Shining - "Nigdy nie było dla mnie powrotu"


Jeśli uważacie, że muzycy grający black metal przez ostatnie lata złagodnieli, a i sama muza przestała budzić kontrowersje, to chyba ominęła Was przyjemność obcowania z grupą Shining. Jej lider - Niklas Kvarforth - chwali się tym, że przy jego dźwiękach ludzie popełniają samobójstwa. Na koncertach często dokonuje aktów samookaleczeń, a z uwagi na zdiagnozowaną schizofrenię miewa problemy z postrzeganiem rzeczywistości. Zresztą, to z uwagi właśnie na jego zdrowie musieliśmy odłożyć w czasie ten wywiad. No ale w końcu się udało i mogliśmy zadać Niklasowi parę pytań - nie bez obaw, bo w końcu muzyk jest również znany ze swojej niechęci do dziennikarzy. I kto wie, może trafiłem na jego lepszy dzień, może tak działam na ludzi, a może nie taki Diabeł straszny jak go malują - w każdym bądź racie, Niklas okazał się… cóż, normalnym gościem.





MetalSide: Nowy album Shining już na rynku. Zanim jednak do niego przejdziemy, to zajmijmy się najpierw Twoim innym projektem. Jesteś wielkim fanem horrorów. Jak wygląda sytuacja z trzecią częścią "Cinematic Nightmares"? Co się dzieje z tą książką, że od tak długiego czasu nie może zostać wydana?

Niklas Kvarforth: Tak, ale niestety nie byłem w stanie ukończyć nowego rękopisu, ponieważ parę lat temu całkowicie się wypaliłem. Niedawno znowu zderzyłem się ze ścianą, ponieważ zostałem zamknięty i zmuszony do leczenia ostrego zespołu stresu pourazowego. A że jeszcze wcześniej zdiagnozowano już u mnie schizofrenię oraz zaburzenie afektywne dwubiegunowe, to ostatecznie nie miałem innego wyjścia jak skupić się w całości na promocji nowego albumu. Kiedy jednak skończę z tym tematem, to wrócę do pracy i ukończę książki.

Trzecia część "Cinematic Nightmares" skupi się na latach 2010-2019. Na okładce mamy "Autopsję Jane Doe" - czy to właśnie najlepszy horror tej dekady? Czy masz innych faworytów?

To rzeczywiście świetny film, ale zdecydowanie też nie był najlepszym z tych wszystkich zaskakująco znakomitych filmów wypuszczonych we wspomnianej dekadzie. Lista jest bardzo, bardzo długa i będziesz musiał poczekać do premiery "Cinematic Nightmares" żeby poznać moje głębsze przemyślenia na ten temat.

Przez ostatnie 10 lat osobiście obejrzałem dobre kilkaset horrorów i jednym z najmocniejszych był "February" Oza Perkinsa. Oglądałeś go?

Tak. Jeśli tak bardzo Ci się on podobał, to powinieneś także dać szansę jego trzeciemu filmowi: "Małgosia i Jaś". To przepiękny film bazujący na przerażającej, starej germańskiej baśni.

Oczywiście, że oglądałem! Jeden z Twoich ulubionych filmów wszechczasów jest już dość nieoczywisty. Z całej filmografii Mistrza Carpentera wybrałeś "W paszczy szaleństwa". Też go uwielbiam, ale dlaczego właśnie on jest tak wysoko na Twojej liście?

To chyba dlatego, że stanowił dla mnie wielką inspirację w okolicach jego premiery. A tak się składa, że było to mniej więcej w tym samym czasie, kiedy założyłem ten zespół.

No to teraz skupmy się właśnie na nim. Kiedyś wyjaśniłeś, że Shining oznacza "drogę do oświecenia". Biorąc pod uwagę tytuł nowego albumu, to osiągnąłeś swój cel? To oświecenie?

Oświecenie, o którym mówię oferowane jest słuchaczom moich prac - a nie na odwrót.

Powiedziałeś również: "Shining zniszczyło moje życie, ale jednak to chore dziecko jest dla mnie wszystkim. Nie ma rzeczy, której bym dla niego nie poświęcił - zresztą, robiłem to już nie raz". Był taki jeden moment w karierze, po którym dotarło do Ciebie, że z tej drogi już nie ma powrotu?

Chyba nigdy nie było dla mnie powrotu. Wierzę, że moim przeznaczeniem jest robić to, co właśnie robię. Tak, może i był to dość szkodliwy wybór, ale koniec końców: taki jestem i po to właśnie zostałem umieszczony na tej ziemi. A kim byłbym, gdybym odrzucił swoje jedyne, prawdziwe powołanie? Nikim.

"X: Varg utan flock" i "Shining" dzieli najdłuższa przerwa w historii zespołu. Ile więc powstawał nowy album?

Tak jak powiedziałem chyba w każdym wywiadzie, którego udzieliłem w tym roku: album został napisany w trzy dni. A jeśli się nie mylę, to w studio spędziliśmy prawie trzy miesiące z kilkoma wolnymi tygodniami tu i ówdzie zanim ukończyliśmy miks i mastering.

Jak wyglądało z kolei nagrywanie ścieżek perkusji biorąc pod uwagę stan Nicholasa Barkera? Jak wygląda obecnie jego sytuacja zdrowotna?

Podczas pracy w studio było z nim mniej lub bardziej w porządku. Dopiero w okolicach Gwiazdki kompletnie wysiadły mu nerki - a po czymś tak poważnym nie jest łatwo stanąć na nogi. Z każdym dniem czuje się jednak coraz lepiej i jestem pewny tego, że wyjdzie z tej walki zwycięsko. To prawdziwy wojownik - nie poddaje się zbyt łatwo.

Mówiłeś, że dość długo szukałeś kogoś takiego jak on - kogoś, kto nie tylko odegra swoje partie, ale też i wniesienie coś nowego do Shining. Jaki był więc ten jego wkład w proces powstawania albumu?

Pomysły Barkera zmieniły sposób, w jaki oryginalnie pisałem kawałki. Sprawiły one, że utwory stały się jeszcze lepsze. Co więcej, jego osobowość idealnie pasuje do Shining i obydwoje myślimy w bardzo podobny sposób - a to nie zdarza się często w procesie rekrutacji nowych członków.

Nie było dziwnie słyszeć sugestii od kogoś innego? W końcu jak kiedyś stwierdziłeś: Shining to Ty.

W ogóle. Zawsze, przez te wszystkie lata zachęcałem poszczególnych członków do tego, by tworzyli materiał i dzielili się pomysłami. W przeciwieństwo do tego, co ludzie myślą, nie czuję się zagrożony tym, że któregoś dnia ktoś może przejąć pałeczkę i nawet zacząć pisać w przyszłości całe kawałki. Nie, uważam wręcz, że to by było coś fantastycznego.



A jak sytuacja koncertowa Shining biorąc pod uwagę stan Barkera?

Z uwagi na zarówno jego obecną sytuację, jak i moją, postanowiliśmy przed startem nowego roku nie zaklepywać żadnego koncertu. Dodatkowo doszliśmy do wniosku, że nie będzie więcej tras koncertowych, ponieważ koniec końców robimy się za starzy na to, by spędzać całe tygodnie w brudnym autobusie, zmuszeni dzielić przestrzeń z innym idiotami. Będziemy grać tylko na festiwalach i dawać tu i ówdzie pojedyncze koncerty. Innymi słowy: jakość ponad ilość.

Poprzednie, mniejsze wydawnictwa ukazały się dzięki współtworzonego przez Ciebie The Sinister Initiative. Tłumaczyłeś, że nie byłeś zadowolony ze współpracy z dużymi wydawcami. A jednak nowy krążek ukazał się w barwach Napalm Records. Co się zmieniło?

Nic się nie zmieniło - nowy album został wydany przy kooperacji The Sinister Initiative i Napalm Records. Zdaliśmy sobie sprawę z tego, że potrzebujemy większego wydawcy, z uwagi na to, że Shining jest dość dużą nazwą. Biorąc pod uwagę obecną sytuację, TSI nie byłoby w stanie ogarnąć tego wszystkiego we własnym zakresie. Kiedy już wiedzieliśmy, co chcemy osiągnąć, to musieliśmy wybrać wydawcę, który zaakceptuje nasze warunki - i tak się składa, że Napalm Records nie miało z tym problemu. Tak to właśnie w dużym skrócie wyglądało.

Fizyczne wersje singli promujących album ukazały się jednak tylko przez The Sinister Initiative. Dlaczego?

Tak jak powiedziałem: TSI ciągle jest naszym wydawcą. Napalm Records nie było zainteresowane wypuszczeniem wersji fizycznych singli. Co jest oczywiście zrozumiałe, ponieważ z czegoś obecnie tak ekstrawaganckiego nie ma żadnych pieniędzy. Dlatego właśnie postanowiliśmy wypuścić je we własnym zakresie, a Napalm Records zostawiliśmy sprawy związane z wersjami cyfrowymi.

Znów zaskoczyłeś wyborem coverów. Jako B-side wersji fizycznych singli: Danzig i Alice Cooper. Dlaczego "Pick Up the Bones" i "Crawl Across Your Killing Floor"? Oba kawałki nie są aż tak znane.

Wiesz, nie każdy dobry kawałek wielkiego artysty trafia na pełny album. Oba kawałki nie zostały jednak wybrane z uwagi na to, że są mniej znane. Tak się po prostu składa, że po prostu znaczą dla mnie więcej od pozostałych (utworów, które z jakichś powodów są bardziej rozpoznawalne przez ogół odbiorców).

Okładka pierwszego singla przedstawia Barkera, druga: Hussa. Kto z kolei podcina sobie gardło na albumie?

Nicholas Barker jest na okładce "Allt För Döden". Peter Huss na "Avsändare Okänd". A na okładce albumu jestem ja.

Jak w ogóle zaczęła się Twoja współpraca z Taccardim? Co Cię tak przyciąga do jego prac?

Spytałem Maxime'a czy byłby zainteresowany zrobieniem okładki albumu po tym jak odrzucił moją prośbę o użyczenie jednego z jego obrazów (bo został już użyty przez inny zespół). O tym, że był to idealny wybór przekonałem się jak tylko przedstawił mi pierwsze szkice. Wiedziałem, że znaleźliśmy idealną formę wizualną dla "nowego" zespołu. Wszystko, nie tylko okładka, ale też i wszystkie sześć portretów oraz plamy w stylu Rorschacha zostały namalowane na płótnie krwią. Z perspektywy czasu uważam za dziwny fakt, że nie pomyśleliśmy wcześniej o zrobieniu czegoś takiego. No bo wiesz: w końcu krwawa rzeźnia i Shining zawsze szły ze sobą pod rękę. W każdym bądź razie jestem zadowolony ze wszystkiego, co udało nam się razem osiągnąć i już zrobił okładkę pod nadchodzącą EP-kę z materiałem nagranym podczas tej samej sesji. Zanim będziemy mogli wypuścić te kawałki, to jednak musimy jeszcze w nich dograć parę rzeczy. Celuję z tym wszystkim - ukończeniem i przygotowaniem do wydania - na początek 2024 roku.

Brzmi ciekawie. Z kolei przed premierą albumu dostaliśmy kontrowersyjny teledysk do "Allt för döden". Czyim pomysłem było to wideo? Czy "Salò o le 120 giornate di Sodoma" było dla Claudio Marino inspiracją?

Szczerze, to nie rozumiem za bardzo, co jest tak cholernie kontrowersyjnego w tym teledysku - to po prostu Shining robiący to, co zwykle robi Shining. Claudio to niesamowity reżyser i wybrałem pracę z nim po moich doświadczeniach przy tworzeniu filmu dokumentalnego "Cold Void", który ukazał się parę lat temu. Wątpię by "120 dni Sodomy" było dla niego inspiracją przy kręceniu tego klipu. Jasne, znakomity film, jak również i sama książka, ale podobieństwo raczej przypadkowe.

Na płycie po raz kolejny dotykasz tematów śmierci i samobójstwa. Na wersji fizycznej "Shining" znajdziemy tłumaczenia tekstów?

Nie, ale w styczniu wypuścimy szóstą edycję "When Prozac No Longer Helps", w której (między innymi) znajdą się nowe teksty wraz z ich tłumaczeniami. Zainteresowani mogą zamówić tę książkę w naszym sklepie na www.shininglegions.com.



Nowy album jest dość zaskakujący. Jasne, mamy mocne, brutalne, mroczne partie, ale też i piękny, melancholijny fragment w "Snart är dom alla borta". Piękno i Śmierć często idą w parze?

Oczywiście! Nie ma na świecie niczego piękniejszego niż Śmierć.

Na "Shining" powraca legendarny Andy LaRocque. Jak się zaczęła się Wasza współpraca w 2012 roku przy EP i pełnym albumie? Co sprawia, że tak dobrze się dogadujecie?

Wszystko, co robiliśmy razem z Andym od czasu "Redefining Darkness" i tak, EP "Lots of Girls Gonna Get Hurt" - bo oba wydawnictwa zostały nagrane w 2011/2012 roku podczas tej samej sesji z nim - zostało nagrane. Tyle czasu minęło od kiedy zaczęliśmy współpracować, że aż zacząłem go postrzegać jako członka zespołu. Genialny producent, który pasuje do naszego brzmienia i co najważniejsze: doskonale je także rozumie.

Na "Shining" znajdziemy jednocześnie nieoczywisty, a z drugiej: dość oczywisty cover. Dlaczego Erik Satie? Co Cię zafascynowało w tym awangardowym, ekscentrycznym prowokatorze?

Kompozycja, którą wykonaliśmy na nowym albumie towarzyszy mi już od wczesnych lat dzieciństwa. Od kiedy po raz pierwszy usłyszałem ją w ścieżce dźwiękowej szwedzkiego filmu, który widziałem w szkole podstawowej. Przed wejściem do studia z ciekawości sprawdziłem ją po raz kolejny i po tym jak dowiedziałem się więcej o jego życiu osobistym i tego, w jaki sposób postrzegany był za życia przez media, to nie mogłem jej nie nagrać. Jeśli zagłębiłeś się bardziej w życiorys tego francuskiego geniusza, to jestem pewien tego, że ten wybór jest dla Ciebie dość oczywisty. Podobnie zresztą jak tytuł naszej wersji.

Wiele rzeczy robisz spontanicznie, a jednak instrumentalny cover wylądował na piątym miejscu w trackliście, podtrzymując niejako tradycję, którą złamałeś tylko na "Everyone, Everything, Everywhere, Ends". Jak się w ogóle ona narodziła?

Myślę, że to po prostu sprowadza się do sposobu, w jaki piszę i w jaki chcę sam doświadczać muzyki. Bo widzisz, ja nigdy nie planuję takich rzeczy - one się po prostu same z siebie zdarzają. Można powiedzieć, że to taki "niklasowski" sposób pracy.

I to wszystko, co przygotowałem. Bardzo dziękuję za poświęcony czas, tym bardziej, że zdaję sobie sprawę z tego, że nie przepadasz za udzielaniem wywiadów. Na koniec poproszę o kilka słów dla polskich fanów Twojej muzyki!

Bardzo dziękuję za ten wywiad i tak, mimo że udzielanie wywiadów może i nie jest moją ulubioną metodą spędzania czasu, to Wasze wsparcie jest nieocenione. Dlatego raz jeszcze: dziękuję!

zdjęcia: Claudio Marino


Autor: Tomasz Michalski

Data dodania: 06.11.2023 r.



© https://www.METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!