The Night Flight Orchestra Rampa Kultura, Goleniów - 28.08.2026 r.
Koniec sierpnia przyniósł mi małą klęskę urodzaju: w ostatni weekend sierpnia odbywały się bowiem dwie imprezy, które chciałem odhaczyć. Które wydarzenie wybrać? Cóż, zawsze można spróbować dostać się na... oba! Nie powiem, plan był ambitny, ale do zrealizowania. I wtedy pojawiło się u mnie paskudne zapalenie zęba. W myśl jednak zasady, że "metal to nie rurki z kremem" wcisnąłem w siebie antybiotyki i taką ilość ibuprofenu, że we krwi miałem tego środka więcej niż hemoglobiny i pojawiłem się w goleniowskiej Rampie, by usłyszeć na żywo The Night Flight Orchestra. Koncert był częścią XXVII Goleniowskich Spotkań Teatralnych BRAMAT 2026 i był całkowicie darmowy. A wiecie: za darmo to uczciwa cena!
The Night Flight Orchestra to poboczny projekt, za którym stoją dwie ważne postacie współczesnego metalu. Pierwszą jest Björn "Speed" Strid, a więc wokalista i lider Soilwork, który od wielu lat odkrywa siebie na nowo w bardziej rockowych projektach. Drugim filarem kapeli jest Sharlee D'Angelo - basista Arch Enemy (dodam: którego można było spotkać na zewnątrz i zrobić sobie wspólną fotkę!), w swojej karierze związany także z m.in. Mercyful Fate czy Dismember. Panowie postanowili zrzucić czarne ciuszki, by pobawić się czymś zdecydowanie weselszym, przebojowym, wyraźnie inspirowanym latami osiemdziesiątymi. Skład złożyli imponujący, bowiem ekipa The Night Flight Orchestra to aż ośmiu artystów, w tym chociażby gitarzysta Soilwork: Rasmus Ehrnborn. Jak ci wszyscy muzycy zmieścili się w Rampie? Z trudem: cała scena musiała zostać rozszerzona aż do samej bocznej ściany. Na szczęście się udało i po pewnym opóźnieniu można było wesoło pląsać w rytm hard rockowych/heavy metalowych hitów.
W tle widniała grafika przedstawiająca okładkę wydanego w zeszłym roku albumu "Give Us the Moon", można więc było przyjąć, że to właśnie na jego promocji skupi się zespół. I rzeczywiście: ubrana niczym załoga samolotu pasażerskiego kapela zaczęła od "Stratus", by następnie mieszać te najnowsze propozycje ze starszymi numerami. Co ważne, te najświeższe utwory nie tylko w niczym nie ustępowały hitom sprzed lat, ale też i potrafiły być najmocniejszymi punktami w setliście: pięknie rozwijająca się "Paloma" skradła wręcz moje serce. Widać więc, że The Night Flight Orchestra nie wydaje albumów, bo musi czy wypada, tylko wtedy, kiedy chce, mając wystarczającą ilość wartościowego materiału. Nóżka tupała przez cały koncert, a do ucha co chwilę wpadały przyjemne melodie i przebojowe refreny. "Satellite", "Shooting Velvet", "White Jeans" - tu nie dało się stać w miejscu! Do tego John Manhattan Lönnmyr niejednokrotnie wyczarowujący cudnie brzmiące solówki na klawiszach oraz Rasmus Ehrnborn, trzaskający swoje popisy centymetry od mojej twarzy - było na czym oko zawiesić!
Podczas koncertu The Night Flight Orchestra widać było wyraźnie, że to taki typowy projekt poboczny - że to coś, co powstało nie dla kasy, ale z rzeczywistej miłości do dźwięków z lat 80. Bez spiny, bez większych oczekiwań, głównie dla tzw. "funu". Wszyscy znakomicie bawili się na scenie: były uśmiechy, tańce, kieliszki szampana, a w pewnym momencie stewardessy, Åsa Lundman i Anna Brygård, rozkręciły nawet... zabawę w pociąg (cóż, w końcu lokalizacja zobowiązuje!). Widzieliście kiedyś coś takiego na koncercie rockowym/metalowym? Ja też nie, ale ludzie bawili się przednio. Ja zresztą też i w zasadzie jedyną rzeczą, do której mógłbym się przyczepić to słabo słyszalny wokal Strida. No ale z drugiej strony: pierwszy rząd, centymetry od niemal dwumetrowego frontmana - wiedziałem, że z tyłu akustyka będzie lepsza, ale za to widoczki mniej szczegółowe. Było więc to poświęcenie, na które byłem gotowy. Ostatecznie więc z goleniowskiej Rampy po raz kolejny musiałem wyjść w pełni usatysfakcjonowany.
Kolejny przylot The Night Flight Orchestra do Polski trzeba zaliczyć w poczet udanych. Mimo iż wydarzenie było w pełni darmowe, to w niczym nie ustępowało tym płatnym - zespół nie szedł na skróty, nie oszczędzał się nawet na chwilę, ciesząc się i bawiąc razem z publiką. Rampa po raz kolejny nie zawiodła i mój powrót do tego jakże charakterystycznego miejsca jest bardziej niż pewny. Tym bardziej, że już w listopadzie do Goleniowa zawita legenda thrash metalu: amerykańska formacja Flotsam & Jetsam. Mam tylko nadzieję, że do tego czasu moje problemy zdrowotne odejdą w niepamięć i nie będę musiał ponownie faszerować się środkami przeciwbólowymi.
Setlista: 01. Stratus 02. Divinyls 03. Shooting Velvet 04. Gemini 05. Cosmic Tide 06. Paloma 07. Satellite 08. Paralyzed 09. Transmissions 10. Can't Be That Bad 11. Burn for Me 12. Moments of Thunder 13. White Jeans 14. West Ruth Ave