TSA: Michalski, Niekrasz, Kapłon - "Presja była ogromna"


W 2018 roku z kultową formacją TSA pożegnał się jej nie mniej kultowy frontman: Marek Piekarczyk. Jego koledzy z zespołu podjęli decyzję o kontynuowaniu działalności, rozpoczynając jednocześnie poszukiwania nowego wokalisty. Wybór padł ostatecznie na Damiana Michalskiego, którego fani rocka/bluesa kojarzyć mogli z grupy Nadmiar. Plany były ambitne: muzycy zamierzali bowiem (w końcu!) wypuścić następcę albumu "Proceder". Niestety rok później fanów legendy polskiego rocka/metalu zmroziła informacja o rozłamie: poza składem znalazł się Andrzej Nowak i Stefan Machel, a Damian Michalski, Janusz Niekrasz i Marek Kapłon zaczęli występować pod szyldem TSA: Michalski, Niekrasz, Kapłon. Co się wtedy stało? Jak radzi sobie zespół w dobie koronawirusa? No i co z nowym materiałem? O tym rozmawiamy z Damianem Michalskim!





MetalSide.pl: Cześć! To co, gotowy? Herbatka zrobiona? Kanapki przygotowane?

Damian Michalski: (śmiech) Powiedzmy. Mam teraz zapieprz taki, że masakra (śmiech) Ale jakoś sobie poradzimy!

No to na początku od razu zaznaczmy, że pomimo zbieżności nazwisk - nie jesteśmy rodziną. Bo nas jeszcze o jakiś nepotyzm posądzą (śmiech)

No nie jesteśmy (śmiech) Chyba - musielibyśmy się spytać naszych dziadków albo ojców! (śmiech)

Do TSA dołączyłeś w 2018 roku zastępując Marka Piekarczyka - prawdziwą ikonę. Jak to się stało, że to właśnie Ty zasiliłeś szeregi tej zasłużonej dla polskiego rocka/metalu grupy?

Miałem wcześniej kontakt z Markiem Kapłonem. Spotkaliśmy się na jednej imprezie - to były bodajże jakieś dni miasta. Z zespołem Nadmiar pełniliśmy wtedy rolę supportu przed TSA. Marek miał wówczas taki projekt z Czarkiem Błazewiczem: Opiłki. Szukali akurat wokalisty i zaproponowali mi to stanowisko. Oczywiście się zgodziłem, a później nagraliśmy razem płytę. Gdy Marek Piekarczyk zdecydował się opuścić szeregi TSA, to oczywiście reszta chłopaków zmuszona została do poszukiwania jego następcy. Każdy miał jakiegoś kandydata czy nawet kandydatów, no i tak przyjeżdżaliśmy po kolei do Opola na próby. Przygotowałem większość numerów, Andrzej Nowak niemal od razu optował za tym, aby mnie przyjąć, chłopaki zrobili naradę i odbyło się głosowanie. Później przyjechałem drugi raz, no i tak już zostałem.

Były jakieś obawy co do tego czy udźwigniesz na swoich barkach ciężar tej legendy?

Jakaś tam presja była, ale w tym przypadku działała ona na plus. Byłem strasznie zmobilizowany i podekscytowany, bo kochałem TSA od najmłodszych lat - mój ojciec też był ich wielkim fanem. Z dużym smutkiem przyjąłem informację o odejściu Marka Piekarczyka. A tu telefon z zapytaniem czy nie chciałbym spróbować zostać nowym wokalistą grupy. Już samo wzięcie mnie pod uwagę było dużym zaszczytem. To na pewno wielka przygoda i szansa na rozwinięcie się pod względem muzycznym.

W składzie Michalski, Nowak, Machel, Niekrasz i Kapłon zagraliście szereg koncertów w całej Polsce. Który z nich najcieplej wspominasz?

Wiesz co, chyba ten pierwszy. Presja była ogromna - zwłaszcza ze strony fanów, bo oczywiście nie obeszło się od różnego rodzaju internetowych pomyj. Był to wyjątkowy koncert, ponieważ wielu z tych nieprzychylnie wyrażających się ludzi było na nim, a to sprawiło że ostatecznie zmienili zdanie. Postanowili dać mi szansę, co było wyjątkowo motywujące - cała ta para zeszła ze mnie. Po koncercie rozmawialiśmy z mnóstwem ludzi i nie spotkaliśmy się z żadną negatywną opinią. Oczywiście były teksty, że "to już nie to", ale zaraz potem dodawano: "ale też jest zajebiście", "dacie radę", "czekamy na płytę". Jak na pierwszy koncert takiej wagi, to poszło naprawdę dobrze, pomimo oczywiście sporego stresu. Na pewno zapamiętam go na dłużej! A tak dla ciekawostki: wracałem z niego 3 dni (śmiech)

Czyli mówisz, że jakieś okrutne opnie w necie były?

Jak wszędzie - hejt goni hejt. Ale wiesz, teraz jeździmy z TSA: Michalski, Niekrasz, Kapłon i na nasze koncerty przychodzi sporo osób, które widziały w sieci, że coś takiego powstało, jak również i ludzie, którzy o tej grupie nie słyszeli. I po koncercie podchodzą później do nas i wielu z nich mówi, że zwraca honor, zaznaczając również że od teraz będą za nas trzymać kciuki.


No właśnie, bo w czerwcu 2019 roku doszło do przetasowań w składzie TSA, w wyniku czego powstało TSA: Michalski, Niekrasz, Kapłon. Jak do tego doszło?

Chłopaki mieli jakieś niewyjaśnione sprawy, w wyniku których nasza dalsza współpraca stanęła w miejscu… Po jakimś czasie Marek z Jasiem chcieli ruszyć temat do przodu ale reszta zespołu nie wyraziła chęci - stąd pomysł na zaangażowanie dwóch innych gitarzystów i kontynuowanie twórczości jaką charakteryzowało się TSA.

Nie myśleliście nad zmianą nazwy? W końcu TSA zobowiązuje, wprowadza dodatkową presję.

Póki co nazwa jest jaka jest… To decyzja Marka i Jasia, choć są plany by pracować pod szyldem TSA bez tej szarfy z nazwiskami… Na to jednak trzeba poczekać aż wyjaśni się kwas który powstał w temacie logo (śmiech)

To opowiedz o tym "kwasie". Bo okazało się, że Andrzej Nowak w tajemnicy przed wszystkimi zarejestrował nazwę TSA. Jak to w ogóle wyszło na światło dzienne?

Szczerze mówiąc: nie mam pojęcia! Jak wspomniałem, to nie są moje sprawy i nie interesowałem się jakoś specjalnie tą aferą… Skupiam się na tym co muszę zrobić i jak najlepiej wynagrodzić ten cały zamęt wszystkim fanom, którzy zostali z nami mimo wszystko…

Nie boisz się, że w wyniku tego konfliktu historia TSA będzie teraz pisana na nowo? Zauważyłem, że na oficjalnej stronie TSA usunięto wszystkie wzmianki o ostatnim składzie. Wiedziałeś o tym?

Nie, ponieważ dawno nie śledziłem tego profilu. Jak coś zostało usunięte to pewnie po złości (śmiech)

Na razie jednak jest tylko TSA Michalski, Niekrasz, Kapłon - jak fani powinni traktować więc ten zespół? Jako "normalne" TSA czy jako grupę, będącą swoistą kontynuacją działalności tej legendarnej formacji?

Spotykamy się z różnym traktowaniem, ale zazwyczaj ludzie odbierają nas jako to normalne (śmiech) Nie przywiązujemy do tego aż tak wielkiej uwagi - to każdego indywidualna sprawa…

No to jakie numery TSA najbardziej lubisz wykonywać na żywo? Które najbardziej ci pasują?

Szczerze? Wszystkie! (śmiech) Kurczę, ciężko wybrać. Na pewno "Tratwa" z albumu "Proceder", "Na co cię stać?" , "Marsz wilków" , "Pierwszy Karabin" i oczywiście "51".

Wasz skład uzupełniają Piotr Lekki i Maciej Wester. No to opowiadaj: jak doszło do Waszej współpracy? Skąd żeście ich wytrzasnęli?

Wiesz co, to był świadomy i bardzo dobry wybór Marka i Jasia… Maćka znałem wcześniej ze wspólnych występów, więc wiedziałem, że to cholernie uzdolniony świr sceniczny. Na Piotrka wystarczyło spojrzeć: trampki Slayer'a, czapka Motorhead, długa broda, no i gitara Zakka Wylde'a, co zwiastowało niezły wpierdol - który zresztą nam Piotrek funduje (śmiech)

Zaraz po zniesieniu zakazu koncertowania ruszyliście w Polskę. Jak udały się te pierwsze "po-pandemiczne" występy?

Mieliśmy pewne obawy. Pierwszy koncert odbył się w Chełmży i był top udany występ pod każdym względem potem było już tylko lepiej!

A jak wygląda organizacja koncertu w tych czasach? Na co trzeba zwrócić uwagę?

Tak naprawdę jeśli chodzi o nas, to załatwiamy koncerty tak samo jak wcześniej - z naszej strony się nic nie zmieniło. Jak już coś się dzieję, to ze strony organizatora lub współorganizatora. Oczywiście zachowujemy w tym wszystkim większą ostrożność, stosując środki dezynfekujące itp.


Miałem być na koncercie w Jarosławcu, ale niestety nie mogłem z uwagi na stan zdrowia... Powiedz, że było chujowo, to mi się lżej na sercu zrobi (śmiech)

(śmiech) I tu muszę cię rozczarować: nie było chujowo! Pojechaliśmy tam, zamontowaliśmy... Fajne miejsce o charakterze motocyklowym, strasznie rock'n'rollowe, z dobrym żarciem i piwkiem! Trochę ludzi przybyło: byli miejscowi, turyści, jak i członkowie klubu motocyklowego właściciela.

A jakie najbliższe plany koncertowe?

Od czerwca gramy po dwa, minimum 1 koncert tygodniowo. I tak w sumie mamy zaplanowany kalendarz do końca roku także jest co robić!

Nad morze wrócicie żebym mógł Was zahaczyć?

Zapraszamy do Baru Hello na Helu - jedziemy tam ponownie 31-go lipca! Z tego miejsca pozdrawiamy Irka, dzięki któremu możemy tam zagrać kolejny raz…

Powoli szykujecie się do wydania nowej płyty. Kiedy zaczęliście tworzenie materiału?

Materiał był tworzony jeszcze ze Stefanem i Andrzejem, gdzie również Marek i Jasiu mieli swoje pomysły. Kompozycji Stefana nie możemy wykorzystać do nadchodzącej płyty, ale utwory sekcji rytmicznej, takie jak "Jak Jest", "Niezwyciężony", "Żarłacz" czy "Ostatni Pociąg" i wiele innych ukażą się już na płycie

A kto ma najwięcej pomysłów jeśli chodzi o kompozycje?

Na dziś Marek ma trzy kompozycje, dwie gramy na koncertach, Janusz też już ma trzy numery, a i ja napisałem jedną piosenkę. Maciek nawet wyciągnął jedną z przysłowiowej szuflady, podobnie Piotr. Wszyscy więc dorzucają swoje trzy grosze. Mamy w planie nagrać minimum 10 numerów na płytę, dlatego każdy przynosi swoje pomysły i na próbie wybieramy te najlepsze.

A jak z wydawcą? Macie już? Ktoś się dobija do drzwi?

Temat wydawcy został powierzony Markowi i Januszowi - mają oni dużo doświadczenie w tym temacie, są obeznani w branży, wiedzą kto i gdzie może zaproponować jakie warunki. Ta sprawa jeszcze nie jest rozwiązana do końca, ale niedługo już wszystko powinno być jasne.

Strasznie długo czekamy na nowy krążek sygnowany nazwą TSA...

No, jakieś 16 lat już (śmiech)

Pierwszą jego zapowiedź słyszałem bodajże w 2011 roku na konferencji przed koncertem Saxon i UFO. Orientujesz się może dlaczego ostatecznie wtedy nic nie wyszło?

Materiał rzeczywiście był, bo jeszcze w starym składzie dostawałem różne kompozycje od Stefana. Janusz też miał już gotowych parę numerów, ale niestety…

Pierwszą zapowiedzią już Waszego krążka jest utwór "Jak jest?", brzmiący... cóż, jak klasyczne TSA. Czy to właśnie dlatego został wybrany jako singiel? Czy po prostu dlatego, że powstał jako pierwszy?

To był pierwszy gotowy i ograny numer zrobiony od A do Z. Musieliśmy wykonać szybki ruch ze względu na niecierpliwość płynącą ze strony fanów…


I jakie były ich reakcje na ten numer?

Większość doceniła pracę jaką wykonaliśmy przy tym numerze i jest zadowolona. Jest to numer ciężki, mocno osadzony, chociaż znajdują się osoby, które czekają na większe booom! I dla tych osób już niebawem nagramy utwór z klipem "Ostatni Pociąg".

No to opowiedz nam więcej o tym kawałku!

"Ostatni Pociąg" będzie kolejnym wypuszczonym przez nas numerem… Cały czas jest pieszczony w studio, gdy tylko będzie gotowy, to zabierzemy się za teledysk. A potem, wiadomo: rzucimy go Wam na pożarcie! (śmiech)

Na koncertach gracie jeszcze "Żarłacz" i "Niezwyciężony" - kilka słów więc o nich!

"Żarłacz" powstawał jeszcze ze starym składem - jest to nasza wspólna kompozycja z Markiem… Marek pomógł mi z tekstem, a ja pomogłem mu przy muzyce. Dopiero jednak teraz z Maćkiem i Piotrkiem udało się go wykończyć i doprowadzić do wersji, którą możemy prezentować na koncertach… "Niezwyciężony" to numer Jasia. Również z długą i podobną historią jak "Żarłacz", z tym że całą muzykę stworzył Janek, a ja tekst i linię melodyczną. O czym są te numery? Możecie się przekonać przybywając na koncerty, bo na płytę trzeba jeszcze poczekać kilka minut (śmiech)

Planujecie w ogóle na albumie jakieś niespodzianki, czy jednak "hard rock/heavy metal" po Bożemu?

Staramy się zachować stylistykę TSA, i nie eksperymentować zbytnio, ale kto wie co nam przyjdzie do głowy (śmiech)

Oprócz TSA Twój wokal usłyszymy również w zespole Nadmiar. Coś się dzieje w tej ekipie czy jednak poświęciłeś się w całości Tajnemu Stowarzyszeniowy Abstynentów?

Nadmiar to był mój pierwszy poważny projekt - ostatecznie spędziłem w nim 12 lat. Nagraliśmy dwie płyty, na których byłem autorem tekstów i kompozytorem bądź współkompozytorem kilku utworów… Z wielką przykrością, ale jednak musiałem z niego zrezygnować na rzecz TSA… Swoją drogą Nadmiar ma się dobrze i kontynuuje działalność. Wiem, że sobie poradzą…

Sprawdziłem swoje notatki i wyszło na to, że widziałem Nadmiar w styczniu 2010 roku w Koszalinie... Ja pamiętam Ciebie w białej koszuli, okularach przeciwsłonecznych na nosie i śpiewającego "Home Sweet Alabama", a Ty?

Coś tam pamiętam. To był bodajże klub studencki - Kreślarnia, tak? Fajna impreza, chociaż z tego co kojarzę to było w środku tygodnia... Nie pamiętam jednak jak było z frekwencją. Zresztą, czy śpiewam dla trzech czy więcej osób, na sprzęcie gorszym czy lepszym, to zawsze mam ten sam ubaw i satysfakcję. 10 lat temu to szmat czasu - trochę wspomnień się zatarło...

Tatuaży chyba wtedy nawet nie miałeś...

Nie no - jeśli to było 10 lat temu, to jeden na pewno był! (śmiech)


(śmiech) A co z Opiłkami?Zespół ciągle działa?

Niestety nie… Nie wiem dokładnie dlaczego, bo pewnego dnia otrzymałem tylko wiadomość o treści iż dalsza działalność zespołu w obecnej sytuacji nie ma sensu. Wydaje mi się, że chodziło o projekt TSA Michalski, Niekrasz, Kapłon i po prostu brak czasu. Szkoda, no ale cóż - nie można ciągnąć czterech srok za ogon…

Czyli wszystkie działa na pokład?

Tak jest!

I to chyba najlepsze rozwiązanie. Zbliżamy się już do końca, więc powiedz: czego życzyć TSA w tym dziwnym 2020 roku?

Myślę, że wytrwałości i szerokiej gamy pomysłów na numery - oby stały się one nowymi hitami! Nowymi hitami TSA!

I na końcu kilka słów od Ciebie dla naszych czytelników!

Chciałbym w imieniu swoim i całego zespołu TSA: Michalski, Niekrasz, Kapłon zaprosić wszystkich na koncerty. Przybywajcie, nie bójcie się, nie jest aż tak źle! (śmiech) Mam nadzieję, że się spotkamy jak najszybciej!


Autor: Tomasz Michalski

Data dodania: 17.07.2020 r.



© https://www.METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!