Nocny Kochanek - "Wszystko trzeba robić umiejętnie"
Nocny Kochanek to (czy się komuś podoba czy nie) najpopularniejszy obecnie heavy metalowy zespół w Polsce. Grupa kończy obecnie, niemal w całości wyprzedaną trasę promującą trzeci album, "Randka w Ciemność". Z tej okazji spotkaliśmy się z dwoma jej przedstawicielami: starym żigolo w postaci Roberta Kazanowskiego oraz z młodym Casanovą: Arturem Żurkiem. Jako że muzyka Kochanków często jest niepoważna, to i wywiad wyszedł z pewnym przymrużeniem oka... Tym bardziej, że w pewnym momencie został do niego włączony... menedżer grupy! Zapraszamy!
To na rozgrzewkę: jak Wam się podoba G38 - nowa miejscówka w Koszalinie?
Kazon: Spoko. Fajny ten klub jest.
Żurek: Ja z chłopakami jestem w Koszalinie pierwszy raz, no i... kurczę, rzeczywiście fajnie jest. Pełna profeska.
Kazon: Wcześniej graliśmy w CK105 i tamta sala też była ok, choć powinno do niej wchodzić więcej osób. Ograniczenie było chyba do dwustu, a spokojnie z 500 osób mogliby wpuścić.
Jakieś fajne wspomnienia z poprzedniej wizyty?
Kazon: Kolega naszego wokalisty przyleciał na ten koncert prosto z Manchesteru, no i plan był taki, że miał przyjść razem ze swoim bratem. Tak się jednak porobili, że ten kolega w ogóle nie dotrwał do koncertu, a jego brat... Cóż, mieliśmy taki dywan na scenie, i Krzyśka próbował razem z tym dywanem ściągnąć z niej, a potem wziął monitor i zaczął nim napieprzać o scenę... Strasznie dzikie rzeczy się działy i ostatecznie go z klubu wyrzucili (śmiech)
(śmiech) Ja to nie zapomnę tego, że koncert wyprzedany dwa miesiące przed startem, wchodzę na salę, a tam gościu tak pijany, że leżał krzyżem, twarzą w podłodze...
Kazon: To chyba nawet był właśnie jeden z tych dwóch - ten, którego później wywalili.
Żurek: Czemu go wywalili?! Taki niegroźny człowiek!
Kazon: Później może i tak. Ale jakby nie patrzeć: inni go mogli uszkodzić jak leżał. Poza tym, krzyżem leżał - może to się komuś nie spodobało?
W ogóle ciągle wyprzedajecie koncert za koncertem, jakby na złość wszelkiej maści malkontentom, którzy spodziewali się tego, że Nocny Kochanek będzie tylko jednosezonową sensacją. Jesteś zaskoczony tą ogromną, nie gasnącą popularnością?
Kazon: Trochę tak, bo to w sumie takie jest...
Żurek: ... takie wtórne, takie disco-polo wręcz.
Kazon: Dokładnie! Tyle tych zespołów disco-polowych jest w tym momencie...
Żurek: ... i jedne są, inne się kończą, wchodzą następne, a tutaj jakby to disco-polo się przewija i przewija tyle lat, że nawet nie zdążyłem się nie zestarzeć. Dołączyłem do zespołu i dalej się to utrzymuje.
A jak sobie tłumaczyliście fakt, i to w sumie pytanie do Kazona, że Night Mistress nie mógł się przebić do szerszego grona odbiorców, mając fantastyczne recenzje w prasie, a grając jako Nocny Kochanek niejako dla "jaj", osiągnęliście tak gigantyczny sukces?
Kazon: Złożyło się na to kilka czynników. Po pierwsze: niestety nikt tej naszej muzyki nie chciał za bardzo słuchać. W Polsce jest tak, że jeśli ktoś chce sobie posłuchać dźwięków spod znaku Judas Priest, Iron Maiden czy Helloween, to włącza Judas Priest, Iron Maiden lub Helloween. Night Mistress niestety nikogo zbytnio nie interesowało...
Żurek: Trochę też się czasy zmieniły i te większe zespoły coraz częściej koncertowały w Polsce. Nagle można je było usłyszeć na żywo.
Kazon: Tak. Poza tym wielu słuchaczy w Polsce nie wiedziało, że heavy metal to nie death metal i kojarzyła tego typu granie ze zwykłą sieczką - dlatego też nie sięgali po nasze krążki. Pamiętam jak graliśmy z Night Mistress pod domem kultury w Skarżysku i podchodzili do nas ludzie z różnych kultur, np. hip-hopowych i byli zaskoczeni, że gramy taką fajną muzę. Druga rzecz jest taka, że chyba ludzie mieli już dosyć takiego poważnego, pompatycznego grania, a tutaj mamy teksty o takich... życiowych rzeczach z przymrużeniem oka. Można przyjść, pobawić się, wyluzować. I tego chyba ludzie potrzebują po całym tygodniu pracy.
No właśnie, pomimo tego że gracie w sumie taki rasowy heavy metal, to na Wasze występy przychodzą osoby, które na co dzień takiej muzy w ogóle nie słuchają. Co ważne, bawią się one świetnie. Co przyciąga takie osoby? Ten humor właśnie?
Kazon: Humor na pewno przyciągnął sporą grupę ludzi do tego tworu...
Żurek: Ja z punktu widzenia osoby trzeciej mogę powiedzieć że ten humor pokazał, że można w Polsce połączyć takie ciężkie granie z czymś zabawnym, z jajem. I mimo że ludzie nie słuchali na co dzień takiej muzy, to zaczęli zwracać uwagę na teksty, na to, że dotyczą takich przyziemnych spraw, spraw które mogą się przydarzyć każdemu - w tym im samym.
Kazon: A później zwrócili też uwagę na to, że takie granie może być "ładne", melodyjne i że kawałki metalowe można zaśpiewać a nie "zacharchotać".
Żurek: I przykre jest to, że jak ludzie słuchają tych zagranicznych zespołów, jak np. Helloween czy AC/DC, gdzie poruszane są tematy równie niepoważne czy niekiedy wręcz głupie, to wiesz: "ambitna muza", "sztos", "klasyka", "Zachód". Okazuje się, że dobra, mocna muzyka jest w stanie takie teksty ładnie spiąć i podejrzewam, że gdyby się przetłumaczyło taką "Dziewczynę z Kebabem" czy piosenkę o "Alu Dente", któremu finalnie nie stanął, to za bardzo od niektórych klasyków by nie odstawały.
Kazon: Wiele zespołów rockowych czy hair-metalowych ma właśnie takie teksty - wystarczy posłuchać niektórych kawałków Motley Crue, Aerosmith, AC/DC czy KISS. Helloween miał multum tekstów takich jajcarskich i dopóki sobie tego co niektórzy nie przetłumaczyli, to im się wydawało, że to jest takie poważne. A tu się okazuje, że jaja w heavy metalu są od ponad 30 lat.
Nocny Kochanek ma bardzo dużo zwolenników, ale ma też i bardzo głośną bazę przeciwników. Jak myślisz, co najbardziej boli "prawdziwych metali"? Naśmiewanie się z bycia "trve"?
Kazon: Najpierw to trzeba by było sprawdzić ilu z tych najgłośniejszych, to muzycy, którym się nie udało... Często są to ludzie, którzy byli tacy jak my 20 lat temu - kiedy też chcieliśmy tworzyć coś mega-ambitnego.
Żurek: ... "muzycy", którzy mają na Facebooku zdjęcie profilowe z gitarą, perkusją czy inną harmonijką... No i jest taka zazdrość jednak: grają oni taką true-metalową muzykę, nie mogąc jednak złapać tego dystansu do siebie. Też to przerabiałem ze swoimi poprzednimi grupami: proponowałem żeby zrobić coś innego, ale słyszałem odpowiedź typu "nie, bo to jest takie niepoważne". Mogłem tylko ręce rozłożyć.
Kazon: W ogóle ludziom się wydaje, że przez to, że robimy to co robimy, że wyprzedając koncerty, sprawiamy, że dla nich nie ma miejsca. A miejsca na rynku tak naprawdę jest bardzo dużo, tylko trzeba znaleźć swoją niszę, trzeba czymś tego słuchacza zainteresować. My nikomu tego miejsca nie zabieramy - w końcu sami nie wiedzieliśmy, że ono jest.
Żurek: Tak więc grajcie, próbujcie, twórzcie! Tym bardziej, że coraz więcej zespołów kończy czy zawiesza działalność.
Spora ilość osób zarzuca Wam też wtórność i odgrywanie patentów bardziej znanych grup. Jak się do tego odniesiesz? No bo chyba jednak taki "Diabeł z Piekła" nie miałby takiej siły przebicia, gdybyście nie rżnęli w nim z Black Sabbath...
Kazon: Wszystko trzeba robić umiejętnie...
Żurek: Tak żeby nikt się nie domyślił...
Kazon: Chodzi o to, żeby zrozumieć styl danego artysty, bazować na nim, ale jednocześnie go nie kopiować.
Żurek: A my kopiujemy.
Kazon: Bo tak jest szybciej.
(śmiech) A wracając do tekstów, są one absurdalne, zabawne, a niekiedy, nie bójmy się użyć tego słowa!, głupie. Skąd Wy bierzecie w ogóle pomysły na takie "Dziewczyny z Kebabem" czy "Konie na Białym Rycerzu"? Jak wygląda proces powstawania tekstów?
Kazon: To życie wymyśla...
Żurek: To my na chwilę wyjdziemy i pojawi się Krzysztof Sokołowski i Arkadiusz... O, Krzysiu! Dobrze że jesteś! Opowiedz o tym jak powstała "Dziewczyna z Kebabem"!
Pseudo-Krzysztof: To jak już przyszedłem, to opowiem! Jechałem sobie kiedyś tramwajem...
(śmiech)
Pseudo-Krzysztof: (śmiech)... no i to był wieczór jakiś i widziałem jak sobie szła taka ładna dziewczyna, "obcyndolona" jakby szła na jakąś imprezę. No i jadła sobie ten kebab. No i był ten kontrast pomiędzy nią...
Żurek: Tym outfitem super-laski z wyższych sfer...
Pseudo-Krzysztof:... a tym jedzeniem za 12 złotych...
Żurek: Które trzyma w dłoni i bierze do buzi...
(śmiech)
Pseudo-Krzysztof: No i opowiedziałem o tym Arkowi... O! Arek! Dobrze że jesteś!
Pseudo-Arek: Tak, jestem, jestem! No i ten pomysł długo siedział w mojej głowie, ale nie byłem w stanie odpowiednio go ubrać w słowa. W końcu uznałem, że najlepiej się sprawdzi taki opis najbardziej dosadny, bez zbędnego upiększania, wdawania się w szczegóły, bez żadnego drugiego dna. Mam nadzieję Krzysiu, że uda ci się ją jeszcze spotkać i że okaże się ona miłością Twojego życia... A nie, zaraz...
Pseudo-Krzysztof: Na pewno ją wyczuję!
Pseudo-Arek: Bardzo dużo tekstów powstaje też w busie. Nawiążę np. do historii spod Radomia: jedziemy sobie busem i pewnym momencie zostaliśmy rozpoznani przez pewnego kierowcę - co nas zaskoczyło, bo staramy się być anonimowi... Chociaż ty Krzysiu jak idziesz przez galerię handlową, to się dupeczki oglądają... No ale wracając do historii: i gość zaczyna na nas trąbić. Zatrzymaliśmy się i ten tirowiec strasznie podjarany... Ej, Krzysiu! Czemu mnie nie pilnujesz?! Teraz się zdradziłem, że opowiadam o "Tirowcu"! No nic - no i dał nam karteczkę z tachografu do podpisania, co było mega-zabawne. Postanowiliśmy napisać numer o tej sytuacji, a muzykę do niego stworzył nieobecny teraz Kazon. Kazon chodź! O Tobie mówimy!
Kazon: (udaje tupanie) Już jestem! Dzień dobry! Inspiracją był zespół Leash Eye, który gra taki stoner/southern metal: ciężkie gitary, hammond - naprawdę fajna muza. Myślę, że wyszło nieźle.
Pseudo-Arek: Ja zamykam oczy i jadę tirem po prostu...
Kazon: Wiem Areczku, że coś wspaniałego. Uwielbiam jak zamykasz oczy i jedziesz tirem.
Kilka lat temu ogromną popularność zdobyła "Bałkanica" i nagle wszystkie zespoły musiały mieć przebojowy numer o chlaniu i bawieniu się. Po Waszym sukcesie jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się z kolei zespoły z prześmiewczymi tekstami. Nie boicie się tego, że w pewnym momencie nastąpi przesyt takim graniem?
Kazon: W pewnym momencie taki przesyt na rynku na pewno będzie. To naturalna kolej rzeczy i jest tak w zasadzie z każdym gatunkiem: jak tylko pojawi się jakiś patent, to zaraz wszyscy zaczynają go kopiować.
Żurek: Nocny Kochanek został zerżnięty z Zachodu, a teraz inni będą rżnąć z Kochanka.
Jest jakiś plan awaryjny?
Kazon: Na razie nie. Myślę, że mamy jeszcze trochę czasu przed sobą.
Żurek: Słyszeliśmy konkurencję. Nikt jeszcze nie jest tak dobry (śmiech)
(śmiech) Trzy albumy z niepoważnymi tekstami, tysiące fanów znających każdy numer na pamięć... Nie boicie się tego, że staniecie się więźniami swojej popularności? Tego kabaretowego grania? Że staniecie się produktem, mającym dostarczyć kolejną "taką i taką płytę", tylko po to aby zadowolić fanów?
Kazon: Chyba nie, bo jednak cały czas staramy się grać to, co nam się podoba. Ciągle odkrywamy też nowe kierunki, w które można pójść. Mamy zdecydowanie większe możliwości niż np. z Night Mistress.
Żurek: Jak ogłosiliśmy pracę nad trzecim albumem, to spodziewałeś się tego, że znajdą się na nim takie kawałki jak "Koń na białym rycerzu" czy "Andrzela"? My też nie! Różnią się od tego, co robiliśmy wcześniej, a mimo to są one największymi hitami z tego krążka. "Andrzela" to w ogóle nie jest żadnym prześmiewczym tekstem, bo opowiada o poważnym problemie XXI wieku dziewczyn, które są po prostu... (długa, przeciągająca się cisza, w której Żurek szuka odpowiedniego słowa...)
Kazon: (myśli, próbując mu pomóc, ale ostatecznie tylko głęboko wzdycha)
Żurek:... no, grube. (śmiech)
Kazon: (śmiech) I jeszcze kłamią w Internecie, że nie są!
Żurek: A my oczekujemy szczerości. Później dostajemy to co dostajemy i koń jedzie na rycerzu, a nie na odwrót.