Riverside - "Tożsamość"


Po pięciu latach grupa Riverside powraca z następcą ciepło przyjętego, mocno depresyjnego "Wasteland". Nowy krążek otwiera także nowy rozdział w historii tego zespołu: do składu dołączył bowiem Maciej Meller, który od dłuższego czasu pełnił rolę gitarzysty sesyjnego (i którego fani progresywnych dźwięków znają z Quidam). "ID. Entity" to także najbardziej "pozytywny" klimatem album Riverside. Nie bojący się wyjść naprzeciw oczekiwaniom fanom, łaknącym melancholii. O zmianach, zmianach i jeszcze większej ilości zmian rozmawiamy z perkusistą tej formacji: Piotrem Kozieradzkim. I o Kombi. W końcu jesteśmy Poważnym Portalem O Metalu.





MetalSide.pl: Cześć! Byłem zaskoczony, gdy dowiedziałem się, że to właśnie Ty będziesz odpowiadał na pytania - do tej pory rzadko bowiem udzielałeś wywiadów. Co się zmieniło?

Mittloff: Czołem. Zmieniło się sporo, głównie ze względu na ilość tych wywiadów (śmiech) Nie jestem człowiekiem, który lubi być na świeczniku. Zazwyczaj Mariusz dawał radę, ale tym razem jest naprawdę tego sporo, więc postanowiłem mu trochę ulżyć w tym cierpieniu (śmiech)

Nowy album już na półkach sklepowych. Po wielokrotnym przesłuchaniu "ID.Entity" zaryzykuję stwierdzenie, że to najbardziej optymistyczny album Riverside. Zgodziłbyś się?

Zdecydowanie tak. Taki był zamiar i udało się go zrealizować. Postanowiliśmy w zespole, że chcemy zakończyć już żałobę i to wszechobecne dołowanie się. Melancholia, klimat czy mroki na płytach Riverside to norma. Chcieliśmy to wszystko postawić na głowie i nagrać płytę inną niż wszyscy by oczekiwali. Wesołą, optymistyczną, do puszczenia rano na pobudkę, do jazdy samochodem czy biegania. Zazwyczaj nasze płyty to w mroku z lampką wina. Tym razem chcieliśmy to zmienić. Odświeżyć trochę formułę. Widać się udało.

Wiele osób przyzwyczaiło się do tego, że muzyka Riverside zawiera w sobie te pokłady melancholii. Mieliście gdzieś z tyłu głowy to, że części fanom może nie spodobać się kierunek, który obraliście? Ja słyszałem np. "że Riverside gra teraz pop".

No ładny mi pop. Z przyzwyczajaniem się do jednej stylistyki, jaką Riverside opanowało dość dobrze jest tak, jak z puszczaniem w kółko tej samej płyty. Po co grać cały czas ta samo? To nie ma najmniejszego sensu. W naszych albumach są ewidentne różnice. Wiadomo, która płyta właśnie gra. Nie są do siebie podobne. Nie brzmią tak samo. Różnią się od siebie. Zarazem zawsze słychać tu Riverside, więc… Zespół chcący być zauważanym powinien być różnorodny, ciekawy czy nawet eksperymentalny w jakimś stopniu. W Riverside zawsze flirtujemy z różnymi gatunkami, stylistyką czy klimatem. Nieraz jest to pop czy metal, nieraz blues czy hard rock. Na ostatniej płycie są lata osiemdziesiąte. To jest właśnie to coś, co odróżnia Riverside na rynku. Przeplatamy te style między sobą, a dodając Riverside wychodzi z tego naprawdę dobry MIX. Z tym popem, to trochę na wyrost. Od lat gramy niektóre kawałki popowe i nic się nie zmieniło. Dobre numery mogą być trochę popowe. Tears for Fears, Talk Talk czy Simply Red to też pop, ale jaki. To nie popgwiazdki tylko zespoły z krwi i kości i doskonale napisane utwory, które są zwane popem, a jednocześnie to piękne piosenki. To tak jak z "Friend or Foe". Lata osiemdziesiąte są tam oczywiście słyszalne, ale cały numer taki nie jest. Początek tak, ale dalej jest ostro i rockowo. Dziś przeczytałem, że płyta jest dyskotekowa... No chyba ktoś tu ma coś z uszami. Cała płyta? No chyba jej nie słyszał lub napisał to tylko po to, aby podsycić ogień na forum. Płyta jest rockowa jak najbardziej się da. Jest ogień, są sola, są piękne melodie czy klimat rockowych lat 70-tych. Gdzie tu dyskoteka? Mały romans w popem jeszcze nikogo nie zabił. My udowadniamy od lat, że takie numery są dobre i pożądane przez naszych fanów.

Czy wyborem singli chcieliście przygotować fanów na zmiany w Riverside? W końcu: "I'm Done With You" - mocny, prog-metalowy, klasyczny wręcz kawałek na początek. "Self-Aware" - ciągle prog, ale przy tym wyjątkowo przebojowy, radiowy wręcz. No i na końcu właśnie eksperymentalny, zaskakujący: "Friend of Foe".

W przypadku Riverside wszystkie nasze single nie odzwierciedlają obrazu jaki jest na danej płycie. Zawsze są trochę inne. Robimy to z premedytacją. Na "REM" był "Panic Room", na "SONGS" był "Celebrity Touch", na "Wasteland" to "River Down Below". Te utwory są zupełnie inne niż całe albumy, na których się znalazły. Wielowymiarowość to naprawdę duży plus. Nie do końca spodziewasz się tego, co tak naprawdę od nas dostaniesz. Czy nie jest to fajne? Ta niepewność jest super. Pierwszy odsłuch i trzęsące się ręce z podekscytowania. Ja osobiście wolę właśnie tak. Nic mnie nie zaskakuje, gdy włączam sobie nowe AC/DC, Ironów i Dream Theater czy nowych Porków. Ogólnie nudy (śmiech) Brak zaskoczenia, przewidywalność do bólu. To wszystko można znaleźć na tych płytach i na wielu im podobnych. Moim zdaniem na naszej nowej płycie jest zupełnie inaczej. Oczywiście nie ma tu eksperymentów, ale jest dużo nowości i świeżości. O wiele więcej niż na naszych poprzednich płytach. Pierwszy singiel jest chyba najbardziej klasycznym "riverside'owym" numerem. Taki bezpieczny jak na pierwszy ogień. "Self-Aware" to już krok dalej. Zasygnalizowanie, że nie będzie to najłatwiejszy album. Niby taka piosenka, prosta, niemal punkowy rytm i to zaskakujące reggae. Już w tym numerze jest dużo odcieni. "FOF" to już tzw. wisienka na torcie. Mariaż naszego Riversidowego prog-rocka z latami osiemdziesiątymi pomieszanymi z metalem. Znasz takie połączenie? Pewnie nie (śmiech) Ogólnie płyta o tożsamości. W tekście "FOF" jest sporo wyjaśnione. To taki pstryczek w nos tych, którzy zawsze wyciągają pochopne wnioski po przesłuchaniu 20 sekund utworu czy wydają opinie o czymś, czytając tylko nagłówek. Ten numer jest kolorowy i optymistyczny. Niektórym to nie pasuje. Trudno, zawsze można posłuchać jakiś smętów jeżeli nie daje się rady. Zawsze jest Katatonia. Jeżeli ktoś lubi się wiecznie dołować. My nikogo do niczego nie zmuszamy, akcentujemy tylko tematy, które nas doświadczają czy denerwują.

Tego trzeciego singla wiele osób porównywało do Depeche Mode, ale mi w głowie siedzi… dawne Kombi z tymi charakterystycznymi retro-klawiszami Łosowskiego. Mieliście jakiś zespół w głowie pracując nad tą kompozycją?

Zawsze w głowie mamy Riverside (śmiech) Porównania zawsze będą. Nie unikniemy tego. Okazuje się, że każdy posiadacz Mini-Mooga czy Propheta5 gra jak Kombi. To dobre instrumenty, więc jest sporo naśladowców Kombi, ogólnie na całym świecie (śmiech) A tak poważnie, to do Kombi jesteśmy oddaleni o lata świetlne. "FOF" to konkretny rockowy numer, a Kombi to tylko brzmienie klawiszy i ten motyw grany przez Michała. Cały numer taki nie jest przecież. Michał używa podobnych, jak nie takich samych instrumentów jak pan Łosowski. W tym całe podobieństwo. I tu jest ciekawe, jak niektórzy postrzegają ten numer. Jeden słyszy Kombi, drugi A-Ha a trzeci Roxette. Ogólnie lepiej niż Zenek Martuniuk (śmiech) Tak poważnie, to dobry utwór z zajebista melodią. Czego więcej trzeba?


A skąd w ogóle nazwa "ID.Entity"? W jaki sposób należy ją interpretować?

Tożsamość. Wszyscy jej szukamy i nie raz mamy kryzys tej oto tożsamości. Dajemy sobą manipulować, prowadzić czy zmieniać pod kogoś czy pod daną sytuację. Problem z byciem sobą jest dosyć powszechny. Ludzie chcą być jacyś. Nie wiedzą dokładnie jacy, więc są jak inny kolega czy idol, może celebryta, inne towarzystwo, które ich otacza czy ogólnie dostosowują się, zapominając o tym kim są. Trzeba być sobą. Zawsze. Chęć bycia kimś ważnym, bycia w centrum uwagi, to jeden z niedoścignionych priorytetów. To pogoń za wyimaginowanym ideałem czy sławą. Tak naprawdę nie będącym ani ideałem ani też sławą. Lajki na fejsie to nie sława (śmiech) To właśnie stwarza dużo problemów. Rozczarowanie, nieporozumienia czy depresja i inne tego typu poważne sprawy. Odrzucenie i polaryzacja jest wszechobecna. Akceptowalna. Nikt z tym nie dyskutuje tylko akceptuje te przysłowiowe CIASTECZKA. Cały album w warstwie tekstowej jest o tym kryzysie. O hejterach, ludziach toksycznych, których powinno się eliminować ze swojego otoczenia, czy zwykłej zawiści międzyludzkiej. O tym wszystkim, co nas wkurwia i z czym nie można się pogodzić. Teraz mając portale społecznościowe i dostęp do wszystkiego okazuje się, że każdy jest ekspertem od wszystkiego. Znawcą muzyki, ekspertem od Covid, ekonomistą czy trenerem kadry polskiej w piłkę nożną oraz trenerem skoczków narciarskich. I to jeszcze w jednej osobie. To jest strasznie dołujące, wkurwiające i zarazem przerażające… Niestety jest coraz gorzej, więc w niedalekiej przyszłości będziemy świadkami jeszcze wielu kryzysów i nasilania się tego całego G… Trzeba wyluzować i zacząć dbać o siebie i najbliższych i oczywiście zacząć myśleć samodzielnie, zwracając uwagę na fakty. Jak to mówią. Każda katastrofa zaczyna się od nie słuchania się naukowców i nadmiernej chęci zarabiania pieniędzy. Warto mówić o takich sprawach.

To do kogo skierowany jest (dość mocny!) tekst "I'm Done With You"? Ja w głowie miałem tych wszystkich, którzy po 2016 roku mówili, że Riverside powinno zakończyć działalność, że to już nie będzie to samo itp. "Zamknijcie się i zabierzcie ze sobą swoją truciznę" - śpiewa Mariusz.

Ogólnie to utwór o toksycznych znajomościach, o ludziach, którzy próbują wpływać na twoje decyzje i całe życie. O takich osobnikach, których chciałbyś się pozbyć z własnego otoczenia. Masz takich? Niestety, każdy ma takich w pobliżu. Jedni układają się pod nich, aby ich nie obrazić czy nie wylecieć z towarzystwa, bo tak trzeba. Ja uważam zupełnie inaczej. Za wszelka cenę trzeba pozbywać się z otoczenia ludzi, przez których źle się czujesz, nie możesz być sobą, czy po prostu nie masz ochoty na obcowanie z nimi. To podstawa, aby poczuć się lepiej. Ja osobiście stosuje to nagminnie. Odcinam się od różnych takich "kolegów". Poklepując cię po plecach najchętniej wbiliby ci w nie nóż. Mam wyjebane czy ktoś pisał czy mówił, że po śmierci Gru powinniśmy zakończyć działalność. A jakim to prawem ktoś zupełnie obcy uzurpuje sobie do tego prawo? Co oni widzą, o czym oni piszą? To tak jakbyś zamykał dobrze prosperującą firmę, ponieważ jeden z współwłaścicieli odszedł (czyt. umarł). Zapierdalamy ponad dwie dekady na to, co obecnie się dzieje z zespołem. To efekt pracy naszej czwórki, a teraz nawet piątki (Maciek). Dlaczego trzech pozostałych ludzi ma skończyć robić coś co kocha tylko dlatego, że jeden z nich umarł? To byłby bezsens. Oczywiście, że nie będzie to samo. Każdy głupi to wie. Piotrek NIE ŻYJE, więc jak ma być to samo? Poza tym my nie chcemy tego samego. Nie chcemy już tej żałoby. Dosyć już tego dołowania się. Jest inaczej, lepiej-gorzej. To nieważne. Ważne, że jest. Moim zdaniem obie płyty Riverside wydane po śmierci Piotrka są dowodem na to, że rozwiązanie zespołu byłoby błędem. Mamy jeszcze coś do zaproponowania naszym fanom. Czy jest to warte ich zainteresowania, zostawiam to im, ale mam wrażenie, że jest jeszcze czego słuchać.

Dlaczego w ogóle tak długo musieliśmy czekać na krążek numer osiem? "ID.Entity" i "Wasteland" dzieli w końcu najdłuższa przerwa w historii grupy.

Fakt, to prawie 4,5 roku. Sporo, ale może dlatego ID jest tak wyczekiwaną płytą. Wracając: powodów było sporo. Najważniejszym z nich był COVID. Zaskoczył nas dokładnie na finiszu trasy promującej "Wasteland". Ostatnie koncerty (6 sztuk) trasy odwołane i ośmiomiesięczna pauza w działalności zespołu. Przez ten czas nawet nie widzieliśmy się fizycznie z chłopakami. Tylko Skype. Każdy zajął się tzw. prywatą. Ogólnie nie było ciśnienia na robienie utworów czy granie. Chcieliśmy to przeczekać. Niestety nie wiedzieliśmy, że zajmie to aż tyle czasu. Drugim powodem tak długiej przerwy była chyba chęć zmiany statusu Maćka w zespole. Stał się jego częścią, a nie tylko naszym sesyjnym gitarzystą. Nowy muzyk w składzie i pierwsze próby, pierwsze dźwięki napisane razem z Maćkiem. To zajmuje czas. Jak to mówią, to nie piekarnia (śmiech) Widać tak miało to wyglądać. Najważniejsze, że się udało i mam nadzieję, że tym razem nic się nie popierdoli. Oby nie trzeba było tego wszystkiego, co jest zaplanowane na ten i następny rok przekładać czy odwoływać z jakichś tam powodów. Trzymam kciuki.


Jak w ogóle różniło się nagrywanie "ID.Entity" od "Wasteland"? W końcu to pierwszy krążek nagrany z Maciejem jako członkiem Riverside - na "Wasteland" był jeszcze muzykiem sesyjnym.

Największymi różnicami między płytami było miejsce, w którym je nagrywaliśmy i miksowaliśmy. The Boogie Town Studio to jedno z lepiej wyposażonych i zbudowanych studiów w Polsce. Nie powstydziliby się takiego studia w Los Angeles czy w UK. Mega profesjonalny sprzęt z najwyższej półki i doskonale brzmiące pomieszczenia. Stół mega. Wszystko inaczej niż zwykle. Tu jest podstawowa różnica. W Boogie nagraliśmy perkusję, basy, gitary oraz hammonda i fortepian. Efekt końcowy moim zdaniem jest naprawdę dobry. Level up od strony produkcji. Ja osobiście nigdy nie miałem takiego brzmienia na żadnej z poprzednich płyt. Maciek tak naprawdę dopiero wgryza się w zespół i mam nadzieję, że to następna płyta będzie pokazem jego możliwości. Tu było ok., choć oczekujemy jeszcze więcej aktywności (śmiech) Przy "Wasteland" taki był zamysł, abyśmy we trzech ją nagrali. Maciek już z nami grał, ale trzeba było to tak zrobić. Taki był pomysł na płytę po śmierci Piotrka.

Jak duży był ten wkład Maćka w proces komponowania materiału na "ID.Entity"?

Wejście w taki zespół jak Riverside, nie jest pewnie łatwe. Zastąpienie Piotrka jest niemożliwe, mnóstwo wyznawców Grudnia i to ciśnienie zewsząd. Współczuje mu, naprawdę. Maciek poradził sobie z tym bardzo dobrze. Z pisaniem utworów jest większy kłopot. Tu Mariusz pisze większość utworów, więc Maciek musiał być tego świadom. Wkład słychać na płycie. Wiadomo co jest jego atutem, a co wymaga jeszcze pracy. Każdy z nas ma taką lekcję do odrobienia. Maciek ma do nadrobienia trochę lat, więc dajemy mu szansę, aby wszystko było jak w zegarku. Pewnie tak będzie.

"ID.Entity" ukazał się w rozmaitych formatach. Na dwupłytowym Mediabooku znajdziemy "Age of Anger" i "Together Again". Opowiedz nam o tych kompozycjach! No i dlaczego nie zmieściły się na pełny album?

Te dwa numery to tak naprawdę improwizacje. Nie znaliśmy tych numerów. Tylko jakieś fragmenty. Przed wejściem czwartego dnia nagrań, Mariusz nagrał partie basu i na żywo tworzyliśmy numer. Grałem pod nagraną ścieżkę z basem, a Mariusz z reżyserki przez mikrofon mówił mi co gramy. Przykładowo: "Teraz 4 frazy ride spokojny / 4 frazy mocniejszy hiat / 4 razy metal / po 4 frazach pauza / teraz z wyciszenia". I tak dalej. Nagraliśmy po dwie wersje numeru (improwizacji) i złożyliśmy to w ostateczny utwór. Te dwa kawałki miały być na bonusowy dysk do płyty. Przy "Wasteland" nie było czego dodawać, więc postanowiliśmy, że tym razem będą jakieś bonusowe kawałki. Płyta zupełnie inna. Te numery nie pasowałyby do całości, ale jako bonusy super.
Widziałem, że w celu promocji albumu zorganizowano specjalne spotkania z fanami połączone z pokazem filmu dokumentalnego. Skąd pomysł na taką formę? Co wynosisz z takich spotkań jako muzyk?

Kontakt z naszymi fanami jest podstawą naszej działalności. Takie spotkania są super ładowaniem baterii. Spotykanie się z ludźmi, którzy lubią twoja muzykę i chcą się dowiedzieć jeszcze więcej niż tylko tego, co słychać na płytach jest naprawdę fajne. Na takich spotkaniach każdy mógł zadać pytanie czy dowiedzieć się czegoś nieoczywistego, czegoś innego. To super pomysł. Będziemy to powtarzać. Następnym razem zrobimy tych spotkań więcej niż tylko trzy. Nikt tak nie robił, więc czemu nie? Pomysł wyszedł od naszych fanów, więc trudno było nie skorzystać. Doskonały pomysł.

A co znajdziemy w samym "Making of "ID.Entity"" i czy film będzie szerzej dostępny? Jak się czułeś wiedząc, że proces powstawania płyty jest rejestrowany? Nie czułeś się trochę nieswojo?

W filmie jest sporo informacji stricte, o samym nagrywaniu. O naszych przemyśleniach czy odczuciach podczas sesji. Mówimy sporo o instrumentach, na których nagrywaliśmy i o całym procesie. Film puścimy pewnie na nasz kanał Youtube'owy. To bardzo fajne uzupełnienie tego, co można znaleźć i usłyszeć na "ID.Entity". Tu można jeszcze trochę podpatrzeć jak płyta powstawała. Mnie kompletnie nie stresują kamery, więc nie miałem z tym problemu. Poza tym chłopaki naprawdę starali się być niemal przezroczystymi.

Jak wspomniałeś wcześniej, "ID.Entity" zapowiadany był jako zakończenie okresu żałoby i rozpoczęcie nowego rozdziału w historii grupy. Czy to właśnie dlatego postanowiliście zmienić autora okładki? Żeby jeszcze bardziej to podkreślić?

Coś w tym jest. Chcieliśmy zmian. Nie jednej. Totalny odlot. Studio, mastering i na końcu grafika. Moim zdaniem bardzo dobry ruch. Płyta ma genialne grafiki, a okładka przyciąga z daleka. Jarek Kubicki stanął na wysokości zadania i zrobił kawał doskonałej roboty. Jeżeli chodzi o Travisa Smitha, to moim zdaniem jego czas w Riverside się skończył. Człowiek się chyba wypalił. Przesłane przez niego propozycje potwierdziły nasze obawy, że chcąc coś zmienić musimy zacząć od człowieka od okładek. To takie podkreślenie zmian na pierwszy rzut oka. Widać ją bez wnikanie w płytę. Nie ma loga, są kolory, jest ruch, jest 3D a nie mrok, rdza i szarości. To zupełnie nie pasowałoby do tej płyty. Teraz pasuje. Powiem więcej: to jedna z lepszych naszych okładek.

Niedługo czekać nas będą koncerty z tym nowym, bardziej optymistycznym materiałem. Czy są jednak ciągle jakieś starsze kawałki, do których ciągle ciężko Ci się wraca, bo zbyt mocno związane są z Piotrem?

Już się nie mogę doczekać tak naprawdę. Za dwa tygodnie wylatujemy do stanów na 26 koncertów, kwiecień jest UK i Skandynawia, czerwiec/lipiec festiwale i od połowy września do końca października: Europa zachodnia i Polska. Koniec roku Ameryka Płd. Może się coś trafi więcej. Zobaczymy. Chcemy grać wszędzie te numery. Stare numery oczywiście też będziemy grali, inaczej się nie da. Ludzie kochają to Riverside melancholijne. Wiadomo, za takie numery ludzie nas uwielbiają. Pewnie znalazłoby się kilka utworów, które w jakiś tam sposób przypominają nam Gru czy sytuacje z nim związane. Ja osobiście nie mam problemu z żadnym wcześniejszym numerem przez pryzmat Piotrka. Oczywiście zawsze będę pamiętał jak je nagrywaliśmy czy historie związane ze studiem. Było ich sporo. Śmieszne i tragiczne często.


A jest jakiś numer z nowego albumu, którego w szczególności nie możesz się doczekać, by odgrywać go na żywo? "The Place Where I Belong" się nie liczy, bo tam jest kilkuminutowy fragment, by dać perkusiście czas na wypicie w spokoju piwa…

Wszystkie numery chce grać na koncertach. Moim zdaniem będzie fajna zabawa LIVE. "The Place…" to numer na wyciszenie. Dobry pomysł. Napije się wody czy odpocznę. Lubię słuchać tych numerów, więc zobaczymy jak będzie na koncertach. Powinno być super. Piwo… Nie piję alko od śmierci Gru. Wystarczy…

Ostatnie kilka lat było ciężkich dla branży. Podczas pandemii duża część zespołów raczyła nas różnego rodzaju "koronawirusowymi wydawnictwami" mającymi podratować budżet. Nie kusiło Was by wydać np. koncertówkę z okazji 20-lecia? W końcu parę sztuk udało się zagrać.

My właśnie coś takiego zrobiliśmy. Przez pandemię byliśmy zmuszeni do odwołania całej polskiej trasy. Bilety wyprzedane były jeszcze przed pandemią. Niestety nie było możliwości dokończenia, więc pomyśleliśmy nad ewentualną zamiana biletu na koncert na koncertowy box z Blu-ray'em, DVD oraz dwoma CD i naszymi fotosami z autografami. Mamy cudownych fanów. 75% zakupionych biletów zostało wymienionych na takowe boxy. Ta akcja tak naprawdę uratowała nas przed totalnymi długami. Żadna tarcza nas nie obejmowała, więc musieliśmy sobie z tym sami poradzić. Pomysł to strzał w 10. Pozwoliło to nam i naszym pracownikom przetrwać bez koncertowania. Wszyscy nasi technicy i kilku bezrobotnych znajomych dostało od nas pracę przy składaniu tych boxów. Przez dwa tygodnie każdy zarobił tak, jakby trasa się odbyła. Jeszcze raz powtórzę. MAMY CUDOWNYCH FANÓW!!!!! Koncertówka z 20-lecia ? To dobry kolejny pomysł.

Była też sporych rozmiarów cyfrowa składanka: "Riverside 20". Kto wpadł na jej pomysł?

Mariusz był pomysłodawcą w wersji elektronicznej. Gdy już się to ukazało, pomyśleliśmy wtedy, że może wydanie tego na CD to niegłupi pomysł. Jest fajny składak 4xCD w boxie, który rozprowadzaliśmy tylko przez nasz Fanklub. To ciekawe wydawnictwo. Dużo zremasterowanych utworów oraz jeden nowy tylko na tym wydawnictwie. Moim zdaniem ciekawe.

Przed "ID.Entity" wypuściliście też limitowaną, akustyczną koncertówkę. Dlaczego nie ma tego w ogólnej sprzedaży?

Tak, to mój pomysł. Jesteśmy zespołem z liczną, wierną i oddaną rzeszą fanów. Zawsze dbaliśmy o nich tak jak oni dbają o nas, więc powołaliśmy do życia razem z Markiem Biegasiewiczem i kilkoma zapaleńcami nasz oficjalny Fanklub. Shelter of Mine. Oczywiście fanklub, jak nazwa wskazuje, prowadzą fani, jednakże MY bardzo chętnie dopieszczamy ich właśnie w specjalny sposób. Wydawnictwa tylko dla fanklubowiczów, specjalne wersje czy koncerty tylko dla fanklubu. Tych wydawnictw jest już sporo, a będzie jeszcze więcej. Jeżeli jakaś osoba lubi Riverside i chce mieć możliwość zakupu takich wyjątkowych wydawnictw, niech czym prędzej biegnie i zapisuje się tam. Jest jeszcze sporo fajnych wydawnictw przed nami.

Jak już mówiłeś: niedługo trasa po Stanach, pojawiają się także pierwsze daty w Europie. Kiedy należy się natomiast spodziewać trasy po Polsce? Daty są już zaklepywane?

Tak, teraz luty/marzec USA i Kanada, kwiecień UK i Skandynawia. Tu ciekawostka: na zakończenie tej trasy ostatni koncert jest w Olsztynie. 3 maja w sali MOK. Dalej od połowy września do 21 października Europa zachodnia i 22 do 29 października Polska. Wszystko poukładane. Niebawem będziemy wszystko ogłaszać. Zapowiada się ciężki rok (śmiech)

I to wszystko co przygotowałem! Wielkie dzięki zarówno za poświęcony czas, jak i fantastyczny, nowy krążek! Na koniec poproszę o kilka słów do czytelników MetalSide!

Dziękuję za wywiad i zapraszam do przesłuchania naszej nowej płyty. Dajcie jej szansę, nie bacząc na pierdoły o Kombi czy A-Ha. Ta płyta jest tego warta, aby dać jej szansę. Nie wyjmiecie jej z odtwarzacza przez następny tydzień. Pozdrawiam!


Autor: Tomasz Michalski

Data dodania: 09.02.2023 r.



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2025 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!