DragonForce - "Ja się wychowałam przy Nintendo 64"


Jeśli słuchacie power metalu, to z pewnością znacie zespół DragonForce. A jeśli ten podgatunek nie leży w kręgu Waszych zainteresowań, to pewnie i tak znacie zespół DragonForce. Był czas, że człowiek bał się otworzyć lodówkę, żeby nie usłyszeć "Through the Fire and Flames". Grupa rozbiła bank tą kompozycją zyskując miano najszybszego zespołu na świecie. Kuponów jednak odcinać nie zamierzała i dziś jej dyskografia zamyka się na 9 albumach studyjnych, z których ostatni ukazał się ledwo w marcu tego roku. A że w sierpniu zespół po raz kolejny zawita do naszego kraju, to postanowiliśmy upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i pogadać sobie zarówno o wydanym przez Napalm Records "Warp Speed Warriors", jak i o nadchodzących (i przeszłych) występach. Na nasze pytania odpowiadała przesympatyczna Alicia Vigil, która w DragonForce pełni rolę basistki. Opowiedziała nam ona m.in. o kulisach dołączenia do składu, procesie powstania nowej płyty, samodzielnych singlach czy trudach grania na basie w... jacuzzi.





MetalSide.pl: Cześć! Wszystko w porządku z audio?

Alicia Vigil: Hej! Tak, tak, tak! A jak z Twojej strony? Wszystko gra?

Tak, wszystko słychać bardzo dobrze. To co? Zacznijmy może od Twoich początków w DragonForce. Pojawiłaś się w 2020 roku zastępując Frederika Leclerqa (albo Steviego T jeśli chcemy być super dokładni). Jak to się stało, że to właśnie Ty dostałaś to stanowisko?

Tak, to było szalone doświadczenie. Mam własny zespół - Vigil of War - który ma swoją siedzibę w Los Angeles. Dużo gramy w lokalnych klubach. Nasz przyjaciel Dave który śledzi nasze poczynania od dłuższego czasu i przychodzi na wszystkie nasze koncerty jest kumplem Hermana. Gdy więc Herman powiedział mu, że właśnie szukają basisty to Dave wspomniał właśnie o mnie. Herman napisał mi na Instagramie czy przypadkiem nie chciałabym wziąć udziału w przesłuchaniu do DragonForce. Pomyślałam sobie, że to przecież coś niesamowitego! (śmiech) "Raczej nie dostanę tej roboty, ale bardzo bym chciała przyjść na przesłuchanie" - pomyślałam. Cały proces rekrutacji zajął kilka miesięcy i w końcu lista muzyków została zawężona do kilku nazwisk. Przelotnie spotkałam się z zespołem... i dostałam tę posadę! (śmiech) Musiałam podesłać parę plików wideo... Tak, to było szalone doświadczenie. Ale jestem zaszczycona mogąc być teraz częścią tej grupy.

Pamiętasz kawałki, które musiałaś przygotować?

Tak, musiałam się nauczyć "Through the Fire and Flames" i "Cry Thunder".

Początkowo miałaś wspomagać zespół na koncertach - co i tak było dużą szansą. No ale trafiłaś akurat na pandemię. Co sobie wtedy pomyślałaś?

No nie?! (śmiech) Nie mogłam gorzej trafić! (śmiech) Ale przynajmniej byłam wdzięczna za to, że udało mi się z nimi zagrać te półtorej trasy. Potem oczywiście uderzyła pandemia - i klops. Na szczęście jednak udało się zagrać tych parę koncertów zanim świat zamknął się na dobre. Dlatego też ostatnie lata spędzone z chłopakami są dla mnie jeszcze bardziej wyjątkowe. Bo w końcu jakby nie patrzeć, mieliśmy parę lat całkowitej przerwy.

Później zostałaś pełnoprawnym członkiem grupy. Nie było zaskoczenia?

Tak rzeczywiście było! Na pewno to zaszczyt, ale jeśli mnie pamięć nie myli to rozmowy na ten temat były już w zasadzie od początku. Ale nie ogłaszaliśmy tego przez pandemię - zostawiliśmy to na później. Dobrze być tym oficjalnym, pełnoprawnym członkiem. Brać udział w kręceniu teledysków, no i wiesz dopiero co wydałam z DragonForce swój pierwszy album.

Pierwszym kawałkiem na którym mogliśmy Cię podziwiać był "Doomsday Party". W teledysku każdy z muzyków wzorował się na kimś innym. Skąd się wzięła Twoje stylówa? Fani spekulowali, że po Davidzie Ellefsonie, ale mi bardziej przypominałaś Angelrippera z Sodom.

(śmiech) Wszyscy reprezentowaliśmy różne podgatunki metalu. Tak ja byłam tą postacią thrash metalową. Tak się składa, że grałam na basie Davida Ellefsona, więc to chyba właśnie on byłby tą osobą na której najbardziej bym się wzorowała. Ogólnie jednak chodziło o thrash metal jako całość. To jest mój ulubiony klip ze wszystkich które razem zrobiliśmy. Mnóstwo zabawy i każdy zanurzył się w te swoje postaci, mieliśmy tancerzy... Sam kawałek też był chyba najbardziej niestandardowym w dorobku DragonForce, bo jest taki bardziej funkowy, disco metalowy. Mnóstwo zabawy! (śmiech)

Przed albumem pojawiliście się w kolejnej paczce numerów do gry "Beat Saber". Jak doszło do współpracy z Beat Games?

No! To wszystko przeszło przez Hermana. To właśnie on był z nimi w kontakcie. Skontaktowali się z propozycją nagrania kawałka. Super sprawa! No i kolejne fajne wideo które razem zrobiliśmy! No i sam utwór! Podczas ostatniej trasy miałam okazję pograć w "Beat Saber" z Hermanem i o rany! Myślałam, że mi ręce odpadną! To lepsze niż siłownia! (śmiech)

"Beat Saber" to gra rytmiczna. Jak więc różni się tworzenie kawałka do takiej produkcji od pisania "normalnych" kompozycji?

To dobre pytanie! Sam odpowiadał za ten numer - to on go napisał. I wydaje mi się, że rzeczywiście musieli cały czas mieć w głowie ten rytm. Również i sam tekst nawiązuje do świata tej produkcji. Ostatecznie jednak to ciągle brzmi jak DragonForce. To idealny mariaż naszej muzyki z tą grą.

W ogóle DragonForce zawsze był blisko związany z grami. Lubisz tą formę rozrywki?

Tak. Ja się wychowałam przy Nintendo 64 - to była ta moja generacja gier. Trochę też pograłam w trasie z chłopakami. W domu jednak... Wydaje mi się, że nie mam wystarczającej ilości czasu na tą aktywność - dzień jest po prostu za krótki! (śmiech) Próbuję skupić mój czas i uwagę na muzyce. Doceniam jednak gry oraz ten styl który udało im się stworzyć - to coś unikalnego w metalu.

Pierwszym albumem z Tobą w składzie jest "Warp Speed Warriors". Jak wyglądała praca nad nim? Bo z tego co czytałem, to każdy pracował w innym kraju.

Dokładnie. To było coś innego ponieważ nigdy wcześniej nie nagrywałam w taki sposób. Zwykle z moim zespołem czy w ogóle z każdym zespołem w którym grałam... Po prostu spotykaliśmy się wszyscy razem podczas nagrań. To było interesujące. Dobrze jednak, że nasz producent Damien również mieszka w Los Angeles, bo mogłam osobiście stawić się w studio by zarejestrować moje partie. To było dla mnie bardziej "prawdziwe". W międzyczasie prowadziliśmy rozmowy z Samem i Hermanem pytając o opinie (śmiech). Cieszę się, że w końcu udało mi się odcisnąć swoje piętno na albumie - że nie skończyło się tylko na koncertach.


Wolisz właśnie taką zdalną pracę czy jednak spotkania w studio?

Zabawne, ale tak właściwie to nie przeprowadzamy żadnych prób. Z uwagi na to, że każdy mieszka w innym zakątku świata to oczekujemy tego, że jak już się razem spotkamy, to każdy będzie znał swoje partie. Ale wiesz gdzieś udaje mi się zachować ten balans, bo z moją grupą spotykam się w cztery oczy - i tak, podoba mi się ten rodzaj pracy. Z DragonForce to po prostu inne doświadczenie. I lubię oba.

A kto miał najwięcej do powiedzenia jeśli chodzi o kierunek obrany na "Warp Speed Warrior"?

Tak naprawdę to cały album napisał Sam podczas Covida. On jest tutaj głównym kompozytorem. My mieliśmy możliwość dodania tej cząstki siebie w naszych partiach - dano nam nieco kreatywnej kontroli nad naszymi instrumentami. Było fajnie i podobało mi się to co Sam stworzył. No i tu i tam mogłam też wcisnąć fajne zagrywki na basie, jak np. w "Burning Heart".

"Power of the Triforce" - hołd dla gier z serii "Zelda". "Space Marine Corp" - hołd dla świata "Warhammer 40.000". Co jeszcze zainspirowało teksty tego nowego krążka?

Dobre pytanie. Kolejne dla Sama - a przecież większość osób spodziewałaby się tego, że odpowiada za nie Marc. On jednak ma inne projekty i napisał inne kawałki. W przypadku tego krążka kierunek obierał właśnie Sam. A że jest wielkim fanem gier wideo to większość tekstów jest inspirowana albo nimi, albo światami fantasy.

Szybki, przebojowy, inspirowany grami power metal. Tak możemy określić... solowy album wokalisty DragonForce. Byłaś zaskoczona "Starbound Stories"?

Tak! Uwielbiam go! Jest znakomity i wyjątkowo melodyjny!

Coś zupełnie jego czy może znajdą się tam fragmenty z sesji DragonForce?

To cały Marc! To coś co w końcu mógł zrobić w całości samemu. Sam wszystko napisał. Mógł w pełni wyrazić samego siebie i jestem z niego naprawdę dumna. Liczę na więcej!

Wiele osób oczekuje po DragonForce pędzenia na złamanie karku, a na "Warp Speed Warrior" mamy... balladę! Co możesz powiedzieć o "Kingdom of Steel"?

Szczerze to "Kingdom of Steel" jest jednym z moich ulubionych kawałków. Ludzie którzy słuchają metalu, a zwłaszcza jak usłyszą nazwę DragonForce, która jest w pewien sposób synonimem szybkości... potrafią przeoczyć pewne rzeczy. Chyba że ktoś jest wielkim fanem zespołu. A DragonForce jest zróżnicowany - to nie tylko prędkość. Jest ballada, jest kawałek w stylu disco, jest cover Taylor Swift - to dopiero coś co ludzie albo kochają, albo nienawidzą! (śmiech) To materiał który wywołuje jakieś reakcje - to nie jest coś o czym szybko się zapomina. A to ważne! To coś co się wyróżnia z tłumu. A "Kingdom of Steel" wpada w ucho i liczę na to, że w pewnym momencie zagramy go na żywo.

A jaka historia kryje się za bonusami w których pojawiają się Matthew Heafy, Nita Strauss, Elize Ryd i Alissa White-Gluz?

Mieliśmy alternatywne wersje kilku numerów - co było fajne. Wiesz przez lata udało nam się pozyskać paru przyjaciół w tym biznesie i na scenie metalowej. I każdy cieszył się z tego, że może być tego częścią. Z Nitą to w ogóle byłam parę lat temu w jednym zespole: We Start Wars. Super było mieć na tym wydawnictwie przyjaciółkę z zespołu!

Jak grała w Polsce z Cooperem to złapałem od niej kostkę... (śmiech)

Super! To wspaniała artystka i gitarzystka!

Czy kiedy robiliście wspólny kawałek z Elize Ryd to już wiedzieliście, że będzie wspólna trasa?

Tak! To było ekscytujące bo to była wręcz idealna kolaboracja i promocja - w końcu mieliśmy razem wspólnie grać. Jest niesamowitą wokalistką więc odwaliła kawał dobrej roboty. Szkoda jednak, że nie mogła się z nami spotkać na żywo podczas tworzenia teledysku - bo mieszka w Europie, a nagrywaliśmy w Los Angeles. Musiała to zrobić zza oceanu. Fajnie jednak było zobaczyć ostateczny efekt naszej wspólnej pracy.


Po albumie nawiązaliście współpracę z twórcami gry "Brawl Stars". Jak narodził się utwór "A Draco Tale" i ten zabawny teledysk?

No! (śmiech) To znów przeszło przez Hermana. Twórcy "Brawl Stars" skontaktowali się z nim i chcieli abyśmy coś dla nich stworzyli. Akurat byliśmy w trasie więc większą część materiału nagraliśmy w naszym busie (śmiech). A wideo stworzyliśmy dosłownie podczas naszego dnia wolnego - pomiędzy koncertami w Riverside i San Francisco. Jeden dzień, szybkie nagrywanie teledysku, a zaraz po skończeniu trasy trzeba było właściwie dokończyć samą kompozycję. Bo jak tworzyliśmy klip, to nawet nie była gotowa - była zaledwie w formie demówki. Ale wyszło świetnie! Stworzono dla nas specjalne stroje, a fani... Nawet nie wiedziałam, że "Brawl Stars" ma tak silną i oddaną bazę fanów! Na pewno tym utworem zyskaliśmy ich uznanie.

A który z kawałków z Twojego pierwszego albumu z DragonForce najbardziej lubisz wykonywać na żywo?

Bardzo dobre pytanie. Na razie wykonywaliśmy trzy: "Doomsday Party", Power of the Triforce" i cover Taylor Swift. Z nich chyba musiałabym postawić na "Doomsday Party" - ma fajną, funkową linię basu. Super się to gra i obserwuje reakcje ludzie.

A jak ludzie reagują na covery? Bo wybór ciekawy: wspomniany wcześniej "Wildest Dreams" i... "My Heart Will Go On".

Tak! (śmiech) Jest super! To tak jak wspomniałam wcześniej: albo je kochasz, albo nienawidzisz! (śmiech) I to właśnie chodzi - by chociaż coś poczuć! Myślę, że to coś niespodziewanego. No i przerabiamy te popowe kawałki na swoją modłę, na swój styl. Super zabawa. Możesz pojawić się na naszym koncercie nie znając żadnej naszej kompozycji, ale i tak możesz usłyszeć coś, co będziesz kojarzyć. I może w ten sposób zostaniesz nowym fanem! (śmiech)

Za Tobą mnóstwo koncertów z DragonForce, w tym ten szalony z 70.000 Tons of Metal, podczas którego zjeżdżałaś ze zjeżdżalni i grałaś w jacuzzi. Skąd pomysł na coś takiego?

No więc Hermanowi zdarzyło się wcześniej grać w basenie. Było to coś podobnego. A że zawsze podobały mi się takie akcje to powiedziałam: "Herman musimy znów zrobić coś szalonego!". Od razu się ze mną zgodził! Musieliśmy podbić stawkę, więc zaproponowałam zjeżdżalnię - on z kolei miał pomysł z jacuzzi. Ostatecznie oba warianty udało się zrealizować. Co nie było łatwe, bo musieliśmy idealnie to wszystko zgrać! Wiesz, żeby w ogóle zdążyć z tym wszystkim przed zakończeniem utworu. Mój monitor douszny wypadł i się zamoczył, więc w ogóle nie słyszałam co gram - musiałam jednak jakoś przez to przebrnąć! Przez to wszystko mój bas był trochę nie w tempo - ale i tak było świetnie! Cieszę się z tego, że moja gitara basowa po tym wszystkim nadaje się jeszcze do użytku. Bo wiesz, musieliśmy owinąć nasze instrumenty i stworzyć pod nimi coś na kształt tratwy oraz zabezpieczyć odbiorniki bezprzewodowe - żeby nic się po drodze nie zepsuło. Dzięki Bogu wszystko jednak poszło zgodnie z planem!

Czyli instrumenty przetrwały...

Dokładnie! Ciągle mam tę gitarę basową! To chyba ta która jest za mną. Ciągle można na niej grać! (śmiech)

Niedawno zakończyliście wspomnianą wcześniej trasę z Amaranthe podczas której zagraliście m.in. w naszym kraju. Jak wspominasz koncert z Warszawy?

Jeden z najlepszych podczas całej trasy, ponieważ fani z Polski są pełni energii. Nie oszczędzają się nawet na moment. Pamiętam, że w środku było bardzo gorąco - wszyscy pociliśmy się jak szaleni. To jednak nikogo nie powstrzymało przed szaleniem pod sceną - zdecydowanie jedna z najbardziej niezmordowanych publiczności. A przez to właśnie jeden z najjaśniejszych punktów całej trasy.

W sierpniu z kolei wizyta w Krakowie u boku Nekrogoblikon.

Nie mogę się doczekać! Dopiero co wyruszyliśmy z nimi w trasę i jest masa zabawy! Potrafią zrobić znakomite show. Podobnie jak my przemycają odrobinę humoru i robią coś innego podczas metalowego koncertu. Myślę więc, że to idealne combo - ludzie będą się świetnie bawić!

Widziałem parę fotek z trasy po Stanach. O co chodzi z tym pluszowym kurczakiem?

(śmiech) Chodzi o to, że kiedy gramy "Power of the Triforce"... Bo ten kurczak to nawiązanie do "Zeldy". Tak jak w grze, mamy własnego kurczaka, którym możemy rzucić. Publiczność świetnie się nim bawi! Niektórzy potrafią go nawet rozerwać na strzępy! (śmiech) Najczęściej jednak lata po całym klubie, ląduje na balkonie itp. - jest super! To sprawia, że publiczność czuje się częścią występu.


Setlista zmieni w stosunku do niedawnej trasy po Europie?

Myślę, że tak. Również i dla mnie będzie ona niespodzianką, bo do tej pory nie wiem co będziemy na niej grać (śmiech). Zazwyczaj dowiaduję się tuż przed samym startem. Jeszcze nic nie wiem ale myślę, że co nieco zmienimy.

DragonForce dużo koncertuje. Jak jesteś w stanie to pogodzić z prowadzeniem swojego własnego zespołu?

Jako że prowadzę swój własny zespół i sama bookuję nasze występy to bez problemu mogę to dostosować do terminarza DragonForce. Nie jest to więc żaden problem. Szczerze? Przez ostatnie dwa lata koncertowaliśmy z DragonForce bardziej intensywnie, co w sumie wyszło na dobre, bo połowa mojego własnego zespołu została rodzicami. Więc i tak nie są w stanie grać większej ilości koncertów. Zajęci są małymi dziećmi lub niemowlętami (śmiech). Idealnie się to wszystko zgrało!

A jak rozwinęłaś się jako basistka przez ostatnie lata? Granie dla najszybszego zespołu na świecie motywowało Cię do cięższej pracy?

O tak. Mam za sobą doświadczenie w punku, rocku i melodyjnym metalu. Power metal nie jest czymś z czym miałam wcześniej do czynienia. Na początku musiałam więc bardzo ciężko pracować. To była godzina za godziną - niekiedy ćwiczyłam po 8, 9 godzin dziennie by wyrobić mięśnie, nauczyć się tej prędkości. Na pewno sprawiło to, że teraz jestem lepszym muzykiem.

Masz też za sobą małą przygodę z aktorstwem. To zamknięty temat?

Tak, za dzieciaka zdarzyło mi się coś tam zagrać. Było fajnie, ale kiedy zrozumiałam, że moją pasją jest muzyka to skupiłam się tylko i wyłącznie na niej. Wydaje mi się, że w kręceniu teledysków mogę nieco wykorzystać moje doświadczenia z aktorstwem i dodać do muzyki odrobinę teatralności. To zawsze niezła zabawa! Może w przyszłości gdzieś tam się jeszcze pojawię, ale na razie wystarczy mi sama muzyka.

A jak z pracą jako modelka?

(śmiech) Tak, ciągle fajnie jest zrobić tu i tam jakąś sesję - bo kocham modę i ubrania. Lubię wszystko ze sobą łączyć. Muzyka jest na pierwszym miejscu, ale uwielbiam gdy pojawia się możliwość dodania do niej elementów aktorstwa i modelingu.

I to wszystko co przygotowałem! Dzięki za poświęcony czas i na koniec poproszę o kilka słów dla naszych czytelników! No i dla licznych fanów DragonForce w Polsce!

Również dziękuję! Jestem Alicia Vigil i razem z DragonForce zagramy dla Was w sierpniu w Krakowie! Mam nadzieję, że się tam spotkamy! Uwielbiam zarówno Polskę jak i polskich fanów, więc nie mogę doczekać się ponownej wizyty!

Jeszcze raz dziękuję i życzę miłego popołudnia!

Serdecznie dziękuję i wzajemnie! Pa, pa!

zdjęcia: Travis Shinn


Autor: Tomasz Michalski

Data dodania: 16.07.2024 r.



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2025 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!