Reload Festival 2025



Reload Festival 2025
Sulingen, Niemcy - 14/16.08.2025 r.

Reload Festiwal to wyjątkowe wydarzenie, które co roku przyciąga do Sulingen w Niemczech około 18 tysięcy uczestników. Tegoroczna edycja odbyła się w dniach 14-16 sierpnia 2025 roku i była szczególna w swoim rodzaju. Reload Festiwal obchodził bowiem swoje dwudziestolecie. Jubileuszowa odsłona zapisała się już na kartach historii, dlatego w tej relacji przyjrzymy się najważniejszym wydarzeniom oraz artystom, którzy sprawili, że Reload Festiwal stał się jednym z najważniejszych muzycznych wydarzeń.

Z okazji jubileuszu impreza po raz pierwszy trwała aż trzy dni, a wrota festiwalowe otworzyły się już w środę. Organizatorzy zdawali sobie sprawę, że ta edycja będzie wyjątkowa i spodziewali się aż 18 tysięcy fanów. Większość z nich chciała zakwaterować się w miasteczku festiwalowym, co stanowiło nie lada wyzwanie i wymagało dużo cierpliwości i zdolności organizacyjnych. Niestety nie wszystko przebiegło idelnie - na wjazd na teren pola namiotowego czekało się nawet kilka godzin. Mimo to świadomość, że czeka na nich maraton muzyczny z udziałem najlepszych wykonawców, łagodziła nieco napięcie i dodawała energii na dalszą część festiwalu. Tak więc w czwartek znaczna większość uczestników przygotowywała się do występów, które odbywały się na dwóch scenach - Impericon Mainstage und Plazastage. Dla mnie festiwal rozpoczął się w czwartek, krótką wizytą w Centrum dla Mlodzieży w Sulingen, gdzie znajdowało się biuro prasowe.

Po załatwieniu wszystkich formalności, przyszedł czas na muzyczną ucztę. Tego dnia występy rozpoczęły się na małej scenie, zagrały między innymi takie zespoły jak ANNISOKAY czy DOPE. Ale tak na dobre impreza zaczęła się rozkręcać za sprawą występu skandynawskich koboldów - formacji FINNTROLL. Na scenie zespół emanował niezwykłą energią i efektownością, a ich charyzma i wyrazisty wizerunek sprawiały, że trudno było oderwać od nich wzrok. Kontakt z publicznością był doskonały - na scenie i pod nią panowała luźna, radosna atmosfera, która zarażała wszystkich obecnych. Muzyka brzmiała tak przyjemnie, że noga sama rytmicznie podskakiwała. Tego dnia występy na dużej scenie zaczynały się późnym popołudniem, więc nie trzeba było spędzać całego dnia na przemieszczaniu się między scenami. Tak więc na PlazaStage po krótkiej przerwie pojawił się kolejny zespół. Od samego początku miało się to przeczucie, że KUBLAI KHAN TX odstawi po prostu świetny show. I tak się właśnie stało - Teksańczycy zaserwowali solidny metalcore. To zachęciło publikę do niekończących się circle pits. W powietrzu unosiły się tumany kurzu, a ochrona miała pełne ręce roboty. Nie szczędząc węża z wodą chłodziła rozpalone ciała.

Punktualnie o godzinie 18:25 otwarzyły się bramki prowadzące do dużej sceny - Impericon Mainstage. Tłumy publiczności ruszyły w stronę sceny, na której miał wystąpić THE BUTCHER SISTERS. Ta niemiecka formacja dała czadu, dwóch wokalistów - Alexander Bechtel i Nicklas Stroppel zrobili niezły rozgardiasz na scenie. Imponowali wykonawczym luzem, a w ich muzyce dominowała potężna porcja pozytywnej energii. Publiczność bawiła się znakomicie, a atmosfera była naprawdę gorąca. Festiwalowa karuzela rozkręcała się więc na całego. I to w dosłownym tego słowa znaczeniu, gdyż organizatorzy postarali się o wiele atrakcji, w tym i o karuzelę. Publiczność naładowała akumulatory, po to by całkowicie je rozładować w trakcie kolejnego, niesamowitego występu. Mistrzowie death metalu OBITUARY zawładnęli PlazaStage. Ten zespół to prawdziwa klasa sama w sobie, tak że z pierwszym dźwiękiem rozpoczęła się prawdziwa muzyczna fiesta. Obituary zaserwowali nam głównie materiał z legendarnego albumu "Cause of Death", co naturalnie podkręciło emocje. Ich występ był nie tylko pełen technicznej sprawności, ale też niesamowitej dynamiki - jakby z kilku wulkanów wystrzeliła fala energii, która porwała wszystkich obecnych. Fani szaleli pod sceną, tańcząc, skacząc i tworząc kłęby kurzu, które unosiły się w powietrzu. Dla mnie osobiście, był to jeden z najlepszych występów tegorocznego festiwalu, intensywny i pełen mocy. I mimo, że całkiem fajnie zagrali Szkoci z BLEED FROM WITHIN nie potrafili przebić emocji związanych występem poprzedników. Tego dnia na małej scenie zagrali jeszcze WIND ROSE. Ich występ to była mieszanka energii, pasji i świetnej zabawy, a utwory, które zaprezentowali, przenosiły publiczność w "tolkienowski świat", pełen magii, przygód i epickich opowieści.

Obituary

Ale to nie był jeszcze koniec pierwszego dnia festiwalu. Przed nami były jeszcze dwa występy na Impericon Mainstage - STATIC-X oraz TRIVIUM. A jak było? STATIC-X bardzo szybko zdobył sympatię tłumu. Po długiej przerwie spowodowanej tragiczną śmiercią założyciela i wokalisty Wayne'a Statica, zespół zdołał zregenerować się ponownie. Miejsce Wayne'a zajął zamaskowany wokalista o imieniu Xer0. Jego przebranie jest naprawdę imponujące - przypomina coś w rodzaju cyborga z świecącymi oczami. Zespół zagrał wszystkie swoje największe hity, a publiczność była zachwycona. Gwiazdą pierwszego dnia festiwalu był TRIVIUM z Florydy. Zespół, znany z energicznych występów i charyzmy, postawił na dobrą zabawę i wyciągnięcie od publiczności jak największych pokładów pozytywnej mocy. Podczas występu w Sulingen postawili na szczerość przekazu i sięgnęli po utwory największego kalibru. Wśród nich znalazły się takie utwory jak "Like Light to Flies" czy "The Heart From Your Hate". Trivium potrafiło wprowadzić odpowiedni nastrój, a podczas wykonania coveru "Master of Puppets" atmosfera sięgnęła zenitu, podgrzewając emocje na maksa. Występ uświetniły nie tylko rewelacyjne partie gitarowe i wokalne, ale także efektowne efekty wizualne - dynamiczna gra świateł i naturalne błyskawice, które rozświetlały niebo nad sceną. Cały dzień panował niesamowity upał, który doprowadził do wyładowań atmosferycznych. Nad sceną błyskało i grzmiało. A pod sceną nikt nie martwił się nadchodzącą burzą, tylko celebrował zakończenie pierwszego dnia festiwalu.

Piątek zapowiadał się również upalnie, toteż uczestnicy imprezy korzystali z każdej możliwości ochłody. Warto dodać, że na tym festiwalu woda lała się strumieniami - ochrona często sięgała po węże strażackie, by zapewnić uczestnikom choć odrobinę ochłodzenia. Tak upalnych dni jeszcze nie było tego roku w Niemczech. Program muzyczny zapowiadał się niezwykle ciekawie. Występy na dużej scenie rozpoczęły się punktualnie o godz. 13:00 zagrał BREAKDOWN OF SANITY, potem HANABIE. Jednakże większość publiczności zebrała się pod sceną dopiero wraz z występem zespołu THE HALO EFFECT. Ten szwedzki zespół, założony w 2019 roku, składa się z byłych członków In Flames, co od razu budziło duże oczekiwania. Na Reload Festiwalu zaprezentowali nam solidną dawkę melodyjnego death metalu, wykonując swoje najlepsze utwory, takie jak "Shadowminds" czy "Days Of The Lost". Zespół okazał się prawdziwym wulkanem mocy - muzycy eksplodowali na scenie, odkrywając wszystkie zakamarki swoich instrumentów podczas efektownych solówek. Tak, że ich występ przemienił popołudnie w intensywne przeżycie, pełne mocnych riffów i porywających melodii. Pozytywnie nastawiona publiczność przeniosła się w okolice małej sceny, gdyż tam miał wystąpić nie kto inny niż PRONG. Chemia pomiędzy muzykami na scenie udzielała się zgromadzonej pod sceną publiczności. Gdy tylko rozpoczął się pierwszy utwór, nie było już chwili na oddech. Każda nuta, każdy riff zachęcały do moshpitów i crowd surfingu, które trwały przez cały koncert. Momentami pod sceną panował chaos - tak dużo kurzu unosiło się w powietrzu, że trudno było cokolwiek dostrzec. Jedynie nad głowami innych fanów przesuwały się w stronę sceny pojedyncze postaci, to był naprawdę wspaniały widok.

Upał, hektyka, ciągłe przemieszczanie się z pod jednej sceny na drugą - to wszystko nie nastrajało mnie zbyt optymistycznie. Ale z biegiem czasu człowiek przyzwyczaił się do tego rytmu. Muszę przyznać, że organizacja była naprawdę dobra - gdy na jednej scenie kończył się występ zespołu, niemal od razu z drugiej dobiegały pierwsze dźwięki kolejnego. Tak więc kolejna zmiana miejsca, na Impericon Mainstage właśnie wystąpi francuska kapela LANDMVRKS. A jak zagrali? Charyzmatyczny frontman Florent Salfati całkowicie panował nad sceną, wprowadzając publiczność w stan euforii. Już od pierwszych taktów fani zaczęli głęboko wczuwać się w klimat koncertu, pojawiły się pierwsze circle pit, ręce unosiły się w górę. Gdy zespół zachęcał publiczność do surfowania, nie było już żadnych hamulców. Na szczęście ochrona na Reload Festiwalu była totalnie wyluzowana i chętnie przejmowała "pływających" pod barierki sceny, fanów. A potem było wszystko naraz: Wall of Death, circle pit, crowd surfers, wszystko działo się jednocześnie w ogromnej chmurze kurzu. To był naprawdę świetny występ! Po intensywnym występie na głównej scenie, publiczność nie zwalnia tempa i bez chwili odpoczynku rusza w kierunku małej sceny, by kontynuować muzyczną ucztę. Na scenie pojawili się weterani punk rocka - zespół THE EXPLOITED. Ich występ to była petarda, prawdziwy pokaz siły, który nie słabnie mimo upływu lat. Zaczęli czadowo,a na ich setliście nie zabrakło takich klasyków jak "Beat the Bastards" czy "Dogs of War". Publika była jak w transie, trudno opisać w kilku słowach to co działo się pod sceną. To był prawdziwy chaos, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Emocje sięgały zenitu, a to nie był jeszcze koniec drugiego dnia Reloadu. Na uczestników festiwalu czekały jeszcze prawdziwe muzyczne perełki, które miały dopiero podkreślić wyjątkowość tego wydarzenia.

The Exploited

Wreszcie przyszła pora na legendę industrialnego metalu MINISTRY. Samo powitanie muzyków w Sulingen świadczyło o sporej popularności i dużym gronie fanów. Ministry porazili zarówno muzyką jak i oprawą wizualną. Prawie z każdego utworu czynili swoiste misterium inscenizacyjne, podkreślane znakomitą grą świateł oraz poprzez wizualizacje. Ciężkie riffy, industrialne brzmienia i kontrowersyjne teksty, to jest to co uczyniło ten występ wyjątkowym. Na scenie prym wiódł frontman Al Jourgensen, który posiadał wspaniały dar nawiązywania kontaktu z publiką. Chętnie wprowadzał słuchacza w kolejny kawałek, potęgując zainteresowanie. Szczególnie w pamięci pozostały mi takie utwory jak "Just One Fix" czy "Jesus Built My Hotrod", tutaj publiczność najbardziej odjechała. Ten wytęp ukazał nam Ministry w najlepszej formie, takich na jakich czekaliśmy. Co było później? Na dużej scenie zagrał francuski zespół GOJIRA. Od pierwszych dźwięków zawładnęli Reload Festiwalem, prezentując niesamowitą energię, precyzję i luz, które wręcz porywały tłum. W Sulingen zawrzało, a entuzjazm publiczności eksplodował niemal z każdą kolejną nutą. Na scenie działo się naprawdę wiele - wybuchy pirotechniczne, efektowne światła i dynamiczna gra muzyków tworzyły niezapomniany spektakl. Utwory przechodziły miarowo w coraz wyższy stopień muzycznej ewolucji. Kawałek taki jak "Mea Culpa", który to zagrali na otwarcie Igrzysk Olimpijskich w Paryżu, rozgrzał publikę do czerwoności i wywołał moshpity. Na scenie każdy z muzyków dokładał cegiełkę do rozwoju akcji. Przykładowo perkusista Mario Duplantier, który przed jednym z utworów trzymał w górze tabliczkę z napisem "Chcecie więcej czadu?" - reakcja tłumu była jednogłośna "Tak!", co jeszcze bardziej podkręcało atmosferę. Szczególnie zapadł w pamięć utwór "Another World", podczas którego na ekranach wyświetlono animowany film o podróży na inną planetę. Ta wizualna prezentacja świetnie komponowała się z muzyką, dodając całości jeszcze większej głębi i wciągając słuchaczy w kosmiczną podróż. Gojira nie tylko zagrali koncert, ale stworzyli prawdziwe muzyczne widowisko, które na długo pozostanie w sercach fanów.

Po dwóch dobrych występach na małej scenie - COLDRAIN i DROWNING POOL przyszła pora na gwiazdę drugiego dnia festiwalu. Pod główną sceną aż wrzało od emocji, nie było nawet miejsca na wciśnięcie przysłowiowej szpilki. Napięcie rosło z minuty na minutę, aż w końcu nadszedł moment kulminacyjny - na scenie pojawił się MACHINE HEAD. Publiczność przywitała ich gromkimi brawami i oklaskami, rozpoczęła się więc prawdziwa muzyczna jazda bez trzymanki. Machine Head to zespół, który nie potrzebuje specjalnych wstępów - to klasa sama w sobie. Frontman Robb Flynn zawładnął sceną od pierwszego dźwięku, pokazując, że ma ogromne doświadczenie i nieustannie czerpie radość z kontaktu z fanami. Jego energia i charyzma były odczuwalne na każdym kroku, a reakcje publiczności tylko to potwierdzały. Zespół wiedział jak potęgować napięcie, co robić by publiczność dała ponieść się emocjom. Szczególnie było to widoczne podczas wykonania covera Sepultury "Territory", czy wtedy kiedy frontman zaprosił na scenę wokalistę Joe Duplantier z Gojira.Występ zespołu Machine Head zakończył się krótko po pierwszej w nocy. Wydawałoby się, że to koniec drugiego dnia festiwalu. Nic mylnego, impreza trwała jeszcze do białego rana przenosząc się na pole namiotowe.

Po krótkiej i intensywnej nocy, uczestnicy imprezy aktywowali ostatnie rezerwy sił jakie im pozostały. Również w sobotę organizatorzy postarali się o moc wrażeń i emocji, które podkręcały atmosferę do maksimum. Trzeci dzień festiwalu rozpocząłem od solidnej dawki metalu i hip hopu w wykonaniu francuskiej kapeli RISE OF THE NORTHSTAR. Już pierwszy, żywiołowy utwór postawił wszystkich na nogi, a to co zaserwowali o tak wczesnej porze, robiło wrażenie. Co rusz zaskakiwali nas technicznymi popisami i stawiali na spontaniczność i szczerość przekazu. To było naprawdę świetne i dynamiczne, a utwory takie jak "One Love" czy "Rise" doskonale trafiały do słuchaczy. Tuż po zakończeniu występu publiczność przenosi się w rejony Plaza Stage i wita gromkimi brawami brazylijski zespół CRYPTA. Entuzjazm publiki był jak najbardziej uzasadniony, gdyż Crypta gra z niesłychaną werwą i na pełnym luzie. Brazylijki rozpoczęły bez zbędnego wstępu utworem "The Other Side Of Anger“, a potem tylko potęgowały napięcie. Niestety, podczas koncertu zespół musiał zmierzyć się z drobną awarią techniczną, ale profesjonalizm muzyków sprawił, że nie wpłynęła ona na jakość show. Wokalistka Fernanda cały czas nawoływała publikę do wspólnej zabawy, tak że circle pits nie miały końca. Brawurowo zaprezentowała się także nowa gitarzystka Helena Nagagata - technicznie bez zarzutu, choć na jej twarzy wciąż widoczne było lekkie napięcie. Crypta zakończyła swój występ utworem "From The Ashes", a publiczność odwdzięczyła się długą owacją i głośnym domaganiem się bisów. Ze względu na napięty harmonogram i ograniczone możliwości, frontmanka zeszła do do fanów pod scenę, robiąc z nimi pamiątkowe zdjęcia i dzieląc się wrażeniami z tak udanego, energetycznego występu.

Crypta

Bez chwili oddechu, ale pełna entuzjazmu publiczność przeniosła się pod dużą scenę, aby wspólnie celebrować występ FIT FOR A KING. Co pozostało mi w pamięci? Mocne riffy, circle pits i intensywna interakcja zespołu z publicznością. Nastąpiła krótka przerwa na załadowanie akumulatorów i przeniosłem się w okolice małej sceny, gdzie występował już CRYSTAL LAKE. Japończycy zagrali rzetelnie dopracowane i zagrane na wysokim poziomie utwory, stawiając przy tym na spontaniczność i otwartość wobec publiczności. Potem na scenę wkroczył niemiecki zespół DONOTS i zaserwowali bardzo fajny zestaw, wywołujący pozytywne fluidy po obu stronach sceny. Publiczność bawiła się wyśmienicie, ludzie tańczyli, moshowali, a wielu z nich surfowało nad tłumem. Donots na żywo to bez wątpienia bardzo przyjemny widok, gdyż na scenie działo się sporo. Szczególnie frontman grupy, Ingo Knollmann, wyróżnił się znakomitą kondycją - skakał, przemierzał scenę wielokrotnie, a w końcu dał się ponieść emocjom i zasurfował nad tłumem, co spotkało się z entuzjastycznym przyjęciem. Zespół nastawiony był na dobrą zabawę, sięgnął więc po utwory największego kalibru "Calling“ czy "Stop The Clocks“. Refreny tych kawałków zostały odśpiewane pełną parą przez setkę natchnionych gardeł. I tak jakby mogło wydawać, taka publiczność dodaje skrzydeł, gdyż wokalista nie ukrywał wzruszenia. Występ zakończył się salwą gromkich oklasków. Festiwalowa brać przeniosła się po raz ostatni pod Plazastage, by uczestniczyć w występie death metalowców z zespołu KATAKLYSM. Atmosfera była napięta, a entuzjazm publiczności sięgał zenitu, gdyż wszyscy z niecierpliwością spoglądali na scenę, licząc na pojawienie się muzyków. Niestety, los zadrwił z fanów - zespół nie dotarł na czas, co zmusiło zgromadzonych do wykazania się ponad 30-minutową cierpliwością. Mimo mocnego opóźnienia i konieczności skrócenia setu, Kataklysm nie zawiedli. Ich występ, choć krótszy niż planowano, był pełen energii i pasji, które od razu porwały publikę.

Co było później? Na Impericon Stage zagrali Amerykanie z zespołu MASTODON. To był naprawdę porywający występ, żywiołowy, dynamiczny podczas którego efekty świetlne i wizualne tworzyły niesamowitą, wręcz hipnotyzującą atmosferę. Mimo że był to już trzeci dzień festiwalu, a dla niektórych uczestników nawet czwarty i na twarzach można było dostrzec oznaki zmęczenia, publiczność nie dawała za wygraną. Wręcz przeciwnie - wiwatowała z każdym zagranym utworem, dając z siebie wszystko. Fani głęboko wczuwali się w klimat, unosząc ręce w powietrzu i poruszając się w rytm muzyki, jakby przenosili się do innego świata. W trakcie koncertu pojawiła się też nostalgiczna chwila wspomnienia Ozzy Osbourne'a, która jednak trwała tylko moment, bo zespół Sandersa i spółki nie pozwolił publiczności na oddech, serwując kolejne muzyczne perełki. To był naprawdę niezapomniany wieczór pełen energii, pasji i niesamowitej atmosfery, która na długo zostanie w naszej pamięci. Dla mnie to był ostatni występ na tegorocznym Reload Festiwalu, choć na dużej scenie zagrali jeszcze WHILE SHE SLEEPS oraz I PREVAIL.

Wracając wspomnieniami do tego festiwalu, zastanawiałem się jak przelać wszystkie te emocje, które wiążą się z tym muzycznym wydarzeniem. To było coś naprawdę wyjątkowego - tyle wspaniałych ludzi, z którymi można było dzielić tę muzyczną pasję, oraz skład artystów, który po prostu zapierał dech w piersiach. Ta jubileuszowa edycja była szczególna, pełna niespodzianek i atrakcji, które zaskakiwały na każdym kroku. Cała organizacja była dopracowana w najdrobniejszych szczegółach, co tylko podkreślało, jak bardzo wszystkim zależało na tym, by uczestnicy mieli niezapomniane przeżycia. Wiem, że każdy, kto choć raz był na festiwalu, pewnie podziela podobne odczucia, ale uwierzcie mi, Reload Festiwal ma w sobie coś wyjątkowego, co sprawia, że z chęcią wraca się do Sulingen każdego roku. Reload Festiwal trzeba po prostu przeżyć!

Machine Head


Gojira


Mastodon


Ministry


The Halo Effect


Prong


Static-X


Fintroll


Crystal Lake


Więcej zdjęć znajdziecie w naszej Galerii.


Autor: Puivert

Data dodania: 01.02.2026 r.



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2026 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!