"Ogień Pustki" Voidfire to jeden z najgorętszych debiutów ostatnich miesięcy. Krążek zdobywa znakomite recenzje (również i u nas!) i dociera do coraz większej ilości krajów - a przecież wydawać by się mogło, że w black metalu zostało powiedziane już wszystko. Gdy pojawiła się więc okazja do porozmawiania z twórcą tej grupy, to nie zastanawialiśmy się zbyt długo. O narodzinach Voidfire, początkach prac nad debiutanckim krążkiem, kompletowaniu składu i planach na przyszłość rozmawialiśmy z Jakubem M. Zdzienickim! Zapraszamy do lektury, zwłaszcza że muzyk ten był wyjątkowo wylewny!
MetalSide.pl: Hej! Jako że Voidfire to twór bardzo młody, to trochę historii na start - jakie były początki zespołu? Kiedy został on założony i w jakim celu?
Jakub M. Zdzienicki: Cześć! Voidfire ma swój częściowy początek w moim dawniejszym zespole. Nazywał się on Zimno i założyłem go w 2016 roku ze znajomym perkusistą. Nasze upodobania muzyczne różniły się dosyć mocno: ja byłem fanem głównie old-schoolowego blacku i thrashu, on natomiast - wielbicielem szeroko pojętego djentu, a także Five Finger Death Punch i tym podobnych zespołów. Nasz styl więc był dosyć eklektyczny i stanowił chaotyczną mieszankę black, thrash i heavy metalu. Latem 2017 roku mieliśmy materiał na instrumentalny album (ograniczenie się do formy czysto instrumentalnej podyktowane było głównie faktem, iż nie znaliśmy nikogo, kto mógłby zostać wokalistą lub pisać teksty), jednak tuż przed planowanymi sesjami nagraniowymi nasz zespół się rozpadł. W skrócie, poszło nam o to, że mi na zespole i na tworzeniu nowej muzyki zależało bardzo, perkusiście natomiast - niezbyt. Zostałem więc sam, z materiałem gitarowym na cały album.
Początkowo planowałem po prostu zarejestrować wszystko w domu, a następnie znaleźć kogoś, kto mi nagra bądź zaprogramuje do tego perkusję, i później samodzielnie wydać album. Jednakże, z racji bycia samodzielnym muzykiem, miałem pełną wolność artystyczną, więc postanowiłem przerobić materiał w taki sposób, aby w stu procentach odpowiadał mojej wizji. Zabrałem się do tego około marca 2018, co uznaję za symboliczny koniec Zimna i początek Voidfire. W czerwcu tego samego roku uzgodniłem z Icanrazem, którego znałem już wcześniej, że nagra dla mnie bębny. Z początku miał być jedynie perkusistą sesyjnym, jednak już wkrótce znacznie bardziej się zaangażował w projekt - m.in. załatwił nam studio nagraniowe, a także zaoferował, że znajdzie odpowiedniego wokalistę. Ta ostatnia rzecz sprawiła, że podjąłem decyzję o porzuceniu idei albumu instrumentalnego, w związku z czym zwerbowaliśmy Jakuba Lisickiego jako autora tekstów (w sierpniu 2018) oraz Viriana z Lilla Veneda jako wokalistę (w maju 2019).
Odnosząc się do pytania, początkowym celem było więc nagranie "Ognia Pustki", jednak bynajmniej nie zamierzamy się do tego ograniczać.
Wspomniałeś, że pierwotnie był to projekt czysto instrumentalny. Zachowały się jakieś utwory czy demówki z tego okresu?
Demówek nie ma, jest za to sporo utworów nagranych przeze mnie w warunkach domowych. Nie nadają się do publikacji, gdyż wszystkie nagrane są tylko na gitarach (nie ma basu ani perkusji) i w dosyć niskiej jakości. Przede wszystkim jednak należy nadmienić, że przytłaczająca większość materiału gitarowego, jaki znalazł się na naszym debiucie, pochodzi właśnie z tego okresu (jak wspomniałem, Voidfire przestało być projektem instrumentalnym, gdy dołączył Icanraz, a materiał na gitary był wtedy w zdecydowanej większości gotowy). Cała reszta (bas, perkusja, teksty i aranżacja wokalu) powstała później.
Jak to właśnie się stało, że w składzie grupy znajdziemy "starego wyjadacza" w postaci Icanraza?
Icanraz jest założycielem Rockalizacji, szkoły muzycznej, w której zacząłem się uczyć gry na gitarze i to stamtąd go znam. Ze względu na podobny gust muzyczny od początku dobrze się dogadywaliśmy. Jakiś czas po rozpadzie wyżej wspomnianego zespołu Zimno, podczas rozmowy z nim powiedziałem bardziej żartem niż serio, że szukam perkusisty. Ku mojemu zaskoczeniu (oczywiście pozytywnemu) odpowiedział, że dałoby się to zrobić i zaoferował swoje usługi jako perkusista sesyjny.
A dlaczego w ogóle za płaszczyznę liryczną odpowiada Jakub? Nie czujesz się poetą? Znaliście się z Jakubem wcześniej?
Teksty próbowałem pisać jeszcze zanim zacząłem grać na gitarze, jednak nigdy nie byłem zadowolony z rezultatów. Poetą nie czuję się bynajmniej i moje teksty nigdy nie wydawały mi się być wystarczająco dobre, aby nadawały się do wykorzystania w utworach. Z Jakubem zapoznał mnie znajomy, było to niedługo po rozpadzie Zimna. Słuchaliśmy podobnej muzyki, więc szybko znaleźliśmy wspólny język. Pokazałem mu część swoich utworów, które miałem wtedy nagrane. Wiedział, że to do projektu instrumentalnego, jednak zapytał, czy mógłby do tego spróbować ułożyć teksty, czysto dla przyjemności. Zgodziłem się, ponieważ byłem ciekawy, jak to wyjdzie, pomimo iż nie wiązałem z tym jeszcze wtedy żadnych planów. Jednakże, gdy do Voidfire dołączył Icanraz i zaoferował, że znajdzie wokalistę, doszedłem do wniosku, że nie warto ograniczać się do formy instrumentalnej i zapytałem Jakuba, czy chciałby napisać teksty na debiutancki album. Odpowiedział, że chętnie.
Z tego co się orientuję, to "Ogień Pustki" jest również i jego debiutem, prawda? Skąd czerpał on inspiracje? Jesteś zadowolony z tego jak to wszystko wyszło?
Tak, to również jego debiut. Co do inspiracji, przytoczę po prostu jego wypowiedź na ten temat: "Cóż, inspiracje były różne. W tamtym okresie był to głównie romantyzm. No i ogromny wpływ wywarły na mnie wiersze Williama Blake'a, pod którego wpływem byłem pisząc te teksty, zresztą to między innymi dlatego cytuję go pod koniec "Bladości". Poza tym, fascynowałem się także Schopenhauerem." Cytat znajdujący się pod koniec "Bladości" pochodzi konkretnie z utworu "Boski wizerunek" ("A Divine Image").
Tak, jestem zadowolony. Teksty pisał Jakub, lecz ogólną koncepcję i wizję artystyczną ustaliliśmy we dwóch i dobrze przekuł ją on na poezję.
Mamy więc Ciebie, Łukasza i Jakuba. Pora więc na szczegóły zaangażowania Viriana z zespołu Lilla Veneda!
Jak wspomniałem wyżej, Icanraz zaoferował, że znajdzie dla Voidfire wokalistę i to właśnie pod wpływem tej informacji zrezygnowałem z formy czysto instrumentalnej na rzecz pełnoprawnego zespołu (wcześniej nie brałem wokalu pod uwagę, ponieważ nie znałem nikogo, kto by się tym zajmował). W maju 2019 poinformował mnie, że znalazł wokalistę chętnego podjąć się nagrania wokalu na naszym albumie i polecił mi, abym się z nim skontaktował. Był to właśnie Virian. Gdy wysłałem mu nasze utwory (było to już po nagraniu gitar, basu i perkusji) oraz teksty, stwierdził, że bardzo mu się podobają i że od dawna chciał nagrać black metal po polsku, więc doskonale się złożyło. W ten właśnie sposób został naszym wokalistą.
Jak wyglądał proces tworzenia materiału na debiut? W końcu między Wami jest wiele kilometrów...
Materiał na debiut, ze względu na sposób, w jaki formował się zespół, powstawał etapami. Pierwszym z nich były gitary. Materiał gitarowy początkowo miał być po prostu niegdysiejszym materiałem Zimna, lecz, jak wspomniałem, z racji tego, że nie byłem już częścią żadnego zespołu i miałem pełną wolność artystyczną, postanowiłem go pozmieniać tak, aby w stu procentach mi odpowiadał i nie stanowił już dziwnej mieszanki gatunkowej. Do maja 2018 część utworów przerobiłem, czyniąc je mniej chaotycznymi, a bardziej spójnymi, melodyjnymi i skoncentrowanymi na konkretnym, black-metalowym brzmieniu. Część odrzuciłem całkowicie, a także stworzyłem kilka całkiem nowych. Najlepsze z nich ułożyłem w kolejności, która pozwalała opowiedzieć pewną historię za pomocą samej muzyki, był to bowiem jeszcze wtedy projekt instrumentalny.
Etapem drugim były bębny. Icanraz obmyślił je w czasie dość krótkim, jeśli dobrze pamiętam, zabrał się do tego na niecały tydzień przed sesjami nagraniowymi. Część była też dopracowywana już w studiu, podczas nagrywania. Spisał się oczywiście znakomicie. Następnie bas. Zanim zacząłem się przygotowywać do nagrywania gitar i basu, gitarę basową trzymałem w ręku może raz w życiu, więc doświadczenia jako basista nie miałem żadnego. Coś jednak nagrać było trzeba, więc na jakiś czas przed sesją nagraniową po prostu pożyczyłem bas od Icanraza i na szybko nauczyłem się na nim grać, co nie było trudne, stanowiło to raczej kwestię przyzwyczajenia się do szerszych progów i grubszych strun. Chciałem, by bas nie pełnił na "Ogniu Pustki" roli po prostu wypełniacza niskich częstotliwości grającego to samo, co gitara rytmiczna, ale żeby stanowił pełnoprawny instrument i dodawał do muzyki kolejną warstwę. Wydaje mi się, że najlepiej wyszło to w utworze "Kwiat Pustki", refrenach "-" i "Sztormu", a także w części akustycznej utworu tytułowego, gdzie bas i gitara stanowią równoprawny duet.
Kolejnym elementem były teksty. Pod koniec sierpnia 2018 r., po długiej burzy mózgów ustaliłem z Jakubem, co chcemy w nich przekazać. Stanęło na motywie dość osobistym, jakim jest poszukiwanie natchnienia artystycznego w cierpieniu emocjonalnym; nie jest to jedyna poruszana kwestia, ale to główna koncepcja, na której opiera się opowiedziana na albumie historia. Z koncepcją tą łączy się nazwa zespołu, a także okładka albumu. Nie chciałem jednak, żeby "Ogień Pustki" miał charakter jednoznacznie depresyjny i stanowił po prostu podróż w coraz głębszy mrok, jak wiele innych albumów (nie mówię, że to wada, po prostu miałem trochę dość płyt, które tylko "dobijają" słuchacza), lecz żeby dało się w nim znaleźć także pierwiastek nadziei czy pocieszenia, dlatego zakończenie jest niejednoznaczne, pozostawia "otwarte drzwi".
Ostatni etap tworzenia albumu stanowił oczywiście wokal. Zanim w ogóle znaleźliśmy wokalistę, razem z Jakubem ustaliliśmy, w których momentach mniej więcej mają być śpiewane poszczególne fragmenty każdego tekstu, więc Virian miał pod względem aranżacji i kompozycji ułatwione zadanie. Jako że mieszka on we Wrocławiu, to przez cały czas komunikowaliśmy się przez Internet (po raz pierwszy widziałem się z nim na żywo dopiero w styczniu bieżącego roku), co myślę, że jest dosyć nietypową sytuacją. Ze względu na dzielące nas 538 km, Virianowi wygodniej było nagrać wokal w leżącym w Beskidzie Małym Impressive-Art Studio, niż jechać do naszego studia w Białymstoku. Wyglądało to tak, że nagrywał wokal do poszczególnych utworów, a następnie wysyłał nam nagrania, po czym ewentualnie wprowadzał drobne poprawki. Całość nagrał w ciągu trzech dni pod koniec lipca 2019. Dzieląca nas odległość nie stanowiła więc dużej przeszkody.
Miksem i masteringiem albumu zajął się Piotr Polak w studiu Dobra 12 (to również tam latem i jesienią 2018 nagraliśmy wszystkie instrumenty) i początkowo planowaliśmy go wydać jesienią 2019, lecz powstrzymały nas od tego nieprzewidziane problemy: najpierw ze znalezieniem grafika, który zaprojektowałby logo za uczciwą cenę (w końcu padło na Cristophe'a Szpajdela, który spisał się świetnie), a później z projektowaniem digipaka, które z powodów niezależnych od nas przedłużyło się znacznie. Te dwie kwestie sprawiły, że finalnie album wyszedł 28 lutego 2020 roku.
Christophe Szpajdel - to w ogóle człowiek legenda... Zadowoleni z rezultatu w 100%?
Jak najbardziej. Doskonale zrealizował zamysł, który miałem, czyli napis na tle spirali ognia (czyli symbolicznie przedstawionego "ognia pustki") i wzbogacił go, robiąc z napisu ambigram, co oznacza, że gdy odwrócimy logo do góry nogami, napis pozostanie czytelny.
Dlaczego jednak logo nie zostało użyte na froncie?
Nie wyglądałoby ono zbyt dobrze, gdyby zostało nałożone na obraz. Okładka z obrazem i prostym, minimalistycznym podpisem wygląda, moim zdaniem, znacznie bardziej elegancko. Logo jest dosyć szczegółowe i wygląda najlepiej na jednolitym tle, dlatego umieściliśmy je z tyłu digipaka, a także pod miejscem na płytę i z tyłu książeczki z tekstami.
Płytę zdobi obraz Zdzisława Beksińskiego. Co zdecydowało o tym, że to właśnie ta praca została wybrana?
Twórczość Zdzisława Beksińskiego od zawsze mnie fascynowała, więc w pewien sposób oczywistością był wybór któregoś jego dzieła na grafikę na okładkę. Chciałem dokonać wyboru w taki sposób, aby pracę można było symbolicznie odnieść do treści zawartych na płycie. Ta konkretna (nie ma ona tytułu, podobnie jak cała reszta obrazów Beksińskiego) spełnia to w sposób niemalże idealny.
Jak wyglądało pozyskanie praw do jej wykorzystania?
Skontaktowałem się drogą mailową z Muzeum Historycznym w Sanoku, które jest wyłącznym posiadaczem praw autorskich do twórczości Beksińskiego i zapytałem, czy mogę ją wykorzystać jako grafikę na okładce albumu. W odpowiedzi została mi zaoferowana odpłatna licencja. Uiściłem opłatę i podpisałem z Muzeum umowę licencyjną.
Wracając do zawartości: na krążku, oprócz oczywiście black-metalowego mroku, znajdziemy również i dużą dozę melodyjności - od początku taki był zamysł, by połączyć ją z metalową nawałnicą? Czy wyewoluowało to już podczas procesu komponowania? No bo teraz mamy zarówno mrok, jak i światło; pustkę i ogień...
Melodyjność pojawiła się w sposób samoistny; utwory komponowałem instynktownie, opierając się wyłącznie na tym, jak uważałem, że będą one brzmiały najlepiej, nie mając w głowie żadnego odgórnego zamysłu. Dużą rolę w formowaniu mojego zamiłowania do melodii w ekstremalnym metalu z pewnością miały zespoły takie jak Dissection (łącznie z "Reinkaos"), Mgła, Plaga (głównie "Magia Gwiezdnej Entropii"), Watain (głównie "Lawless Darkness"), a wychodząc poza black metal także At the Gates czy późniejsze dokonania Death. Jest to po prostu naturalna część mojego stylu. Łączenie mroku i światła w płaszczyźnie lirycznej natomiast od samego początku było zamysłem, który szerzej opisałem w odpowiedzi na jedno z poprzednich pytań.
Jest też w tym wszystkim sporo smutku - to kto w zespole ma takie skłonności do melancholii?
W tamtym okresie zdecydowanie byłem to ja, a także Jakub, choć może w mniejszym stopniu. Celowo używam tu czasu przeszłego, gdyż materiał na debiut powstawał dwa lata temu, a od tego czasu bardzo dużo się pozmieniało... na lepsze. Jestem teraz innym człowiekiem, niż w 2018 roku. Co do Jakuba, przytoczę jego wypowiedź: "Wtedy miałem takie skłonności, ale teraz jakby dojrzałem pod tym względem i one nadal są, ale to bardziej melancholijna refleksja niż sam smutek czy melancholia".
A dlaczego utwór numer trzy nie posiada tytułu?
Próbowałem wspólnie z Jakubem znaleźć jakąś frazę w tekście utworu, która mogłaby stanowić dobry tytuł, lecz żaden fragment, który mógłby spełniać tą rolę i brzmieć dobrze, nie oddawał całościowego charakteru tekstu. Utwór znajduje się w środku albumu i w tekście silna nadzieja łączy się z gęstniejącym mrokiem i z tego powodu wyznacza on swoistą granicę pomiędzy pierwszą połową, gdzie dominuje nadzieja, a drugą, gdzie podmiot liryczny coraz bardziej zagłębia się w ciemności (choć też nie do końca, co odzwierciedla końcówka tekstu "Sztormu" oraz tytułowy utwór), dlatego doszliśmy do wniosku, że lepiej będzie, jeśli utwór pozostanie niezatytułowany, a tytuł dopisze sobie słuchacz.
"Ogień pustki" ukazał się bez udziału żadnej wytwórni. Wydanie krążka, zwłaszcza w jego fizycznej wersji, to proces czasochłonny i skomplikowany. Co sprawiło najwięcej problemów?
Powiedziałbym, że promocja. Może nie tyle sprawiła najwięcej problemów, co okazała się być znacznie bardziej pracochłonna, niż się początkowo spodziewałem. Po zakończeniu sesji nagraniowych miałem przekonanie, że teraz już jest koniec ciężkiej pracy, wystarczy wysłać trochę maili do recenzentów i opublikować album. Po wejściu trochę głębiej w temat zdałem sobie jednak sprawę, że to bynajmniej nie takie proste, a przede wszystkim że aby zapewnić sobie skuteczną promocję, maili należy wysłać nie "trochę", a kilkaset. Z kolei kwestia, co do której spodziewałem się, że sprawi najwięcej problemów, tj. nagranie przeze mnie gitar i basu, dzięki solidnemu przygotowaniu okazała się być znacznie łatwiejsza, niż myślałem.
Płyta w wersji fizycznej ukazała się w limitowanym nakładzie. W jaki sposób można ją kupić? A jak już zabraknie digipaków - to gdzie można dorwać wersję cyfrową?
Nakład jest limitowany do 150 ręcznie numerowanych egzemplarzy. Płytę kupić można zarówno na naszej stronie na Bandcampie, jak i od nas osobiście, po napisaniu nam wiadomości na Facebooku, do czego zachęcam, ponieważ w przeciwieństwie do Bandcampa nie wymagamy płatności przy użyciu PayPala. Ze względu na trwającą pandemię koronawirusa, oferujemy wysyłkę wyłącznie przez Paczkomaty InPost, dlatego przy składaniu zamówienia prosimy o numer docelowego Paczkomatu. Takie rozwiązanie wynika z faktu, że to jedyny sposób, który pozwala zarówno na wysłanie, jak i na odebranie przesyłki bez wchodzenia z nikim w kontakt. Jest to po prostu najbezpieczniejsza opcja zarówno dla nas, jak i dla naszych słuchaczy.
Gdy zabraknie digipaków (na dziś, tj. 13 marca, zostało nam 43, czyli wcale niedużo), pozostanie wersja cyfrowa, którą również można kupić na dwa wymienione wyżej sposoby. W przypadku jej zakupu bezpośrednio od nas, wysyłamy kod aktywacyjny, który pozwala pobrać album z Bandcampa.