Moriah Woods - "Ciemność jest dla mnie piękna"


"Przedmiotem mojej obserwacji jest Człowiek oraz ogólnie kondycja ludzkości" mówi przy okazji premiery "Human", swojego trzeciego albumu Moriah Woods. Trudne i bolesne tematy podaje jednak w towarzystwie dźwięków nad wyraz kojących i pięknych. Między innymi o tym dualizmie rozmawialiśmy z Moriah chwilę po jej powrocie z urlopu w Japonii.





MetalSide.pl: Jak było w kraju kwitnącej wiśni?

Moriah Woods: Zajebiście! To niesamowite, ale to dopiero drugi kraj, gdzie wyglądałam jak obcokrajowiec. Kiedy chodzę po ulicy w Polsce, wtapiam się w otoczenie, tymczasem tam od razu rzucałam się w oczy. Kiedy byłam nastolatką marzyłam, by polecieć do Japonii. Mogłabym nawet powiedzieć, że to była moja obsesja. Teraz spełniłam swoje marzenie i faktycznie tam poleciałam, ale przez to, że pojechałam tam na spotkanie rodzinne, by zobaczyć się z mamą i dwoma młodszymi siostrami, nie zwiedzałam tyle, ile chciałam.

Twoja mama i siostry mieszkają w Japonii?

Tylko najmłodsza siostra. Druga siostra i mama mieszkają w Stanach.

Pytam o tę podróż, bo zastanawiam się, czy może być ona ziarenkiem, z którego wykiełkuje potem nowa muzyka lub teksty?

Jak wspomniałam, to było bardziej spotkanie rodzinne, a nie poznawanie nowej kultury, dlatego bardzo bym chciała znów tam wrócić, między innymi po to, by poznawać nowe dźwięki. Ale zabawne, że o to pytasz, bo mieszkałyśmy w Airbnb niedaleko dworca i od piątej rano do dwudziestej wieczorem nieustannie słyszałyśmy taki dźwięk (tu Moriah prezentuje) "bing, bing, bing". Przeszkadzało nam to, ale ja i moja mama jesteśmy muzykami, coś w tym zauważyłyśmy, więc nawet zaczęłam to nagrywać, bawiłyśmy się tym dźwiękiem, zaczęłyśmy do tego śpiewać.

Być może na Twojej czwartej płycie znajdzie się piosenka, której początek miał miejsce przy tym dworcu.

Właśnie (śmiech). Nawet jeśli nie miałem takiej intencji, by szukać tam inspiracji do tworzenia. Bardziej chciałam odpocząć po wydaniu ostatniej płyty. Jestem artystką w stu procentach DIY, wszystko robię sama. Od początkowej fazy, czyli pisania, po końcową, kiedy trzeba dopiąć mnóstwo szczegółów związanych z wydaniem- to wszystko jest na mojej głowie. Organizacja koncertów także. Jedną z lekcji jaką wyniosłam tworząc "Human", to nauka odpuszczania. Oraz tego, że nie jestem sama, że czasem mogę kogoś poprosić o pomoc. Potrzebowałam jednak resetu, takiego cięcia na zasadzie "ok, koniec pracy, teraz czas na dwa tygodnie z rodziną". Chyba każdy z nas potrzebuje się czasem wyłączyć.

Cieszę się, że zaczęłaś ten wątek nauki odpuszczania. Sam nie jestem muzykiem, ale gdybym był, pewnie ciągle miałbym z tyłu głowy, że płyta musi być idealna, bo za kilkadziesiąt lat ja się zmienię, świat się zmieni, ale płyta zostanie właśnie taka, jak w tym momencie. Ty też byłaś takim control freakiem, ale jak sama teraz mówisz, pojawiła się u Ciebie umiejętność odpuszczania. Jak do tego doszłaś?

To był wieloletni proces… (po chwili przerwy) Odpowiem tak- jestem osobą, która łatwo się uzależnia. Od różnych rzeczy, nawet od kawy. Jeśli poczuję "tak, kawa to jest to", to będę ją piła na umór. Ale zamiast kawy, mogłabym wstawić jako przykład inne substancje, na przykład alkohol. Jakoś w 2019 roku, tuż przed premierą mojej drugiej płyty, "Old Boy", przestałam pić. Czułam, że to picie było dla mnie problemem, a straciłam już ojca przez jego picie. Ten nałóg to taki demon, który miał duży wpływ na mnie i moją rodzinę. Dlatego teraz jestem trzeźwa, ale zawsze jak skończę z jednym nałogiem, zaczynam jakiś inny. Zamieniłam więc uzależnienie od substancji, na rzucenie się w wir pracy. Ukończyłam wspomniany album, bukowałam sporą ilość koncertów, dużo przez to podróżowałam. To było męczące, ale czułam się wtedy z siebie taka dumna. Myślałam sobie "Ja! Ja to wszystko kurwa zrobię!" (śmiech), ale nagle przyszła pandemia, lockdown i wszystko stanęło. Próbowałam grać koncerty online, ale to było chujowe doświadczenie (śmiech). Grałam je jednak, bo co innego miałam robić bez muzyki? Wkładam w nią całą siebie, więc kiedy nie ma muzyki, nie ma też mnie. Zaczęłam zatem komponować płytę "Human", czułam, że muszę ją wydać jak najszybciej. Skupiłam się na wyniku, zamiast na procesie. Tak, jakbym zapomniała, dlaczego w ogóle gram, a przecież tworzenie jest bardziej jak terapia czy medytacja, a nie stworzenie gotowego produktu. Nie dziwne, że czegoś w tych dźwiękach brakowało i nie byłam zadowolona z rezultatów. Nagraliśmy album, a ja go w całości wyrzuciłam do kosza. Mam także problem z tak zwanym syndromem oszusta- ciągle mi się wydaje, że nie jestem prawdziwą artystką, że nie jestem w tym dobra, jedynie staram się być. Myślałam nawet o rzuceniu muzyki, bo wydawało mi się, że źle wpływa na moje samopoczucie. Co zatem zrobiłam? Odcięłam się od wszystkiego i pojechałam do Peru. Byłam tam przez miesiąc, aby zająć się medycyną ajałaska (ceremonia, podczas której stosowany jest napój o właściwościach psychoaktywnych- wprowadza w trans, może powodować doświadczanie wizji- red.). Dzięki temu nabrałam dystansu I zrozumiałam, co robiłam źle przed wyjazdem. Jak powinnam zmienić moje myślenie o muzyce oraz relacje z nią. Zrozumiałam, po co w ogóle gram. Uświadomiłam sobie, że to co robię, nie musi być perfekcyjne, bo ja nie jestem perfekcyjna. Są takie dni, kiedy "najlepsza wersja mnie" jedyne co potrafi, to wstać z łóżka, a ja powinnam być wtedy z tego dumna, a nie się tego wstydzić. Na drugi dzień przecież mogę wstać i krzyknąć "czuję się dzisiaj zajebiście!". Tak właśnie wyglądał ten proces nauki odpuszczania.


I koniec końców ten proces doprowadził Cię do szczęśliwego zakończenia prac nad Twoją trzecią płytą. Czy zgodziłabyś się ze mną, że muzycznie jest to podobna potrawa, ale że teraz użyłaś innych przypraw?

Chyba tak. Ciekawe w mojej podróży muzycznej jest to, że kiedy słucham swoich piosenek sprzed ośmiu lat, to mam wrażenie, że to jest wciąż ten sam utwór, ta sama atmosfera, ma dla mnie to samo znaczenie. Oczywiście poszczególne płyty różnią się od siebie, ale mam poczucie, że każda z nich jest ciągłym poszukiwaniem tego, czym jest "moja" muzyka. Mam wrażenie, że wraz z wydaniem "Human" jestem bliżej tego celu. W 2013 nagrałam swój pierwszy materiał, to było coś w rodzaju eksperymentalnego demo, nie znajdziesz już tego w Internecie, bo miałam wrażenie, że to gówno (śmiech). Niemniej jednak sporo osób mnie pytało, dlaczego usunęłam ją z Internetu, mówili, że to dla nich bardzo ważna płyta. Cóż, dla mnie to było chujowe (śmiech). Słyszę tam sporo rzeczy, które są nie tak, nie podoba mi się mój śpiew, mogłam napisać lepsze teksty. Taką sobie zbudowałam relację z tą płytą, nawet jeśli rozumiem, że ona także była częścią tego procesu poszukiwania swojej muzycznej tożsamości. W końcu zrozumiałam, co jest kluczem- autentyczność i emocje. Długo jednak wydawało mi się, że dobra płyta wymaga odpowiedniej pracy w studiu, by nagrywać wszystko zgodnie z zasadami- najpierw perkusja, potem inne instrumenty, aby to wszystko brzmiało ŁADNIE. Przy "Human" zrozumiałam jednak, że ja nie lubię takiej formy nagrywania, bo czuję, że coś przez to tracę, coś mi umyka.

Wolisz, kiedy w studiu jako zespół gracie jednocześnie?

Tak, bo dopiero wtedy rodzi się magia, kiedy jesteśmy w tym razem. Cieszę się, że w końcu to odkryłam. Przez to, że w przeszłości wyglądało to inaczej, to słuchając poprzednich płyt łapię się na myślach w rodzaju "to bym wyrzuciła, a tamto bym zmieniła". A przy "Human" jestem zadowolona. Naprawdę czuję, że jestem tu, gdzie chciałam być. Że lepiej jest bawić się dźwiękami, a nie je kontrolować. Dlatego też często zostawałam w studiu sama, aby nie patrząc na zegarek właśnie bawić się i zobaczyć, gdzie mnie to zaprowadzi. Myślę zatem, że faktycznie można powiedzieć, że tym razem użyłam trochę innych przypraw.

Na okładce "Human" widać Twoje odbicie w lustrze, na froncie "Old Boy" widnieje z kolei zdjęcie Victora Woodsa, Twojego taty. Czy pomylę się, kiedy powiem, że przy okazji poprzedniego albumu przeżywałaś emocje innych, dźwigałaś na swoich barkach ból, zmagania z codziennością swojego ojca, a na nowej płycie główną bohaterką jesteś Ty? Czy takie stwierdzenie ma sens?

Tak, ma dużo sensu, bo chodzi o moje obserwacje i moje widzenie świata. Niemniej jednak koniec końców przedmiotem mojej obserwacji jest Człowiek i to chyba on jednak jest głównym bohaterem tej płyty. Oraz ogólnie kondycja ludzkości.

Zostańmy jednak jeszcze przy Twoich emocjach, tym bardziej, że zasygnalizowałaś pewien temat. Wspomniałaś o alkoholu. Obecnie od czterech lat nie pijesz. Jak sobie radzisz w trzeźwości?

Nie jest to proste, ale jest łatwiej niż myślałam. Miałem sporo szczęścia, bo przestałam pić jeszcze przed pandemią. Nie było wychodzenia do klubów czy spotkań z innymi ludźmi, tylko siedzenie w domu. Miałam więc dużo czasu, aby uczyć się jak żyć bez alkoholu. Nie miałam lęku, że coś mnie ominie (Moriah użyła zwrotu "fear of missing shit"- red.). Skupiłam się na pracy nad emocjami. Kto wie, może nawet za mocno? Robiłam wtedy wokół siebie sporo hałasu (śmiech). To był jednak dla mnie ważny czas, dzięki któremu udało mi się inaczej spojrzeć na alkohol. Wcześniej widziałam go jako niezbędny aspekt mojego bycia w grupie. Zawsze byłam "dziwakiem", mam fobię społeczną i nie potrafiłam nawiązywać kontaktów na trzeźwo. Albo inaczej- alkohol w tym zawsze pomagał. Kiedy przestałam pić, coś innego stało się tym czymś, dzięki czemu łatwiej mi było nawiązywać więzi- muzyka. To ona była moim kontaktem z ludźmi. Powiem Ci, że imprezy na trasie były zajebiste i potrafiły być naprawdę intensywne. Każdy chciał się ze mną napić, bo jestem Amerykanką, więc chcieli pokazać jak to się robi w Polsce.

To strasznie głupia część polskiej kultury, na szczęście powoli odchodzi już w zapomnienie.

To prawda, to straszne. Nawet ostatnio słyszałam taką historię o dwóch osobach w pewnej rodzinie. Powiedziano mi, że jedna jest alkoholikiem, a druga po prostu lubi pić.

A co to za różnica?

No właśnie! A patrzy się na to przez pryzmat, że ten drugi ma jeszcze dom, żonę, rodzinę. A tak naprawdę to jest przecież to samo. Jeśli pijesz, a mimo wszystko jeszcze funkcjonujesz w pracy, to nie czyni to twojego nałogu mniejszym. Po prostu pracujesz nad swoją tolerancją alkoholu, by móc go spożywać jeszcze więcej. I niestety niektórzy wokół także nie widzą w tym problemu, skoro pomimo picia ktoś taki jakoś jeszcze funkcjonuje. Picie staje się przez to społecznie akceptowane. Tak, jakby alkoholizm był tylko siedzeniem pod sklepem z piwem w ręce.


Pół żartem, ale także pół serio, można rzec, że wybrałaś kiepski kraj na rzucanie picia.

A może właśnie najlepszy!

Dlaczego?

Sporo o tym myślałam. Nie tak dawno temu byłam w Londynie. Był tam taki mural o tym, że powinniśmy akceptować innych- trans, homo, czarnych, Azjatów. I tak sobie myślałam, że taki piękny mural o tolerancji jest zupełnie normalny w Londynie czy w Berlinie. I dla mnie także był normalny, bo tak zostałam wychowana, w duchu tolerancji dla drugiego człowieka. W Polsce z kolei zetknęłam się z brakiem tej tolerancji. Spotkałam się z pijaństwem właśnie. I zobaczyłam, że to jak się ludzie zachowują, jest problemem. Chcę przez to powiedzieć, że lepiej doświadczać tych złych rzeczy, widzieć, że one występują, uświadamiać sobie, że są one kłopotem, bo tylko wtedy lepiej rozumiesz, jaki naprawdę jest świat. Inaczej po prostu żyjesz w błogiej ignorancji.

Wywołujesz wątek, który chciałbym poruszyć, choć jeszcze nie wiem, jak go sensownie sformułować… Sporo mówisz o roli cierpienia w swoim życiu, o tym, że dzięki niemu lepiej i więcej rozumiesz. Na swoim merchu użyłaś nawet zwrotu "suffering will set you free". I ja rozumiem te słowa; rozumiem to, co mówisz oraz co piszesz, ale z drugiej strony nie rozumiem. Zadaję sobie pytanie, czy jeśli żyjemy szczęśliwie, w stanie równowagi, to czy wtedy naprawdę nie jesteśmy w stanie zrozumieć świata?

Cieszę się, że wspominasz o tym haśle, którego użyłam na merchu. Wysłałam go już do drukowania, ale wstałam w nocy z myślą "o kurwa, muszę to odwołać!". Nabrałam obaw, że to jest zbyt mocne. Za naszą granicą, w Ukrainie, mamy wojnę. Mam powiedzieć Ukraińcom "your suffering is gonna set you free"?! Co by mi odpowiedzieli? Pewnie “pieprz się" albo “jesteś śmieszna". Jak jednak wiesz, nie anulowałam zlecenia, merch powstał. Bo to hasło ma dla mnie wymiar osobisty, wewnętrzny. Opowiada o tym, co mnie spotkało. Kiedy zaczęłam mówić i śpiewać o moich problemach, o tym jak wyglądało moje życie rodzinne, dostałam sporo wiadomości, odbyłam też ze słuchaczami sporo rozmów po koncertach. Usłyszałam naprawdę wiele podobnych, smutnych historii od ludzi, którzy podobnie jak ja doświadczyli w swoim życiu cierpienia. To mnie mocno poruszało. Ale także pomogło, bo zaczęłam rozumieć, że to nie jest tylko moja historia i moje cierpienie. Że te historie są bardziej uniwersalne, że mówią coś o świecie, a nie tylko o mnie. Jest taki fajny cytat w "Fight Club", kojarzysz ten tytuł?

Mówisz o tym filmie z Bradem Pittem sprzed ponad 20 lat?

Dokładnie. A wcześniej była książka Chucka Palahniuka. I tam jest taka scena, kiedy z głośników dochodzą słowa "nie jesteś wyjątkowy jak płatek śniegu, jesteś taki, jak inni". I z jednej strony może ci się to nie podobać, przecież jesteś człowiekiem, a nie robotem, ale z drugiej strony ciężko nie przyznać temu racji. Przeświadczenie, że tylko ty coś czujesz, że tylko ciebie coś spotyka jest nieprawdziwe. To jak wejście do bańki o nazwie "nikt mi nie może pomóc, bo nikt mnie nie zrozumie". Kiedy więc zaczęłam dostrzegać, że moje cierpienie nie jest takie wyjątkowe, coś się we mnie otworzyło. Pojawiło się współczucie, dzięki któremu potrafiłam lepiej zrozumieć innych. Czasami widzę na drogach wściekłych ludzi, którzy pokazują mi faka. Łatwo byłoby także się wściec i też mu pokazać środkowy palec, ale zaczęłam myśleć coś w rodzaju, że to nie jest problem związany ze mną, więc nie może mnie dotykać, że mogę tylko współczuć komuś, kto odczuwa tak silne negatywne emocje. Reasumując- kiedy spotykam na swej drodze kogoś, kto tak jak ja miał ciężkie życie, to nawet nie musimy o tym rozmawiać. Rozumiemy się bowiem bez słów. To są bardzo głębokie momenty i chyba nawet głębsze, niż te szczęśliwe, które miałam w życiu. Czuję wtedy prawdziwą więź z tymi ludźmi oraz ze światem.

Dobrze jest po prostu czasem od drugiej osoby usłyszeć "nie jesteś sam".

Dokładnie tak

Śpiewasz o rzeczach najtrudniejszych i najbardziej bolesnych. Zapytana kiedyś co Cię najbardziej inspiruje, odpowiedziałaś, że ból. Jednocześnie, kiedy się z Tobą rozmawia, wydajesz się osobą o super pozytywnej energii, a gdyby włączyć Twoje piosenki komuś, kto nie zna angielskiego i zapytać "jak sądzisz, o czym one są?", pewnie niejedna osoba odpowiedziałaby "to takie piękne, to pewnie piosenki o miłości i kwiatkach"

(śmiech)

Jak wyjaśnić ten dualizm?

Ciemność jest dla mnie piękna. Najlepsza. Biorę te "ciemne" emocje- złość, smutek, cierpienie- i czuję duchowe przebudzenie i to dzięki niemu finalnie czuję się szczęśliwa. Wtedy ta ciemność już nie jest smutna. To jest jak terapia. U terapeuty przecież poruszamy ciężkie tematy, pracujemy nad nimi, po to, by móc je zostawić, czuć się lekkim, wrócić do życia. Zatem pracuję z tą ciemnością podczas mojej terapii, czyli w muzyce. To jest proces mojego zrozumienia co się dzieje w moim umyśle. Przepracowuję swoje problemy i je za sobą zostawiam. Tu jednak zrobię "ale" (śmiech). Ktoś mi kiedyś powiedział "przecież Ty wciąż do tego wracasz, skoro ciągle o tym śpiewasz". Ja to jednak traktuję jako przypomnienie tego kim jestem teraz i drogi, dzięki której się tu znalazłam. Z tym wszystkim najlepiej koresponduje muzyka mroczna i ciemna. Tworząc takie dźwięki dzieje się magia. Rozpuszczam się wtedy w muzyce i zapominam o swoim ciele. To naprawdę piękne doświadczenie. Jeżeli grałabym super radosne piosenki (tu Moriah zaczyna tańczyć, pstrykać palcami i szeroko się uśmiechać-red.), to to nie oddziałuje na mnie w ten sam sposób. Mam nadzieję, że udało mi się odpowiedzieć na Twoje pytanie (śmiech).


Czy wydaje Ci się jednak możliwe, że coś Cię kiedyś przyciągnie do tych weselszych piosenek? Pytam, bo przy okazji premiery ostatniej płyty Riverside, zespół wspominał, że dość ma już smutku i cierpienia, o którym śpiewali. Anathema także po latach pisania depresyjnych utworów wraz z albumem Weather Systems zaczęli głosić, że życie jest piękne i wystarczy się tylko na to otworzyć.

Nigdy nie mów nigdy. Lubię różne gatunki muzyki, nie tylko te smutne. Tworząc "Human" zaczęłam słuchać dźwięków, może nie radosnych, ale na pewno rytmicznych. To był fajny czas, w którym czułam, że mam kontakt ze swoim ciałem, co nie było takie częste w przeszłości. Czuję się, jakbym zdołała obudzić swoje ciało. Wpływ na to miały także psychodeliki, bardzo mi w tym pomogły. Pomocna była także terapia, a także to, że otoczyłam się ludźmi, przy których czuję się bezpiecznie. Wiem, że w ich gronie nikt mnie nie ocenia. W takich warunkach czuję, że rosnę. Wracając jednak do tych rytmicznych dźwięków- zaczęłam dzięki nim eksperymentować z tańcem. Kiedyś sądziłam, że tego nie lubię, dowiedziałam się jednak, że ja po prostu się wstydziłam. Mimo wszystko czuję, że dźwięki molowe silniej do mnie przemawiają. Świetnym przykładem jest Portishead- są mroczni, smutni, rytmiczni i poruszają cię, zarówno emocjonalnie jak i poruszają twoje ciało, bo momentalnie zaczynasz się kołysać.

Porozmawiajmy chwilę o projekcie, w który byłaś zaangażowana w ubiegłym roku. Nazywał się Keychange i zajmowałyście się kwestią nikłego udziału kobiet na rynku muzycznym. Skąd się bierze fakt, że zaledwie 16% osób na scenie to kobiety? Czy to jakiś problem systemowy?

O tak. Podam przykład. Przez te wszystkie lata mojej obecności w Polsce, pracowałam tylko z jedną kobietą-nagłośnieniowcem. Przeważnie są to mężczyźni.

Zastanawiam się jednak, skąd się to bierze? Czy blokuje się kobietom dostęp do tej branży, bo "to robota dla faceta"?

Nierówne traktowanie płci jest faktem. Jeszcze nie tak dawno temu kobiety nie miały praw wyborczych. W światku muzycznym także nie traktuje się kobiet i mężczyzn jak równych sobie. Nawet jeśli jako kobieta jesteś częścią tego świata, to i tak jesteś otoczona samymi facetami. Jak się wtedy zachowywać? Nie do końca czujesz się wtedy swobodnie. Kiedy wychodzisz na scenę w samym staniku, to być może ktoś to odbierze w ten sposób, że jesteś otwartą, łatwą singielką. A kiedy ubierzesz się w duże, luźne ciuchy, wyglądasz, jakbyś się chowała. Nie wspominając, że w oczach niektórych osób nie jesteś wystarczająco kobieca. Inaczej się także traktuje pomysły, zależenie od tego, czy przedstawia je kobieta czy mężczyzna. Kiedy kobieta jest głównodowodzącą jakiegoś projektu, ma swoje zdanie i twardo go broni, nikt nie mówi "och, spójrzcie, ona jest wizjonerką", mówi się wtedy, że jest trudna we współpracy.

O mężczyźnie powiedziano by wtedy, że ma jaja i wie, czego chce.

Dokładnie! Dla wielu kobiet to jest zatem trudna sytuacja i nie każda ma chęć się z tym mierzyć. Osobną kwestią jest seksualizacja, której doświadczamy od najmłodszych lat. Kiedy jesteś 14 latką, która chciałaby zacząć grać, chodzisz na zajęcia, ciężko ci się poświęcić ćwiczeniom, bo rówieśnicy patrzą na ciebie jak na obiekt seksualny. Jesteśmy też uznawane za mniej utalentowane. Najlepiej jakbyśmy już wszystko umiały, aby nie być ocenianymi. Pewnie dlatego kobiety widzimy rzadziej nie tylko z gitarą, ale i na deskorolce. Albo jako szefową kuchni. Przecież aby nią zostać, musisz być bezdyskusyjnie lepsza od mężczyzn. Sporo rozmawiałyśmy o tym przy okazji Keychange i nawet nie zdawałam sobie sprawy, że tyle osób ma podobne doświadczenia. Poczułyśmy, że musimy walczyć o zmianę tego, jak się myśli o kobietach i cieszę się, że faktycznie powoli idzie to we właściwym kierunku. Wspieramy się wzajemnie, mamy kontakt, możemy uzyskać wsparcie od innych kobiet, które są menadżerkami, reżyserami, realizatorami dźwięku.

Pozostańmy jeszcze w temacie szeroko rozumianej kobiecości. W 2020, przy okazji Strajku Kobiet i społecznych protestów, wraz z Anitą Lipnicką zaśpiewałaś piosenkę "Nasz Głos". Zaskakujące informacje dobiegły jednak przeszło pół roku temu z Twojego kraju, gdzie Sąd Najwyższy ponownie orzekł w sprawie Roe vs Wade i po pół wieku Stany Zjednoczone wracają do bycia krajem, gdzie aborcja nie jest prawem kobiet. Czy w Tobie jako Amerykance budzi się potrzeba, by ponownie wypowiedzieć się w tej sprawie?

To strasznie smutne, że Stany cofają się w rozwoju. Bardziej mnie jednak dotyka Polska rzeczywistość, bo to w niej obecnie jestem. Poza tym mam ostatnio taką potrzebę, aby nie być agresywną. By skupić się na pracy nad sobą. Myślę, że to najlepsza rzecz, jaką mogę teraz zrobić.


Za chwilę minie dziesięć lat, odkąd przyjechałaś do Polski i już tu zostałaś. Kiedy jesteś pytana o to, dlaczego przeprowadziłaś się ze Stanów, mówisz, że potrzebowałaś zmiany by zostawić wiele, ze swojego dotychczasowego życia. Jaka jest zatem Moriah Woods A.D. 2023, jaka nie była jej wersja z 2013 roku?

To jest niesamowite, ile może się wydarzyć przez dziesięć lat. Dekadę temu nie wiedziałam, kim jestem. Byłam bardzo wycofana, czułam się jak kameleon, zależna od otoczenia. Nie miałam swoich korzeni i nie potrafiłam się komunikować z moimi emocjami. W dzieciństwie spotkało mnie wiele traum. Wiedziałam, że życie potrafi być inne, widziałam je przecież wokół siebie, problem w tym, że nie miałam go w sobie. Obserwowałam inne osoby i starałam się być taka, jak one. Ja nawet nie wiedziałam, ile sobie jedzenia nakładać na talerz więc brałam tyle, ile inni. Konstruowałam siebie na obraz i podobieństwo innych, ale też patrząc na innych, starałam się dowiedzieć czegoś o sobie, na przykład co lubię, a czego nie. To się zmieniło, szczególnie przez ostatnie cztery lata. Zaczęłam się dowiadywać tego, jaka jestem, co mi sprawia przyjemność, czy mam talenty, a w czym nie jestem najlepsza; co mogłabym i chciałabym robić, aby nadal mieć poczucie, że to jest moje. To jest największa zmiana, jaka dokonała się przez ten czas mojego pobytu tutaj.

Kiedy przyjeżdżałaś do Polski nie byłaś jeszcze artystką, Twoja kariera zaczęła się dopiero tutaj. Obecnie masz słuchaczy w 96 krajach, jak wskazał w Twoim podsumowaniu Spotify. Jak sądzisz, co się zmieni przez kolejne dziesięć lat? Gdzie wtedy będziesz Ty i Twój zespół?

Całe życie czułam się, jakbym nie miała domu. Pewnie dlatego tak wsiąkłam w muzykę, bo czułam, że to mój jedyny, prawdziwy dom. Niezależnie gdzie mieszkałam, czułam, że jestem tam tymczasowo. W ubiegłym roku w końcu zdecydowałam się pójść do psychiatry. Zdiagnozowano u mnie ADHD. To był dla mnie mega news. Zaczęłam leczenie kilka miesięcy temu i czuję się teraz znacznie bardziej komfortowo- w mojej skórze, w moim mieszkaniu, w Polsce, w moim związku, w mojej pracy. Jestem w coraz większym stopniu Tu i Teraz. Ostatnio po powrocie z pracy, a jestem nauczycielką angielskiego, opowiadałam podekscytowana mojemu chłopakowi o tym co się działo, mówiłam o moich uczniach, przytaczałam jakieś zabawne historie i nagle zamilkłam po czym dodałam "o cholera, chyba tu utknęłam" (śmiech). Czuję, że tu jest mój dom i wygodnie mi tu. Nie powiem Ci, gdzie będę za dziesięć lat, bo to jest pierwszy raz w moim życiu, kiedy czuję, że jestem dokładnie tam, gdzie powinnam być. Chcę się tym nacieszyć. Jeśli za jakiś czas przyszłoby mi się przeprowadzić, Polska już na zawsze będzie częścią mnie. Ale na razie jestem tutaj. Znam tutaj wiele wspaniałych osób i tutaj mam swoje muzyczne plany.

Zdradzisz jakie?

Pamiętasz mój pierwszy zespół, The Feral Trees? Mieliśmy długą przerwę i ostatnio podjęliśmy decyzję, by spróbować znów razem coś pograć. To niesamowicie zaskakujące, bo myśleliśmy, że to już się nigdy nie przydarzy. Nie mamy jednak wielkich oczekiwań. Po prostu wszyscy mieszkamy w Puławach, mamy chęci, mamy pomysły. Mamy talent (śmiech). Więc czemu nie? Kolejny plan, to nagrać coś solo. Bo gram takie koncerty, ale nie mam żadnej takiej płyty, gdzie jestem tylko ja, gitara akustyczna i looper. Trzeci pomysł, to muzyka elektroniczna, którą bardzo lubię. Mam znajomych, grają w zespole Hamani i mają wielki talent. Rozmawialiśmy o wspólnych planach i bardzo chcemy zrobić coś razem.


Autor: Jacek Klatka

Data dodania: 21.04.2023 r.



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2025 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!