Warfield to przedstawiciel młodego pokolenia niemieckiej szkoły thrash metalu. Debiutancki, wydany w 2018 roku przez Metal on Metal Records krążek "Wrecking Command" zwrócił na chłopaków uwagę. Wypuszczona w tym roku przez Napalm Records płyta numer dwa potwierdza, że trzeba zacząć się z nimi liczyć. "With the Old Breed" to tradycja, podana z młodzieńczą werwą i bezczelnością. To 10 kawałków które usatysfakcjonują każdego fana teutońskiego łomotu. O kulisach powstawania tego materiału opowiedzieli nam gitarzysta Matthias Clemens oraz perkusista Dominik Marx. Co mieli ciekawego do przekazania? Sprawdźmy!
MetalSide: Głównym tematem naszej rozmowy jest Wasz nowy album: "With the Old Breed". Zacznijmy może od singla "Tie the Rope" który ukazał się w lutym, ale zeszłego roku. Dlaczego tak długo musieliśmy czekać na całość? Na jakim etapie były wówczas prace nad krążkiem?
Matthias Clemens: Album był wtedy gotowy. Wydaliśmy ten kawałek rok przed premierą żeby szerzej pokazać zespół. I myślę, że dobrze poszło. Uważam, że "Tie the Rope" był jednym z powodów dla których Napalm Records zwróciło na nas uwagę. Dlatego właśnie singiel wydaliśmy sami - w celach promocyjnych. Z drugiej jednak strony: "Wrecking Command" miał już wtedy sześć lat. Musieliśmy też dać coś nowego naszym fanom. To były właśnie dwa główne powody wypuszczenia przez nas tego utworu.
Jeszcze wcześniej mogliśmy poznać "Soul Conqueror": w 2020 wypuściliście wideo z próby. Kawałek był dostępny na serwisach streamingowych, czy tylko w tej właśnie formie? Bo widziałem, że po necie krążył promujący go artwork.
Dominik Marx: Nie, "Soul Conqueror" był tylko w formie wideo na Facebooku. W tamtym czasie... bo wydaje mi się, że pandemia rozpętała się latem 2020 roku i chcieliśmy wtedy wykorzystać ten czas na pre-produkcję i dokończenie aranży. No wiesz zanim tak naprawdę wejdziemy do studia by to wszystko nagrać. Zanim wybuchła pandemia to już mieliśmy gotowych sporą ilość kompozycji. Pomyśleliśmy, że tak: "wszystko siadło, ale możemy coś wrzucić na social media - nagrać jak ćwiczymy w naszej sali". Chcieliśmy jak już powiedział Matthias - przedstawić naszym fanom coś nowego.
Jak zmieniła się ta kompozycja na pełnym albumie?
Matthias Clemens: Wydaje mi się, że dodaliśmy parę gitar. Może nie na ostatnią chwilę ale jednak w dość późnej fazie. Nawet już podczas pre-produkcji uznaliśmy, że przydałoby się jej więcej różnorodności. Dlatego efekt końcowy jest bardziej melodyjny. Wydaje mi się jednak, że ta bazowa struktura pozostała taka sama.
Intro do finalnej wersji wykorzystuje "Ghost Tape No. 10". Moglibyście przybliżyć naszym czytelnikom ten temat?
Dominik Marx: Pewnie. "Ghost Tape No. 10" to taśma która była wykorzystywana przez amerykańskich żołnierzy podczas wojny w Wietnamie. Była częścią Operacji Wandering Soul. Częścią wojny psychologicznej. Wchodzili oni do dżungli z wielkimi głośnikami na plecach i puszczali taką grobową muzykę z taśmy numer 10. Chcieli wpłynąć na sferę duchową oraz myśli wietnamskich żołnierzy. W taki sposób chcieli przekonać ich do ucieczki, wycofania się z działań. Uważam, że to niezwykła metoda - zdecydowanie coś co warto było umieścić na płycie. Tym bardziej, że eksplorujemy na niej psychologiczne motywy. Wydaje mi się, że przez cały album skupiamy się na wewnętrznym wpływie działań naszych bohaterów.
Pierwszy album nagrywaliście we własnym studio. Teraz weszliście do takiego profesjonalnego. Jak wrażenia? Wszystko poszło bezproblemowo?
Matthias Clemens: Tak, choć to nie było nasze własne studio - należy do naszego znajomego ale jest bardzo... Cóż, to było w zasadzie normalne studio i pozwoliło nam zdobyć doświadczenie, poczuć jak to jest nagrywać - co było dla nas cenne. Ale oczywiście teraz chcieliśmy sprawić by ostateczna jakość była wyższa - by brzmiało to lepiej. Dlatego udaliśmy się do Saarwellingen do studia SU2. Jeśli się nie mylę to nagrywane tam były chociażby wczesne wydawnictwa Powerwolf. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że będzie bardziej profesjonalnie - co było naszym celem. A jeśli chodzi o proces nagrywania to nowością było granie do clicka. Pierwszy krążek nagrywaliśmy na żywo - Dominik i ja graliśmy bazę. Musieliśmy zaczynać od nowa za każdym razem gdy któryś z nas popełnił błąd. Oczywiście było to ciężkie, ale miało też i swoje zalety. No ale cieszyliśmy się z tego, że tym razem mamy clicka ponieważ mogliśmy bardziej się skupić na jakości samych kompozycji.
Jakbyście w ogóle porównali ten nowy materiał do "Wrecking Command"? Które elementy zostały rozwinięte względem debiutu?
Dominik Marx: Przede wszystkim jest mocniejszy, posiada bogatsze brzmienie, ale nie jest wymuskany do przesady. Bo nie ma nic gorszego niż płyta która brzmi jak wszystkie inne. Myślę, że to dobry miks surowości, agresji oraz old-schoolu, który nie został przekombinowany. A próbowaliśmy wiele nowych rzeczy jak np. chóralne krzyki na trzech czy czterech numerach. Pojawiły się rototomy jak również epicki, trwający przeszło 7 minut "GASP". Kompozycja ta jest dość zróżnicowana. Powiedziałbym, że w ogóle jeśli chodzi o same kompozycje to są one bardziej dopracowane w porównaniu do "Wrecking Command". Tam miałeś 40 minut walenia cię w twarz. Nowy album spogląda bardziej w stronę sceny z Bay Area. Jest bardziej zróżnicowany, ale nie tracąc swojej tożsamości.
A skąd wybór Adama Burke'a na autora okładki? To była Wasza wizja, czy jednak to w całości jego pomysł?
Matthias Clemens: To była nasza sugestia. Oczywiście wspólnie szukaliśmy odpowiedniej okładki. Musiał się przez nas trochę napocić, ponieważ mieliśmy w głowach własne pomysły (śmiech). Ostatecznie jednak wyszło świetnie. Widziałem już wcześniej jego prace. Pokazałem je pozostałym i wspólnie uznaliśmy, że Adam świetnie będzie pasował do naszych dźwięków. Uważam, że artwork wygląda fantastycznie. Nie moglibyśmy być bardziej szczęśliwi!
Krążek ukazał się 4 kwietnia, ale 28 marca mieliście "release show" w Live Music Hall w Weiher. Jak się udał koncert?
Dominik Marx: Tak, mieliśmy koncert z okazji premiery albumu na tydzień przed oficjalną jego premierą! (śmiech) Na szczęście w dniu koncertu, dosłownie w ostatniej chwili przyjechały do nas winyle, więc mogliśmy je sprzedawać. Wszystko poszło super. Dodaliśmy parę nowych rzeczy jak chociażby intra przed niektórymi numerami. Pierwszy raz pojawiły się też na żywo chóralne krzyki - no bo w końcu są na albumie (śmiech). Te nowości bardzo fajnie wpasowały się w starszy materiał. Feedback był znakomity. Zagraliśmy niemal cały nowy album. W tym momencie mamy więc odegrany prawie każdy z nowych numerów. To było świetne doświadczenie które pokazało, że nowe kawałki sprawdzają się na żywo równie dobrze co te mające już niemal 10 lat.
Matthias Clemens: To było też niezłe wyzwanie ponieważ album nagrywaliśmy na dwie gitary, ale na żywo mamy tylko jednego mnie. Było to więc coś innego, ale ekscytującego. Brzmiało to inaczej. Słuchanie albumu, a zobaczenie nas na żywo to dwa różne doświadczenia - właśnie z uwagi na gitarę. Ale dobrze to działa. Na żywo mamy taką punkową energię która bardzo dobrze pasuje do tych nowych kawałków.
Był w Waszej historii okres w którym graliście zarówno jako kwartet, jak i kwintet. Czy najbardziej komfortowo czujecie się właśnie jako trio?
Matthias Clemens: Muszę przyznać, że chciałbym żeby w przyszłości obok mnie pojawił się drugi gitarzysta. Na razie jednak jest łatwiej we trzech ponieważ wszyscy mieszkamy w tej samej miejscowości. Bardzo dobrze się znamy i nasze próby są bardzo spontaniczne - działamy niczym dobrze naoliwiona maszyna. Dodanie drugiego gitarzysty nie jest więc taką łatwą sprawą. To nie może być wymuszona decyzja. Wszystko musi do siebie pasować. Może w przyszłości. Doceniam wkład wszystkich poprzednich muzyków, świetnie się razem bawiliśmy, no ale tym rdzeniem Warfield zawsze była ta nasza trójka. I na razie tak to wygląda.
Dominik Marx: Nie zamierzamy wiecznie grać jako trio. Jeśli skontaktuje się z nami odpowiednia osoba i będziemy w stanie wszystko ogarnąć, a i pod względem personalnym wszystko będzie działać, no to tak. Z pewnością jesteśmy otwarci na drugiego gitarzystę.
Na winylu "With the Old Breed" znajdziemy cover Nuclear Assault. Dlaczego wybraliście akurat "F# (The Wake Up)"?
Matthias Clemens: To fajny przekaz po tych naszych kawałkach. Zrobiliśmy coś podobnego na pierwszym albumie. Wtedy dorzuciliśmy cover Razor który także jest dostępny tylko na winylu. Chcieliśmy dać fanom tego nośnika coś ekstra. Bardzo dobrze pasuje do tego naszego brzmienia. To klasyczny thrash metalowy numer, który pasuje do reszty materiału również pod względem tekstu. Ta jego społeczna krytyka dobrze pasuje do zakończenia tracklisty. Dlatego właśnie go wybraliśmy.
Dominik Marx: Można go również przełożyć na sytuację wewnątrz zespołu gdy po siedmiu latach od "Wrecking Command" musieliśmy krzyknąć "pobudka!" i zacząć robić nowy album (śmiech). Teraz jesteśmy w tym miejscu i znów możemy zakrzyczeć, ale tym razem do wszystkich fanów thrash-maniaków: "pobudka! Posłuchajcie nowego Warfield!". Ten kawałek to dobra mieszanka zarówno tego bardziej znanego jak i undergroundowego Nuclear Assault. Nie jest jakoś bardzo znany, ale też i nie jest kawałkiem anonimowym. Tak samo było z Razor na "Wrecking Command". Myślę, że to dobry wybór. Pasujący do reszty materiału.
W komentarzach można znaleźć porównania do klasyków niemieckiej sceny thrash metalu, jak np. Sodom lub Destruction. Czy to właśnie tych kapel słuchaliście za młodu?
Matthias Clemens: Tak, zdecydowanie niemieckie kapele thrash metalowe były wielką inspiracją. Szczególnie dla mnie. Jak miałem 15 lat to miałem taki trudny okres: rzuciłem szkołę i Kreator stał się dla mnie taką bezpieczną przystanią, wiesz? (śmiech) To była kapela przy której mogłem wyrzucić z siebie cały gniew. Zamienić go w coś pozytywnego. W tamtym momencie tym była dla mnie muzyka. Ten zespół zawsze będzie miał specjalne miejsce w moim sercu, choć oczywiście były także i inne kapele. Oglądaliśmy wszystkie te filmy dokumentalne jak np. "Lords of Depravity" Sodom - super goście. Myślę, że to oczywiste, że w dźwiękach niemieckiej grupy grającej thrash metal znajdą się także odniesienia do klasycznych kapel. Nie jest to jednak coś zrobionego specjalnie. Inspirują nas bowiem również zespoły pokroju Suicidal Angels, czy inne nowe kapele. I ich wpływ nie jest mniejszy niż Sodom czy Kreator.
A jakie thrash metalowe albumy są dla Was najważniejsze?
Dominik Marx: "Reign in Blood" Slayera. Przykro mi, że to taki oczywisty wybór! (śmiech)
Matthias Clemens: Niech no pomyślę... Może nie taki klasyk, ale "Hordes of Chaos" Kreator. To był dla mnie bardzo ważny album. To był ten czas w którym dużo słuchałem tego zespołu. Jego brzmienie jest jedyne w swoim rodzaju. Zawsze gdy go słucham to jakbym cofał się w czasie (śmiech). Bardzo doceniam tę płytę. Oczywiście są również klasyki - w dyskografii każdej thrash metalowej kapeli znajdziemy ten jeden krążek który wszyscy podziwiamy.
Dzieliliście scenę z takimi legendami jak chociażby Tankard czy Exodus, a tym w tym roku wzięliście udział chociażby w 70.000 Tons of Metal. Do których koncertów najczęściej wracacie pamięcią?
Matthias Clemens: Tak, 70.000 Tons of Metal dobrze pamiętam, bo odbył się całkiem niedawno (śmiech). Również Exodus mocno się wyróżniał. Mam podpisaną przez Toma Huntinga książkę "Murder in the Front Row". Możliwość pogadania z tymi gośćmi była czymś niesamowitym. Co prawda akurat nie było z nimi wtedy Gary'ego, ale i tak świetnie się z nimi grało. Nie wiem czy nas pamiętają ale mam nadzieję, że może w przyszłości się to zmieni (śmiech).
Dominik Marx: Dla mnie jest to koncert z Suicidal Angels ponieważ kiedy mieliśmy te 13-14 lat, to na próbach graliśmy wiele ich kawałków. To coś niesamowitego, że teraz jesteśmy częścią tej samej sceny. Że możemy zagrać, spotkać się i pogadać z kapelami których słuchaliśmy w czasach młodości. Oczywiście 70.000 Tons of Metal to również było coś. Wychodzisz z jednej ze scen i nagle widzisz stojącego sobie Udo Dirkschneidera w tej swojej charakterystycznej kurtce pilota bombowca. Aż się miało gęsią skórkę.
A były takie występy o których chcielibyście zapomnieć?
Matthias Clemens: Tak, mam w głowie coś takiego (śmiech). Nie był to koncert z Dominikiem bo złamał wtedy rękę. Graliśmy z innym perkusistą i był to chyba nasz najgorszy występ. To nie była wina bębniarza - bo jest bardzo dobry. Scena na świeżym powietrzu, więc i brzmienie większe a my mieliśmy może ze dwie wspólne próby. Cieszę się, że nam pomógł, no ale ostatecznie był to nasz najsłabszy występ. Fani jednak dobrze się bawili.
Dominik Marx: Tak, fani nie zawsze słyszą takie rzeczy. Miałem przyjemność stać wtedy w tłumie i oglądać na żywo swój własny zespół. Ciągle była zabawa w młynie, każdy mówił: "co Ci goście odpierdalają? Są zajebiści!". Może tak właśnie jest z thrash metalem? (śmiech). Nie zwracasz tak uwagi na jakieś błędy, nie musi być idealny.
Matthias Clemens: Zgadzam się! Thrash metal nie musi być idealny!
I to wszystko, co przygotowałem! Na koniec poproszę słówko dla naszych czytelników! Być może zachęcicie ich do odsłuchu "With the Old Breed"?
Matthias Clemens: Jeśli lubicie klasyczny thrash metal to dajcie mu szansę - myślę, że się Wam spodoba. Mam nadzieję, że jesteśmy w stanie coś Wam dać. Coś co wyzeruje złą energię jeśli macie zły dzień. Miło nam będzie jeśli będziecie mogli przy naszej muzyce dać upust złym emocjom.
Dominik Marx: Mam nadzieję, że w tym albo przyszłym roku będziemy mieli okazję pojawić się w Polsce by zagrać dla polskich maniaków. Oby udało się zabrać ten materiał w jakąś trasę!