Tangerine Dream - "Continuum Tour 2025" Centrum Spotkania Kultur, Lublin - 30.08.2025 r.
Tangerine Dream - określony przez The New York Times "najlepszym zespołem syntezatorowym na świecie", który po niespełna roku powrócił do Polski z kolejnymi, tym razem pięcioma koncertami w ramach trasy Continuum Tour 2025. Lublin miał również szczęście gościć ten legendarny zespół, który za dwa lata będzie obchodzić aż 60-lecie działalności. Piękna data a jednocześnie dowód i oddanie twórczości która zadziwia po dziś dzień kolejne pokolenia. Niesamowite, że muzyka elektroniczna ciągle ma swoich odbiorców chociaż górna granica na tym koncercie, który miał miejsce w gmachu Centrum Spotkania Kultur w Lublinie, była tym razem wyższa. Powiedziałabym, że wiekowo większości było bliżej do okrągłej daty jubileuszowej zespołu. Wśród przybyłych zauważyć można było też całkiem młodych fascynatów, jak również fanów ciężkiego brzmienia, których zdradzały koszulki z metalowymi napisami a dzisiaj skupił ich Tangerine Dream. Zespół ten przez pokolenia przyciągał rożnych fanów, również i tych od mocnego brzmienia, mimo iż muzycznie proponował raczej zupełnie coś innego. Ponad 600 osób wypełniło Salę Operową Centrum Spotkania Kultur w Lublinie które było idealnym wyborem dla tak "wyborowej" muzyki. Ogromna, wielopoziomowa sala z wygodnymi siedzeniami i dużą, przestrzenną sceną zapewniła wszystkim najwyższą jakość i sprostała wszystkim wymaganiom by ten gatunek muzyki wybrzmiał najlepiej jak można. Należy również wspomnieć o zawsze - profesjonalnej organizacji przed i w trakcie koncertu, a także obsłudze Centrum, która czuwała nad prawidłowym przebiegiem jak i bezpieczeństwem widzów.
Pierwsze co po wejściu na salę przyciągnęło mój wzrok to scena, która zastawiona była imponującymi, ogromnymi zestawami do muzyki elektronicznej - syntezatory, keyboardy, sekwencery i inne sprzęty o których nie mam zielonego pojęcia. Wszystko połączone mnóstwem kabelków. W jej centrum znajdował się najbardziej rozbudowany zestaw, który należał do Thorstena Quaeschninga. Najstarszego członka grupy zasilającego zespół od 2005 roku, który wraz z Hoshiko Yamane (od 2011 roku) miał okazję grać i tworzyć wraz z założycielem Tangerine Dream - Edgarem Froese (aż do jego śmierci). Sprzęt Hoshiko zajmował lewą stronę sceny i składał się z najmniejszego zestawu, w którego skład wchodziły między innymi laptop i elektryczne skrzypce. Z kolei przeciwległą stronę sceny zajął "stół" oraz statyw z klawiszami dla zestawu Paula Fricka (który dołączył do zespołu w 2020 roku). W tle można było podziwiać ogromną wizualizację dźwiękową morskiego sztormu nocą przy jakimś małym portowym miasteczku. I przyszedł czas na gwiazdy wieczoru. Thorsten Quaeschning, który przejął dziedzictwo po świętej pamięci mistrzu Froese, kiedy już wszyscy muzycy zajęli swoje miejsca, przywitał się w imieniu zespołu (nawet zrobił to w języku Polskim) i krótkim wprowadzeniem nakreślił to co za chwilę mieliśmy okazję usłyszeć. Wspomniał także o akustyce sali i dostosowaniu tonacji utworów do tego miejsca. Kończąc podkreślił, że skoro to jest koncert muzyki elektronicznej, to wypada nie przedłużać wypowiedzi i wsłuchać się w muzykę. Po tych słowach dźwięki wypełniły przestrzeń całej sali. Muzyka Tangerine Dream przenikała przez całą salę tworząc niesamowitą zmieniającą się atmosferę. Zazwyczaj kosmiczną, futurystyczną, baśniową, czasem melancholijną, innym razem umiarkowanie pobudzającą, a nawet chwilami mroczną. Muzycy obsługując swoje elektro-sprzęty i generując przeróżne dźwięki, brzmienia oraz rytmy, wymieniali między sobą porozumiewawcze spojrzenia i uśmiechy, momentami spoglądając gdzieś w głąb publiczności. Byli bardzo spokojni. Ich ruchy były opanowywane jakby wszystko dedykowane i podporządkowane tej muzie. I mimo natężenia dźwięków oraz mnogości tematów muzycznych to była istna przyjemność nie tylko dla ciała ale i dla duszy.
Publiczność słuchała w skupieniu i każdy utwór nagradzała oklaskami. W wygodnych fotelach poddawali się relaksującemu wpływowi muzyki która wprowadzała ich w zamyślenie, zdumienie a może przenosiła w jakiś kosmiczny klimat. Wszytko uzupełniała zmieniająca się w tle wizualizacja, teledysk albo po prostu psychodeliczne ruchome obrazy podkręcały tylko atmosferę. Nie zabrakło również scenicznej gry świateł i laserów idealnie zsynchronizowanych z muzyką. Dzięki czemu, chwilami można było poczuć się jak w innym wymiarze. W tym natężeniu świateł i dźwięków dopiero po jakimś czasie zauważyłam, że przy swoich zestawach muzycznych Thorsten i Hoshiko umieścili kolorowe (pluszowe?) papużki. Aranżacje utworów nie były identycznie odegrane w stosunku do swoich odpowiedników "płytowych". Często pojawiały się inne brzmienia a niektóre melodie były grane przez Hoshiko na skrzypcach elektrycznych. Koncert trwał około dwie i pół godziny. Zespół zaprezentował między innymi "Continuum", "Dolphin Dance", "Exit", "Portico", "Horizon-Section 4", "Raum", "White Eagle", "You're Always on Time", "Los Santos City Map".
Koniec można było przewidzieć bo nie obyło się bez bisów. Gdy zespół zszedł pierwszy raz ze sceny, publiczność klaskała tak długo, aż muzycy powrócili na swoją "łajbę" z wypełnionymi winem kieliszkami. Thorsten krótko rzucił do mikrofonu "The Best!" i popłynęły jeszcze trzy utwory. Ostatnia kompozycja był wręcz taneczna - "No Happy Endings", podczas której muzycy najbardziej się uaktywnili kołysząc się jak na statku, na morzu. Ale oni robili to w rytm muzyki. Szczególnie Hoshiko nie mogła powstrzymać się od tanecznego kołysania się za swoimi "sterami". I jak każdy statek po dobrym rejsie dobija do portu, tak i muzycy zakończyli swoją muzyczną podróż. Kilkakrotnie kłaniając się przy gromkich brawach i owacjach na stojąco. Zrobili sobie fotkę z publicznością i opuścili okręt.
Ja już dzisiaj wiem, że koncert Tangerine Dream to taki, którego nigdy się nie zapomina. Wiem też, że ten okręt płynie dalej i może kiedyś znowu dobije do mojego portu.
Zdjęcia z koncertu można obejrzeć w naszej Galerii.