FaustuS - "FaustuS nawiązuje stylistycznie do Christ Agony"


Nie ma wątpliwości, że Cezary "Cezar" Augustynowicz to dzisiaj legendarna postać polskiego black metalu. To On w 1990 roku wraz z Christ Agony rozpoczął black metalową krucjatę na polskiej metalowej scenie, tworząc wiele kultowych albumów. I przez te wszystkie lata Cezar realizował się także w kilku innych zespołach i projektach. W roku poprzednim powołał do życia solowy projekt FaustuS. A w roku bieżącym światło dzienne ujrzał pierwszy album zatytułowany "Act I", którego tytuł raczej nie bez powodu skojarzyć się może z albumami Christ Agony (który również i w tym roku, we wrześniu zaszczyci nas kolejnym, długo oczekiwanym albumem "Anthems"). A zatem by nie przedłużać zapraszamy do wywiadu z Cezarem. Wywiadu pełnego szczerych wyznań i różnych refleksji na temat duchowości, wiedzy tajemnej i obecnej kondycji sceny black metalowej w Polsce.





MetalSide: Nie będąc zapewne oryginalnym powitam Cię - Ave Cezar! Czy nadal jesteś tym samym Cezarem co za czasów Christ Agony? Od ostatniego albumu "Legacy" minęło ponad 9 lat!

Cezar: Ave! Dziękuję za powitanie - to zawsze miłe, gdy ktoś wciąż pamięta i odczuwa ducha tamtego czasu. Czy jestem tym samym Cezarem? Duch pozostał ten sam, ale forma ewoluuje. Nieustannie. Przeszedłem przez wiele przemian, zarówno osobistych, jak i artystycznych, lecz rdzeń - ta ciemna iskra, która zapłonęła w czasach Christ Agony - płonie we mnie nadal. Może jeszcze silniej, może bardziej świadomie. Ostatnie dziewięć lat to nie był czas milczenia, a raczej czas gromadzenia siły, szlifowania wizji, redefinicji. "Legacy" zamknęło pewien rozdział - pełen bólu, mistycyzmu i duchowej wędrówki. Teraz nadszedł czas, by otworzyć nowy, jeszcze bardziej intensywny. Zarówno dla Christ Agony, jak i moich nowych projektów, takich jak FaustuS czy Solarkvlt. Muzyka to dla mnie rytuał, nie przemysł. Dlatego powracam wtedy, gdy mam coś prawdziwego do przekazania - a ten moment właśnie nadszedł.

I z tego co już wiadomo Christ Agony to nie zamknięty rozdział?

Christ Agony to nie zamknięty rozdział. To księga, która wciąż się pisze, choć atramentem jest krew, a pergaminem - czas. Ten projekt to część mojej duszy. Nie można po prostu go odciąć, schować na półkę i zapomnieć. Christ Agony to fundament, korzenie, ale i żywa energia, która nadal tętni. Po długiej przerwie, nadszedł czas, by ponownie wznieść ten sztandar. Nowy album "Anthems" jest już gotowy. Będzie to manifest - głęboki, mroczny i pełen ducha, który od początku był siłą napędową Christ Agony. Premiera tego wydawnictwa przed Nami, album ukaże się we wrześniu tego roku. To nie powrót z sentymentu. To kontynuacja, która dojrzewała przez lata w ciszy, w cieniu, gotowa by znów przemówić.

Opowiedz nam czy po albumie "Legacy" Christ Agony zajmowałeś się własną muzyką?

Po "Legacy" nie było ciszy - było echo. Nie występowałem publicznie, nie publikowałem nowych wydawnictw, ale cały czas żyłem muzyką. Tworzyłem. Szukałem nowych ścieżek wyrazu. Eksperymentowałem z formą, dźwiękiem i przestrzenią. Przechodziłem przez duchową metamorfozę, która była niezbędna, by móc się ponownie narodzić jako artysta. W moim życiu pojawiła się choroba alkoholowa, która wymusiła na mnie długotrwałą i trudną drogę wyjścia z niej. Ten proces był czasem bardzo osobistym - oczyszczenia i wewnętrznych rytuałów. To dzięki niemu mogłem zbudować fundamenty pod dalszą twórczość. Największym bodźcem do sformowania FaustuS było przeczytanie "Mistrza i Małgorzaty" Bułhakowa - książki, która zainspirowała mnie swoim mistycyzmem, symboliką i głęboką refleksją nad naturą dobra i zła. Wtedy zaczęły się rodzić zalążki FaustuS, ale też kontynuacje Christ Agony oraz zupełnie nowe wizje, które dziś realizuję m.in. w projekcie Solarkvlt. Nie jestem twórcą działającym według kalendarza - tworzę wtedy, gdy ogień płonie. A przez te wszystkie lata płonął - może nawet intensywniej, choć skrycie.

Wiem, że w międzyczasie udzielałeś się też w rożnych kapelach, jak Khorumi.

Tak, to prawda - przez te lata udzielałem się w różnych projektach, takich jak Khorumi czy inne inicjatywy takie jak Himair, mniej znane, ale równie ważne dla mojego rozwoju. Nie zawsze stawałem na froncie, czasem byłem duchem w tle - doradcą, kompozytorem, czasem cieniem za kulisami. Te doświadczenia były dla mnie formą alchemii - pozwoliły mi spojrzeć na muzykę z różnych perspektyw, uwolnić się od rutyny i przypomnieć sobie, czym naprawdę jest tworzenie: wewnętrzną potrzebą, a nie koniecznością rynku. Każda z tych współprac zostawiła swój ślad. I choć FaustuS i Christ Agony to moje główne świątynie, to tamte ścieżki też były częścią pielgrzymki. Nie żałuję żadnej z nich - każda była krokiem ku temu, kim jestem dzisiaj.

Kilka razy robiłem podejście by zrobić z Tobą wywiad. Za każdym razem zdawałeś się być bardzo zapracowany. I nadarzyła się kolejna okazja w zawiązku z wydaniem debiutanckiego albumu FaustuS - "Act I". A zatem zapytam wprost. Co skłoniło Cię by stworzyć nowy, tym razem solowy projekt?

FaustuS to nie był wybór - to było przeznaczenie. Ten projekt dojrzewał we mnie przez lata. Narodził się z ciszy, bólu, żalu... ale też z duchowego przebudzenia. Christ Agony zawsze było formą wspólnej drogi, rytuału zbiorowego. FaustuS natomiast to moje najgłębsze wnętrze, naga dusza wykrzyczana w dźwiękach. Po latach chaosu i transformacji potrzebowałem przestrzeni, gdzie mogę mówić wyłącznie własnym głosem - bez kompromisów, bez zewnętrznych wpływów. "Act I" to pierwsze tchnienie tej nowej formy, tej romantycznej, melancholijnej, ale i pełnej gniewu podróży. To opowieść o miłości, stracie, i nienasyconym pragnieniu transcendencji. Zamiast pytać "dlaczego FaustuS?", należałoby zapytać: jak mogłem go nie stworzyć?

Nazwa FaustuS nie jest oryginalna, ale przyznam, że idealnie pasuje to projektu. Okultyzm, magia, alchemia są jakby natchnieniem.

Masz rację - nazwa FaustuS nie jest oryginalna w sensie słownikowym. Ale jest pierwotna. Archetypiczna. I właśnie dlatego ją wybrałem. Postać Fausta - człowieka targanego namiętnościami, pragnącego wiedzy, władzy, ale i miłości, który balansuje na granicy światła i ciemności - od zawsze mnie fascynowała. W niej zawiera się wszystko: okultyzm, alchemia, rozpacz, duchowe poszukiwanie i przekleństwo wiedzy. Mój FaustuS to nie kopia klasycznego mitu, ale jego nowa inkarnacja. To ja - samotny podróżnik w świecie pełnym cieni i iluzji. To moje wewnętrzne rytuały, moje upadki i moje wzloty. To alchemia emocji zamieniana w dźwięk. Nie szukałem oryginalności - szukałem prawdy. A ta nazwa oddała ją najlepiej.

Oprawę graficzną wykonał Piotr "Kaos" Jeziorski, w przeszłości współpracujący z Christ Agony przy materiałach "Demonology", "Condemnation". Wewnątrz wkładki znalazły się interesujące zdjęcia i grafiki, niczym ze scen magii rytualnej, nasycone symboliką i nagimi aktami. Czy Kaos miał wolną rękę w tworzeniu tego? Czy po prostu dałeś mu konkretne wytyczne?

Z Kaosem łączy mnie długoletnia i głęboka więź artystyczna. On doskonale rozumie moje wizje - nie trzeba wielu słów, by uchwycił sedno. Przy FaustuS nie było inaczej. Oczywiście, miałem w głowie konkretną koncepcję - mistyczną, rytualną, pełną symboliki ciała i ducha, światła i cienia. Wiedziałem, że ten materiał wymaga wizualnej oprawy, która nie będzie tylko estetyką, ale przedłużeniem przekazu muzyki. Dałem mu swobodę twórczą, ale nakreśliłem granice - rytualna atmosfera, alchemiczna nagość, sacrum i profanum splecione jak w starej księdze magii. Efekt przeszedł moje oczekiwania. To nie są po prostu zdjęcia - to obrazy z wewnętrznych rytuałów. To wizualne zaklęcia, które dopełniają historię FaustuS i zapraszają odbiorcę do świata, gdzie wszystko ma swoje ukryte znaczenie.


Czy w XXI wieku nadal można wierzyć w magię i parać się okultyzmem? Kiedyś wiele zjawisk było niepojętych, tajemniczych. A dzisiaj chemia, fizyka, medycyna i psychologia oraz prestidigitatorstwo dają odpowiedzi na wiele pytań. Moje wykształcenie uniwersyteckie sprawiło, że już dawno zweryfikowałem swoje poglądy na te tematy.

Dla mnie magia nie jest iluzją. To nie sztuczka, ani relikt przeszłości. Magia to język, którym przemawia do nas rzeczywistość na poziomie symbolicznym, duchowym i archetypicznym. To proces wewnętrznej transformacji - alchemia duszy. Oczywiście, nauka wyjaśniła wiele zjawisk, które dawniej uznawano za "magiczne". Ale czy to znaczy, że tajemnica zniknęła? Wręcz przeciwnie - im więcej wiemy, tym bardziej zdajemy sobie sprawę, ile jeszcze nie rozumiemy. Okultyzm, rytuał, symbol, tarot, astrologia, sztuka ceremonialna - to nie "alternatywa" dla nauki. To ścieżka poznania innego wymiaru istnienia. Równie prawdziwego, choć nieuchwytnego. Ja nie wierzę w bajki. Ja doświadczam magii - w snach, dźwiękach, symbolach, muzyce i rytuale. To nie jest ucieczka od rzeczywistości. To głębsze wejście w nią.

Kim jest Ferosap - autor tekstów na "Act I"?

Ferosap to nie tylko autor tekstów. To mój przyjaciel od wielu lat i jednocześnie wieloletni fan twórczości Christ Agony. Ale w kontekście FaustuSa jest kimś znacznie więcej - duchową istotą, głosem z głębi mroku, który przemawia do mnie wtedy, gdy słowa zyskują moc zaklęcia. W pewnym sensie - to ja. W innym - to ktoś zupełnie inny. Alter ego, cień, może przewodnik. Ktoś, kto potrafi nazwać to, czego ja nie umiem wypowiedzieć wprost. Teksty FaustuS nie są klasycznymi lirycznymi narracjami. To rytuały. Inwokacje. Fragmenty mistycznej opowieści, która rozgrywa się gdzieś pomiędzy snem a jawą. Ferosap uchwycił tę wizję w słowie. Kim jest naprawdę? Nie zdradzę. Może sam nie chce jeszcze wyjawić tego światu - dlatego pozostał tylko pseudonim. Rozmawiając z nim niedawno, powiedział, że być może kiedyś nadejdzie moment, w którym ujawni się z imienia i nazwiska. W świecie FaustuS nie wszystko musi być nazwane. Ważniejsze jest to, co czujesz, niż to, co wiesz.

W obecnej dobie polskojęzycznego blackmetalowego renesansu zastosowanie polskich tekstów w zrozumiałej formie wokalnej podniosło walor artystyczny tego albumu. Teksty są dostępne we wkładce albumu i dodatkowo mogą być czytane przez potencjalnego słuchacza.

Polski język to dla mnie nie tylko medium komunikacji - to żywy organizm, pełen mocy, rytmu i emocji. W FaustuS zależało mi, by teksty były nie tylko zrozumiałe, ale przede wszystkim - prawdziwe i nasycone symboliczną głębią. Użycie polskiego to również świadomy akt tożsamości. W świecie, gdzie dominuje angielski, wybór ojczystego języka jest jak zaklęcie, które pozwala zatrzymać autentyczność i intymność przekazu. Dzięki temu słuchacz może wejść w pełną relację z tekstem - czytać, rozważać, odczuwać jego wielowarstwowość. To z kolei podnosi walor artystyczny albumu, czyniąc go bardziej osobistym i uniwersalnym jednocześnie. Jestem bardzo wdzięczny, że teksty są czytane - to znak, że muzyka FaustuS nie jest tylko dźwiękiem, ale zaczarowanym światem słowa.

Ale mam wrażenie, że Twoje wokale wzbogaciły się o nowe, wcześniej nie znane mi manieryzmy wokalne. Co jest wyraźnie słyszalne chociażby w krzykliwie śpiewanych frazach w "Adoracja magów" i "Piąta pieczęć".

Fakt, wokal w FaustuS to dla mnie pole eksperymentów i eksploracji. Po latach pracy nad głosem w różnych projektach naturalnym było, że zacząłem poszukiwać nowych form wyrazu - takich, które lepiej oddadzą emocje i mroczny klimat muzyki. W "Adoracji magów" czy "Piątej pieczęci" świadomie sięgnąłem po bardziej surowe, krzykliwe frazy, które mają za zadanie nie tylko zasygnalizować ból i rozdarcie, ale też wprowadzić słuchacza w rytuał i napięcie.
Nie jest to styl całkowicie nowy, ale z pewnością bardziej rozwinięty, dojrzalszy i dopasowany do opowieści, którą chcę przekazać. Wokal jest tu niemal instrumentem obok gitar i syntezatorów, a każdy krzyk czy jęk ma swoją funkcję i miejsce w kompozycji. To ewolucja, ale też świadoma praca nad tym, by głos był nośnikiem emocji, a nie tylko dźwiękiem.

A tak na marginesie. Słyszałeś jakieś XXI wieczne polskojęzyczne blackmetalowe kapele? Czort, Biesy, Dola, Gruzja, czy inne. Zauważa się pewien trend do eksperymentowania w black metalu.

Tak, oczywiście znam i słucham wielu polskich kapel blackmetalowych, w tym Czorta, Biesy, Dolę czy Gruzję. To bardzo ciekawy okres dla polskiej sceny - widać, że młode zespoły coraz śmielej eksperymentują z formą, łączą ekstremę z elementami ambientu, folku czy elektroniki. Ten trend do poszukiwań i otwartości na nowe brzmienia jest bardzo wartościowy i odświeżający. Black metal w Polsce nie stoi w miejscu - ewoluuje, bawi się konwencją, często czerpie z rodzimej tradycji i historii, co nadaje mu unikalny charakter. Sam również podążam własną ścieżką, starając się łączyć surową ekstremę z duchowością i mistycyzmem. Widzę, że scena się rozwija i jest w niej miejsce zarówno na tradycję, jak i na nowoczesne eksperymenty. Cieszę się, że polski black metal ma dziś taką różnorodność i kreatywność.

Mam wrażenie, że obecnie coraz więcej kapel grających black metal odchodzi od corpse-paintingu. Ty nigdy tego nie stosowałeś. Kiedyś, w pewnych kręgach uważało się, że to jest wręcz obowiązkowy atrybut black metalu. Poza tym, pamiętasz, kiedyś też były wojny "blackmetalowe". Ale czasy się zmieniają. Fani muzyki metalowej jakby są łagodniejsi w obyciu. A ich orężem są już tylko coraz bardziej rozbudowane instrumenty i wokale.

Masz rację, corpse-painting kiedyś był jednym z fundamentalnych symboli black metalu - wyrazem buntu, tajemnicy i przynależności do określonej subkultury. Nigdy jednak nie czułem potrzeby używania tego elementu w mojej twórczości. Dla mnie esencją black metalu zawsze była muzyka, atmosfera i przekaz, a nie zewnętrzne atrybuty. Wolałem, by moja obecność na scenie i w nagraniach mówiła sama za siebie - przez dźwięki, teksty i emocje. Co do tzw. "wojen blackmetalowych" - to były burzliwe czasy, kiedy każdy chciał wyrazić swoją tożsamość i czasem dochodziło do konfrontacji. Dziś scena jest znacznie bardziej otwarta i zróżnicowana. Fani są może spokojniejsi, ale to dobrze. Muzyka jest teraz orężem - coraz bardziej wyrafinowanym i potężnym. Technika, produkcja, wokal, kompozycja - to one decydują o sile przekazu. Cieszę się, że black metal rozwija się i ewoluuje, nie tracąc swojej pierwotnej energii, ale jednocześnie otwierając drzwi na nowe doświadczenia i formy ekspresji.


W kwestii muzyki FaustuS raczej kroczysz tą samą ścieżką co sprzed laty z Christ Agony. Chyba większość tych, którzy zapoznali się z tym albumem twierdzi, że FaustuS stylistycznie nawiązuje do Christ Agony.

Faktycznie, FaustuS nawiązuje stylistycznie do Christ Agony, bo to naturalna kontynuacja mojej artystycznej drogi i duchowych poszukiwań. W końcu wiele tematów, atmosfer i emocji, które eksplorowałem wcześniej, nadal mnie fascynuje i inspiruje. Jednak FaustuS to też coś więcej niż powtórka. To projekt bardziej osobisty, intymny i eksperymentalny pod względem kompozycji oraz brzmienia. Staram się łączyć mroczną surowość z melodycznością i przestrzenią, dodając elementy, które nie zawsze pasowały do Christ Agony. To trochę jak rozmowa ze starą duszą, ale w nowym ciele. Z jednej strony hołd dla przeszłości, z drugiej - otwarcie na nowe doświadczenia i ekspresję. Myślę, że dla słuchaczy znajomość Christ Agony pomaga lepiej zrozumieć FaustuS, ale jednocześnie zachęcam do odkrywania tego projektu jako odrębnej, unikalnej opowieści.

Nawet tytuł "Act I" może kojarzyć się z Christ Agony "Act II" i "Act III". W Christ Agony nie było "Act I". Gdybym próbował deliberować to wysunąłbym tezę, że FaustuS "Act I" jest prequelem.

Masz rację, tytuł "Act I" jest świadomym nawiązaniem do serii "Act II" i "Act III" Christ Agony, choć faktycznie, "Act I" nigdy wcześniej nie powstało. To trochę jak uzupełnienie historii, spojrzenie na jej początek. Można powiedzieć, że FaustuS "Act I" to prequel - wprowadzenie do pewnej opowieści, którą kontynuowałem później w Christ Agony. Chciałem zacząć od fundamentów, zarysować początki duchowej i muzycznej podróży. Jednak FaustuS to nie tylko sentymentalna podróż wstecz. To też świeże spojrzenie, nowa jakość i odrębna narracja. "Act I" jest zarówno początkiem, jak i samodzielnym dziełem, które można odbierać niezależnie. Dla mnie to ważny krok w kreowaniu spójnej mitologii, która łączy różne etapy mojej twórczości, ale daje też przestrzeń na osobiste i artystyczne eksploracje.

"Act I" w niektórych chwilach nasunęło skojarzenia z kontrowersyjnym albumem "Darkside" Christ Agony - czyste wokale, śpiewy, czyste gitary, poetycki nastrój, klawiszowo-industrialne czy dark ambientowe wstawki. To przypadek, czy też moje subiektywne odczucia?

Twoje spostrzeżenia są bardzo trafne. "Darkside" był dla mnie ważnym etapem, gdzie zacząłem eksperymentować z bardziej melodyjnymi, klimatycznymi i nieoczywistymi elementami - czystymi wokalami, ambientem czy industrialnymi dźwiękami. Te doświadczenia miały wpływ na kształtowanie mojej estetyki, także w FaustuS. W "Act I" celowo sięgnąłem po niektóre z tych rozwiązań, ale w zupełnie innym kontekście i z nowym podejściem. To nie jest powielenie "Darkside", lecz raczej przetworzenie i rozwinięcie tamtych pomysłów w sposób spójny z mistycznym, okultystycznym klimatem FaustuSa. Chciałem, aby album miał szeroką paletę emocji - od mroku i surowości, przez melancholię i poetyckość, aż po transowe momenty, które pozwalają na głębsze zanurzenie się w świat muzyki. Twoje subiektywne odczucia pokazują, że udało mi się zbudować właśnie taką wielowymiarową przestrzeń - co jest dla mnie ogromnym komplementem.

Muzyka FaustuS łączy w sobie drapieżność z melancholią. Co sprawia, że ta muzyka przybiera taki kształt? Czy źródło inspiracji pochodzi z wewnątrz, czy z otoczenia?

Muzyka FaustuS jest odbiciem mojego wewnętrznego świata - jego konfliktów, tęsknot, walki między światłem a cieniem. Drapieżność i melancholia to dwa przeciwstawne, ale jednocześnie komplementarne elementy, które współistnieją w mojej twórczości. Inspiracje czerpię przede wszystkim z własnych przeżyć, emocji i refleksji nad sensem życia, przemijaniem oraz duchowością. To muzyczna podróż przez mroczne zakamarki duszy, ale też próba odnalezienia światła i ukojenia w chaosie. Oczywiście otoczenie, historia, mitologie i sztuka również odgrywają ważną rolę - są to naczynia, które wypełniam własnym doświadczeniem. Lubię łączyć osobiste przeżycia z uniwersalnymi symbolami i archetypami, tworząc muzykę pełną głębi i wielowymiarowości. Myślę, że właśnie ta szczerość i autentyczność sprawiają, że FaustuS brzmi tak, jak brzmi - z jednej strony surowo i intensywnie, z drugiej poetycko i refleksyjnie.

Czy "Act I" został nagrany przy użyciu rytmizera perkusyjnego? Niektóre sekwencje tak właśnie brzmią. Ale są też i takie brzmiące "żywo".

Rzeczywiście, w "Act I" wykorzystałem różne techniki perkusyjne, aby uzyskać zróżnicowane brzmienie i atmosferę. Wszystkie ścieżki perkusji zostały jednak w pełni zaaranżowane i zaprogramowane przeze mnie w specjalistycznym programie oraz samodzielnie zmiksowane. Chciałem osiągnąć precyzję i kontrolę nad każdym uderzeniem, a jednocześnie zachować dynamikę i naturalną energię, co udało się dzięki starannemu programowaniu i miksowi. To połączenie pozwoliło mi uzyskać balans między organicznym brzmieniem a nowoczesną produkcją, co jest ważne w budowaniu odpowiedniego nastroju i tekstur muzycznych. Dzięki temu album ma wielowymiarowe brzmienie, które łączy w sobie intensywność z klimatyczną głębią.

Dawno temu, w czasach gdy Christ Agony był w rozkwicie, wokół Twojej osoby kłębiła się otoczka tyranii kompozytorskiej. Podobno nie szedłeś na żadne ustępstwa aranżacyjne co było powodem zmian składu zespołu. Czy to pomówienia lub czy w każdej opowieści jest jakieś ziarno prawdy - to już nie ważne. Ale czy FaustuS pozostanie jednoosobowym projektem?

Poglądy o tym, że wokół mojej osoby kłębiła się otoczka tyranii kompozytorskiej, uważam raczej za niepotwierdzone plotki. Oczywiście, mam swoje wizje i bardzo dbam o artystyczną spójność projektów, które prowadzę, co bywa czasem odbierane jako stanowczość. Jednak nigdy nie chodziło o dominację czy brak otwartości na współpracę, tylko o szacunek dla muzyki i jej jakości. W FaustuS zdecydowałem się na formułę jednoosobowego projektu, co daje mi pełną swobodę wyrażania siebie, ale nie wykluczam ewentualnej współpracy z innymi muzykami w przyszłości, jeśli będzie to zgodne z moją wizją. Dla mnie ważne jest, aby muzyka była autentyczna i spójna - bez względu na formę, w jakiej jest tworzona.

Poza tym gdybyś był kompozytorskim tyranem nie współpracowałbyś z wieloma zespołami czy projektami. Szczerze mówiąc ja nie wyobrażam sobie muzyki Cezara innej niż tą jaką tworzysz, aczkolwiek byłoby to większym zaskoczeniem gdyby twój kolejny album był zupełnie inny. Czy masz już koncepcję na "Act II"?

Dziękuję, bardzo mi miło słyszeć, że moja muzyka ma rozpoznawalny charakter - to dla mnie bardzo ważne. FaustuS to kontynuacja mojej artystycznej drogi, ale każda nowa płyta to również okazja do rozwoju i odkrywania nowych brzmień oraz emocji. Koncepcja "Act II" już się krystalizuje, a muzyka jest już nagrana - teraz czeka na swój czas, aby ją ponownie zmiksować i dopracować. Tytuł, który dopełnia dzieło, to "Act II A Luna Ad Astra" - co nawiązuje do tematyki podróży i przemiany, zawartej w tej części opowieści. Planuję, by ten album pogłębił atmosferę melancholii i intensywności, a także wprowadził nowe aranżacyjne elementy, nie zatracając jednak mrocznego, duchowego charakteru projektu.
To dla mnie ważny krok naprzód - zarówno muzycznie, jak i tekstowo.


Dlaczego postawiłeś na Putrid Cult Recrds? Obecnie w Polsce mamy spory wybór undergroundowych labeli.

Wybór Putrid Cult Records nie był przypadkowy. Morgul, szef wytwórni, zainteresował się wydaniem materiału FaustuS jeszcze zanim ukończyłem nagrania całości, co świadczy o ich zaangażowaniu i wierze w ten projekt. Putrid Cult ma solidną reputację w undergroundowym środowisku i świetnie rozumie muzykę, którą tworzę. To dla mnie ważne, by współpracować z ludźmi, którzy szanują i wspierają artystyczną wizję. Wytwórnia wydała album na CD, a ostatnio ten sam materiał ukaże się również na winylu dzięki współpracy z Dissonance Records. W Polsce jest sporo undergroundowych labeli, ale dla mnie kluczowe było znalezienie partnera, który naprawdę rozumie ten świat i potrafi dotrzeć do właściwych odbiorców. Współpraca z Putrid Cult przebiega bardzo sprawnie i opiera się na pełnym zaufaniu, co jest dla artysty nieocenione.

A pamiętasz czasy Shark Attacku w Białej Podlaskiej lub Sthrashydła w Ciechanowie z początku lat 90. ubiegłego tysiąclecia?! Mimo wielu niedociągnięć ze strony organizatorów, czy przeszkód typu skinheadzi czy punkowcy było zajebiście! A te mury zamkowe w Ciechanowie otaczające teren koncertu. to był klimat!

Oczywiście, doskonale pamiętam tamte czasy! Shark Attack w Białej Podlaskiej czy Sthrashydło w Ciechanowie to były prawdziwe wydarzenia - pełne nieokiełznanej energii i ducha prawdziwego undergroundu. Mimo wszelkich trudności - nie zawsze idealnej organizacji, obecności skinheadów czy punków - panowała tam autentyczna pasja i bezwarunkowa miłość do muzyki. Zamkowe mury w Ciechanowie tworzyły niesamowity, niemal mistyczny klimat. To właśnie takie miejsca i chwile na zawsze zapisują się w pamięci każdego, kto je przeżył. Dla mnie był to czas formujący - prawdziwa szkoła życia i muzycznego buntu, która ukształtowała mnie jako twórcę. Ten klimat i duch tamtych lat w pewnym sensie powracają na nowym albumie Christ Agony "Anthems". To nie tylko muzyczny powrót - to powrót do korzeni, do pierwotnej iskry, która rozpaliła we mnie ogień twórczy.

Czy na przestrzeni tych wszystkich lat zauważyłeś różnice w wizerunku fanów muzyki metalowej. Mam wrażenie, że coraz więcej osób odchodzi od klasycznego wizerunku metalowca. Coraz częściej długie włosy zastępują krótko strzyżone fryzury, a ubraniem wyróżniającym się jest tylko koszulka z jakimś zespołem. Dla mnie (w młodości) to był priorytet (za wszelką cenę) by wyglądać jak "prawdziwy metalowiec" i dzisiaj mimo, iż siedzę za biurkiem to nadal mam długie włosy, a po pracy często zakładam wąskie jeansy lub bojówki, wysokie buty, itd.

Zauważyłem te zmiany i myślę, że to naturalny proces ewolucji kultury metalowej. Wizerunek "metalowca" nie musi już być tak jednoznaczny, jak kiedyś. Dziś wiele osób wyraża siebie inaczej - czasem bardziej subtelnie, ale równie szczerze wobec muzyki, którą kochają. Dla mnie osobiście wygląd i styl zawsze były ważne, bo były częścią mojej tożsamości i manifestacją przynależności do sceny. Dlatego, mimo że dziś spędzam dużo czasu przy biurku, nadal mam długie włosy i często wybieram charakterystyczne dla siebie ubrania - bojówki, wąskie jeansy, wysokie buty. To sposób na zachowanie własnej autentyczności i łączność z tym, co tworzyłem i z kim się identyfikowałem przez lata. Ale rozumiem też, że dla innych metal jest przede wszystkim muzyką i emocją, a wygląd jest drugorzędny. Ważne, by każdy czuł się dobrze ze sobą i swoim stylem - bo to właśnie prawdziwa siła tej sceny.

Podobnie dzieje się z muzyką metalową. Obecnie mamy jakby dwa podejścia do aranżacji - klasyczne i synkretyczne. Które wolisz?

Zawsze ceniłem klasyczne podejście do aranżacji, które pozwala na zachowanie surowości i autentyczności muzyki metalowej. To jest fundament, na którym zbudowałem swój styl i twórczość. Jednak nie jestem zamknięty na eksperymenty i synkretyczne podejście, które potrafi wnieść świeżość i nowe emocje do muzyki. Dla mnie ważne jest, aby aranżacja służyła muzyce i emocjom, które chcę przekazać, niezależnie od tego, czy jest to klasyczna struktura, czy bardziej złożona, łącząca różne style i elementy. W praktyce często łączę oba podejścia - dbam o to, by rdzeń muzyki pozostał mocny i czytelny, ale nie boję się wprowadzać nowych brzmień czy rozwiązań, które wzbogacają całość.
W końcu muzyka to żywy organizm, który musi ewoluować, by nie stać w miejscu.

... więc czego obecnie słuchasz? Możesz coś polecić?

Obecnie słucham naprawdę różnorodnej muzyki - od klasycznych zespołów metalowych, przez eksperymentalne projekty, aż po nowsze brzmienia z pogranicza ambientu czy darkwave. W mojej codziennej playliście pojawiają się takie zespoły jak Bathory, Venom, Celtic Frost, Mayhem, Ulver, Emperor czy Type of Negative, które wciąż inspirują mnie swoim podejściem do muzyki i emocjami, jakie przekazują. Chętnie sięgam też po mniej znane projekty z undergroundu, które zasługują na uwagę i pokazują, że metal i muzyka ekstremalna ciągle żyją i się rozwijają. Warto eksplorować i nie zamykać się na jeden styl czy nurt - to najlepszy sposób, by stale się rozwijać i czerpać inspiracje. Jednocześnie słucham przede wszystkim klasyków gatunku, takich jak Mercyfula Fate, King Diamond, Dead Can Dance, Fields of the Nephilim czy Cocteau Twins. To dla mnie ogromne źródło inspiracji, zarówno pod względem klimatu, jak i nastroju muzycznego. Często wracam również do muzyki klasycznej - Strawiński, Czajkowski - która wnosi zupełnie inną głębię i bogactwo emocji. Ta różnorodność pozwala mi zachować świeżość w tworzeniu i czerpać z różnych światów muzycznych. Polecam każdemu otwartość na różne gatunki, bo prawdziwa muzyczna podróż nigdy się nie kończy.

Wielkie Dzięki za wywiad! Ostatnie zdanie zawsze pozostawiam rozmówcy.

Dziękuję bardzo za rozmowę i zainteresowanie moją twórczością. Na koniec chciałbym powiedzieć, że muzyka to przede wszystkim pasja i sposób wyrażania siebie - niech każdy słuchacz znajdzie w niej coś, co poruszy jego duszę i doda siły na co dzień. Ave!


Autor: Paweł "Pavel" Grabowski

Data dodania: 07.09.2025 r.



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2026 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!