Saxon - "Nasza muzyka przełamuje bariery"


Biff Byford, wokalista Saxon, poświęcił nam swój cenny czas i udzielił odpowiedzi na nasze pytania. Nie ukrywamy, że spotkanie takiej Legendy było dla nas wielkim zaszczytem i lekki stresik się pojawił. Niepotrzebnie, gdyż Biff to mega sympatyczny człowiek i gawędził z nami jak ze starymi znajomymi. Było tak sympatycznie, że nawet nie zauważyliśmy, iż wywiad lekko się przeciągnął ponad zaplanowane piętnaście minut. Porozmawialiśmy o początkach Saxon, o najnowszej płycie zatytułowanej "Battering Ram", o polskich koncertach Saxon, a także o najbliższych planach zespołu. Biff wyjawił nam, iż jesienią zespół zaplanował... a nie będziemy uprzedzali faktów. Zapraszamy do poczytania wywiadu. Panie i Panowie - przed Wami Biff Byford!





MetalSide.pl: Często gracie z Saxon w Polsce, co bardzo nas cieszy. Właściwie każdego roku jesteście w naszym kraju. Czy lubicie tu występować?

Biff Byford: Tak, bardzo lubimy koncerty w Polsce, wiążemy z tym krajem długą historię. Pierwszy raz zagraliśmy tutaj w 1986 roku. Z kolei festiwale w deszczu są specyficzne, zobaczymy jak to dziś będzie, ale oczywiście tak czy siak zagramy, musimy, nieważne, czy pada, czy nie.

W zeszłym roku graliście w Polsce na zlocie motocyklistów we Wrocławiu, to był bardzo upalny dzień. Czy pamiętasz ten występ?

Jakie zespoły tam grały?

Zakk Wylde z Black Label Society...

O tak, to był świetny festiwal.

W czasie tego koncertu zagraliście specjalnie dla polskich fanów "Broken Heroes". To była niespodzianka, nie mieliście tego utworu w setlistach z innych państw. Również dwa lata temu w Warszawie mieliście dla nas nadprogramowy numer...

Lubię, gdy gramy spontanicznie. Nie musimy zawsze wszystkiego robić zgodnie z planem. Możemy robić właściwie wszystko, co chcemy. Jesteśmy bardzo koncertowym zespołem.

Dla fanów też jest to wspaniałe, bo w takiej chwili mogą poczuć się wyjątkowo. W Warszawie specjalnie dla nas zagraliście "Red Star Falling".

"Red Star Falling"! Uwielbiamy "Red Star Falling"! Wiecie, ja napisałem ten kawałek... Ale jakoś nie zauważamy, by ludzie skandowali ten tytuł na koncertach, zdecydowanie częściej chcą "Broken Heroes". To w porządku, rozumiem ich sentyment.

Czy to prawda, że kiedyś zdarzyło Wam się zagrać koncert, na który nikt nie przyszedł? Gdzieś kiedyś czytaliśmy o koncercie w Teksasie z U.D.O. Tak było?

W Teksasie? Tak, to prawda. Ludzie zapomnieli o promocji tego koncertu. Mieliśmy grać z U.D.O. i z jakimś amerykańskim zespołem na supporcie. Wydaje mi się, że to było w Temple, które jest blisko Waco. To było dziwne miejsce.

Czy mimo to zagraliście?

Tak, U.D.O. zagrał około pół godziny, a my 40 minut. My byliśmy publiką dla U.D.O., a U.D.O. dla nas. Było zabawnie.

Była to swojego rodzaju próba?

Trochę tak. Zagraliśmy kawałki, o które nas prosili. Chyba zagraliśmy "Whole Lotta Rosie", to była dobra zabawa. Ale i tak nam nie zapłacili. Wśród publiki było jeszcze parę psów i kotów.

Haha, my uwielbiamy koty. Ty masz jakieś zwierzęta?

Tak, mam dwa psy. Mieliśmy też kota, ale zdechł, może będziemy mieć kolejnego. Mamy trochę królików.

W zeszłym roku ukazała się Wasza dwudziesta pierwsza płyta zatytułowana "Battering Ram". Jak dzisiaj oceniasz ten materiał? Jesteś w pełni zadowolony z tego, co znalazło się na tej płycie?

To świetny album. Wciąż go promujemy na trasie. Przyjedziemy znów do Polski chyba w listopadzie do Warszawy, tak mi się wydaje, ale sprawdzę [dłuższe poszukiwania daty w telefonie niestety nie zakończyły się sukcesem].

Czym według ciebie różni się album "Battering Ram" od poprzednich wydawnictw?

"Battering Ram" jest kolejnym albumem po "Sacrifice" i myślę, że sprawdził się świetnie. Ma moc jak "Sacrifice", może jest trochę cięższy, zawiera dużo rock'n'rollowych kawałków. Lubię tę płytę, ale następna może być zupełnie inna.

Planujecie wkrótce wydać następcę "Battering Ram"?

Tak, już zaczęliśmy układać muzykę. W wolnych chwilach spotykamy się i dzielimy nowymi pomysłami. Wkrótce będziemy również wydawać nowe DVD. Nagraliśmy je razem z Motörhead w Monachium przed Świętami (20 listopada 2015 r. w hali Zenith - przyp. red.). Chyba będzie mieć tytuł "Let Me Feel Your Power".

Jako zespół z tak długą historią i wieloma płytami na koncie, pewnie nie potrzebujecie dużo czasu na nagranie nowego albumu? Ile czasu zajmie Wam stworzenie nowego CD?

Jeśli zaczniemy nagrywać perkusję we wrześniu, a mam nadzieję, że tak się stanie, to będziemy prawdopodobnie kontynuować do stycznia, także pewnie skończymy do lutego i wtedy ruszamy w trasę po Ameryce. Może będzie wydane w sierpniu przyszłego roku, jeśli nie, to pewnie w listopadzie.

Pomyślałbyś na samym początku, gdy powstawał Saxon, że zapiszecie taką piękną historię? Gracie już tyle czasu - czy w początkowych latach wziąłbyś pod uwagę, że to możliwe?

Nie, zdecydowanie nie. Gdy zaczynasz karierę i to twój pierwszy zespół, chcesz podpisać kontrakt na płytę - to wciąż bardzo ważna sprawa dla grupy. Potem masz szansę na przejście na drugi poziom, czyli tworzenie albumu, a następnie kolejny etap, gdy ludzie naprawdę go kupują. To trochę taka loteria. Nasza pierwsza płyta była mieszanką stylów i sprzedawała się w porządku, ale wytwórnia powiedziała "wasz kolejny album jest ostatnim, więc musicie napisać naprawdę dobry".

Czy była to swojego rodzaju presja?

Myślę, że utkwiło nam to w głowach. Kiedy pierwszy raz podpisujesz kontrakt, jesteś w stanie euforii i zaczynasz myśleć, że wszystko jest wspaniałe, w Anglii mówimy na to "through rose tinted glasses" (przez różowe okulary - przyp. red.). Ale w rzeczywistości ludzie muszą kupić Twoją muzykę, a w obecnych czasach ściągnąć. Jeśli pozwolisz im ściągnąć, nie masz pieniędzy, ale za to stajesz się znany. Możesz być sławny, ale nie bogaty, lecz nie możesz być bogaty, nie będąc znany. Rock'n'roll to specyficzna rzecz. Każdy chce być popularny, co jest trochę czymś innym, niż bycie sławnym, ale zespół rockowy lub jakikolwiek inny - indie, popowy, czy death metalowy, oni wszyscy chcą być popularni. Chcą odnieść sukces, to ich cel i myślę, że my to osiągnęliśmy.

Ty i Paul Quinn jesteście w zespole od samego początku. Jak to możliwe, że wciąż nie macie się dość?

Muszę powiedzieć, że nie spędzamy ze sobą dużo czasu. Ostatnio był w moim domu kilka tygodni gdy pisaliśmy nowy materiał. Poza tym nie widujemy się wiele, gdy nie jesteśmy razem na trasie, bo nie musimy - mamy rodziny i swoje domy. Będąc muzykiem masz dwa życia - rock'n'rollowe i prywatne, tak to już jest.

Czy ciężko ci łączyć życie prywatne z byciem muzykiem?

To ciężkie dla dzieci, bo bardzo za mną tęsknią, a ja za nimi, ale dorastali mając takie życie. Moja córka ma 22 lata, wczoraj miała urodziny, i tak, tęskni za mną, gdy mnie nie ma. My po prostu musimy robić swoje - jedyną rzecz, którą wiemy, jak.

Na Waszych koncertach pojawiają się osoby w bardzo różnym wieku - starsi panowie z brzuszkiem, młodzież, a nawet dzieci. Czy zgodzisz się, że Wasza muzyka w pewnym stopniu łączy pokolenia?

Tak, myślę że zdecydowanie łączy ludzi, mamy bardzo szeroką publikę, ludzie, którzy słuchali nas w latach 80., wciąż z nami są, ich rodziny, ludzie z lat 90., młodzi fani w jeansach i skórach i ludzie, którzy interesują się świetną rockową muzyką. Nasza muzyka przełamuje bariery, mamy dużo niemetalowych utworów, ale też dużo takich, które są bardzo metalowe, więc łączymy różne style, które przyciągają różnego rodzaju ludzi. Sporo dziewczyn lubi album "Innocence Is No Excuse", więc dużo ludzi przychodzi mając nikłą nadzieję, że zagramy "Rock'n'roll Gypsy" lub coś takiego. Myślę, że zespół przetrwa dłużej, kiedy jest aktywny i dobrze wygląda, tym sposobem zatrzymujesz starych fanów i przyciągasz nowych. Kiedy stoisz na scenie i tylko grasz, nie robiąc nic więcej, to raczej nie ma szans, byś dotarł do młodszej publiki.

Twój głos przez wszystkie lata brzmi świetnie, czy dbasz o niego w jakiś szczególny sposób?

Nie, w żaden sposób nie dbam o swój głos, nic z nim nie robię. Nie piję spirytusu, wódki, ani piwa...

Ale lubisz wino, prawda?

Tak, jak piję, to czerwone wino. Czasami piję rum, jeśli mam ochotę szybko się wstawić, ale generalnie nic takiego nie robię. Jak jestem w domu, jeżdżę dużo na rowerze, czasami 20 mil (32 km - przyp. red.), nieraz 2 razy dziennie, zależy, czy mam ochotę.

Piotrek z kolei dużo biega...

Ja też kiedyś biegałem, ale miałem kontuzję stopy - skoczyłem ze sceny w Ameryce i zraniłem się w nią w zeszłym roku, także obecnie nie mogę biegać, ale rower jest ok, nie ma wpływu na moją stopę. Lubię to robić, a rower jest szybszy, niż bieganie. Tam, gdzie mieszkam, są duże górki, w dół jest fajnie, pod górkę dużo mniej.

Czy jesteś w stanie wybrać jedną, najważniejszą dla ciebie płytę w dyskografii Saxon?

Tylko jedną płytę?!

Tak, jedną, która jest najważniejsza lub ulubiona.

Jest ich tak wiele w naszej dyskografii...

Dla nas też byłoby ciężkie wybrać tylko jedną. Dla ciebie to niemożliwe?

Z grubsza to niemożliwe. Myślę, że "Denim And Leather" był bardzo ważnym albumem, bo to on naprawdę zapewnił nam publikę, wiecie, o co mi chodzi. Zawiera dość naiwne kawałki, ale jest związany z tamtymi czasami. Wciąż spotykamy w Ameryce ludzi i zespoły, po których w ogóle nie spodziewalibyśmy się, że będą fanami Saxon, a oni wykrzykują "Man, Denim And Leather, Man!". Myślę, że to był szczytowy album dla New Wave Of British Heavy Metal, porównywalnie jak dla Iron Maiden ich pierwszy z Brucem.

Niedawno grałeś na "Metal Hammer Golden Gods Awards" wspólnie z Mikkey Dee i Philem Campbellem. Czy możesz coś o tym opowiedzieć, jak było grać z nimi na jednej scenie?

Świetna zabawa, naprawdę świetna zabawa.

Graliście utwory Saxon i Motörhead, prawda?

Tak, zagraliśmy trzy utwory, do których napisania w pewnym sensie zainspirował nas Lemmy. To był miły wieczór. Powinniśmy wcześniej zrobić próbę, ale nie było na to czasu, bo to był materiał do telewizji, więc było to dość szalone.

Znałeś Lemmy'ego bardzo dobrze? Był Twoim przyjacielem?

Tak, znałem go bardzo dobrze, był świetnym przyjacielem, znaliśmy się od 1979 roku. Nasza pierwsza trasa była z Motörhead - pierwsza, w jaką kiedykolwiek wyruszyliśmy promując album "Saxon".

Jeśli musiałbyś wybierać między jeansem, a skórą, co by to było?

Myślę, że wybrałbym skórę.

Powoli musimy kończyć, więc powiedz proszę parę słów do polskich fanów, czytelników MetalSide.

Tu Biff z Saxon, oglądacie i słuchacie MetaSide - COME ON!!!

Dziękujemy bardzo za rozmowę i poświęcony czas, miło było cię poznać.

wywiad przeprowadzili: Anna Jaglarz i Piotrek Gumbyy
tłumaczenie: Anna Jaglarz





Autor: Gumbyy

Data dodania: 27.06.2016 r.



© https://www.METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!