Патриархь / Patriarkh - "Wychodzimy ze strefy komfortu"


O rozłamie w zespole Батюшка (Batushka) można by było napisać sporych rozmiarów książkę. Bez dwóch zdań był to jeden z najgłośniejszych konfliktów w historii polskiej sceny metalowej. Po niedawnym wyroku sądu Krysiuk swoje najnowsze studyjne dzieło postanowił wypuścić pod zupełnie nowym szyldem. Tak narodził się Патриархь (Patriarkh), którego debiutancki krążek ukazał się na początku roku dzięki Napalm Records. "Prorok Ilja" to concept-album o życiu Eliasza Klimowicza - założyciela sekty grzybowskiej. A że płyta została doskonale przyjęta fanów oraz recenzentów, a i sama historia przez nią opowiedziana jest fascynująca, to postanowiliśmy zadać Patriarsze parę pytań. Co miał nam do powiedzenia sam Барфоломей? Zapraszamy do lektury!





MetalSide: Cześć! Zacznijmy może od tego najbardziej oczywistego pytania. W zeszłym roku w rozmowie z nami mówiłeś, że w razie niekorzystnego wyroku w sprawie nazwy Batushka będziesz się od niego odwoływał. Co się zmieniło, że postanowiłeś jednak zostawić to wszystko za sobą i rozpocząć ten nowy rozdział?

ВАРФОЛОМИЕЙ: Witam. A absolutnie nic się nie zmieniło: sprawa nadal jest w sądzie. Informowaliśmy o tym na profilach, ale żyjemy w takich czasach, że nikt nie słucha drugiej strony sporu. Wszędzie odtrąbiono zwycięstwo, gawiedź dawno wyrok wydała. Sprawa nadal się toczy w sądzie apelacyjnym, wyrok był nieprawomocny. Nie chce mi się już nawet tego powtarzać, bo nikt tego nie słucha (śmiech).

Po rozłamie w zespole Batushka spotkałeś się ze sporym hejtem. Obrywało się także Twoim albumom - wiele osób nie potrafiło oddzielić dzieła od jego twórcy. W przypadku Patriarkh zauważyłem, że komentarze są już bardziej stonowane. Myślisz, że szyld ten będzie w stanie nakłonić co niektórych do powrotu do Twojej twórczości? Pozwoli skupić się wyłącznie na nowej muzie?

Głównym celem, rebrandingu i zmiany nazwy była właśnie ucieczka od tego hejtu. Pracowaliśmy nad płytą naprawdę wiele miesięcy i kiedy sprawa odżyła medialnie w momencie publikacji wyroku to stwierdziłem, że nie ma sensu wydawać tej płyty i znowu jak w przypadku "Hospodi" spisywać ją na straty. Gdzie nikt nie będzie doceniał walorów artystyczno-muzycznych, a cała dyskusja znowu sprowadzi się do tematów około-muzycznych związanych z sytuacją prawną. Stąd zmiana nazwy, "cofnięcie" się o dwa kroki do tyłu i wydanie nowej płyty pod nowym szyldem. I tak, zdecydowanie nam to pomogło.

Pożegnalny koncert Batushki odbył się w Australii. Nie chciałeś wyprawić tego ostatniego pożegnania w Polsce, czy może tutaj już zadecydowały względy prawne?

Zdecydowały raczej względy bookingowo-logistyczne. Mieliśmy to zaplanowane wiele miesięcy przed i postanowiliśmy, że nadamy temu specjalny charakter - i tak się stało. W dość ciekawych okolicznościach "zaśmieliśmy" pewien rozdział. Był to bardzo emocjonujący wieczór.

Patriarkh to swoiste pożegnanie z nazwą Batushką, pożegnanie z kontrowersjami, pożegnanie z... ograniczeniami? W końcu "Hospodi" był jeszcze dość logicznym następcą debiutu, ale już "Raskol/Carju niebiesnyj" znacznie rozszerzał brzmienie. Z kolei "Prorok Ilja" wynosi to wszystka na zupełnie inny poziom - jeszcze wyraźniej eksploruje nowe terytoria.

Dla nas to naturalny rozwój, ale tak: Patriarkh to zupełnie inne podejście do muzyki, bez ograniczeń. Wychodzimy ze strefy komfortu. Batushka miała swoje ograniczenia: to muzyka surowa, monastyczna. Natomiast Patriarkh rozszerza swój muzyczny horyzont w nieznane. Budujemy tutaj zupełnie nowy świat, pokazujemy różne ścieżki na drodze do muzycznej odrębności. Cieszę się, że komponując ten album podążaliśmy za scenariuszem który doprowadził nas w rejony, które nie eksplorowaliśmy, a dały nam nowy oddech.

Jak sam przyznałeś, nawiązania do historii Eliasza pojawiają się już na wcześniejszych wydawnictwach. Co jest tak fascynującego w tej postaci, że cały czas miałeś ją gdzieś z tyłu głowy?

Ta historia jest uniwersalna i ciągle aktualna. Przecież takich Eliaszów mamy ciągle - jak nie w kościele, to w polityce. Populizm którym owładnięta jest polityka jest porównywalny do ciemnoty głoszonej przez kościół. Dalej na to się nabierają tłumy ludzi na całym świecie. Jest to tak niebywałe zjawisko, tak dla mnie niezrozumiałe, gdzie odkrywamy nowe galaktyki oddalone o tysiące lat świetlnych, mamy wiedzę na wyciągnięcie ręki, komputery kwantowe, a przybywa nam płaskoziemców, antyszczepionkowców i internetowych ekspertów od wszystkiego - i uzyskują oni status guru w przestrzeni publicznej. Mózg rozjebany.

Jak wyglądało poznawanie przez Ciebie historii Eliasza Klimowicza? Na jakich opracowaniach, książkach bazowałeś? A może miałeś również okazję porozmawiać z osobami, które pamiętały Sektę Grzybowską? W końcu działała ona jeszcze do lat 60. XX wieku.

Wiesz, to był bardzo długi i żmudny proces. Zajęło mi to kilka dobrych lat. Od pierwszej styczności ze sztuką teatralną Słobodzianka - "Prorok Ilja", kiedy poznałem tą historię minęło ponad 30 lat, a od kiedy zacząłem już na poważnie przygotowywać cały koncept płyty minęło 8 lat. Wiedziałem, że cały koncept musi dojrzeć, że musi znaleźć się odpowiedni czas, aby to przedstawić światu. Nigdzie się nie spieszyłem, przemycałem pewne wątki, miejsca w poprzednich wydawnictwach i myślę, że ta celowość i może taki upór, żeby się z tym nie spieszyć, nadał wartości i odrębności i czegoś specjalnego temu wydawnictwu. Uleżało się to jak dobre wino. Co do samych kulis, korzystałem z opracowań Profesora Pawluczuka, podglądałem Słobodzianka, Tomaszuka, jako może takich twórców mitu wierszalińskiego, a z drugiej strony doskonale zapoznałem się z wersją Karpiuka czy Chmielewskiego, którzy inaczej przedstawiali tę historię. Ja ją interpretuje po swojemu, to jest historia według Patriarkh. Miesza się tam mnóstwo wątków, zarówno ze strony opracowań Pawluczuka, jak i Karpiuka czy Chmielewskiego, ale też nadaje temu ton biblijny w samej interpretacji śmierci Eliasza. Nie zależało mi na jakimś reportażowym przedstawieniu tej historii. To moja interpretacja i wizja artystyczna. Oczywiście i do tego znaleźli się ludzie którzy zarzucają mi słabą znajomość tematu i jego komercjalizację, ale już i do tego się przyzwyczaiłem. Ostatnio mówiłem kolegom z zespołu, że gdybym publicznie nasrał i zeżarł gówno i opowiadał, że jest chujowe, to grono moich hejterów "wpadłoby" na dyskusję i zarzucałoby mi, że zrobiłem słaby research tematu, bo akurat gówno jest wyśmienite!


Założona przez Eliasza osada Wierszalin ciągle istnieje - choć jest opuszczona. Miałeś okazję ją odwiedzić żeby pooddychać tym klimatem? W jakim w ogóle jest stanie? Ktoś opiekuje się tym, jakże ciekawym z punktu widzenia historii miejscem?

Byłem tam wiele razy, kręciliśmy tam przecież teledysk do "Wieczerni" z płyty "Hospodi" i udało nam się filmować w budynku który już jest wyburzony - a dokładnie w stodole. Teraz już jej tam nie ma. Za każdym razem będąc tam odnoszę to samo wrażenie miejsca magicznego i miejsca otoczonego dziwną aurą. Za każdym razem jak tam jestem mam ciarki na ciele. Polecam każdemu żeby najpierw zapoznał się z jego historią, a potem udał się do tego leśnego zakątka. Ostatnio kolega z Wielkopolski odwiedzał to miejsce i zdawał mi raport, że w czasie jego wizyty w tym miejscu przewinęło się kilka osób które - jak to określił - swoim wyglądem sprawiały wrażenie, iż słuchają metalu i nie są tu przypadkowo. Ucieszyło mnie to ogromnie. Polecam także inne atrakcje Podlasia które jest ciągle magicznym miejscem!

Jak w ogóle różnił się proces tworzenia "Prorok Ilja" w porównaniu do poprzednich albumów? W poprzednim wywiadzie wspomniałeś, że np. w przypadku "Raskol" całkowicie odcięliście się od świata zewnętrznego.

Tutaj także proces był jakąś nowością. Po pierwsze poruszaliśmy się według scenariusza. Muzyka była pisana do historii - to nie są przypadkowe riffy złożone w utwory, a utwory w płytę. Tutaj kompozycje były przygotowywane by opowiedzieć tę historię, byś mógł poczuć emocje w muzyce płynące z historii. To trochę jak pisanie muzyki filmowej, muzyki do słuchowiska może. Każdy element musi pasować, prowadzić dalej, budować, pokazywać, to musi żyć. Przyznam, że lubię sam proces twórczy. Tutaj postawiliśmy na minimalizm, bo w większości pracowaliśmy we dwójkę z gitarzystą Michałem, doskonale się rozumiejąc, a może doskonale rozumiejąc tę historię, w pełnym skupieniu, blisko 2 lata i bez pośpiechu. Oczywiście niektóre rzeczy ulegały zmianie, ale było to raczej nadbudowywanie szkieletu niż jakieś radykalne zmiany. Później praca w studio, także ogromne wyzwanie logistyczne, bo pracowaliśmy w pięciu miejscach. Produkcja, nagrania - ten etap jest już o wiele mniej lubiany przeze mnie, a wręcz znienawidzony. Masz już poukładane wszystko, wiesz jak to ma brzmieć i zderzasz się z tymi wszystkimi urządzeniami które nie są w stanie oddać tego, co masz w głowie. Jesteś przyzwyczajony do wersji przedprodukcyjnych, próbujesz to odtworzyć w studio by nagrać to "na czysto". Walka, poszukiwania, żmudna praca, często wkurwienie - jest to najmniej przyjemny etap tego wszystkiego. Natomiast sam efekt finalny jest w stanie zrekompensować to wszystko - i tak było z tą produkcją.

Już na "Carju niebiesnyj" pojawiło się sporo elementów folku. "Prorok Ilja" idzie w tym temacie jeszcze dalej. Jakich instrumentów ludowych użyłeś do odtworzenia tego klimatu Podlasia?

Na "Carju..." pomagał nam Krzysiek z takiego podlaskiego folkowego zespołu Czeremszyna, natomiast na "Proroku...", pomagał nam Marek Papaj, z którym de facto także współpracowaliśmy na "Carju..." ale przy orkiestracjach. Marek jest maniakiem instrumentów ludowych i brzmienia słowiańskiego. Na nagraniach użyliśmy większości jego arsenału i oczywiście na wszystkim zagrał: lira korbowa, cymbały strunowe, tagelharpa, bębny szamańskie - było to bardzo ciekawe doświadczenie. Marek jest z Podlasia i to było też podstawą współpracy. Wiedział jak użyć instrumentu, aby wydobyć podlaski klimat, rozumieliśmy się bez słów. Znamy się od dziecka, razem kiedyś też graliśmy i nagraliśmy pierwszą płytę zespołu Dominium.

Pierwszym singlem Patriarkh był "Wierszalin III". Dlaczego uznałeś, że to właśnie ten utwór uważasz za ten najlepiej pokazujący kurs obrany na nowej drodze? No i skąd pomysł na jego fizyczne wydanie? Bo tego typu wydawnictwa (niestety!) odchodzą już do lamusa.

To niekoniecznie tak z nim było, że najlepiej obrazuje całą płytę. Myślę, że był według mnie najbardziej intrygujący. Poza tym miałem w głowie też ułożony obrazek do poszczególnych utworów i ścieżkę w jakiej kolejności powinny się pokazywać, zatem ten proces był trochę bardziej skomplikowany niż sam wybór pojedynczego singla. 12" singiel to też ukłon i hołd dla starych czasów. Przy wydaniu np. "Liturgiji" wydałem singiel na pocztówce grającej. Po prostu jestem fetyszystą jeśli chodzi o fizyczne nośniki i trochę spełniam swoje marzenia, gdzie chce widzieć swoją twórczość w jakiejś określonej formie. Tutaj padło na 12" singiel i fajnie to wyszło.


Na nowym albumie pojawia się popularyzator polskich tradycji wokalnych - Adam Strug. Jak doszło do Waszej współpracy? Jaki był jego wkład w "Proroka Ilję"?

Tak, twórczość Adama poznałem przy okazji wydania jego płyty z Kwadrofonik, a mianowicie "Requiem Ludowe". Później zapoznaliśmy się gdzieś przy okazji koncertów. Odtwarzając "Requiem Ludowe" zawsze miałem flashbacki z dzieciństwa z pogrzebów na wsi, te melodie gdzieś zawsze się tłukły w mojej głowie. Przyznam, że chciałem już współpracować z Adamem przy okazji nagrania "Hospodi" - wtedy nie wyszło i może dobrze. Teraz od początku wiedziałem jaką rolę ma pełnić. Oczywiście Adam ma dość specyficzny target i była obawa czy współpracując z nami nie dostanie jakimś rykoszetem wizerunkowym, który może urazić jego publikę. Dlatego jasno wyraził się, że nie zaśpiewa, ale lektorem z chęcią będzie. Kiedyś namówię go i na śpiew (śmiech). Ale widziałem, że udostępniał informacje u siebie na wallu i nie było tam jakiejś gównoburzy. Mimo że jesteśmy światopoglądowo bardzo dalecy od siebie, to Adam należy to tych artystów z których twórczością bardzo się utożsamiam ze względu na dziedzictwo jakie z sobą niesie, a które to jest mi doskonale znane ze względu na miejsce w którym się wychowywałem.

Czy jego mówione kwestie są tłumaczone na angielski w zachodnich wydaniach? Tak żeby fani nieznający języka polskiego mogli lepiej poznać tę historię? Czy może w książeczce znajduje się jakieś wyjaśnienie?

Nie, nie ma tłumaczenia. Przygotowuję oddzielne wydawnictwo z naszymi tekstami, interpretacjami. To żmudny proces, bo chcąc zachować liryczną podstawę i to co chcę przekazać w tekstach, często napotykam na mur związany z tłumaczeniem. Dlatego trwa to długo, ale w końcu i na to przyjdzie czas i wydamy to w formie naszej Ewangelii.

W ogóle sporo się na tym "debiutanckim" albumie dzieje pod względem użytych języków. Opowiedz o lingwistycznej stronie tego krążka! Skąd takie, a nie inne wybory? Dlaczego ta polska historia nie jest opowiedziana w całości po polsku?

Ale wiesz, to nie jest tak. Eliasz Klimowicz posługiwał się językiem chachłackim, więc historia powinna tak naprawdę być opowiedziana w tym języku, a nie w polskim. W języku polskim tę historię przedstawił Tadeusz Słobodzianek w swojej sztuce "Prorok Ilja". Ja natomiast użyłem kilku języków dla podkreślenia kolorytu prawosławia i tego gdzie występuje. To takie trochę przypomnienie bieżeństwa Ilji, jego tułaczki. Bo trzeba przypomnieć, że z terenów guberni grodzieńskiej, czyli obecnej Białostoczyzny, w roku 1915 zostało wygnanych przez kozaków w głąb Rosji (i nie tylko) blisko 30% jej mieszkańców. Mało się o tym mówi w przestrzeni publicznej, jedna trzecia w ogóle nie powróciła, ci którzy powrócili byli kalekami lub mieli zwichrowaną psychikę. I tą trochę lingwistyczną żonglerką pokazuję aspekt pielgrzymowania proroka i jego powrotu z bieżeństwa.

W trzech utworach w chórkach pojawia się Maciej Maleńczuk. Jak doszło do tego małego cameo? Jak dowiedziałeś się, że jest w ogóle fanem Batushki?

Tutaj także historia jest dłuższa, bo Maciek nie ukrywał, że podoba mu się Batushka i wyrażał chęć zaśpiewania z nami. Któregoś razu wprosiłem się na jego koncert, porozmawialiśmy, przedstawiłem mu wizję płyty, to gdzie go widzę, później przesłałem ten fragment wraz z muzyką. On natomiast poprosił o więcej muzyki, ponieważ chciał zaśpiewać więcej, poprosił o teksty, nagrał swoje wersje w krakowskim studio. Przyznam, że byłem zaskoczony jak to wyszło i mamy to na płycie. Tutaj też ciekawa historia dalsza, ponieważ Maciek chwalił się tą współpracą publicznie w wywiadach, więc dostał od Pana Drabikowskiego maila, straszącego go pozwem sądowym o naruszenie jego dóbr. Oczywiście management się obesrał, a Maciek powiedział, że sra na sądy i że możemy tego używać. Takie historie "zakulisowe" ze straszeniem sądami przez Drabikowskiego przeżyło większość ludzi, z którymi współpracowaliśmy, lub współpracujemy: agenci koncertowi, promotorzy, wytwórnie, muzycy... I śmieszno i straszno.

Więcej do powiedzenia (czy raczej: wyśpiewania) ma Eliza Sacharczuk. Jak wpadłeś na tą wokalistkę? Jak trafiła na "Proroka Ilję"?

Eliza to nasza nauczycielka śpiewu. Od wielu lat jest moją, naszą instruktorką śpiewu, prowadzi też swoją szkolę nauki śpiewu. Udzielała się i udziela w różnych projektach. Ja poznałem jej śpiew za sprawą projektu Sarakina, wykonującego połączenie bałkańskiej muzyki z folkiem i jazzem. Teraz już tam się nie udziela, ale sam zespół bardzo ciekawy - polecam. Mam takie coś, że muzyka, melodia, kojarzy mi się z konkretnymi osobami, miejscami, historiami i kiedy komponowaliśmy ten kawałek, wiedziałem od razu kto może zaśpiewać ten fragment. Pamiętam kiedy nagrywaliśmy później to w studio i kiedy to usłyszałem powiedziałem sam do siebie: "Kuuuurwa, tak grubasie, tak to miało brzmieć!".

(śmiech) "Prorok Ilja" to osiem kompozycji, których łączny czas trwania oscyluje w granicach 40 minut. Ja przed premierą do odsłuchu dostałem "Extended version". Dlaczego "Wierszalin IX" nie trafił na wszystkie wydania?

Ten utwór powstawał trochę inaczej. Większość tego utworu powstała spontanicznie w studio, później to zmiksowałem z zupełnie innym zamysłem niż resztę płyty i jest takim trochę dokończeniem historii. Od początku miał być utworem odrębnym, ale nie jakimś "odpadem", bo większość bonusowych tracków tak się pojawia na wydawnictwach. Natomiast "Wierszalin IX" jest trochę odrębną historią i w takiej wersji go zaplanowałem. Uważam, że to świetny utwór i pojawi się też jako oddzielny singiel pewnie po wakacjach - wraz z teledyskiem.


Planowałeś również zrobienie sztuki teatralnej. Co dalej z tym pomysłem?

Tak, sztuka jest gotowa od jakiegoś czasu. Przechodzi z czasem małe korekty, trochę ją uzupełniam, wzbogacam, dopieszczam. Myślę, że może być to coś naprawdę wartościowego, odrębnego i alternatywnego w porównaniu do sztuki Tadeusza Słobodzianka czy też wierszalińskiej opowieści Piotra Tomaszuka. Natomiast na jej wystawienie i zajęcie się tym potrzebuje środków. Poniekąd po to założyłem stowarzyszenie, aby na ten projekt pozyskać jakieś dotacje. Bo umówmy się: nie stać mnie na opłacenie profesjonalnych aktorów, a tylko o takich myślę. Samą pracę nad realizacją takiego przedsięwzięcia oceniam na kilka miesięcy. Więc jest to i pracochłonny i kosztowny projekt, ale jestem uparty i na pewno go zrealizuję.

Razem z zespołem Batushka intensywnie koncertowałeś po całym świecie. Jak sytuacja z zagranicznymi pielgrzymkami Patriarchy? Możesz już coś zdradzić? Będzie się działo?

No cóż, jesteśmy już po pierwszych europejskich koncertach. Przyznam, że trochę się stresowałem. Po świetnych polskich koncertach gdzie na 11 koncertach sprzedaliśmy ponad 5,5 tys. biletów, przedsprzedaż na koncerty w Europie nie wyglądała imponująco, a nie pomagał fakt, że w tym samym czasie było w Europie 5 podobnych tras, z którymi się mijaliśmy. Niekiedy graliśmy w tym samym czasie w danym mieście z Behemoth na czele, który ściągał tysiące ludzi. Jednak tuż przed koncertami sprzedaż biletów ruszyła, a kiedy zaczęliśmy już grać każdy kolejny koncert był coraz lepszy. Także jestem zadowolony. Ludzie którzy odwiedzili nas na koncertach także, relacje bardzo pozytywne no i jesienią ruszamy na drugą cześć trasy - tym razem większą. W przyszłym roku chcemy odwiedzić Amerykę Północną, Południową oraz Azję.

Stworzone przez Ciebie wydawnictwa zespołu Batushka zostały już wypuszczone w wersji cyfrowej pod nową nazwą. Co z wersjami fizycznymi? Jak to wygląda od strony prawnej?

Kompozycje są nasze, więc możemy z nimi robić co chcemy. Zapewne wkrótce zostaną wznowione w odpowiednich formach.

A jak z planami na "Czarne Rytuały"? Seria koncertówek jest niezagrożona? Czy może pierwotne plany zostały zmienione?

Oczywiście nie jest zagrożona, wszystko będzie zgodnie z planem.

Ledwo dostaliśmy znakomity album, a tu koncert z Krakowa w wersji 2xLP i 2xCD+DVD. Co możesz nam powiedzieć o "Pascha w Krakowie 2024"?

To jak do tej pory nasz najlepiej brzmiący album live. Dodam, że nic nie poprawialiśmy w studio, żadnych dogrywek, żadnych over dubów, po prostu koncert live. Fajnie się tego słucha, jest przekrojowy i jest trochę takim zamknięciem historii Batushki. Polecam! A na początku 2026 należy się spodziewać wydawnictwa z koncertem w Łodzi, ale tutaj mamy trochę więcej pracy z miksami i ogólnie z całym wydawnictwem, bo jest to gigant.

I to by było wszystko, co przygotowałem! Bardzo dziękuję nie tylko za poświęcony czas! Na koniec poproszę tradycyjnie o kilka słów dla naszych czytelników!

Dzięki za poświęcony czas, dzięki za wsparcie, dzięki że wam się chce. Przychodźcie na nasze koncerty, śledźcie naszą twórczość, mamy zaplanowanych naprawdę sporo ciekawych projektów w niedalekiej przyszłości, będzie ciekawie!

zdjęcia: Jacek "Jaca" Wisniewsky i Pawel Mielko


Autor: Tomasz Michalski

Data dodania: 20.07.2025 r.



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2025 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!