Batushka - "Ktoś zawsze musi być tym złym"


Batushka to zespół, który budzi skrajne emocje. Nie tylko dlatego, że scalił sacrum z profanum. Połączył muzykę diabelską z muzyką boską! Czyli stworzył coś, co dla wielu wydawałoby się wręcz niemożliwe. Ale skrajne emocje związane są także z tzw. "schizmą" jaka kilka lat temu miała miejsce wewnątrz zespołu, dzieląc go na dwa odrębne byty. Obie kapele mają swoich zwolenników i przeciwników. Obie kapele są czynne twórczo i koncertowo. A nam udało się dotrzeć do Bartka Krysiuka, lidera Batushki, która w tym roku jest w trakcie trasy koncertowej Czarna Pascha, a także w tym roku wyda kolejny album, na który czeka rzesza fanów. A zatem o koncertach, o nowym albumie, o życiu prywatnym i oczywiście o trwającej "schizmie" jest ten wywiad.





MetalSide: Wygląda na to, że nawet polskie sądownictwo nie rozstrzygnęło sporu do używania nazwy Batushka. Jak w ogóle wygląda sytuacja prawna Batushki? Pojawił się w końcu jakiś wyrok sądu czy sprawa dalej jest w toku?

Bartłomiej Krysiuk: Obecnie od pół roku czekamy na wyrok, gdyż nie udało się ogłosić go w dwóch terminach jawnych, ponieważ w dzień ogłoszenia wyroku strona przeciwna składała wnioski, które miały na celu przedłużanie procesu. Po kilku miesiącach wnioski oddalano, a sąd zapowiedział wydanie wyroku na posiedzeniu niejawnym, aby uniknąć kolejnych tego typu przypadków jak mniemam. Nie zmienia to faktu, że jest to pierwsza instancja, a wyrok będzie nieprawomocny, zatem jeśli będzie nieprzychylny dla strony przeciwnej, to będzie składała apelację i tak samo z mojej strony: jeśli będzie nieprzychylny dla mnie, będzie odwołanie. Zatem należy spodziewać się kolejnych lat procesu sądowego, który obecnie nie ma skutków prawnych przy działaniu zespołu.

Niczym nadzwyczajnym jest to, że w metalowym świecie funkcjonują zespoły o tych samych nazwach. I przy okazji schizmy polskiej Batushki wypłynęły też inne kapele o tej nazwie. Słyszałeś jakieś? Na przykład z Wielkiej Brytanii (https://truebatyushka.bandcamp.com/album/). Oni powstali dopiero w 2019 roku i wg. mnie prezentują prymitywny black metal. Nic szczególnego poza "ikonografią" okładek. Z kolei zespół z Rosji na Metal Archives datuje się od 2019 roku ale twierdzą, że istnieją od 2005 roku i jak twierdzą, są grupą prawosławnych księży, którzy "tworzą muzykę w wolnym czasie, niosąc słowo Boga do metalowych i rockowych społeczności" (https://batyushka.bandcamp.com). Muzycznie to jest nawet interesujące.

Wygrywa i tak Stonuszka z ficzuringiem Jabłonowskiego, mocna rzecz! Tak, Batushka poprzez schizmę i memiczność całego zajścia doczekała się ciekawego uniwersum, niech rośnie nie mam nic przeciwko (śmiech)

No tak, Stonuszka pod względem muzyczno-artystycznym jest interesująca. Ale wracając do Batushki. Z drugiej strony, dwie polskie Batushki - chyba obecnie nikomu to nie przeszkadza. I to, i to black metal nasycony wpływami śpiewów, kultury i religii prawosławnej. Może pojawiać się problem, gdy potencjalni słuchacze widzą jakiś poster czy zapowiedzi koncertowe i zastanawiają się, która to Batushka zagra? Trzeba śledzić profile społecznościowe.

Kto się naprawdę interesuje zespołami, ten się nie pomyli, wystarczy śledzić profile społecznościowe i newsy. Oczywiście zdarzają się pomyłki, ale przybierają formę sympatycznej wtopy niż hejtu. No i obecnie jest duża rzesza fanów, która wspiera i śledzi obie inkarnacje. More Batushkas, More music!

Rozpad oryginalnego składu zespołu zelektryzował cały metalowy świat. Wielu fanów zwróciło się wtedy przeciwko Tobie i pamiętam, że nawet atakowano portale, które wystawiły "zbyt wysoką" ich zdaniem ocenę albumu "Hospodi". "Hejterzy dalej hejtują" czy już dali sobie spokój?

Ktoś zawsze musi być tym złym, a to w końcu black metal, a nie schola (śmiech). Tak, na początku gówno lało się wartkim strumieniem, dostawała rodzina, najbliżsi, koledzy, wszyscy, którzy mnie znali prewencyjnie się "odsuwali" żeby nie dostać rykoszetem czarnego pijaru i tak zostałem scancelowany, jak to się teraz ładnie mówi w przestrzeni społecznościowej. Nie jeden po takiej nagonce nie tylko by zrezygnował, ale i zapewne mógł sobie coś zrobić, lub przypłaciłby to ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu psychicznym, niestety jestem dość cierpliwym i pokornym zawodnikiem, a rola Pariasa obecnie bardzo mi pasuje. Grono tzw. "przyjaciół" się mocno przetrzebiło, człowiek wie na kim tak naprawdę może polegać i na kim mu zależy. A hejterzy? Są, byli i będą, tylko obecnie nie ma to dla mnie zupełnego żadnego znaczenia. Koledzy podsyłają od czasu do czasu screeny tych samych nazwisk, z tymi samymi wpisami od lat, nazwisk których nie będę wymieniał, bo za mocno by się podniecili i nie spaliby po nocach, ale jak mniemam pod tym wywiadem zapewne nie omieszkają się wpisać, więc będziesz wiedział o kogo chodzi (śmiech). Kiedy to widzę, to rechocze we mnie taki mały skrzacik, jak bardzo ci ludzie pragną atencji, jak żebrzą o te lajki i jak myślą że coś mogą i jak smutne życie muszą mieć by tak obsesyjnie interesować się czyimś. Natomiast dla słuchaczy nie ma obecnie kompletnego znaczenia, mamy ogromną rzeszę fanów, która poznała nas dzięki "Hospodi" i po tzw. "schizmie", więc takie dziecinady zostawiam dla frustratów.

W 2020 roku wprowadziłeś tych swoich antyfanów w pewne zakłopotanie. EP-ka "Raskol" okazała się być tak dobra, że nawet oni nie mogli się przyczepić. Uznałeś, że najlepiej po prostu robić swoje?

Wiesz, to było pokłosie właśnie tej nagonki, gdzie się nie odezwałem, tam spadały tony oborniku na moją głowę, więc stwierdziłem, że muzyczna odpowiedź w dyskusji będzie najlepszym rozwiązaniem, ale była to też forma terapii po tym całym szambie. Zamknęliśmy się w studio, spędziliśmy wtedy dwa tygodnie razem, odizolowani i była to świetna forma eskapizmu i znalezienia balansu. Przede wszystkim ta sesja narodziła nas na nowo i dała mocny bodziec do dalszego działania i tworzenia. W tamtym okresie nazywaliśmy siebie nie Batuszką a Ubotuszką (śmiech). Bo byliśmy pijarowo 10 metrów pod mułem i było o wiele łatwiej zmienić nazwę, i działać pod nową, niż ciągnąć to, co tak skutecznie zniszczyli hejterzy, ale wtedy też sobie powiedzieliśmy, że cofniemy się 10 kroków wstecz i cierpliwie, pokornie pracując, odbudujemy zespół i pewność siebie poprzez naszą muzykę. Cztery lata później, jesteśmy w innym momencie i innym czasie dla zespołu, dla nas jako ludzi to także zupełnie inny okres, słowo stało się ciałem.

Wraz z "Carju niebiesnyj" w muzyce zespołu pojawiły się instrumenty, które z prawosławiem mogły się nie kojarzyć, jak np. buzuki. Skąd pomysł na rozwinięcie instrumentarium?

To wszystko zależy od opowieści jaką chcemy przedstawić, Batushka to zespół koncepcyjny, tutaj zawsze będziesz miał historie opowiedzianą dźwiękami. Akurat na "Carju." potrzebowaliśmy trochę "ruskości" którą niesie za sobą dźwięk bałałajki, trochę sielankowości i wiejskości i trochę bajkowego klimatu, stąd nasze instrumentarium się powiększyło, ale też nagraliśmy utwór po raz pierwszy z żywą orkiestrą. Gdyby trzy lata wcześniej ktoś mi powiedział, że Batushka będzie nagrywać z orkiestrą to bym się po głowie popukał, a tu wyszedł świetny utwór i na tym nie poprzestaniemy.

W styczniu Batushka wypuściła koncertówkę "Black Rituals". Jak wspominasz trasę "Black Rituals Tour 2021"? I sam koncert z Budapesztu?

Ta trasa to trochę ucieczka spod topora. Właściwie każde miejsce w jakim graliśmy, zaraz po naszym koncercie było zamykane z powodu pandemii. Była to trasa całkowicie pod dyktando warunków pandemicznych, wyrwaliśmy się trochę z domów i nie trwało to długo, ale byliśmy bardzo zadowoleni z tego, że udało się ją w całości "dowieźć" do końca i zgodnie z planem.

Łącznie mamy dostać cztery tego typu wydawnictwa kolekcjonerskie. Możesz nam coś o nich zdradzić? Np. z jakich krajów będą to koncerty?

Tak sobie to zaplanowałem, to będą stricte kolekcjonerskie wydawnictwa, które nie będą wznawiane i będą jednorazowymi "rzutami" wydawniczymi. Każde będzie z innego okresu działalności, kolejnym wydawnictwem będzie "Live", który nagraliśmy w 2019 roku w Teatrze Szekspirowskim w Gdańsku. Bardzo miło wspominam ten koncert, a graliśmy wtedy w całości płytę "Hospodi". Co do kolejnych to jeszcze niespodzianka.

Jak wtedy przedstawiał się skład grupy? Kto ukrywał się pod szatami?

Skład grupy od końcówki 2019 roku jest ten sam i niezmienny. To co razem przeszliśmy scaliło nas na tyle, że obecnie osoby te są nierozłączną drużyną, a jakie to osoby? Ktoś kto nas śledzi nie ma problemu aby do tych osób dotrzeć i niech tak pozostanie.

W tym roku macie zaplanowanych wiele koncertów po całym świecie. Obecnie macie za sobą pierwszą połowę trasy koncertowej "Czarna Pascha I". Jak wrażenia? Odbyły się jakieś wyjątkowe sztuki. Czy po prostu wszystko z godnie z planem?

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony przyjęciem, frekwencją, wyprzedanymi sztukami i tym jak dużo młodych ludzi pojawia się na koncertach. Jest to dla mnie szok. Mam nadzieję, że będzie to trendem, a nie jednorazowym wyskokiem. Cieszy się me serce i dusza raduje jak widzę te młode rzesze w pierwszych rzędach, a później widzę też ich na spotkaniach z nami. Jesteśmy w niemałym szoku, bo czegoś takiego naprawdę się nie spodziewaliśmy.


Były jakieś potknięcia?

Potknięcia są zawsze, na tym polega live i koncertowanie, są nieodzownym elementem życia scenicznego, ale też dają taką równowagę, aby nie popadać w rutyniarstwo, stąd każdy koncert jest ciągle ekscytujący.

Kiedyś powiedziałeś, że mnóstwo ludzi przychodzi na Wasze koncerty, żeby się pomodlić albo pomedytować.

Tak, doświadczamy tego w różnych miejscach świata, ludzie czasami popadają w jakiś rodzaj ekstazy na naszych koncertach, co jest ciekawym zjawiskiem, wiele razy słyszałem na spotkaniach z fanami, że nasza muzyka jest rodzajem terapii, czy że pomaga w trudnych chwilach, czy że wręcz ratuje życie, bo i takie zwierzenia były. To bardzo ciekawe i budujące, że to co przedstawiasz jest dla ludzi czymś wyjątkowym.

Czy nadal zdarzają się problemy w koncertowaniu w związku z odwoływaniem koncertów w wyniku różnych protestów społeczności lokalnej, jak bywało to na Białorusi, Ukrainie, Rosji i Serbii?

Na zachodzie nie doświadczamy nigdzie problemów. Ostatnie jakieś problemy z koncertem były rzeczywiście w Serbii, gdzie koncert dzień przed datą był przenoszony do innego miejsca, ale nie nagłaśnialiśmy tego i koncert się odbył, były jakieś władze miejskie, policja, jakieś służby, protesty, ale obyło się bez interwencji i było przede wszystkim mnóstwo fanów. Jest takie przysłowie u nas często używane: Tisze budiesz, dalsze jediesz. I tego się trzymamy.

Czy nadal toczą się sprawy o zbezczeszczenie miejsca kultu religijnego założone przez Bractwo Prawosławne oraz Ordo Iuris?

Niestety z tym mam non stop do czynienia, najpierw obraza uczuć religijnych, teraz zbezczeszczenie miejsca kultu religijnego. Przestałem jakby tym się przejmować, a swoją działalność traktuję bez spinki, mam świadomość w jakim kraju i miejscu żyję. I że znajdzie się zawsze jakaś gnida, której czy to moja działalność, czy też mój ryj się nie będzie podobał i trzeba będzie się ciągać po sądach. Wyjeżdżam często na kilka tygodni w różne fajne miejsca grając koncerty, a i tak z uśmiechem i radością wracam do tego smutnego jak pizda kraju i cieszę się, że tu żyję.

To dlaczego "Zachód" i reszta świata nie mają problemu z przyjęciem Was na koncerty?

Na zachodzie traktowani jesteśmy trochę jak jakaś egzotyka, coś orientalnego, ale to powoduje w ludziach ciekawość. Jeśli łapią bakcyla Baciuszki to zaczynają poszukiwać, skąd to jest, co to takiego, skąd ta muzyka się wywodzi. To bardzo przyjemne pobudzać do poszukiwań.

Podczas koncertów kreujecie atmosferę dostojności, podniosłości i czasem wręcz oczekujecie ciszy oraz skupienia od publiki. Zapewne zdarzało się, że jakiś gburowaty i głośny fan (u mnie lokalnie mówi się "harłaty") psuł nastrój swoimi okrzykami. Czy w takich sytuacjach reagujecie, upominając, czy kontynuujecie swoje rytuały?

Często się to zdarza jak przychodzi Polonia dość mocno wstawiona i zaraz idą okrzyki "Legia pany" albo "Jebać PIS" i "napierdalać". Przyzwyczajeni do takich sytuacji, kontynuujemy bez większej uwagi na danego zawodnika.

Batushka Drabikowskiego także aktywnie koncertuje po świecie (może nie dociera do aż tak odległych zakątków jak Twoja). A gdyby tak jakiś organizator zaprosił dwie Batushki na tą samą scenę. Przyjąłbyś zaproszenie zagrania na takim koncercie?

Ja bym przyjął, tylko jestem pewien, że druga strona by nie przyjęła. Bardzo zabawnym faktem jest, że w czasie kiedy graliśmy razem, Drabikowski wielokrotnie mówił, że ale by było zabawnie jakby Batuszka występowała w dwóch miejscach naraz w tym samym czasie. Także uważaj co sobie marzysz bo może się spełnić.

A wiesz co się obecnie dzieje z Batushką Drabikowskiego?

Nie za bardzo się interesuje, niech mu tam jak najlepiej się dzieje, niech wyprzedaje hale koncertowe, trzepie kasiorę i nagrywa klony "Liturgii" co miesiąc. Ale. jakieś dwa tygodnie temu była zabawna sytuacja, perkusista Batuszki Drabikowskiego wypisywał w wiadomościach jakieś bzdury do naszego perkusisty, żeby usunął profil, bo będzie musiał się z nim spotkać, po czym powpisywał się pod naszymi postami wyzywając nas od "bandy złodzieji" (pisownia oryginalna), ale zwalam to na karb wódeczki, która pewnie w weekend wieczorem wjechała i rozochociła odwagę delikwenta (śmiech). A sam Drabikowski zapewne czeka obecnie z palcem nad klawiszem enter, żeby wrzucić swoją płytę dzień przed tym jak będziemy mieli premierę swojego singla z nowej płyty lub tuż przed premierą naszej płyty i znowu będzie chciał zrobić zawody czy tam igrzyska ze swoją farmą troli, żeby mieć darmową reklamę. Tylko mam nadzieję, że teraz nie będzie się tak spieszył i wrzuci płytę w stereo, a nie w mono tak jak ostatnim razem (śmiech). Taka mała uszczypliwość z mojej strony, ale dobra, przepraszam już nie będę (śmiech).

Mijacie się czasem na mieście? Rozmawiałeś z nim, już na spokojnie, po schizmie?

Jakoś nie miałem okazji się spotkać nawet mimochodem, oprócz sal sądowych i jakoś nie za bardzo bym zabiegał o takie spotkanie, bo już w głowie słyszę ten dźwięk jego zaciśniętej szczęki i zgrzytania zębów. Wiem jak owe spotkanie by wyglądało.


Czy tlą się w Tobie jakieś myśli na ponowne połączenie sił i granie w jednym zespole?

Wiesz co, po pierwsze to Drabikowski nigdy nie traktował tego jako zespół, tylko jako projekt, o którym non stop mówił, że jest jego. Później w czasie procesu narracja mu się zmieniła, ale czas na dogadanie się był jeszcze przed sprawą sądową. Zabiegałem o to w różnej formie, ale kiedy na mediacjach przedsądowych, które de facto są tajne i o treści ich sąd nawet nie może się dowiedzieć, robił mnie centralnie w wała, traktował to jako zabawę, przedłużał i wysnuwał jakieś bajkowe żądania, a o wszystkim można było przeczytać na Reddicie, gdzie opowieści były wrzucane przez jakiś randomów z jego kółka adoracyjnego, to stwierdziłem, że nie ma sensu przedłużać tej farsy i proces sądowy będzie najlepszym rozwiązaniem. Poza tym, po przeciwnej stronie jest zakodowany zupełnie inny obraz, jest urażona duma, ambicja, a gdzie takie połączenie występuje tam rozumu i racjonalności trudno się doszukać, jest tylko chęć zemsty i pokazania swojej wyższości.

Czy do czerwca spokój z koncertowaniem? Czym będziesz zajmował poza "odcinaniem kuponów"? (śmiech)

Oj, pracy jest ogrom, kończymy płytę, przygotowania do koncertów z nowym materiałem, przedprodukcję, adaptacja nowego sprzętu, promocja nowego albumu, próby, będzie to bardzo pracowity okres, który jest już zaplanowany.

Wiem, że od stycznia nagrywacie album, który ukaże się jesienią. A podczas II części "Czarnej Paschy" będzie już dostępny. Prawda to?

Album jest już nagrany i obecnie jest już w fazie postprodukcji, ukaże się we wrześniu, którego? Jeszcze nie mogę powiedzieć, ale na krakowskim koncercie "Czarnej Paschy" zagramy cały album z wszystkimi gośćmi, którzy wystąpili na płycie. Będzie to ciekawy spektakl i już dzisiaj zapraszam nie tylko na ten koncert, ale i pozostałe, na których będziemy grali utwory z nadchodzącej płyty.

Podobno będziecie grali na koncertach utwory z tego albumu już w czerwcu.

Tak, na czerwcowych festiwalach będzie mała prapremiera zapewne kilku utworów z nadchodzącej płyty i jestem bardzo zadowolony z faktu, że odbędzie się to poprzez koncert, a nie platformy streamingowe.

A zatem podczas polskiej wrześniowej trasy "Czarna Pascha II" będziemy mogli je usłyszeć?

Jak najbardziej i podejrzewam, że już będzie można nabyć tą płytę na naszym stoisku.

Czy masz jakieś wyobrażenie o miejscach przyszłych koncertów w Polsce? Mam na myśli wielkość sceny, sali koncertowej, etc. Czy na każdym koncercie zmieścicie się z rekwizytami, itd.?

Graliśmy w tylu miejscach na świecie i małych, i dużych, że nie jest w stanie mnie nic zaskoczyć, adaptujemy się do każdych warunków i nic nie jest w stanie zakłócić naszej liturgii, czy będzie to Tokio czy Radom - nie ma to zupełnie znaczenia. Usłyszysz i zobaczysz ten sam zespół z tym samym zaangażowaniem grający dla kilku tysięcy czy kilku osób.

Niedawno powiedziałeś, że nowa płyta będzie specyficzna. Dlaczego? Co będzie w niej takiego wyjątkowego, innego niż dotychczas?

Ciężko jest opowiadać słowami o muzyce. Na pewno jest to kolejny album koncepcyjny, kolejna opowieść, opowieść o życiu specyficznego człowieka-świętego-heretyka, który mieszkał na Podlasiu w latach 30. ubiegłego wieku, to historia też społeczności którą zgromadził, opowiedziana trochę jak film, jak para-teatr, może para-audiobook. Jest tam dużo neoklasycznego darkfolku, ale też i ogromny wachlarz i koloryt muzyki cerkiewnej od Podlasia po Białoruś, Rosję, Ukrainę, Bałkany, Cypr czy Grecję. Zaczerpnęliśmy z ogromnej palety i różnorodności muzycznej historii prawosławia. Pojawi się tam mnóstwo charakterystycznych prawosławnych melodii, fragmentów zaadoptowanych na naszą modłę. To album liryczny, teatralny i epicki. Jestem bardzo z niego zadowolony, cieszę się, że nie spieszyliśmy się z nagraniem i zrealizowaliśmy zamierzenia w 100%. Myślę też, że ta płyta będzie budziła skrajne emocje.

Czyli historia rodem z Podlasia!

Jak wspomniałem wyżej, jest to historia człowieka, ale i miejsca z Podlasia, oparta także na sztuce teatralnej dość znanego współczesnego dramaturga. Pojawia się tam także mnóstwo odnośników do biblijnej postaci pewnego proroka. Ten pomysł zrodził się we mnie jakieś 7-8 lat temu i ktoś kto śledził nas od płyty "Hospodi" widział pewne miejsca na naszych teledyskach, czy też odkrywał "Raskol" czy "Cara" ten pewnie się domyśli jaka jest wypadkowa, i że tymi wydawnictwami zapowiadamy historię, która toczy się i rozkwita na najnowszej płycie.

Batushka eksploruje na swoich albumach (nierzadko zapomniane) obrzędy związane z Prawosławiem. Myślałeś nad tym, by pójść jeszcze dalej? Eksplorować inne kultury? Chociażby mamy np. dość słabo znane kurpiowskie pieśni żałobne, np. obrzęd określony mianem Obiad Boży.

Nie. Myślę, że folklor prawosławia, a przy tym czynnik ludowy ma tak ogromny zasób pól do eksploracji, że pozostaniemy w środowisku naturalnym dla nas, chociaż muszę przyznać z drugiej strony, mamy na naszym terenie kulturę żydowską, tatarską, więc sam region jest bardzo urozmaicony kulturowo, a te kultury przez lata się przenikały, więc mamy takie naturalne naleciałości z innych kultur.


Jak lokalna społeczność (nie związana z muzyką metalową) reaguje na to co robisz kontrowersyjnego, na Batushkę? Jesteś apostatą. Kiedyś wspominałeś, że byłeś czarną owcą w rodzinie. Ja jestem z Lubelszczyzny i wiem jakie przywiązanie do tradycji i religii mają ludzie na Wschodzie Polski, szczególnie w małych miasteczkach i na wsi.

Urodziłem się w małej wsi i tam mieszkałem pierwszą dekadę swojego życia, ten sentymentalizm wiejski noszę w sobie do dzisiaj. Powiem więcej, widzę jak z wiekiem zwracam coraz większą uwagę na ten okres mojego życia i rozpamiętuję go z tęsknotą i mam taki cichy plan, aby na "emeryturę" wynieść się z miasta i powrócić w swoje wiejskie strony. Dom, w którym się urodziłem na wsi ciągle czeka, a w wakacyjne miesiące, spędzam tam sporo czasu. Mówiąc o tym sentymentalizmie mam też na uwadze ten aspekt wiejskości, gdzie kapłan urasta do rangi króla w społeczności wiejskiej i wokół kościoła toczy się życie społeczne. Doświadczyłem tego, moja rodzina zawsze była mocno związana z wiarą, kościołem oraz z kapłanami, przyjmowani zawsze byli czy to u mnie, w domu czy u moich dziadków niczym królowie. Ale było to regułą w tamtym czasie w małych społecznościach wiejskich. Z biegiem czasu urodził się we mnie naturalny bunt kiedy widziałem wykorzystywanie swojej pozycji kapłanów wobec zwykłych ludzi, widząc ich butę, bezkarność i taką zwykłą arogancję i pretensjonalność w stosunkach i o dziwo bardzo szybko to we mnie eksplodowało, chociaż muszę przyznać, że byłem bardzo zafascynowany kościołem w moich młodzieńczych latach i chciałem być księdzem (śmiech). Tak, tak, naprawdę no i po części to teraz spełniłem (śmiech). Myślę, że do zmiany postrzegania kościoła potrzeba jeszcze pokoleń i wielu procesów społecznych, aby akceptacja tej instytucji była powszechnie mniejsza. Cieszę się, że procesy laicyzacji i sekularyzacji postępują dosyć szybko, ale na to potrzeba jeszcze wielu, wielu lat. I tutaj wracam do Twojego pytania, to właśnie to postrzeganie powoduje niechęć do takich osób jak ja w społecznościach lub do działań, które takie osoby prowadzą. Dlatego patrzę na to cierpliwie i to, że budzę kontrowersje w swoim środowisku jest dla mnie zrozumiałe, czasami z tym dyskutuję i tłumaczę jeśli widzę, że ma to sens. Czasami pada to na grunt, na którym dyskusja jest bezskuteczna i zostawiam to nie wzbudzając w sobie emocji.

A najbliższa rodzina?

Najbliższa rodzina już się przyzwyczaiła, że nie podejmuje przy mnie tematów związanych z wiarą, kościołem czy polityką. Myślę, że nie jestem odosobnionym przypadkiem, jesteśmy obecnie bardzo spolaryzowanym społeczeństwem i połowa polskich rodzin jest podzielona w kwestiach światopoglądowych i politycznych. To właśnie po części mając na uwadze moją rodzinę (mówię tutaj o moich rodzicach), dokonałem apostazji, bo wiedziałem, że np. w razie mojej nagłej śmierci, to moja żona i mój syn mogą mieć problem z pogrzebem, takim jaki ja chce, czyli ceremonią świecką i zaraz byłaby "szarpanina" nad prochami z moją rodziną, że ma być ceremonia religijna. A tak jest sprawa ugruntowana urzędowo, że tak powiem (śmiech). Być może są to śmieszne sprawy, ale ja bym chyba z prochów powstał jakby mi urządzili pochówek religijny. Dlatego takie sprawy stawiam niekiedy wręcz obcesowo. Z drugiej strony patrząc, np. na moich rodziców, to wiem, że ludziom potrzebna jest wiara, bóg i ten cały blichtr i podchodzę do tego także racjonalnie, i staram się zrozumieć drugą stronę. Moja niechęć do instytucji kościoła nie zaburza mojej racjonalności związanej z duchową sferą człowieka.

Czy podczas koncertów gracie jeszcze utwory z pierwszego albumu starej Batushki - "Литоургиiа"?

Oczywiście nasz set składa się z 95% z kompozycji po tzw. rozpadzie, ale jest w nim miejsce na utwory z pierwszej płyty, bo dlaczego mamy ich nie grać? Jestem integralną częścią pierwszego albumu. Ja wiem, że mój były kolega próbuje mnie z niego w perfidny sposób wygumkować, ale niestety nie da się. Zawsze mówię oponentom, którzy zarzucają mi, że ja nic nie zrobiłem na tej płycie: wyłączcie wszystkie wokale i wtedy jej słuchajcie i zadajcie sobie pytanie czy będzie taka dobra i magiczna.

Nie jestem wyznania prawosławnego ale religijne pieśni prawosławne robią na mnie ogromne wrażenie. Są bardzo nastrojowe i bardzo mroczne. Oczywiście nie analizuję tekstów, bo nie znam starocerkiewnego, ani chachłackiego, a rosyjski ze szkoły prawie zapomniałem, ale sama melodyka i śpiew wielogłosowy jest nieziemski. Czy tylko w cerkwi można usłyszeć tego typu śpiewy?

Raczej tak, jest to związane z religią, ale też terytorializmem. My dodatkowo w naszym regionie mamy coś takiego jak Międzynarodowy Festiwal Muzyki Cerkiewnej odbywający się co roku bodajże od 82 roku. Zawsze kiedy jestem na miejscu odwiedzam ten festiwal żeby posłuchać wykonań z różnych części świata. Jest to niesamowita skarbnica inspiracyjna.

A chodzisz czasem do cerkwi dla samych śpiewów, szukając muzycznego i liturgicznego natchnienia, czy po prostu szperasz po Internecie?

Tak, zdarza mi się bywać w cerkwi szczególnie na pogrzebach, ale odwiedzam je żeby podziwiać wnętrza, lub posłuchać chórów, śpiewów. Traktuję to bardziej w sposób kulturowo-etniczny.

Zdarzało się, że zarzucano Batushce to, że nie jest to prawdziwy black metal, a jedynie show stworzone dla pieniędzy (czy przypadkiem Dimmu Borgir albo Behemoth nie byli pierwsi?). Czy traktujesz działalność Batushki jako komercyjną?

Kiedy się odezwałem w dyskusji na ten temat okrzyknięto mnie "wielkim inwestorem" tylko za to, że mówiłem prawdę, bo wiadomo że "internety majo racje", a Batuszkę traktowano jako produkt od początku. Zatem każdy zespół, którego członkowie utrzymują się z działalności swojego zespołu jest komercyjny. Ja nie robię nic innego tylko prowadzę zespół, nagrywam płyty i gram koncerty. Tak, z tego się utrzymuję, to moja praca, ale także i przede wszystkim pasja, i miłość do muzyki ekstremalnej, i jestem cholernym szczęściarzem, że mogę to robić. Nie wziąłem się znikąd, w tym roku mija 30 lat od wydania pierwszej demówki, którą nagrałem z Hermh, ciągle gram black metal, ciągle w tym siedzę i nie muszę niczego tłumaczyć, ani nic udowadniać i mam nadzieję, że sczeznę gdzieś na jakiejś scenie grając black metal.

Dla mnie muzyka Batushki to idealne połączenie sacrum z profanum. Coś co dla wielu wydawałoby się wręcz niemożliwe. "Prawosławny" black metal. Koncertujecie i nagrywacie. Interes się kręci i ma się bardzo dobrze! Czegoż można Wam jeszcze życzyć?

Zdrowia i kondycji, nic nam więcej nie potrzeba.

Tego więc życzę i dziękuję za wywiad!

zdjęcia: Klaudia Gajda


Autor: Paweł "Pavel" Grabowski

Data dodania: 01.05.2024 r.



© https://www.METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!