Wolfheart - "Cieszę się z tych 10 lat"


O Wolfheart mówi się, że jest to najlepszy zespół młodszego pokolenia grający melodyjny death metal. Konkurencje na tym polu jest niezwykle silna, ale o tym, że nie są to słowa rzucone na wiatr świadczyć może sześć znakomicie przyjętych albumów. Ten ostatni - "King of the North" - ukazał się 16 września i zespół wyruszy go promować pełniąc rolę gościa na trasie Insomnium, Moonspell i Borknagar. O historii Wolfheart, dołączeniu do składu gitarzysty Rotting Christ czy życiu podczas pandemii rozmawiamy z Tuomasem Saukkonenem - założycielem, liderem, kompozytorem, gitarzystą i wokalistą zespołu. Zapraszamy do lektury!





MetalSide.pl: Zacznijmy może od początków zespołu. Jak to się stało, że w 2013 roku postanowiłeś poświęcić wszystkie swoje projekty na rzecz Wolfheart właśnie?

Tuomas Saukkonen: Cóż, chodziło o to, że było mnóstwo problemów z tymi grupami. Każda z nich miała swoje własne przeszkody do pokonania: a to kłopoty z wytwórnią, a to z członkami zespołu... Wszystko wymknęło się spod kontroli. Miałem wtedy za dużo projektów i doszedłem do wniosku, że muszę to wszystko pogrzebać i zacząć coś nowego. Chciałem stworzyć coś, co byłoby w pełni moje.

6 albumów, kontrakt z Napalm Records, trasa po Europie z Insomnium i Moonspell - warto było zaryzykować?

Tak! Chociaż jak tak pomyślę, to wtedy nie patrzyłem na to w kategoriach ryzyka. Oczywiście byli fani, którym zajęło sporo czasu zrozumienie mojej decyzji, ale była ona jedną z najlepszych jakie kiedykolwiek podjąłem. Zrozumiałem to zaraz po wypuszczeniu debiutanckiego albumu: "Winterborn". Wiadomo, nigdy nie można być pewnym tego jak się sprawy potoczą, ale dla mnie wszystko układa się do tej pory świetnie. Cieszę się z tych 10 lat spędzonych z Wolfheart.

Jaką więc radę dałbyś muzykom, którzy udzielają się w kilku grupach? Nie próbujcie złapać kilku srok za ogon?

Nie jestem odpowiednią osobą do dawania takich rad, ponieważ do powrotu szykuje się Before the Dawn, a i wypuściłem dwa lata temu krążek z Dawn of Solace. A przecież oba te projekty pochowałem w 2013 roku. Sam więc nie dotrzymuję własnych obietnic! Moim zdaniem powinieneś robić, to co wydaje Ci się najlepsze w danym momencie. Jak pewnie zauważyłeś: świat zwariował. Nie wiadomo więc co będzie za miesiąc czy za rok - skup się więc na tym, co sprawia Ci radość.

Wspomniany przez Ciebie wcześniej "Winterborn" stworzony został niemal wyłącznie przez Ciebie - tylko Mika dostarczył partię gitar do niektórych kawałków. Co natomiast dała Wolfheart transformacja do pełnoprawnej grupy?

Od początku planowałem stworzyć pełny zespół: chciałem jak najszybciej mieć grupę, która będzie mogła dawać koncerty czy ruszyć w trasę. Gdy nagrywałem album, to już miałem przygotowany pełny skład. Rozmawiałem z Miką - wiedziałem, że zostanie. Wiedziałem również, że za perkusją zasiądzie Joonas. Krążek musiałem jednak zrobić sam. Potrzebowałem odpoczynku od bycia liderem zespołu, od rozmów z wytwórnią, z osobami zarządzającymi, od wszystkiego, co zwykle jest związane właśnie z prowadzeniem grupy. Przechodziłem to z pozostałymi kapelami i teraz chciałem się skupić tylko i wyłącznie na muzyce i pracy w studio. Wolfheart nigdy nie miał być jednak projektem solowym. Pierwszy koncert daliśmy zresztą jakieś dwa miesiące po wydaniu "Winterborn" i ten pierwszy skład niemal w całości dotrwał do tego momentu.

No właśnie: "niemal". Dlaczego Mika odszedł w 2019 roku?

Cóż, wrócił do szkoły, a później stracił pracę. Musiał znaleźć nową, bo w jego rodzinnym mieście padła cała firma. Dodatkowo urodziło mu się dziecko. Sytuacja rodzinna, szkoła, prace dorywcze oraz fakt, że mieszkał 500 kilometrów od reszty zespołu... Bo wiesz, każdy koncert wymagał od niego poświęcenia większej ilości czasu niż pozostałym muzykom - chociażby w kwestii podróży, bo musiał korzystać z połączeń lotniczych. A i jeszcze ma własny zespół - Mors Subita - na którym chciał się bardziej skupić. Sytuacja zrobiła się aż nazbyt skomplikowana - zarówno dla niego, jak i dla nas. Było mi bardzo smutno z powodu tego, że nie mógł kontynuować z nami tej podróży, no ale sytuacja była jasna dla każdej ze stron: kontynuowanie współpracy było po prostu z technicznego punktu widzenia niemożliwe.

Jego następcą został Vagelis Karzis, którego wiele osób kojarzyć będzie z Rotting Christ. Co sprawiło, że tak szybko z muzyka sesyjnego został pełnoprawnym członkiem sfory? Czym Cię do siebie przekonał?

Już w 2018 roku poprosiłem Vagelisa był został naszym sesyjnym basistą. Zaraz po tym gdy po raz pierwszy zobaczyłem go na żywo z Rotting Christ, to wysłałem mu wiadomość czy mógłby grać u nas na żywo w momencie, gdyby był wolny i gdyby któryś z członków Wolfheart akurat nie mógł z jakiegoś powodu ruszyć w trasę. Wtedy nawet nie wiedziałem jeszcze, że gra na gitarze. Ale tak, rzeczywiście pełnił u nas rolę muzyka sesyjnego przez rok, ale był tak niesamowity na scenie i między nami była taka chemia, że nie było sensu trzymać go tylko jako muzyka sesyjnego. Zasługiwał na to, by stać się członkiem grupy. Gdy jesteś muzykiem sesyjnym, to twoja sytuacja jest zawsze niepewna - teoretycznie jesteś bowiem zatrudniony tylko na jakiś czas. To wpływa na chemię. Jak wszystko ma dobrze działać w dłuższym okresie, to musisz mieć pełnoprawnych członków. To była świetna decyzja, by jak najszybciej do nas dołączył. Czuliśmy jakby był z nami od zawsze - nie traktowaliśmy go jak kogoś nowego.

Teraz Wolfheart świętował premierę nowego albumu. Kiedy zaczęły się prace nad następcą "Wolves of Karelia"?

Niemal natychmiast po wypuszczeniu wspomnianej przez Ciebie płyty. Pomiędzy wydaliśmy jeszcze jedną EP-kę, ale ogólnie to straciliśmy jakieś 200 koncertów. Nigdy nie byłem w takiej sytuacji - nawet z moimi poprzednimi zespołami. Jak wypuszczasz krążek, to ruszasz w trasę go promować: na koncerty, festiwale. Masz wiele spraw na głowie i nawet nie myślisz o tym, by zacząć pisać nowe kompozycje. A tutaj pustki w kalendarzu oraz dwa lata ograniczeń i odwoływania występów. Nie miałem nawet możliwości wskoczenia w tryb koncertowy - zostałem w tym studyjnym. Dalej cały czas pisałem, ponieważ tylko to mi zostało. Tworzyłem nowe kompozycje, choć nie z myślą, by zaraz wydać kolejny krążek.

Czym się zajmowałeś przez te dwa lata oprócz pisania? Miałeś jakąś stałą pracę?

Wróciłem do swojego starego zajęcia: przez 25 lat byłem ogrodnikiem. Cieszyłem się z tego, że mam takie doświadczenie w tej branży, ponieważ akurat na nią pandemia za bardzo nie wpłynęła. W końcu zazwyczaj pracujesz sam, na zewnątrz - i po prostu sadzisz sobie kwiaty i krzewy. To była taka bańka, w której można się było bezpiecznie zamknąć. Nie musiałem się martwić o finanse i miałem czym zająć głowę. No bo zobacz: gdybym zajmował się tylko muzyką, to bym dostawał jedną złą wiadomość za drugą. Cały czas układaliśmy jakieś plany - czy to z wytwórnią czy różnego rodzaju agencjami - a na końcu i tak były one albo odwoływane, albo też przesuwane na bliżej nieokreśloną przyszłość. Żadnych pozytywów. A dzięki stabilnej pracy udało się chociaż zachować ten podstawowy rytm życia, nawet pomimo tego, że ta muzyczna jego część została całkowicie rozjebana.

Ogrodnictwo wymaga spokoju i cierpliwości. Jak więc wybudzasz na koncertach tego drugiego wilka?

(śmiech) Rzeczywiście to spory kontrast jak tak spojrzeć trochę z boku! Ale jakoś nikt wcześniej nie zwrócił na to uwagi! To działa w dwie strony, tj. ta agresywna - znana ze sceny - potrzebuje tej spokojniejszej - ogrodnika. Stanie się taką osobą jaką jestem podczas koncertu wymaga chyba z tygodnia wyciszenia przy roślinach. Najważniejsze to zachować równowagę.

Żeby dokończyć nowy album musieliście odwołać trasę z Rotting Christ. Skąd takie opóźnienie przy produkcji?

Cóż... (myśli) Będziemy musieli... Wiesz, nie mogę za bardzo odpowiedzieć na to pytanie (śmiech) Bo to nie był prawdziwy powód, a jednocześnie nie mogę zdradzić niczego więcej. To była bardzo skomplikowana sytuacja i nie chcę być kimś, kto wiesz: wepchnie pewne osoby pod nadjeżdżający autobus. Niemożność wzięcia udziału w tej trasie była dla nas jednym z największych rozczarowań, ale niestety to nie zależało od nas. Więcej nie mogę powiedzieć, ale musisz uwierzyć, że to było coś dużo większego i dużo bardziej skomplikowanego.

To nie będę naciskać. Za okładkę "King of the North" po raz kolejny odpowiada Nikos. Co najbardziej podoba Ci się w jego stylu? Pracuje według Twoich wytycznych czy możesz dajesz mu wolną rękę?


Daję mu luźne wytyczne, natomiast najbardziej podoba mi się w jego pracy to, że... Wiesz, motywy na naszych albumach są typowo fińskie, tj. nasza przyroda, na najnowszej płycie fińska mitologia, na poprzedniej wojna zimowa. Dla mnie jako Fina wszystko to jest takie "normalne" - mam z tym styczność codziennie. On jako Grek nie wie jak wygląda typowa zima w moim kraju, nie wie jak wyglądają tutejsze lasy - inaczej widzi to wszystko w swojej wyobraźni. Dodaje więc do moich wytycznych kolejną warstwę, dzięki której całość - również dla mnie - wygląda wyjątkowo i fascynująco.

Na nowym albumie dałeś trochę pośpiewać Vagelisowi. W których numerach go usłyszymy?

Śpiewa większą część "The King", odpowiada za refren "Desolated Land", jeden wers w "Knell", usłyszymy go w tle "Ancestor". Ma fantastyczny głos, który chciałem tutaj wyeksponować. Ja robię tym razem tylko growle - żadnych czystych linii. Mój styl śpiewania przypomina bardziej perkusję - trzymam odpowiedni rytm. Mam szczęście mieć nie tylko Vagelisa, ale także Lauriego - naszego basistę, który również potrafi czysto śpiewać. Ich głosy sprawiają, że kompozycje stają się bardziej różnorodne.

Album rozpoczyna "Skyforger". Skyforger pochodzi z łotewskiej mitologii. Rozumiem, że występuje on także w tej fińskiej?

Tak. To pół-bóg, który według wierzeń wykuł niebo - za pomocą żelaza. Nie nazywa się Skyforger, ale tak na niego mówimy w Finlandii - tak to jest tłumaczone na angielski. Jest wiele podobieństw w mitologii krajów nordyckich oraz tych leżących nad Morzem Bałtyckim. Nie może być inaczej, gdyż większość wierzeń jest ściśle związana z otaczającym nas światem - próbą odpowiedzi na pytania skąd się wzięło niebo, czym jest zorza polarna itd. Próby wyjaśnienia pewnych rzeczy i zjawisk pojawiają się w mitologii wielu krajów - tylko nazewnictwo bywa inne.

Zauważyłem np. że hełm grozy bardzo przypomina litewski krzyż słoneczny. Jak wiele łączy mitologię fińską z innymi krajami leżącymi nad Bałtykiem?

Fińska mitologia jest rozproszona i kiepsko udokumentowana - ludzie wtedy rzadko podróżowali. Historycznie nie ma zbyt wiele podobieństw, ale tak jak powiedziałem wcześniej: pewne zasady dotyczą wszystkich krajów. Najważniejsze było słońce, które determinowało np. to, czy będzie odpowiednia ilość jedzenia na lato. Później mieliśmy takie zjawiska jak deszcz, pioruny - w końcu każda mitologia miała kogoś odpowiadającego za błyskawice. W całej północnej Europie ważną rolę odgrywał także niedźwiedź, będący drapieżnikiem szczytowym. Wszystkie te rzeczy wymagały jakichś wyjaśnień i ludzie używali do tego swojej wyobraźni. Wiele symboli jest podobnych, ponieważ dotyczą tych samych zjawisk, które determinowały wtedy życie ludzi.

W kawałku "Ancestor" gościnnie pojawia się Jesse Leach. Jak doszło do tej kolaboracji? W końcu Killswitch Engage to bardziej metalcore, a więc gatunek dość odległy od tego, co proponuje Wolfheart.

To był przypadek. Na krążku nie miało być żadnych gości. W październiku zeszłego roku miksowaliśmy album i pewien fan z Rosji zwrócił uwagę na to, że Jesse użył jednego z naszych kawałków na swoim Instagramie. Jesse był jednym z moich wokalnych idoli - w czasach, kiedy wydali swój debiutancki album. Nigdy go jednak nie spotkałem ani nie miałem z nim żadnego kontaktu. Napisałem jednak komentarz, w którym zwróciłem uwagę na bardzo dobry dobór utworu. Odpisał, że od lat jest fanem Wolfheart i poznał nas dzięki swojemu przyjacielowi. Dopytywał co u nas słychać, kiedy wydamy nowy materiał itp. Opowiadałem mu o nowym krążku i podesłałem kilka numerów do odsłuchu. Powiedział, że to muzyka w jego stylu i chętnie by do czegoś takiego nagrał wokale. Odpowiedziałem, że jak chce, to możemy coś zrobić nawet i teraz. Cała rozmowa potoczyła się tak, że ostatecznie znalazł się on na albumie - nie było to w żaden sposób planowane. Czysty przypadek. Może się wydawać, że to zaskakujący crossover, ale jego głos pasuje do "Ancestor" idealnie. Nawet w klipie wygląda jakby był częścią Wolfheart - nie wygląda jak amerykański metalcore'owiec, a bardziej jak wiking.

Spotkaliście się podczas nagrywania klipu czy swoje partie nagrał osobno?

Wszystko nagrał w Stanach: zarówno same linie wokalu, jak i fragmenty wideo. Na potrzeby teledysku znaleźliśmy nawet niemal identyczne studio jak to w Finlandii, by można było odpowiednio ustawić w nim oświetlenie i tło. Nigdy się jednak nie spotkaliśmy twarzą w twarz. No, może nie do końca, bo jeden kanał na YouTube zorganizował wspólną sesję na Zoomie (śmiech) Mam nadzieję, że zobaczymy się w realu jak wybierzemy się w trasę po Ameryce Północnej.

To wtedy gościnnie na wokal podczas koncertu.

To by było zajebiste!

Na melodyjnym "Cold Lake" usłyszymy z kolei legendę death metalu: Karla Sandersa. Jak udało Ci się go przekonać?

To akurat było dosyć proste, ponieważ perkusista Nile - George Kollias - to kumpel Vagelisa. Dodatkowo na poprzednich trasach po Europie i Stanach korzystaliśmy z usług tego samego dźwiękowca, który od lat pracuje z Nile. Nie było więc trudno dostać się przez nich do Karla i po prostu zapytać. Chciałem go na albumie nie tylko z uwagi na jego głos, ale również dlatego, że sam interesuje się mitologią. Wiedziałem, że doceni tematykę krążka, ponieważ w Nile siedzi głęboko w egipskich klimatach. Miałem nadzieję, że zrobienie czegoś podobnego, ale w nordyckim świecie go zainteresuje - na szczęście miałem rację.

Czy fakt, że jego solowy "Saurian Apocalypse" ukazał się w barwach Napalm Records miał tutaj znaczenie?

Nie! Nawet nie wiedziałem, że wydawcą jest Napalm! Żeby było śmieszniej: pytano się nas przed wejściem do studia czy chcielibyśmy jakichś gości na płycie, bo mogą coś załatwić, ale jasno dałem do zrozumienia, że nie. Nie widziałem powodu, dla którego ktoś jeszcze miał zaśpiewać na krążku - w końcu miałem Lauriego i Vagelisa. Dopiero później, jak już było wszystko nagrane i zmiksowane - łącznie z partiami Karla - dowiedziałem się, że wydaje album. Ludzie z Napalm nawet nie zdawali sobie sprawy, że zarówno Jesse, jak i Karl pojawią się na wydawnictwie. Dowiedzieli się jak dostali mastera.


Nową płytę promowały trzy kawałki: "Ancestor", "The King" i "Cold Flame". Wszystkie doczekały się teledysków, które mają parę cech wspólnych. Tworzą one jedną, większą całość?

Tak - są one ze sobą powiązane. Gdybym miał nieco więcej pieniędzy, to mocniej wyeksponowałbym w nich historię - trudno jednak znaleźć środki na stworzenie trzech takich teledysków. W pierwszym widzimy jak Bóg-niedźwiedź budzi się, w drugim podróżuje on przez skute lodem północne ziemie, w trzecim zasiada na tronie stając się Królem Północy. To jedna, większa historia.

Król-niedźwiedź to Tapio z fińskiej mitologii?

Coś w tym stylu. Nie bylibyśmy w stanie przenieść bezpośrednio żadnej konkretnej historii z mitologii - musieliśmy zadowolić się drobnymi nawiązaniami. Biorąc pod uwagę to, w jakim położeniu jest teraz cały świat, to całość można interpretować znacznie szerzej. Pół-człowiek, pół-niedźwiedź - a więc część natury - budzi się ze snu i wędruje przez krainy Północy, ale na końcu zdejmuje swoją skórę, pokazując swe prawdziwe oblicze. Okazuje się, że to tylko zwykły człowiek. Cały świat, my jako społeczeństwo strzeliliśmy sobie w kolano oddalając się za bardzo od natury. Kiedy człowiek ogłosił się władcą świata, to wszystko zaczęło się pierdolić. To było oczywiście setki lat temu, no ale jeśli z powrotem zaczniemy szanować przyrodę i będziemy się od niej uczyć, to znów na świecie zapanuje równowaga. W ostatnim teledysku mamy człowieka na tronie malującego sobie krwią na twarzy barwy wojenne. To podkreśla obecną sytuację. Pokazuje kim jesteśmy. A jesteśmy... skomplikowanymi istotami. Gdy spojrzysz na królestwo zwierząt, to przekonasz się o tym, że tam ta równowaga jest lepiej zachowana. My ją z kolei zaburzamy.

Skoro mowa o równowadze: na "King of the North" w idealnych proporcjach mieszasz agresywność z melodyjnością. Jak udaje Ci się to osiągnąć?

Pracuję troszeczkę inaczej. Zazwyczaj budowa danej kompozycji zaczyna się od fragmentu riffu czy melodii - następnie zaczynam budować wokół całą resztę. Każdy kolejny element jest połączony z poprzednim - kładę warstwę na warstwę. Wydaje mi się, że nawet nigdy nie wyciąłem niczego z jakiejś kompozycji. Ten kontrast jest natomiast dla mnie bardzo ważny. Agresja i melodyjność sprawiają, że ta muzyka jest ciekawa, przykuwa uwagę. Uważam również, że nie tylko teksty, ale i sama warstwa instrumentalna musi opowiadać historię.

Na "King of the North" w orkiestracjach powraca Saku, dla którego jest to już trzeci album z Wolfheart. Jak to się jednak stało, że w tych środkowych pojawił się Olli Savolainen?

Zagraliśmy parę koncertów (a może całą trasę?) z zespołem Shade Empire, w którym Olli grał na klawiszach i odpowiadał za orkiestracje. Wydało się więc dla nas naturalne, aby zaprosić go do współpracy. W przypadku jednak tego najnowszego albumu Saku odpowiadał za miks i mastering, jak również był jego współproducentem. Jego orkiestracje zostały zbudowane w taki sposób, aby wspomagać nie tylko dane kompozycje, ale i cały miks. Nie jest to łatwe przy tak nisko strojonych gitarach wpasować smyczki czy dźwięki rogu, sprawiając jednocześnie, że jest w tym wszystkim jeszcze miejsce na oddech. Jak wrzucisz tego wszystkiego za dużo, to już nie brzmi to tak dobrze.

12 października zobaczymy Wolfheart we Wrocławiu w towarzystwie iberyjskich wilków z Moonspell. Czego możemy się od Was spodziewać po tak długiej nieobecności?

Mogę Ci powiedzieć, że bardzo cieszymy się z tego, że w końcu możemy grać na żywo (śmiech) Z pewnością ze sceny płynąć będzie dużo pozytywnej energii - w końcu mamy bowiem normalną trasę koncertową. Publiczność z pewnością zauważy ten entuzjazm, no bo czekaliśmy na to aż trzy długie lata! To będzie dla nas coś dużego.

Zagracie jakieś kawałki z "Wolves of Karelia"? Nie było za dużo okazji do ogrania materiału z tej płyty.

Prawdopodobnie zagramy jeden numer z tego albumu. Miał on pecha, bo ukazał się w złym momencie - nie byliśmy w stanie zagrać żadnej promującej go trasy. Teraz mamy kolejny krążek i to jest obecnie nasz główny priorytet. "Wolves of Karelia" jest w trudnym położeniu, ponieważ chcielibyśmy zagrać coś z każdej płyty - a ona została po prostu pogrzebana przez pandemię. Jeden, może dwa kawałki i tyle. Głównie jednak "King of the North".

Powoli zbliżamy się do końca, ale zahaczmy jeszcze temat Twoich pobocznych projektów - tych, które wróciły z zaświatów. Dlaczego najpierw odgrzebałeś Dawn of Solace?

Ponieważ śmierć tego zespołu różniła się od pozostałych. Straciłem go już w 2007 roku przez fatalny kontrakt, który miałem z pewną hiszpańską wytwórnią. Nie byłem po prostu w stanie kontynuować działalności z tym projektem. Dali mi bowiem dwie opcje: zatrudnić prawnika z Hiszpanii albo zapłacić im 8.000 euro. Odpuściłem więc. Byłem w stanie jednak kontynuować działalność Dawn of Solace kiedy zbankrutowali - bodajże w 2017 roku. Czekałem na odpowiedni moment - żeby nie zazębiło się to z procesem tworzenia dla Wolfheart. Dawn of Solace nigdy więc nie pogrzebałem - został mi on odebrany.

Z Dawn of Solace planowałeś wypuścić płytę, na której miało się pojawić wielu znakomitych gości, w tym Ribeiro i Sorvali. Pomysł zarzucony czy zawieszony?

Na ten moment kompletnie zakopany. Znów mam za dużo rzeczy na głowie (śmiech)

Czeka nas również nowy album Before the Dawn. Co możesz nam powiedzieć o następcy "Rise of the Phoenix"?

Z pewnością będzie to materiał przywodzący na myśl starsze wydawnictwa tej kapeli. "Rise of the Phoenix" za bardzo szedł w stronę Wolfheart. Nie było na nim również czystych wokali. Ten nowy będzie bardziej już w stylu takiego "Deadlight". Mamy już nagrane ścieżki gitar i perkusji - trzymamy więc dobre tempo. Myślę, że całość powinna być gotowa w grudniu, a krążek powinien ukazać się w okolicach czerwca przyszłego roku.

A jak to się stało, że frontmanem został Paavo? Widziałem, że występował w programie "The Voice of Finland.

Tak to się właśnie zaczęło. Nie znałem go wcześniej, ale pewnego dnia Juho - gitarzysta Before the Dawn - wysłał mi wiadomość żeby włączyć telewizor, bo jakiś gość śpiewa w "The Voice of Finland" kawałek Before the Dawn. I zrobił on na nas spore wrażenie. Skontaktowałem się z nim i chciałem w przyszłości zaprosić go do jakiegoś projektu. Zacząłem dla niego pisać. Weszliśmy do studia i zarejestrowaliśmy jeden z numerów, ale wracając do domu i słuchając efektu naszej sesji, to gdy tylko wleciał refren pomyślałem sobie: "wow, to brzmi jak Before the Dawn. Tylko lepiej". I nie mogłem pozbyć się tej myśli z głowy. Zacząłem dzwonić: najpierw Juho, później Pyry, następnie telefon do naszego starego wydawcy. Powiedziałem, że może będę teraz brzmiał jak kompletny wariat, ale co gdybyśmy zaczęli robić nowy materiał z Before the Dawn z Paavo na wokalu? Ku mojemu zaskoczeniu wszyscy uznali, że to w sumie bardzo dobry pomysł. I oto jesteśmy. A nie miało to być przecież Before the Dawn. Miałem tylko napisać dla Paavo kilka numerów. Znów więc kolejny przypadek. Sporo ich podczas pandemii (śmiech)

A w komentarzach pod nowym albumem Wolfheart teksty, że fajnie by było jakby powrócił projekt RoutaSielu...

(śmiech)

I to nie jest niemożliwe! Bo Saku - klawisze na nowym Wolfheart. Pyry - w Before the Dawn. Mikko - w Dawn od Solace...

Tak! (śmiech)

Co by musiało się stać, abyśmy dostali następcę "Pimeys"?

Chyba trzecia wojna światowa! (śmiech)

No właśnie coraz bliżej!

(śmiech) Nie wiem. Nie widzę sensu w przywróceniu tego projektu. Zrobiliśmy tylko jeden album, ale cieszę się (i jednocześnie jestem zdumiony), że ludzie go pamiętają po tylu latach. Raczej jednak na następcę nie ma co liczyć, bo byłby to po prostu kolejny krążek tych samych ludzi, ale pod inną nazwą. A to nie jest dobry pomysł (śmiech)

I to by było na tyle! Tradycyjnie poproszę słówko na koniec dla czytelników MetalSide!

Odliczam dni do tego, by móc zagrać dla naszych fanów. W KOŃCU. To zabrzmi jak tytuł kiepskiego filmu Disney'a, ale to już 1000 dni bez żadnej trasy. W końcu jednak to się zmieni i wyruszymy na podbój Europy. Mam nadzieję, że wszyscy spotkamy się na tej trasie!

Dzięki za poświęcony czas! Miłego dnia życzę!

Dzięki! Cześć!


Autor: Tomasz Michalski

Data dodania: 28.09.2022 r.



© https://www.METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!