Internal Quiet - "W tej branży trzeba być trochę szalonym"
Zespół Internal Quiet powstał w 2011 roku i dosyć szybko zrobiło się o nim głośno. Bardzo udana płyta "When the Rain Comes Down" z 2016 roku tylko dołożyła do ognia. Później przyszła spora trasa u boku Turbo, w ramach której objechano cały kraj. Teraz przyszedł moment, żeby zespół się"usamodzielnił" i chłopaki właśnie to robią. Całkiem niedawno ruszyli w swoją trasę. I to taką bardzo solidną, z wieloma przystankami. Sporo czasu w tej rozmowie poświęcamy właśnie tej koncertowej robocie. Do tego dowiemy się o najbliższych planach zespołu, który ma zaplanowany cały przyszły rok. Jednym słowem w obozie Internal Quiet będzie się działo. Przed Wami Sławek Papis. Zapraszamy!
Na początek powiedz kilka zdań o zespole dla tych wszystkich, którzy póki co nie mieli możliwości zapoznać się z charakterem twórczości Internal Quiet.
Sławomir Papis: Nazwa "Internal Quiet" przyszła mi na myśl wiele lat temu, a zaczerpnąłem ją ze specyficznego stanu poczucia braku świadomości co do obrania właściwego kierunku działań w życiu codziennym i zawodowym, nadania ludzkim poczynaniom właściwego charakteru. To bardzo dziwny i częstokroć nie do końca pozytywny stan umysłu, z którego wyjście może być czasami bardzo trudne. Aby odzyskać pełnię świadomości i pozytywny stosunek do rzeczywistości a w konsekwencji znaleźć się dalej w pożądanym punkcie konieczne jest często zresetowanie umysłu, pozostanie przez jakiś czas na uboczu, bycie jakby zawieszonym w próżni... Mocną stroną każdego człowieka (w tym również artysty) powinien być ten "wewnętrzny spokój" niezbędny do w pełni świadomego tworzenia, rozumiany jako idealny stan ciszy umysłu, nie spowity troską, obawami, stresem czy też silnymi doznaniami emocjonalnymi.
Stosunkowo szybko udało się Wam przebić do ścisłej czołówki polskich zespołów heavy metalowych o młodym stażu, prezentujecie też nieco odmienną i stosunkowo oryginalną formułę tego nurtu.
W 2013 r. zagraliśmy już kilkanaście koncertów, w tym większych imprez - zadebiutowaliśmy m.in. na festiwalu Summer Dying Loud, który to koncert scalił nas muzycznie i upewnił co do kierunku, w jakim chcemy podążać. Stylistycznie Internal Quiet to jest wypadkowa całej muzyki, której każdy z nas słuchał. Z drugiej jednak strony pracowaliśmy też nad tym, aby ta stylistyka w naszym wydaniu stała się możliwie unikatowa. Owszem, oscylujemy w klimatach hard'n'heavy i nic szczególnego nie odkryliśmy, ale chcieliśmy połączyć warstwy typowe dla stylu ze szczyptą progresji oraz intrygującej melodyki, wyjątkowym nastrojem i warstwą liryczną w formie luźnego koncept albumu. W kontekście realizacji studyjnej płyty unikaliśmy skompresowanej muzyki i sztucznych bębnów, poprawiaczy wokali i solówek. Postanowiliśmy zrobić coś innego - nagrać wszystko bardzo organicznie, łącznie z klawiszami, które również były nagrywane przez mikrofony. Wierzę, że udało się osiągnąć intrygujący efekt, będący dziś wyznacznikiem brzmienia Internal Quiet.
W swoim dorobku macie póki co tylko jeden, za to bardzo intrygujący tekstowo-muzycznie album "When The Rain Comes Down". Co dziś z perspektywy czasu możesz powiedzieć o tej płycie?
Tekstowo album opisuje bardzo szczery i szczególnie emocjonalny okres tak dla samego zespołu, jak i przeżyć każdego człowieka. Przekaz i muzyka Internal Quiet mają w tym ujęciu charakter wielowymiarowy. Tekstowo jest w tym sporo z refleksji na temat przemijania. W życiu często jest tak, że wszystko co robimy, choćby miało dalekosiężny i istotny dla nas cel gdzieś tam ostatecznie przemija. Realizujemy marzenia, które później mijają po to, aby realizować kolejne. To samo jest z życiem i uczuciami. W tym miejscu zawsze miałem skojarzenia z deszczem, którego krople obficie spadają a kiedy wstajemy na drugi dzień rano tego deszczu już nie ma. Brzmi to może melancholijnie, ale włożone w hard rockowo-metalowy uniform nabiera intrygującego kolorytu. I ten rodzaj refleksji chciałem przekazać na "When The Rain Comes Down", nawet jeśli ciężko jest mi określić do kogo jednoznacznie adresujemy naszą muzykę. Myślę, że wszyscy rocka i fani metalu, którzy nie chcą słuchać tylko i wyłącznie mocno brzmiących gitar i sekcji rytmicznej a mają potrzebę wsłuchać się w tekst oraz interpretować go po swojemu, znajdą na naszej płycie cząstkę samego siebie.
Obecne tournee Internal Quiet obejmuje swym zasięgiem aż 30 lokalizacji na terenie kraju. Mocne i zarazem nieco ryzykowne uderzenie, zważywszy na fakt popularności tego rodzaju muzyki. Jak udało się Wam ogarnąć tak imponującą trasę?
Rzeczywiście, ta trasa wygląda imponująco - aż trzydzieści dat, po części są to dla nas nowe miejsca, jednak znalazły się na naszej mapie koncertowej również sale w których już graliśmy wspólnie z zespołem Turbo na trasie "Back To The Past" w 2016 i 2017 roku. Spotkaliśmy się tam wówczas z bardzo dobrym przyjęciem ze strony publiczności i klubów. Wiem, że podczas bookingu tegorocznych koncertów ci promotorzy cieszą się, że zagramy ponownie właśnie u nich. Ogólnie rzecz biorąc nadchodzącą trasę to przedsięwzięcie, co do którego początkowo mieliśmy obawy, że nas nieco przerośnie logistyczno-finansowo. Nikt z rodzimych młodych zespołów w stylistyce hard'n' heavy nie gra tras koncertowych, kapele nie idą tak daleko wprzód w planowaniu koncertów, wszyscy starają się grać sporadycznie i tylko w weekendy. Osobiście nie raz spotkałem się z szumnym określeniem "trasa koncertowa" na plakacie której było zaledwie dziesięć dat rozbitych na przestrzeni kilku miesięcy. My poszliśmy dalej, można powiedzieć że za ciosem, bowiem zagramy drugie z rzędu duże tournee, na które zabierzemy ze sobą winylową wersję naszej płyty.
Wasz album otrzymał zewsząd doskonałe recenzje i spotkał się z entuzjastycznym odzewem ze strony publiczności podczas wspólnej trasy z zespołem Turbo. Podejrzewam, że wszystko to pchnęło was do dalszej aktywności, stało się bodźcem w kierunku organizacji własnej trasy koncertowej?
Oczywiście, wspólna trasa z Turbo miała wpływ na wiele rzeczy które się po drodze wydarzyły. Pamiętam, że bardzo baliśmy się tamtej trasy, nie wiedzieliśmy jak przyjmą nas fani Turbo, a tymczasem okazało się że było naprawdę dobrze. Po zakończeniu tamtego maratonu mieliśmy do wyboru cztery opcje, a jedna z nich dotyczyła obszernej trasy europejskiej z popularną na świecie legendą nurtu heavy-speed metal. Po przeanalizowaniu tych ofert wespół z managementem podjęliśmy decyzję o zagraniu własnych sztuk w roli headlinera. Bodźcem były znakomite recenzje płyty i koncertów oraz bardzo pozytywne opinie o zespole. To wszystko pchnęło Internal Quiet w kierunku organizacji "When The Rain Comes Down Tour 2018".
Po raz pierwszy wystąpicie w roli gwiazdy wieczoru w ramach tak szerokiego pakietu eventów. Jakie to uczucie?
Już nie możemy się doczekać. Poza tym to takie trochę górnolotne, bo na pewno nie myślimy o sobie w kontekście "gwiazdy wieczoru". Fakt, to jest pierwsza trasa Internal Quiet w roli headlinera ale my o tym nie myślimy, raczej skupiając się na tym by nasze granie, w sensie wykonawczo-wizualnym i sile przekazu stało na bardzo wysokim poziomie. Z drugiej strony to jednak miłe uczucie wiedzieć, że to twoja własna trasa. Ale też i obawa, czy ludzie dopiszą, czy będą nas chcieli zobaczyć, niektórzy po raz drugi, może trzeci. Jak na razie odzew jest całkiem pozytywny, pozwala zachować optymizm.
Jak dalece istotne jest granie koncertów i tras na obecnym etapie kariery Internal Quiet?
Hmm, myślę że każdy zespół powinien zdobywać fanów i słuchaczy właśnie w ten sposób - grając koncerty, promując swoją płytę, grając w klubach, gdzie łatwiej o bezpośredni kontakt. Myślę że to jest dobra droga, aczkolwiek kosztowna i nie usłana jedwabiem. Sądzę jednak, że tak trzeba, ta szczerość i bezpośrednie relacje się ludziom należą. Bo gdzieś głęboko wierzę, że ludzie to istoty myślące, dlatego nie można ich po prostu kupić fundując sobie kilka tysięcy "lajków" na facebook'u, czy płacąc kolosalne kwoty za otwieranie koncertów wielkich gwiazd z Zachodu. To nie ta droga, tak przynajmniej nam się wydaje. My chcemy dotrzeć do fanów oddolnie, poprzez koncerty, tak by mogli w sposób bezpośredni przekonać się na ile jesteśmy autentyczni czy skorelować sobie to później z płytą wysłuchaną w domu. Dlatego tak istotne jest dla nas granie koncertów.
Krótko po trasie "Back To The Past" w Internal Quiet nastąpiły zmiany personalne. Jakie były tego przyczyny i jak przedstawia się obecny skład zespołu?
To prawda, niedługo po ostatnim koncercie trasy "Back To The Past Tour" nasz perkusista Radek Jarzyna zakomunikował, że chciałby odejść z zespołu. Trochę nas to zmieszało, nie wiedzieliśmy o co chodzi. Jednak Radek nas uspokoił, że pozostanie w naszej dyspozycji dopóki nie znajdziemy wartościowego zastępcy. W duszy zawsze grał mu punk rock, gra zresztą w świetnej i kultowej kapeli Moskwa, spełnia się muzycznie, a co ważne, zawsze podkreślał że współpraca i koncerty z nami wiele go nauczyły. Cały czas jesteśmy w kontakcie, rozstaliśmy się w pełnej zgodzie i to jest najważniejsze. Kilka miesięcy później Dawid, nasz klawiszowiec również podjął decyzję o odejściu i z nim również pożegnaliśmy się w przyjaźni. Tak to niestety bywa, z czasem każdy ma trochę inne priorytety muzyczne i ja to w pełni rozumiem. Obecnie gramy w składzie pięcioosobowym i jest to na teraz optymalne rozwiązanie dla Internal Quiet. Zdecydowaliśmy, że nie zatrudnimy nikogo grającego na instrumentach klawiszowych, chcemy ze sceny brzmieć mocniej, bardziej gitarowo i bardziej metalowo. Brzmienie jest mocniejsze, podoba nam się, dużo w tym dynamiki. Biorąc pod uwagę nowe "kawałki", idziemy chyba w dobrym kierunku. Swoje do zespołu wniósł Paweł Lachowicz - bębniarz z nurtu muzyki bardziej ekstremalnej - grający na zestawie perkusyjnym z dwiema centralami.
Jakie nastroje panują obecnie w Internal Quiet? Czy wszyscy są pełni pasji i energii w związku z jesienno-zimowym tournee?
Nastroje są bardzo pozytywne, nie możemy się doczekać trasy, mocno nas to nakręca. Energię zbieramy na próbach. Robimy też nowy materiał, gdzie komponujemy wszyscy, z pasją, energią i emocjami typowymi dla Internal Quiet. Jesteśmy bardzo zadowoleni z nowych numerów.
Czego szczególnego mogą oczekiwać wasi fani i osoby planujące wybrać się na koncerty w ramach nadchodzącej trasy?
Przede wszystkim atmosfery. Zawsze gramy na 100%, poza tym być może zdążymy wprowadzić pewne elementy scenografii, które pozwolą pogłębić atmosferę koncertu. Będziemy grać w całości materiał z płyty oraz nowe kompozycje, w tym kilka dodatkowych atrakcji które pozwolą poczuć, że cała nasza muzyka ma gdzieś ważny, wspólny mianownik.
W jaki sposób podchodzicie do grania koncertów w kwestii samych przygotowań i planistyki? Ciężko jest stworzyć właściwą dynamikę, dramaturgię, napięcie podczas koncertu?
Długo pracowaliśmy nad stworzeniem właściwej, tzw. "playlisty", z jednej strony starając się zachować kolejność nagrań z płyty, która jednak w połączeniu z nowymi utworami ulegnie pewnemu zachwianiu z uwagi na konieczność utrzymania dynamiki koncertu na właściwym poziomie. Myślę że ilość energii zgromadzonej w nas samych w sposób naturalny przekłada się na jakość i dramaturgię koncertów Internal Quiet.
Ci co już widzieli Internal Quiet na żywo wielokrotnie podkreślają waszą jakość, profesjonalizm jak również magię i chemię między muzykami podczas koncertu. Jak udaje się Wam osiągnąć tak imponujący rezultat?
Może dzięki temu że nic nie udajemy? Nie lansujemy się na siłę i za wszelką cenę. Nie gramy coverów, nie naśladujemy nikogo, jesteśmy szczerzy muzycznie i personalnie i być może to ludzie sobie w Internal Quiet upodobali. Poza tym wszyscy w zespole bardzo się szanujemy, chętnie spotykamy na próbach, gdzie często panuje wyjątkowa atmosfera.
W ramach "When The Rain Comes Down Tour 2018" zagracie w niemal wszystkich województwach i kilkudziesięciu miejscowościach na terenie kraju, gdzie obok dużych miast dotrzecie także do lokalizacji dużo mniejszych nigdy dotychczas nie odwiedzanych przez zespół. Trasa obejmuje również festiwale i prestiżowe koncerty radiowe. To duży rozstrzał, taka była strategia?
Tak, z założenia chcemy dotrzeć do jak największej liczby osób mieszkających w różnych rejonach, by zapoznali się z naszą twórczością, bo taki jest nasz cel. W jaki inny sposób zorientujesz się, czy granie muzyki ma sens? To jest możliwe tylko przez kontakt bezpośredni na koncercie, nierzadko połączony z właściwą promocją. To zresztą jedna z przyczyn, dla których na jesiennej odsłonie trasy są dwa koncerty radiowe - 16 listopada w Radio Opole oraz wieńczący tournee koncert w Radio Łódź 9 grudnia 2018 na które serdecznie zapraszamy.
Co będzie największym wyzwaniem dla zespołu w związku z tak obszerną trasą?
Największym wyzwaniem są zawsze pieniądze. Sami wszystko finansujemy i siłą rzeczy ten budżet jest ograniczony. Kolejne wyzwanie to sprostać oczekiwaniom fanów, gramy przecież dla nich więc bardzo zależy nam, aby byli usatysfakcjonowani. Poza tym wszystkim jest wreszcie kwestia rodzinna, bo przecież przynajmniej jeden cały miesiąc z tych trzech spędzimy poza domami. Ważne że nasze rodziny wspierają nas w tych działaniach i trzymają za nas kciuki.
Czy podczas trasy będą przewidziane są jakieś zespoły supportujące?
To bardziej pytanie do naszego agenta, ale z tego co wiem zagra z nami kilka zespołów i gości podzielonych na wybrane odcinki trasy. Na teraz wiem już o udziale formacji Drakon, Dormant Dissident i The Mind Parasities na wybranych odcinkach trasy, ale na tym na pewno nie koniec. Będą to supporty ciekawe muzycznie i zarazem zróżnicowane stylistycznie w kręgach stylistyki rock/metal, z opcją po 1-2 a nawet trzech zespołów na większości koncertów trasy. Dokładamy starań aby były to grupy wartościowe, dopasowanedo nas ale też nieco zróżnicowane stylistycznie, możliwie profesjonalne w działaniach i aby prezentowały intrygującą odmianę muzyki heavy metalowej. Zgłasza się do nas sporo formacji, ostateczna decyzja zapadnie jednak w swoim czasie. Pełną listę zespołów ogłosimy prawdopodobnie na jeden miesiąc przed rozpoczęciem tournee.
Wygląda na to, że jesienno zimowa trasa Internal Quiet będzie swoistą kulminacją poczynań artystycznych i działań promocyjnych zespołu...
Jak najbardziej. Po części przekonamy się, czy promocja zespołu i wszystkie nasze działania mają już jakiś sens. To bardzo ryzykowne jechać w trasę tak obszerną, zdajemy sobie z tego sprawę, jednak musimy i bardzo chcemy przekonać się czy ludzie, fani, dostrzegli choć trochę takie zjawisko jak Internal Quiet.
Jaka filozofia działania przyświeca Internal Quiet w chwili obecnej? Czy macie jakąś szczególną wizję pod tym kątem?
Przede wszystkim chcemy grać i tworzyć muzykę. Mamy sporo pomysłów, które chcemy realizować, to chyba najważniejsze. Udało się nam pozyskać zawodowego agenta i nadać profesjonalny charakter naszym poczynaniom. Nie spinamy się jednak, każdy ma swoje zajęcia, a sprawy zespołu realizujemy krok po kroku w odpowiedniej kolejności. Biznes plan który nakreśliliśmy sobie w 2014 roku po dziś dzień skrzętnie realizujemy. Myślę, że zespół idzie do przodu pomimo wielu przeciwieństw i ograniczonego czasu wolnego przeznaczonego na działania. Do końca 2019 roku mamy wszystko zaplanowane. Osobiście sam jestem ciekaw dokąd nas to zaprowadzi.
"When The Rain Comes Down Tour 2018" zbiegnie się w czasie z premierą wersji winylowej waszego debiutanckiego krążka. Kilka słów o tym nadchodzącym wydawnictwie?
Dla nas osobiście to bardzo ważne wydarzenie. Sposób w jaki podchodzimy do nagrywania, uzyskiwania konkretnego brzmienia i samej finalizacji nagrań jest dość szczególny. W przypadku edycji winylowej dokonaliśmy ponownego masteringu albumy stricte pod tym kątem tylko po to, aby efekt finalny brzmiał jak najbardziej źródłowo w kontekście pierwotnej rejestracji. Po raz kolejny zatrudniliśmy Grzegorza Piwkowskiego aby profesjonalnie i dogłębnie prześledzić temat. To zresztą bardzo ciekawe doświadczenie które pozwala uzmysłowić jak bardzo różni się zapis "master" na płytę CD i ile pracy trzeba wykonać aby wersja winylowa zabrzmiała równie dobrze, a może nawet i lepiej? Nie wystarczy bowiem wręczyć tłoczni płytę CD z prośbą, aby zrobili z tego winyla bo niestety, płyty wykonane w ten sposób nigdy nie zabrzmią tak jak powinny. Wy będziecie mogli ocenić naszą pracę już niebawem.