Historię zespołu Vane śledzimy od pierwszego singla i (nie ukrywamy tego) mocno trzymamy kciuki za ich powodzenie i wypłynięcie na światowe wody. Nie dalej niż rok temu rozmawialiśmy z chłopakami i jesteśmy pod wielkim wrażeniem tego, co Vane przez ten rok osiągnął. Rozmawiamy oczywiście o tym w naszym wywiadzie. Ponadto podpytaliśmy o najbliższe plany koncertowe i wydawnicze. Nie zabrakło również pytań z kategorii bardziej luźnych. Zapraszamy do czytania o szalonej eskapadzie koncertowej na trasie Kraków - Wacken - Kostrzyn nad Odrą - Wacken w niespełna 48h (!). Panie i Panowie - przed Wami Robert Zembrzycki i Mateusz Gajdzik z zespołu Vane!
MetalSide.pl: Cześć! Jak tam samopoczucie? Gotowi do wywiadu?
Robert Zembrzycki: Jasne, że gotowi. Zawsze gotowi!
Mateusz Gajdzik: Nigdy! (śmiech)
Na początek podsumujmy sobie rok 2019 w wykonaniu Vane. Światło dzienne ujrzały dwa single "The Ritual" i "Row, Ye Scallywags!".
Mateusz: Tak. To był bardzo pracowity dla nas rok. Single, przeglądy, festiwale, koncerty. Udało się nam wystąpić na Wacken! I na Pol'and'Rock! To były niesamowite przeżycia. Zagraliśmy z naprawdę dobrymi bandami, takimi jak Vader, Acid Drinkers, Kat & RK itd. Ciężko było nam sobie wyobrazić lepszy start.
Do obu numerów powstały też klipy - poproszę o kilka słów o tych obrazach. Oglądałem filmiki z "Making of" i widać, że lubicie kręcić te klipy, prawda?
Robert: Lubimy. To moja praca, ale też pasja. Obrazek do "The Ritual" to moim zdaniem najlepsze co udało mi się zrobić i do dzisiaj lubię go sobie obejrzeć. "Row, Ye Scallywags!" z kolei to lyric video, zlecone zewnętrznie naszej koleżance. Ale nie bójcie się, wkrótce uderzymy z nowym ruchomym obrazkiem.
W waszej muzyce niezwykle ważna jest opowiadana historia. Przybliżcie naszym czytelnikom o co tam chodzi z historią opisaną na płycie.
Mateusz: Historia jest faktycznie istotna - dbamy o to, żeby wszystkie elementy naszej kapeli spinały się w sensowną całość. Niewiele zostawiamy przypadkowi, chociaż od kuchni to może wyglądać różnie (śmiech). Płyta opowiada historię dość nietypowego pirata, który postanowił nim zostać mając dość zwykłego życia. Jak się okazało, niekoniecznie udało mu się odnieść sukces. Opieramy nasze historie na faktach, ale pozostawiamy sobie prawo do pewnej inwencji artystycznej też. Prawdziwe wydarzenia są tak naprawdę pretekstem do spojrzenia w emocje, które dana postać odczuwa w danej chwili.
Koncertowo 2019 rozpoczęliście całkiem udanym koncertem pod szyldem "Piekielny WOŚP". Zacna impreza i trochę ludzi się zebrało.
Robert: Udało się zorganizować fajne wydarzenie. Jako gwiazda wieczoru wystąpili nasi przyjaciele z The Sixpounder, ludzie dopisali i narodziła się chyba nowa świecka tradycja.
Widziałem, że w tym roku też odbyła się ta impreza, ale bez udziału Vane. Jak to wyszło tym razem? Będą kolejne edycje?
Mateusz: Frekwencyjnie było w porządku, nieco gorzej, ale i tak udało się zebrać sporo luda i pokaźną sumkę na fundację Owsiaka. A przecież o to w tym głównie chodzi. O kolejnej edycji myślimy i zobaczymy, kto wie.
Latem zagraliście na festiwalach: "Uwolnić Muzykę" w Środzie Śląskiej, na Wacken Open Air i Pol'and'Rocku. Te dwa ostatnie to zaprawdę były szalone dni! Przypomnijmy: pojechaliście z Krakowa do Wacken (a to jest za Hamburgiem), zagraliście koncert i dzień później wystąpiliście na imprezie Owsiaka. I następnie część z Was wróciła do Niemiec. Jak wspominacie tę wyprawę?
Robert: To było szaleństwo. Hektolitry kawy, tysiące kilometrów, mnóstwo śmiechu i spotkań z super ludźmi. Spanie pod namiotami, albo i nie spanie, bo po Woodstocku wsiadłem za kółko busa i pojechaliśmy z powrotem na Wacken. Gruba akcja, bezdyskusyjnie.
W Niemczech spotkało Vane wielkie wyróżnienie - zajęliście piąte miejsce, wśród prawie trzydziestu kapel. Przypomnijmy, że właśnie pięć zespołów zostało uhonorowanych nagrodami. Wygląda na to, że warto było robić te kilometry i męczyć się w samochodzie (śmiech)
Mateusz: Oj, nawet nie wiesz jak warto! Kasa kasą, sam fakt, że zostaliśmy zauważeni to największe wyróżnienie. I to w niecały rok od pierwszego gigu! Atmosfera festiwalu, wielkie nazwy, backstage… Mało kto ma taką okazję i jestem szczęśliwy, że mogłem tam być!
A jak dzisiaj podchodzicie do tego wyróżnienia? W ostatnich latach nasze zespoły nie były doceniane podczas Wacken Open Air Metal Battle. Miło być docenionym wśród kapel z całego świata?
Mateusz: Plakietka z rozdania nagród wisi u nas w salce i nam przypomina co się tam wyprawiało. Zdecydowanie miłe wspomnienie. Jednak ja mam taką naturę, że krótko się cieszę, dość szybko myślę co dalej. Także, bardziej patrzę w przyszłość niż w przeszłość.
A przypomnijmy, że w tym czasie nie mieliście stałego perkusisty, po tym jak odszedł Marcin…
Mateusz: Weź, nawet nie przypominaj, to był niezły rollercoaster. Mieliśmy ugadanego Kamila, który obecnie jest naszym pałkerem na stałe, ale okazało się na kilka dni przed, że nie może z nami zagrać tych dwóch festów - Wacken i Pol'and'Rock, dzień po dniu. Udało się załatwić Eugene Ryabchenko, który w 2 dni ogarnął godzinnego seta! Kosmita to mało powiedziane. Jesienią przytrafiły wam się koncerty z Vader. Jak to wyglądało w "praniu"? Ekipa Petera dosyć sympatyczna, więc chyba nie było problemów?
Robert: Ekipa z Vader to nasi znajomi (przynajmniej części z nas) więc było to po prostu spotkanie towarzyskie ze znajomymi i okazja do złojenia ze sceny kilku tyłków. W tym i twojego, bo przecież byłeś tam...
Zgadza się, było konkretnie (śmiech) No i koncertowo rok zakończyliście w Bydgoszczy na Metalowym Zakończeniu roku z między innymi Turbo i Chainsaw. Przyznam - to był brawurowy koncert Vane i widać było, że publikę kupiliście, prawda?
Mateusz: Mam nadzieję! To było zakończenie roku koncertowego z przytupem, ale dwa dni później, jeszcze w 2019, weszliśmy do studia. Nie ma zmiłuj!
To teraz podsumujmy ten 2019. Jaki on był dla Vane? Jesteście zadowoleni z zespołowych realizacji?
Robert: Ja jestem bardzo zadowolony. Cała ta ciężka praca którą ładujemy w band przynosi efekty w postaci rosnącej liczby fanów czy coraz fajniejszych koncertów które gramy. Więc widać progres, a to dodaje skrzydeł i wyzwala uśmiech na twarzy.
A było coś, czego nie udało się zrealizować? Coś czego żałujecie?
Mateusz: Ja żałuję, że byliśmy zmuszeni zmienić skład. To nigdy nie jest fajne. A czego się nie udało? Wielu rzeczy się nie udało, ale takie było założenie, że uda się zrealizować pewnie tylko część z planów. Między innymi konkret trasy przynajmniej po Polsce. Ale już w marcu jedziemy na swoją, więc co się odwlecze...
Muszę przyznać, iż strasznie mi imponujecie, o czym zresztą wiecie (śmiech), determinacją i pomysłami na zespół. Wasze kolejne wydawnictwa - box, singiel w pudełeczku, czy list w butelce - to strzały w "10". Chyba jeszcze nikt w naszym kraju nie przykładał się do promocji w ten sposób. Nawet koncertowe setlisty często macie w formie "pirackich listów". Mam nadzieję, że to się nie zmieni!
Mateusz: Też mam taką nadzieję. Głęboko wierzę, że tak to właśnie ma wyglądać. Szczególiki robią robotę. Muza musi się zgadzać, wiadomo, ale teraz muza zgadza się w wielu kapelach. Internet, oprócz darmowego porno, dał nam możliwość szybszego uczenia się gry na instrumentach. Jak ja zaczynałem to nie było nic. Teraz młode kapele mają zaplecze takie, że ciężko konkurować czasem. Ale kapela to nie tylko muzyka. To wszystko wokół - historia, image, obrazy, dialog z fanami na fejsie. No i wymyślanie tego to jest naprawdę fun!