|
 Wij, Mary, Panic Attack Koszalin, CKS Kreślarnia - 17.10.2025 r.
Słyszycie te niepokojące dźwięki? To odgłos poszukującego nowej ofiary Wija. 17 października miałem okazję zobaczyć to osobliwe stworzenie w koszalińskiej Kreślarni. Dodać muszę: w końcu. Na Mystic Festival koncert tej formacji zazębił się z innym, a na występ do Słupska w ramach trasy promującej EP nie dotarłem (pomimo akredytacji) z uwagi na to, że... złapałem po drodze gumę. Ot, i takie przygody się zdarzają. W Koszalinie zresztą do klubu wpadłem bez żadnych dokumentów (nie pytajcie...), ale na szczęście Piranha Music uwierzyła mi na ładne oczy, że ja to ja.
Muzyczny wieczór otworzyła młodziutka, stawiająca pierwsze kroki w tym naszym muzycznym bagienku grupa Panic Attack. Całego występu nie widziałem, ponieważ... cóż, po raz kolejny wdarła się proza życia: najpierw trzeba było uśpić dzieciaki (a jak się skubane broniły!). Zdążyłem jednak na końcówkę seta tego złożonego z samych dziewczyn, mieszającego punk rock z nieco głośniejszymi dźwiękami projektu. Wiadomo: było do czego się przyczepić. A to jakieś tam nierówności, gdzieś tam lekko fałszujące wokale, itp. No ale hej: nie dość, że był to dopiero pierwszy występ dziewczyn poza rodzinnym miastem (był więc stresik), to i jeszcze podsłuchałem później, że członkinie mierzyły się z problemami natury technicznej. Jak to jednak mówią: pierwsze płoty za koty - czy jakoś tak. Są pierwsze doświadczenia i wnioski na przyszłość. Ja dodam, że wokalistka pochwalić się mogła całkiem niezłymi krzykami, przechodzącymi w coś na kształt growlu. Dużo lepiej to brzmiało niż jej czyste linie - nie wiem więc, czy nie warto by było muzycznie pójść właśnie w tym kierunku.
Kierunku nie trzeba natomiast wskazywać podwarszawskiej grupie Mary. Panowie weszli do swojego własnego świata i ani myślą z niego wyjść. Czy to black metal, mocny folk, a może już punk rock? Odpowiedź brzmi: tak. Z jednej strony twórczość kapeli jest czarna jak smoła: groźny image, pomalowane mordki, metalowe zagrywki i perkusyjne kanonady. Z drugiej jednak: przaśne, szybko wpadające w ucho melodie, nierzadko nawiązujące do folkowych pieśni, a do tego rozpędzone, punkowe rytmy. To zderzenie dwóch jakże różnych światów, z którego jednak wyłoniło się fascynujące zjawisko. Nóżka cały czas mi podskakiwała, a głowa składała się do headbangingu. Głównie dostaliśmy materiał z debiutanckiego krążka, a więc wydanego w zeszłym roku "Widy styczniowe", ale nie zabrakło także i powrotu do czasów sprzed pełnego debiutu. I choć była niespodzianka w postaci wejścia kuso ubranej wokalistki Wij w "Czartowe pole", to jednak mi najbardziej w głowie utknął "Powroty (Sznur)". Choćbym chciał, to nie jestem w stanie tego refrenu z głowy wyrzucić. Znakomity kawałek i w ogóle: znakomity występ.
Setlista:
01. Noga konia 02. Ścięcie śmierci 03. Tańcz! 04. Na marach 05. Maska turonia 06. Czartowe pole 07. Powroty (Dom) 08. Widy styczniowe 09. Powroty (Sznur) 10. Ballada o Jakóbie Szeli 11. Lutkówka
Krótka chwila na przepięcie i na scenie melduje się trio Wij, którego twórczość można nazwać... co najmniej awangardową. Proto-metal, hard rock, szybki rock'n'roll, a na ostatniej EP nawet i ciężki, niesiony growlami doom metal. Bez basu. To muzyczny świat do którego trzeba wejść z otwartą głową, bo inaczej zamiast olśnienia dostaniecie migreny. To napędzana charyzmą i seksapilem Tui Szmaragd podróż do krainy niesamowitości. Wpadających w ucho riffów (fantastyczny Palec) i dziwacznych, niekiedy mocno abstrakcyjnych tekstów które każą się zastanowić, czy artyści nie zgubili przypadkiem jednej klepki. Oczywiście, biorąc pod uwagę rozstrzał stylistyczny, to nie wszystko mi się tu podobało. Rockowe, czysto śpiewane kawałki fascynowały (przy "Narwalu" natrętnie wracała myśl: "co oni ćpali?"), a szybkie, pozbawione sampla "Oko" to obecnie jeden z najczęściej słuchanych przeze mnie numerów. Najmniej podpasowały mi z kolei kompozycje niemal stricte... metalowe. Nie dlatego, że wokalistka źle growlowała - bynajmniej. Po prostu jakieś to było takie... zwykłe, normalne. Zdecydowanie wolę te bardziej szalone pomysły tria. Swoją drogą do czego to w ogóle doszło, że narzekam na kapelę za to, że idzie bardziej w metal.
 Setlista:
01. Panzerfura 02. Jutra nie ma 03. Nie patrz w dół 04. Śmierć jest 05. Oko 06. Kat 07. Narwal 08. Shine 09. Kretoszczur 10. Lete 11. Poroniec 12. Z raju won 13. Gutless (Hole cover) 14. Ślizg 15. Cała wstecz
Z koszalińskiego koncertu Mar i Wija wróciłem usatysfakcjonowany. Mary skopały cztery litery szalenie energetyczną muzą, natomiast Wij zahipnotyzował tą swoją eklektyczną mieszanką przeróżnych stylów. Nie chcę wybierać który z tych dwóch występów był lepszy, ponieważ były one zgoła inne. Z uwagi na przystępność bardzo łatwo wybrać Mary, no ale jednak im dłużej myślę o tym muzycznym wieczorze, tym bardziej w głowie słyszę te dziwne odgłosy. Zupełnie jakby setka małych odnóży stukała mi po panelach. Cóż to może być za paskudztwo?
|