King Dude - "Po prostu nagrywam to, co czuję"


Thomas Jefferson Cowgill, znany jako King Dude, bardzo lubi grać w Polsce i z chęcią zgodził się na udzielenie wywiadu przed koncertem w Krakowie. Jest bardzo ciekawą i charyzmatyczną osobowością, jak widać poniżej, ma sporo do powiedzenia i na każde pytanie udzielał wyczerpujących odpowiedzi. Ciężko streścić wszystko, o czym rozmawialiśmy, bo w ciągu 25 minut tematów przewinęło się naprawdę sporo, ale opowiedział o procesie tworzenia albumu "Songs Of Flesh And Blood - In The Key Of Light", zdradził, czego możemy spodziewać się na nadchodzącej płycie "Sex", wskazał zalety posiadania własnej wytwórni płytowej, grania solo i z zespołem, a także wyraził swoje zdanie na temat tatuowania i tworzenia muzyki filmowej. Zapraszamy do przeczytania wywiadu, najlepiej przy akompaniamencie pięknej muzyki King Dude.





MetalSide.pl: Witaj! Ostatni raz odwiedziłeś Polskę zaledwie 5 miesięcy temu i zagrałeś w trzech miastach. Słyszałam, że twoje koncerty spotkały się że znakomitym odbiorem w naszym kraju. Pamiętasz jeszcze te występy?

Thomas Jefferson Cowgill: Tak, pamiętam. To były miasta Warszawa, Wrocław i hmm... chyba tylko dwa koncerty?

Jeszcze Poznań.

Ach tak, Poznań! Jak mogłem zapomnieć. To było jakieś miejsce, które wyglądało jak burdel, czy strip club, podobało mi się. Koncerty były świetne, nie rozumiem, czemu ludzie w Polsce tak sobie upodobali nasze show. Nie w każdym kraju spotykam się z taką popularnością. Naprawdę mnie to cieszy.

Przed tobą będzie grał polski zespół Them Pulp Criminals, który gra muzykę w klimacie podobnym do twojego, także to obrazuje, jak Polakom podobają się takie brzmienia.

Tak, słuchałem ich, brzmią bardzo amerykańsko, naprawdę dobrze grają, spodobało mi się.

Jak opisałbyś swoją muzykę? Oficjalnie określana jest jako neo folk lub dark folk, zgadzasz się z tym?

Nie, nie do końca się z tym zgadzam. Nie używam tych słów do jej opisywania. Gdybym napisał folkową piosenkę, byłaby to po prostu folkowa piosenka. Może to zabrzmi banalnie, ale często definiuję swoją muzykę po prostu jako rock'n'roll. Ewentualnie country blues, co według mnie jest dobrym określeniem. Ale dark folk? Nie, nie podoba mi się to.

Właściwie każda twoja płyta jest nieco inna, więc ciężko użyć tylko jednego określenia do jej opisania...

Kto wie, może kiedyś wydam album reggae. Nigdy nic nie wiadomo. Moja nowa płyta będzie bardziej rockowa. Nie mam na myśli tej, którą ostatnio wydałem, tylko tę, która dopiero wyjdzie. "Songs Of Flesh And Blood - In The Key Of Light" obfituje w wiele melodii, jest spokojna, dość depresyjna. Nowa płyta, której pre-order startuje jutro (9 sierpnia - przyp. red.), nazywa się "Sex" i to będzie naprawdę rockowy album.

Pomówmy o twojej kooperacji z Chelsea Wolfe, z którą nagrałeś dwa utwory, które według mnie są rewelacyjne. Czy planujecie jeszcze współpracować w przyszłości?

Tak, na pewno, często rozmawiamy na temat ponownego wspólnego nagrywania, ale oboje jesteśmy dosyć zajęci, więc to kwestia znalezienia czasu. Będę się z nią widział za parę dni...

Tak, wiem, na Brutal Assault.

Dokładnie, na Brutal Assault. Pewnie tam trochę porozmawiamy, choć zwykle pochłaniają nas inne tematy.

Planujecie może zagrać coś wspólnie na festiwalu?

Może, nie wiem, jak to będzie wyglądało czasowo, chyba nie gramy w podobnych porach, więc raczej nie będzie to możliwe, choć bardzo bym chciał. Mieliśmy wspólną trasę po Stanach, było zabawnie, bo wychodziłem na scenę w czasie jej setu. Ja otwierałem koncert, grałem moje kawałki, potem przychodziła jej kolej, a pod koniec wracałem na scenę i wspólnie wykonywaliśmy dwa utwory. Dla mnie to było ciekawe, myślę że kiedyś tak właśnie się grało, dodawało jakieś smaczki do koncertu, pewnie Johnny Cash, June Carter Cash, czy Pete Seeger mogliby zrobić podobnie. Znasz Jamesa Browne'a? Raz oglądałem jego koncert z lat 80. na YouTube, zobaczył, że wśród publiki jest Prince i Michael Jackson, wciągnął ich na scenę i wspólnie grali i tańczyli. To było niesamowite i na pewno nie było zaplanowane.

Wracając do twojej muzyki, płyta "Songs Of Flesh And Blood - In The Key Of Light" wydaje się być najbardziej osobistą z całego twojego dorobku. Czy pisanie jej było dla ciebie najtrudniejsze w porównaniu do poprzednich albumów?

Tak, było bardzo trudne, zdecydowanie najtrudniejsze ze wszystkich albumów, które dotychczas stworzyłem. Przechodziłem wtedy przez ciężki okres w życiu - przeżywałem rozstanie, miałem złamane serce. To było dobre dla muzyki, ale dla człowieka to bardzo ciężkie, mieć tak złamane serce. Cieszę się, że teraz to już za mną, bo byłem naprawdę przygnębiony i przelałem te uczucia do mojej muzyki. Czego się nie spodziewałem, to fakt, że przy pisaniu utworów czułem się lepiej, wcześniej nigdy nie tworzyłem tak osobistych kawałków, a wyrzucanie z siebie emocji bardzo mi pomagało, ułatwiło mi pogodzenie się z rozstaniem. Tylko że wtedy nie myślałem, iż po wydaniu płyty będę musiał odbyć 2-letnią trasę promującą ten album, grać te piosenki każdego dnia przez długi czas. Na początku to było jak tortury, w ogóle nie chciałem ich wykonywać. Ale teraz sądzę, że zyskały nowe życie i obecnie mają dla mnie inne znaczenie. To bardzo wzbogacające przeżycie.

Dzisiaj będziesz grał dużo utworów z tej płyty?

Tak, prawdopodobnie zagram niemal cały album.

Świetnie, bo to moja ulubiona płyta. A ty którą ze swoich płyt najbardziej sobie upodobałeś?

Prawdopodobnie "Sex", którego jeszcze nie słyszałaś. Zazwyczaj najbardziej lubię swoje najświeższe albumy.

To wydawnictwo będzie bardziej radosne od poprzedniego?

Opowiada o seksie, więc tak, jest w tym sporo szczęścia, ale nie tylko, rzekłbym, że ma w sobie więcej funu. A już na pewno w porównaniu do "Songs Of Flesh And Blood - In The Key Of Light", co oznacza, że ludzie pewnie go znienawidzą, ale to ich prawo, ja nie mam wyboru, po prostu nagrywam to, co czuję.

Czy myślałeś kiedyś, aby tworzyć muzykę do filmów? Według mnie niektóre nagrania idealnie pasowałoby do jakichś psychodelicznych filmów lub westernów w starym klimacie.

Właściwie raz odtworzyłem muzykę z pewnego filmu, wyreżyserował go Ingmar Bergman, a tytuł to "Summer With Monica". Bergman miał wiele różnych produkcji, a wytwórnia Black Horizons chciała stworzyć kompilację, na którą złożą się nagrania różnych zespołów, które wybiorą jeden film i 20-minutowy fragment z niego, po czym odtworzą tę muzykę. Ja zdecydowałem się na "Summer With Monica" i na tej składance można znaleźć moją wersję. Także raz robiłem coś tego typu, ale wytwórnia nie wydała wielu kopii tych nagrań, na sprzedaż było tylko około stu, mam chyba w domu 5, czy 6 egzemplarzy. Z filmami jest ten problem, że albo nie pasowałyby do mojej muzyki, albo nie mają na tyle wysokiego budżetu. Myślę, że tworząc muzykę do filmu, trzeba dostać odpowiednie wynagrodzenie. Oczywiście nie robię wszystkiego dla pieniędzy, ale nie można swojej pracy oddawać za darmo. Nie staram się szukać kogoś, dla kogo mógłbym napisać muzykę, ale gdyby pewnego dnia odpowiednia osoba przyszła i o to zapytała, z przyjemnością bym to zrobił. Rozumiem, do czego zmierzasz, pewnie chciałabyś zobaczyć dobry film zawierający moją muzykę.

Jasne, to byłoby niesamowite.

Kto wie, być może tak się stanie. Może jakiś reżyser będzie kiedyś zainteresowany i coś takiego powstanie. Na razie nie miałem takich propozycji, może jakiś polski reżyser będzie chętny? Byłoby świetnie.

Jesteś często porównywany do Johnny'ego Casha, Nicka Cave'a, czy innych muzyków. Nie męczą cię takie opinie?

Oni wszyscy są świetnymi artystami, więc ciężko się przejmować, gdy ktoś mówi tego typu rzeczy. Myślę że jedyna sytuacja, kiedy mógłbym być zdenerwowany, to gdy ktoś stwierdziłby, że chcę być jak Johnny Cash, czy Nick Cave, co nie jest prawdą. Myślę, że słuchając uważnie niektórych piosenek, jest w nich trochę z Johnny'ego Casha, nawet mogłyby to być jego kawałki w trochę gorszej wersji. Porównanie z Nickiem Cavem jest świetne. Myślę, że ktoś taki jak on i ja dzielimy wspólnie różne inspiracje, ja dużo czerpię z jeszcze wcześniejszych lat, zanim on zaczął grać. Nie sądzę, by on słuchał moich nagrań, ja zdecydowanie słuchałem jego. Wszelkie porównania mnie nie irytują, o ile ktoś nie zarzuca mi, że próbuję być daną osobą. Za to zawsze się cieszę, gdy ludziom podoba się to, co robię.

Masz swoją własną kolekcję ubrań nazwaną Actual Pain. Sprzedajesz je również podczas tras koncertowych lub w jakichś sklepach, czy tylko online?

Tylko online. Nie wozimy ich w trasy koncertowe, byłoby tego za dużo.

Dlaczego nie tworzysz żadnych ubrań z kotami? Widziałam parę z psami, ale nic z kotami, a z chęcią bym kupiła.

W takim razie musimy to zmienić, musimy zrobić t-shirty z kotami. Dobry pomysł, dzięki.

Masz dużo tatuaży na całym ciele. Czy tatuowanie jest twoim uzależnieniem?

O nie, teraz to już mam alergię na tatuaże. Jak ktoś chce mnie tatuować to odmawiam. To naprawdę boli. Ty masz jakieś tatuaże?

Nie, ale myślę nad zrobieniem jakiegoś.

Teraz robię sobie tatuaż tylko czasem, gdy jestem w trasie i jakiś znajomy mi to zaproponuje, ale zdecydowanie nie jest to moje uzależnienie, może kiedyś tak, ale to jest domena młodych ludzi, że są skłonni trochę pocierpieć, przyjąć ten ból. Ja już nie lubię bólu.

Przez cały ten czas nie przywykłeś, skoro masz ich tak wiele?

Nie, to boli coraz bardziej i jest irytujące. Jeśli nie masz jeszcze żadnego tatuażu, denerwujesz się przed zrobieniem pierwszego. Zwykle jak robiłem tatuaż to tak, aby tatuowanie trwało godzinę, nie więcej.

Czy któryś z tatuaży, które masz, jest twoim ulubionym?

Lubię je wszystkie, ale najbardziej "Lucifer's The Light Of The World", który mam na klatce piersiowej. Przypomina mi tatuaż "Lucifer" Kennetha Angera, z tym, że mój jest mniejszy i gorszy. Wydaje mi się, że byłem pierwszą osobą, która zrobiła sobie taki tatuaż, a teraz widzę, że inni go powielają i traktują jako przekaz, identyfikują się ze znaczeniem utworu. Cieszy mnie, gdy ludzie sobie go tatuują, wiele to znaczy i dla nich, i dla mnie.

Masz swoją własną wytwórnię "Not Just Religious Music". Co skłoniło cię do jej założenia? Byłeś niezadowolony ze współpracy z innymi firmami?

Kiedy wydawałem płytę "Fear", miałem managera, który dostarczał ją do różnym wytwórniom płytowym, nawet mi o tym nie mówiąc. Również do takich, z którymi w życiu nie chciałbym nawiązać współpracy. Powiedziałem "pieprzyć to, chcę własną wytwórnię". Problemem jest, że jeśli większa wytwórnia chciałaby wydać mój album, ja nie chciałbym z nimi pracować, z kolei w przypadku mniejszych to tak, jakbym sam musiał robić wszystko. Pewnego razu graliśmy z zespołem Pierced Arrows, znasz ich?

Nie, nie znam.

Z Ameryki, mają też inny zespół, Dead Moon, znasz ich?

Też nie.

Są naprawdę dobrzy, musisz ich posłuchać, są starsi od nas, tworzą od lat siedemdziesiątych, czy osiemdziesiątych. Ja i mój ówczesny perkusista rozmawialiśmy z Toody, basistką i tłumaczyliśmy jej ten problem, o którym przed chwilą mówiłem, a ona na to "sam wydaj tę płytę", bo oni też postępują w ten sposób. Następnego dnia założyłem wytwórnię. To naprawdę proste i dobrze mi idzie. Wydaję czasem płyty innych zespołów.

Tylko zespoły twoich znajomych, czy również inne, których nie znasz?

To bardzo mało prawdopodobne, żebym wydał płytę kogoś, kogo nie znam. Dotychczas chyba nikogo takiego nie było, sami znajomi. Choć był jeden zespół, Dreadlords, przysłali mi swoje demo i bardzo mi się spodobało, więc je wydałem. Potem ich poznałem i już się kumplujemy. Jednak standardowo wolę znać danych ludzi. Celem tej wytwórni nie jest zarabianie wielu pieniędzy, tylko wydawanie dobrej muzyki, również mojej.

To pewnie bardzo satysfakcjonujące - wydawanie swojej muzyki przez własną wytwórnię.

To pracochłonne, ale tak, również satysfakcjonujące. Nigdy nie oczekiwałem, aby stanowiło to duży biznes, po prostu chciałem mieć kontrolę i nie odpowiadać przed innymi za to, co robię. To świetne uczucie i daje ci dużo wolności. Podoba mi się nasze logo, które sam stworzyłem, jest kolejnym świetnym aspektem, bo czasem nie mogłem znieść logo lub nazwy danej wytwórni. Dla mnie, jako maniaka kontroli, to wreszcie to, czego oczekiwałem, zaprojektowałem je w pełni tak, jak powinno wyglądać.

Obecną trasę koncertową odbywasz z zespołem King Dude & His Demon Brothers. Dlaczego zdecydowałeś się na granie z innymi muzykami, zamiast solo?

Od płyty "Burning Daylight" na nagraniach jest sporo innych instrumentów i pomyślałem, że dobrze będzie wykonywać utwory tak, jak brzmią one na albumach. Bardzo lubię tych ludzi, to mój ulubiony skład, z jakim miałem przyjemność grać, wszyscy są świetni, na scenie mamy dużo energii, sporo się dzieje, jest więcej dynamiki i spontaniczności, częściej coś się nie udaje. To dwa różne rodzaje show. To nie tak, żebym nie lubił występować solo, naprawdę bardzo mi się to podoba, więc staram się to robić tak często, jak się da. Miałem roczną solową trasę, razem z moim managerem podjęliśmy tę decyzję rok wstecz, czy wcześniej. Chciał, abyśmy zrobili sobie przerwę od zespołu i odbyli część trasy solo. To świetne, naprawdę to lubię, jak również występowanie z zespołem - to dwa różne rodzaje grania, choć część osób nie cierpi tych rock'n'rollowych show. Nie chcę porównywać się z kimś tak wspaniałym, jak Bob Dylan, ale jego spotkało to samo, gdy przeszedł z grania folku do występowania z innymi muzykami - ludzie zaczęli wychodzić z jego koncertów, tak im się to nie podobało, wyobrażasz to sobie? Ma jedną piosenkę w stylu The Rolling Stones, bardzo długi utwór, grał ją, a oni nie mogli tego wytrzymać, czy to nie przedziwne? Oczywiście nie jestem jak Bob Dylan. Wiem, że niektórzy są rozczarowani, że nie gram solo, a pozostali byliby, gdybym nie grał z zespołem. Ciężko dogodzić wszystkim. Dzisiaj mamy bardzo różnorodny set, osobiście nienawidzę zespołów, które grają jednostajnie przez cały wieczór, nie mogę tego oglądać, potrzebuję ciągle zabawiany, musi być dynamika, chcę odczuwać różne emocje w czasie wieczoru.

(zaczynają wchodzić ludzie z różnymi sprawami, więc wypada kończyć wywiad)

Ok, widzę, że wszyscy zaczynają cię rozchwytywać, więc na podsumowanie proszę o parę słów do czytelników MetalSide.

Dziękuję za zainteresowanie muzyką King Dude i mam nadzieję wkrótce spotkać was wszystkich.




Autor: Anna Jaglarz

Data dodania: 25.08.2016 r.



© https://www.METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!