie za swoje problemy chcą obwiniać głównie imigrantów. Wiele osób żyje obecnie w ubóstwie dosłownie walcząc o przetrwanie i ludzie obwiniają za to osoby, które przybyły z Europy lub Bliskiego Wschodu, i próbują robić takie rzeczy, jak... no wiesz, mieliśmy tutaj Brexit. Opuściliśmy Unię Europejską, a to całkowicie się obróciło przeciwko nam - wcale nam to nie pomogło. Rozpowszechniane były kłamstwa, że jeśli opuścimy UE to nie będziemy musieli płacić tak dużych podatków, będzie świetnie, będziemy mogli wspierać naszą służbę zdrowia. No i opuściliśmy UE i nagle nie mieliśmy już wystarczającej liczby pielęgniarek, mieliśmy mniej pieniędzy, mieliśmy mniej wsparcia dla służby zdrowia. Zmagamy się teraz tak naprawdę z jeszcze gorszą sytuacją. No a ludzie obwiniają imigrantów co jest całkowicie nie na miejscu. Są ludzie, którzy za waszymi plecami zabierają wam pieniądze, wykorzystują waszą ciężką pracę, ale to nie są ludzie którzy przyjeżdżają tu do pracy! Oni przyjeżdżają do nas w poszukiwaniu bezpieczeństwa - oni nie mają waszych pieniędzy, oni nie mają niczego. To ci bogaci - to oni je wam zabrali. Jak można tego nie widzieć? No ale media sprawiają, że ludzie się wkurzają, sprawiają, że ludzie obwiniają się nawzajem. My chcemy ich zjednoczyć, powiedzieć, że wspólnie toczymy tę walkę. Wszyscy cierpimy z tego powodu, wszyscy odczuwamy brak wystarczającego wsparcia dla ludzi którzy są z klasy robotniczej i pracują na trzech etatach, żeby po prostu przeżyć. My naprawdę jesteśmy w tym razem! Nie obwiniajmy się nawzajem! Spójrzmy gdzie idą pieniądze i spójrzmy kto naprawdę jest tu winny (śmiech). To właśnie nimi się zajmijmy, zamiast walczyć między sobą. Przepraszam, to była bardzo długa tyrada! (śmiech)

Zaraz po Brexit rozmawiałem z Jonem Davisem z Conan i powiedział coś bardzo podobnego: Brexit fajnie wyglądał na papierze, ale w rzeczywistości okazał się cierniem w dupie. Nagle okazało się, że np. jako muzyk szykujący trasę po Europie musisz przygotować z milion dokumentów.

Tak, to obecnie o wiele trudniejsze i szczerze mówiąc: nie wiem co oni sobie myśleli! (śmiech) Zawsze lubiliśmy grać w Europie, ale rzadko tam bywaliśmy bo tak naprawdę zespół rozwinął się dopiero po tym wszystkim. Kiedy już tam podróżowaliśmy to było fantastycznie - to jest dla nas świetny rynek. Po Brexicie potrzebujemy znacznie więcej dokumentów. Musimy mieć na uwadze ile razy możemy tam jeździć, bo można spędzić tam tylko określoną liczbę dni w roku. No i są podatki, import, eksport... A wiesz, my jesteśmy tylko muzykami - nie lubimy tej całej papierkowej roboty! (śmiech) Głosując za tym tak naprawdę sami sobie strzeliliśmy w stopę. Szczerze mówiąc to nie była nawet większość: to było trochę ponad 50% ludzi którzy zadali sobie trud, żeby pójść tego dnia do urn. Myślę, że gdyby zapytać ludzi którzy głosowali za to prawdopodobnie zmieniliby zdanie, bo każda branża od tego czasu boryka się z trudnościami. Próbujemy wymyślić sposoby dzięki którym możemy... Nie wiem, nadal czerpać niektóre korzyści które mieliśmy wcześniej, no ale... Szczerze mówiąc: to prostu jakiś koszmar! (śmiech) Dla muzyków to beznadziejna sytuacja. Już wtedy było trudno. Mam szczęście, że udało mi się załatwić wizę na tę trasę z Delilah Bon. Zespołom trudno jest ruszyć w trasę po Ameryce - trudno dostać zgodę na taką pracę "nie-amerykanom". A osobie niebędącej obywatelem UE trudniej znaleźć pracę na jej terenie. Po co miałbyś zatrudniać kogoś kto jest Brytyjczykiem jeśli wiesz, że może twój zespół zagra mnóstwo koncertów w UE? Potrzebujesz kogoś z UE żebyś nie musiał zajmować się całą tą papierkową robotą. Nawet jeśli jest to możliwe to po prostu nie chcesz się w to wszystko bawić. Naprawdę żeśmy to spierdolili (śmiech).

Przed premierą nowego materiału pisaliście w notce prasowej, że jest on "głośniejszy, odważniejszy, bardziej dynamiczny". Ja bym jeszcze dodał: bardziej melodyjny, ponieważ to chyba najszybciej wpadający w ucho krążek Fury. Przypomina mi wręcz zespoły z lat 80. Rzeczywiście patrzyliście na tamtą dekadę?

Tak, myślę, że ogólny klimat jest trochę bardziej w stylu lat 80., zarówno pod względem czysto estetycznym jak i w niektórych kawałkach. Słuchałeś całego albumu?

Tak.

Okej, super, super (śmiech). Tak, część z nich jest naprawdę w stylu lat 80. "DTR" to jedna z moich ulubionych piosenek i ma w sobie, nie wiem, po prostu bardzo podnoszący na duchu klimat lat 80. Ale wiesz są też utwory które są bardziej, nie wiem... Mamy coś, co nazywamy "piosenką Bon Jovi" (śmiech). Nie chcę wystraszyć ludzi! (śmiech) Nie wszystko na tym krążku jest takie lekkie! (śmiech)

Moim ulubionym kawałkiem jest kończący krążek "Undistilled". Niby ballada, ale na końcu przyspiesza, robi się cięższa, ale przy tym bardzo melodyjna.

Super! Pojawia się w nim takie uderzenie! Mocna końcówka - to naprawdę super! (śmiech)

Okładkę albumu zaprojektował Alberto Quirantes który wyraźnie nawiązuje do stylistyki lat 80. Jest taka cyberpunkowa, trochę w stylu "Blade Runnera". Dlaczego to właśnie na niego postawiliście?

No wiesz, współpracuje z Iron Maiden - uważamy, że to coś niesamowitego. Chcieliśmy mieć taki klimat filmowych plakatów. Pójść w tę estetykę, w lata 80. Jesteśmy z niej bardzo zadowoleni. Myślę, że wszystko fajnie się spięło.


W poprzednich latach mieliście kawałki inspirowane latami 80. - jak np. "Road Warrior". Mój ulubiony film. A jaki jest Twój? Z lat 80.?

Och... Niech no pomyślę... Nie wiem... Myślę, że "Evil Dead" - to ta dekada?

Tak, dopiero "Armia Ciemności" to początek lat 90.

Uwielbiam horrory - to mój konik. Gdybym miała więcej czasu to pewnie dodałabym coś więcej, no ale tak: "Evil Dead" (śmiech).

Ja obejrzałem chyba z 1000 horrorów, więc...

To była w ogóle świetna dekada! Uwielbiam te praktyczne efekty! Zanim wszystko zaczęto robić w CGI. Nie wiem, uwielbiam tę taką pewną kiczowatość... Wiesz, jak próbują coś osiągnąć, ale nie do końca wychodzi - ma to swój urok! (śmiech)

Na specjalnej edycji "Evil Dead II" znajdziesz kapitalny film dokumentalny, w którym pokazują jak właśnie robili efekty specjalne. Jest niesamowicie śmieszny! Polecam!

Uwielbiam jak robili scenę w której dźgali kostkę długopisem i wykorzystali dźwięk wbijania czegoś w jabłko! (śmiech) Niesamowite! To musi być niezła zabawa - móc wymyślać te wszystkie szalone rzeczy. Jak zrobić tę scenę by wyglądała tak ohydnie? Jak zrobić by to brzmiało odpychająco? (śmiech) Próbowali różnych rozwiązań i efekt jest bardzo dobry!

A jak to się stało, że w 2024 roku dołączyłaś do legendarnego Mercyful Fate? Wcześniej wspierałaś zespół podczas niektórych koncertów.

To miało związek głównie z uwagi na dostępność Joey'a Very. Po śmierci oryginalnego basisty - Timiego Hansena - to właśnie on oficjalnie pełnił rolę basisty po reaktywacji grupy w 2019 roku. Joey dołączył do grupy, no i pojawiły się opóźnienia, lockdowny i te sprawy. Mercyful Fate miał wrócić a tu wielki lockdown i wszystkie koncerty zostały odwołane (śmiech). Sprawy zostały przesunięte. No a Joey ma też swój własny zespół: Armored Saint którego jest jedną z sił napędowych. No i gdy przesunięto niektóre koncerty i terminy zaczęły się zazębiać to jego priorytetem został właśnie Armored Saint. Tak właśnie trafiłam na pierwszą trasę. Później sytuacja zaczęła się powtarzać, gdy pojawiło się więcej występów - w 2024 było Chile i Brazylia. Kiedy zabookowano te koncerty to najpierw zgłoszono się do Joey'a, ale też nie mógł na nich zagrać. I tak zaoferowano je mi. Myślę, że w końcu zaczęli myśleć: chcemy zrobić nowy album - czy działamy z Joey'em i zobaczymy co wyjdzie z tymi koncertami, czy chcemy muzyka który będzie w pełni oddany? Na szczęście fani mnie zaakceptowali - ich reakcja była bardzo pozytywna. I większość stwierdziła: tak, to rzeczywiście działa. Mimo że między nami jest różnica wieku to ludzie uważają, że na scenie fajnie to do siebie pasuje. Świetnie się dogaduję z całą ekipą. Ta pierwsza trasa była niczym test, a dołączenie w 2024 roku po prostu miało sens.

Byłem zaskoczony tą reakcją fanów, bo zwykle gdy doświadczony muzyk odchodzi i pojawia się ktoś nowy to wiadomo: są narzekania. Gdy jednak pojawiło się pierwsze oficjalne zdjęcie nowego składu to fani rzeczywiście uznali, że tak: to może działać.

(śmiech) Tak, ludzie w Internecie bardzo często są takimi hejterami na pełen etat. Tutaj jednak było zupełnie inaczej. Rzeczywiście fani mnie zaakceptowali. Szczególnie w przypadku takich kultowych kapel ludzie chcą oryginalnych członków. Nie chcą by coś się zmieniło. Ale niestety pewne rzeczy muszą się zmienić. Z pewnością zespół grałby z Timim Hansenem gdyby żył i był w stanie. Tutaj zostali zmuszeni do zmiany. Cieszę się z tego, że zostałam zaakceptowana przez fanów. Wielu z nich znało mnie już wcześniej - wiedzieli kim jestem i że potrafię grać. Jest dobrze. To ciągle ten sam zespół. Jest King i jest Hank Shermann - dwie najważniejsze osoby. Ja tam jestem po to, by jak najlepiej odgrywać partie Timiego. To był fantastyczny muzyk. Rozbieranie na części pierwsze jego linii i odgrywanie ich w jak najdokładniejszy sposób było inspirującym doświadczeniem. Cieszę się, że fani to doceniają - mówią, że mamy podobny styl grania. Sam King powiedział, że mój styl grania palcami bardzo przypomina mu Timiego Hansena. Super usłyszeć coś takiego. Dodatkowo gram na Rickenbackerze jak Sharlee i reszta - to wszystko więc miało sens (śmiech).

Weszłaś więc niejako w buty dwóch legend: Hansena i Very. Był stres czy jednak dodało to pewności siebie? W końcu z tych wszystkich basistów na świecie wybrali właśnie Ciebie.

Sporo trzeba było wziąć na swoje barki (śmiech). Byłam bardzo zestresowana jeśli mam być szczera. Miałam wielki syndrom oszusta. Zastanawiałam się: dlaczego właśnie ja? (śmiech) Przede mną była wielka odpowiedzialność. Wcześniej koncertowałam w małych klubach - takich dla 200 osób. Jeździliśmy vanem, spaliśmy u ludzi na podłodze - wszystko robiliśmy sami. I nagle mam autobus i ekipę. Nawet nie muszę własnoręcznie stroić basu - to takie dziwne! (śmiech) To chyba był największy szok: ruszyć w trasę i zobaczyć jak różni się takie granie na najwyższym poziomie. Same utwory były dość trudne do nauki. Jeśli chodzi o same kompozycje to są bardzo progresywne - jest wiele sekcji które trzeba wykuć (śmiech). Nie było to łatwe, zwłaszcza że miałam na to miesiąc. Pochłonęło mnie to - słuchałam ich codziennie. Na szczęście znałam już "Melissę" i "Don't Break the Oath" - były już obecne w mojej głowie. Teraz po prostu musiałam to wszystko dopasować do grania. Stresujące doświadczenie, ale jednocześnie takie przy którym świetnie się bawiłam. Teraz się z nimi oswoiłam, ale na początku bałam się tego, że coś sknocę. Zagrałam dobrze, poprosili mnie o dołączenie - misja wykonana. Ale wtedy miałam w głowie tę myśl, że to moja wielka szansa - że nie mogę tego zepsuć (śmiech). Musisz to ogarnąć perfekcyjnie! Jak coś zepsujesz, to już po tobie! Nikt nie dostaje takiej szansy! Nikt nie zostaje wyłowiony z nicości i wrzucony na tak dużą trasę! Jest presja - nie daj ciała. Ostatecznie jednak niepotrzebnie się tak stresowałam (śmiech).

To duży krok w karierze bo teraz czego byś nie zrobiła, to już zawsze będziesz muzykiem Mercyful Fate.

Dokładnie. Nie mogę doczekać się procesu nagrywania, bo dla mnie to ciągle surrealizm. Słuchałam Mercyful Fate kiedy byłam nastolatką - miałam album "Melissa". Uważałam, że są niesamowici! Wkręciłam się w nich jednak długo po tym jak zagrali ostatnią trasę w 1999 roku. Nigdy nie myślałam, że będę miała okazję zobaczyć ich na żywo. Wrócili, zobaczyłam ich na Bloodstock, a później zaproszono mnie bym dołączyła (śmiech). To nie ma żadnego sensu! Możliwość bycia częścią jego spuścizny, jego historii... Kiedy wyjdzie nowy album i będzie na nim moje nazwisko... To będzie coś niesamowitego. Nie mogę się doczekać!

Jak właśnie sytuacja z tym albumem? Bo mówiło się swego czasu, że miał się ukazać jeszcze w tym roku.

W tym roku nie. Następną rzeczą nad jaką będzie pracować King będzie nowy King Diamond. Zakończyli trasę po Europie i w setliście znalazły się chyba trzy nowe kawałki. Rzeczywiście więc idzie nowe - już niedługo. Kończy nad nim prace. A po tym albumie będziemy siedzieć nad nowym Mercyful Fate. Ale wiesz, instrumentalnie to już tam wszystko jest. Trzeba jeszcze tylko popracować nad aranżem. Wykonywaliśmy już na żywo "The Jackal of Salzburg" - to już gotowy kawałek. Doczekał się wielu demówek (śmiech). Mam nadzieję, że w przyszłym roku już będziemy pracować nad pełnym albumem.


"The Jackal of Salzburg" słyszałem na żywo jeszcze z Verą na basie. Jak zmienił się ten utwór przez ten czas?

Uczyłam się tego kawałka z nagrania na żywo z jednego z festiwali - prawdopodobnie z okolic tego kiedy sam ich widziałeś. Były jakieś drobne poprawki, ale głównie w sferze aranżacyjnej. Kiedy grasz go na żywo to w pewien sposób komunikujesz się z innymi muzykami. Przechodzicie razem przez tę kompozycję. Kiedy jednak ją nagrywasz i na spokojnie na nią patrzysz... Myślę, że King będzie chciał przesunąć parę rzeczy. Słyszałam wersję demo którą ukończył King - no wiesz, ze wszystkimi liniami wokalu. Tymi wszystkimi świetnymi dźwiękami które potrafi z siebie wydobyć. Aż człowiek dostaje gęsiej skórki (śmiech). Super!

A czy Twoja działalność w Mercyful Fate przełożyła się na zwiększenie zainteresowania Fury? Ludzie chcieli sprawdzić skąd do cholery wzięła się ta cała Becky Baldwin?

Tak, zdecydowanie! To naprawdę pomogło. Styl jest zupełnie inny ale myślę, że większość metalowców jest na tyle otwarta, że mogą posłuchać czegoś old-schoolowego. Chociaż w sumie obie kapele są powiązane z latami osiemdziesiątymi - w końcu Fury się nimi inspiruje. Nasze ulubione zespoły to te same których słuchają muzycy Mercyful Fate. Zainspirowali kapele którymi sami się inspirujemy. Jest między nami dużo powiązań. Super gdy fani odkrywają Fury poprzez Mercyful Fate. To duża szansa dla mnie i dla zespołu. Niestety czasami nie mogę zagrać z Fury jakiegoś koncertu z uwagi na zobowiązania z Mercyful Fate. Przegapiłam przez to parę festiwali. Ale ciągle uważam, że ta sytuacja odbiła się pozytywnie. Ludzie chętnie sięgają po znane nazwy, a Fury? Co to niby jest? Ale gdy usłyszą, że jest powiązanie z kapelą której słuchają, no to dadzą nam szansę. Dużo pomogło też podpisanie kontraktu z duńskim Mighty Music. Dobrze mieć powiązania z krajem, w którym Mercyful Fate jest tak duży. Mam nadzieję, że otworzy to drzwi do koncertów w tym kraju.

Jak w ogóle koncertowa sytuacja z Fury? Co szykujecie?

W kwietniu mamy swój pierwszy koncert w Danii - Epic Fest w Roskilde. Mam nadzieję, że zbudujemy coś wokół tego. Trzeba trzymać kciuki by w okolicy kwietnia udało się zagrać we Francji, Belgii czy Niemczech. Trudno przebić się samemu na rynku kiedy wszystko robisz samemu. Próbujesz zabookować występy i sprawić by ludzie się zainteresowali (śmiech). Mieliśmy szczęście, że parę lat temu trafiła się okazja supportować po Europie Phil Campbell & The Bastard Sons. To była duża pomoc! Może w pewnym momencie skorzystamy z pomocy agenta i uda się zagrać więcej festiwali. No bo wiesz, ciężko jest dzwonić do tych wszystkich klubów i mówić: bardzo proszę, dajcie nam szansę! (śmiech) W przyszłym roku jednak powinno się udać zabookować jakieś występy.

Coś w Polsce?

Fajnie by było. Graliśmy jeden koncert w Polsce, ale nie pamiętam gdzie... Chyba coś na L. Nie pamiętam! (śmiech) Ale chcielibyśmy wrócić!

I to by było na tyle! Dzięki za poświęcony czas! Tym bardziej, że jesteś wyjątkowo zajęta!

Spoko. Dzisiaj akurat miałam wolne. Cieszę się, że udało nam się złapać pomimo różnicy czasowej. Musiałam sprawdzać strefę ponieważ podróżujmy przez różne stany. Cały czas to się zmienia. Fajnie, że daliśmy radę! (śmiech)

Baw się dobrze na trwającej trasie i podczas tego dnia wolnego! U mnie - jak widać za oknem - już wieczór!

U mnie godzina piętnasta. Bardzo dziękuję! Dzięki za zaproszenie i za świetne pytania! Cieszę się, że podobał Ci się nowy album Fury - łącznie z balladami! (śmiech) Pa!

zdjęcia: Olivia Tate, Adam Kennedy




Autor: Tomasz Michalski

Data dodania: 10.11.2025 r.



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2025 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!