Thou - "To wymyka się wszelkiej logice"


Ciągle pędzący pod prąd i trudni do zaszufladkowania. Amerykańska grupa Thou już od 2005 roku dostarcza hałaśliwą muzę, w której znajdziemy elementy sludge, drone czy doom metalu. Zespół nie może usiedzieć w miejscu i regularnie wypuszcza nie tylko albumy, splity i EP-ki, ale także i wydawnictwa kolaboracyjne (chociażby z Mizmor czy Emmą Ruth Rundle). Pod koniec maja z ramienia Sacred Bones Records do sprzedaży trafiła nowa studyjna propozycja formacji: krążek "Umbilical". Uznaliśmy, że to dobra okazja do zadaniu Thou paru pytań. Wytypowany został wokalista Bryan Funck, z którym poruszyliśmy przeróżne tematy: od najnowszej płyty, przez Lovecrafta, aż po charytatywny koncert, który miał na celu pomoc Palestynie.





MetalSide.pl: Hej! Nowy album Thou ukazał się 31 maja - jego tytuł to "Umbilical". Dlaczego właśnie to słowo? Mi się niezmiennie kojarzy z "Bloodborne".

Bryan Funck: To odniesienie do potwierdzenia podstawowej ideologii. Jedyne gry, które znam to "NORCO", "Silenus", "Cultist Simulator" i "7th Saga" na SNES-a.

Z tego, co się orientuję, to zaczęliście tworzyć ten nowy album jeszcze w trakcie pandemii, ale później na jakiś czas go zostawiliście. Co się zmieniło po powrocie do tego materiału? Jakieś pomysły wyleciały do kosza czy po prostu zaczęliście tam, gdzie skończyliście?

Prace nad "Umbilical" rozpoczęły się pod koniec 2019 roku lub może na początku 2020 roku, ale zostały zepchnięte na boczny tor przez współpracę z Mizmor i ścieżkę dźwiękową do "NORCO". W pewnym momencie jednocześnie siedzieliśmy nad wszystkimi trzema. Te dwa pozostałe miały prawdziwe deadline'y, więc numery pisane z myślą o "Umbilical" musiały poczekać. Pierwszą garść kawałków przemieliliśmy wręcz na śmierć - przeróbkami i różnymi wersjami demo. Jedynym materiałem, który naprawdę wycięliśmy, były dwie kompozycje z singla i jedna, która wymagała dodatkowych nakładów pracy. Ale te dwie na 7" są dostępne w cyfrowej wersji płyty. Było też kilka kawałków napisanych przez KC, których nigdy nie ukończyliśmy.

Przed nagrywaniem krążka powiedziałeś, że chciałbyś jak najwięcej materiału nagrać na żywo. Udało się to zrealizować?

Z reguły niemal zawsze nagrywamy na żywo - pomijając wokale i różnego rodzaju dogrywki. Wracamy, by tu i tam poprawić parę błędów w gitarach, ale jeśli chodzi o podstawowe gitary i perkusję, to prawie cały materiał jest nagrywany na żywo. W przypadku "Umbilical", Andy i Matthew chcieli wrócić do pomieszczenia ze swoimi gratami, zamiast korzystać z kabiny akustycznej. Musieliśmy wszystko ogarnąć w sposób bardziej prowizoryczny, ale ostatecznie się udało.

Jak w ogóle udaje się Wam zachować tożsamość w świecie rządzonym przez liczby? W końcu teraz liczy się ilość sprzedanych egzemplarzy płyty, ilość odtworzeń na YouTube czy Spotify. A Wasza muza ciągle trudna, niestandardowa, trudna do sprzedania.

Tak naprawdę, to w ogóle się tym nie przejmujemy. Wszyscy mamy prace na pełne etaty, więc Thou nie jest czymś, od czego zależy, czy będziemy mieli co jeść.

Wspomniałeś wcześniej 7-calowego singla z "I Feel Nothing When You Cry" i "Unbidden Guest", którego dostaniemy z wersją LP. Dlaczego w ogóle oddzielenie tych dwóch kawałków od reszty?

Po prostu nie chcieliśmy być zespołem rządzonym przez liczby! (śmiech) Pomyślałem, że będzie to fajniejsze i bardziej satysfakcjonujące doświadczenie, jeśli ludzie będą mogli zagłębić się w taki czysty, nietknięty materiał. Bo pierwotnie 7-calowy singiel miał być tylko bonusem do pre-orderów i kopii na użytek zespołu. Sacred Bones chyba jednak przestraszyło się, że ludzie będą zdezorientowani lub zdenerwowani, więc ostatecznie i te kawałki pojawiły się szerzej.

Słuchanie wersji cyfrowej i fizycznej to więc inne doświadczenia? W końcu zmienia się wtedy dynamika płyty.

Po prostu należy przesłuchać singla pomiędzy zmianą strony LP. Trzeba tylko pamiętać o tym, by później z powrotem zmienić prędkość odtwarzania!

W kawałkach pokroju "House of Ideas" i "Unbidden Guest" wokale potrafią być mocno przykryte instrumentami. Taki był zamysł, czy może coś, co wyszło przypadkiem i po prostu to zostawiliście?

Na pewno chcieliśmy bardziej pochylić się nad tymi bardziej hałaśliwymi elementami. Ale na płytach Thou wokale tradycyjnie nie są aż tak wyeksponowane. Myślę, że może trochę od tego odeszliśmy na "Magus" i "Heathen", ale wiesz, staramy się iść tam, gdzie ciągną nas poszczególne kompozycje.


A tematy poruszane są w tekstach? Krążek jest pełen gniewu, cierpienia, beznadziei... Kto za nie odpowiada?

To ja piszę/kradnę wszystkie teksty. Nie wiem, czy o właśnie takie emocje mi chodziło, ale płyta z pewnością koncentruje się na ostrej samokrytyce, z uczuciami pokroju frustracji, rozczarowania, dezaprobaty.

Moim ulubionym kawałkiem na płycie jest długi, hipnotyzujący "House of Ideas" ze świetną pracą Tylera i ciekawą partią instrumentalną. Co możesz powiedzieć o tym numerze?

W tekście chodzi o wymianę czystej, nieskrępowanej kreatywności na rzecz akceptacji w środowisku. O pójście na łatwiznę - bycie sprzedawczykiem, pozerem! (śmiech) Większość kompozycji napisał Mitch. Pierwotnie była szybka, bardziej hałaśliwa. Jej wczesną wersję możesz znaleźć w naszym wideo, które zostało nagrane w ramach Adult Swim. Na końcu dodaliśmy outro bazujące na elektronicznym kawałku wysłanym mi przez Michaela Berdana (UNIFORM) z myślą o innym projekcie.

"Umbilical" jest ciężki, szalony, trudny w odbiorze. A jednak znajdziemy dwa zaskakująco melodyjne numery: "The Promise" i "Panic Stricken, I Flee". Moment na złapanie oddechu?

Jeśli chodzi o ich umiejscowienie, to chyba tak. Najpierw rozplanowaliśmy numery będące podporą krążka (początek i koniec), następnie ładowaliśmy rzeczy pomiędzy, ale jednocześnie pamiętając o tym, by mieć odpowiedni kawałek na rozpoczęcie strony B. Wspomniane utwory wylądowały więc na swoich miejscach w sposób naturalny. W pewnym momencie były rozmowy na temat tego, by to one zostały singlami i trafiły na 7", ale fajnie pasowały na końcówkę płyty, wprowadzając ludzi w "Siege Perilous".

W ogóle "Siege Perilous" kończy się dosłownie jedną, kobiecą nutą. Co to jest, do cholery?

Moja ciotka Courtney.

(śmiech) "Umbilical" - tak jak pokaźna część Waszej dyskografii - posiada dwie okładki. Skąd się wzięła ta zdobiąca fizyczne egzemplarze?

Zdjęcie z wersji winylowej i CD wygrzebałem ze starej broszury, którą znalazłem. Pochodziła z lat 60./70. i dotyczyła zapobieganiu samobójstwom

A skąd się wziął pomysł na średniowieczne okładki wersji cyfrowych? Jak je wyszukujesz?

To Gustave Dore. Mam dość obszerną kolekcję książek z jego rysunkami, drzeworytami i rycinami. Prawdę mówiąc, to jego prace są aż nadużywane - zwłaszcza w metalu. Ale zaczęliśmy ich używać dość wcześnie i bez tej wiedzy. Myślę, że posiadanie jednolitej cyfrowej estetyki wygląda ładnie. Lubię myśleć, że gdybym wiedział, jak długo ten zespół przetrwa, to miałbym też bardziej spójne podejście artystyczne do naszych fizycznych mediów!

"Umbilical" może być Waszym pierwszym albumem od "Magus" z 2018, ale tak naprawdę to się nie opieprzaliście. Kolaboracje z The Body, Emmą Ruth Rundle, Mizmor. Co pod względem artystycznym dają Wam takie współprace?

Praca kolaboracyjna jest w pewien sposób rozszerzeniem materiału, który robiliśmy na EP-kach i splitach. Staramy się nieco przesuwać granice naszego brzmienia, wychodzić ze strefy komfortu, eksperymentować. To świetna wymówka, aby uciec od mentalnych ograniczeń, w które popadamy będąc w zespole, ale jednocześnie mieszcząc się w ogólnych ramach. Myślę, że dodanie dodatkowego muzyka lub dwóch również zmienia struktury społeczne, w których mamy tendencję do zamykania się.

Jak w ogóle wygląda taka współpraca nad kolaboracyjnym albumem? Jak wymieniacie się pomysłami?

Spotykamy się przez kilka dni lub umawiamy się na jakiś tydzień i po prostu wspólnie pracujemy nad kompozycjami w sali prób. Zazwyczaj ktoś przynosi jakiś pomysł na dany numer lub kilka partii, a my się tego uczymy i pracujemy nad tym tak długo, aż nabierze to sensu. Czasami z wyprzedzeniem wysyłamy sobie riffy lub pomysły e-mailem, ale zazwyczaj nic nie wychodzi z takiej zdalnej pracy. Chodzi o spotkania twarzą w twarz. Dla nas to w zasadzie po prostu dodanie kolejnej osoby lub dwóch do zespołu, aby wspólnie pracować nad nagraniem. Przydaje się ta dodatkowa para oczu i inne podejście do muzyki.

Macie dość interesującą stronę na Facebooku. Dlaczego The House Primordial, a nie coś bardziej standardowego? No i kto jest u Was takim fanem komiksów?

Ta strona na Facebooku to tylko takie repozytorium. Wydaje mi się, że jest automatycznie uzupełniana z jednego z kont na Instagramie. Myślę, że prawdziwe pytanie brzmi: kto w Thou nie jest fanem komiksów? Kilka tytułów piosenek na "Tyrant" pochodzi z "Kaznodziei" Gartha Ennisa.

Wśród znalezisk wpadłem na japoński komiks na podstawie Lovecrafta. Co sądzisz o jego "scancellowaniu" z uwagi na rasistowskie listy? Nie idziemy trochę za daleko?

Jeśli ktoś "scancellował" Lovecrafta, to tylko performatywnie, w najlepszym razie symbolicznie. Nie jestem pewien, czy ma to jakikolwiek realny wpływ na świat. Jeśli mówimy o "płatkach śniegu" cenzurujących sztukę i artystów, których uważają za obraźliwych, bardziej niepokoją mnie prawicowi ekstremiści z przedmieść zakazujący książek w całej Ameryce i niszczący i tak już nieadekwatny system szkolnictwa.


Tuż przed premierą albumu pojawiliście się na New Orleans Palestine Benefit. Co więc sądzisz o sytuacji w Palestynie?

Biorąc pod uwagę fakt, że zagraliśmy na tym koncercie charytatywnym, to myślę, że to dość oczywiste, co nie?

Wielu ludziom jednak bardzo długo zajęło zrozumienie tego, że to, co Izrael robi Palestynie jest złe. Wszelkie próby krytyki spotykały się z oskarżeniami o antysemityzm.

Myślę, że w Ameryce wciąż jest wielu ludzi, którzy nie uważają, że zabicie przez Izrael 36.000 ludzi jest czymś złym. Nie mają nic przeciwko temu, że od 75 lat Izrael jest państwem apartheidu. Nie potrafię powiedzieć, co jest tego źródłem. Rasizm? Dysonans poznawczy? To wymyka się wszelkiej logice.

Wersja cyfrowa składanki "A Homeland Denied" została wydana w celach charytatywnych. Znajdziemy na niej wczesną wersję numeru "Lonely Vigil". Jak doszło do narodzin tego projektu?

Jeszcze przed COVID pracowałem nad nagraniami z Jamesem Whittenem. To demo pochodzi właśnie z tego projektu. Z podobnego demo pochodzi również outro do "The House Primordial". Zostaliśmy poproszeni o udział w projekcie przez kilku przyjaciół, a materiał demo był niestety wszystkim, co mieliśmy do zaoferowania.

Przed "Umbilical" dostaliśmy też fizyczną wersję "Blessings of the Highest Order". Skąd u Was ta miłość do zespołu Nirvana? Ja nigdy nie mogłem się w nich wgryźć.

Wszyscy dorastaliśmy w latach dziewięćdziesiątych. Większość z nas uwielbia tę wczesną erę alternatywnego grunge'u. Myślę, że wpływ Alice in Chains i Soundgarden jest dość wyraźny. Ale powiedziałbym, że mamy silny duchowy związek z Nirvaną - punkowe inklinacje, wspólne poglądy itp.

Okładkę do tego wydawnictwa stworzył Trashboy. Kto to jest? I co za zin znalazł się w fizycznym wydaniu?

To po prostu kumpel z Nowego Orleanu, który przerabia stare zdjęcia pornograficzne. Dodaje do nich nowe elementy, aby zmienić znaczenie i obraz. To styl, który idealnie do nas pasuje. Prosto z punk rockowej ery ksero. Jest dobrym przyjacielem Sisters in Christ. Zin, który został dołączony do kopii wysyłanych w ramach subskrypcji to tylko zbiór niektórych odbitek, które wykonał przez lata.

W marcu 2022 roku stworzyliście razem z Gewgawly I soundtrack do gry "NORCO". Jak to się stało? No i jak różni się tworzenie muzy na album i ścieżkę dźwiękową?

Jesteśmy starymi przyjaciółmi twórców tej gry. Pierwotnie zamierzali stworzyć teledysk w stylu "NORCO" do naszego utworu "View of a Burning City", a to ostatecznie przerodziło się w pracę nad nowym materiałem z myślą o ścieżce dźwiękowej. Nasze utwory miały zostać wykorzystane jako dodatkowa zawartość podczas aktualizacji gry, ale niejako zostały przeniesione do nowej gry nad którą pracują: "Silenus". Obecnie dostępne jest demo wersji alpha. Nasze utwory nie odbiegają zbytnio od standardowego dorobku Thou. Próbowaliśmy zrobić coś w rodzaju mariażu EP-ek "House Primordial", "Inconsolable" i "Rhea Sylvia": drone'owe, folkowe, ale krótsze utwory o bardziej tradycyjnej strukturze.

"NORCO" pierwotnie miał pokazywać zniszczenia wywołane przez huragan Katrina. Jak po latach patrzysz na te wydarzenia? Baton Rouge też ucierpiało?

Obecnie niewiele się tutaj już mówi o Katrinie. Myślę, że przeszliśmy do bardziej aktualnych tragedii. Jestem z Metairie, ale myślę, że Baton Rouge bardziej ucierpiało z powodu napływu ludzi ewakuowanych z Nowego Orleanu niż z powodu pogody czy zniszczenia infrastruktury.

Jesteście grupą, która nie może usiedzieć w miejscu. Już wiecie co dalej? Nad czymś już siedzicie?

Obecnie siedzimy nad kilkoma splitami. Nic wielkiego. Muszę wrócić do tego albumu z Jamesem Whittenem i zobaczyć, czy uda nam się go dopracować.

A jak z koncertami w Europie? Po pandemii koszty tras znacznie wzrosły. Wchodzi w grę jakaś trasa czy raczej pojedyncze występy na festiwalach?

Straciliśmy mnóstwo kasy na ostatniej trasie, co nie oznacza jednak, że nie wrócimy. Myślę, że priorytetem będą jednak miejsca, w których nas wcześniej nie było. Przykro mi, Niemcy!

I to wszystko! Dzięki za poświęcony czas! Słówko na koniec?

Trzymajcie się mocno!


Autor: Tomasz Michalski

Data dodania: 04.07.2024 r.



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2025 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!