Jean-Michel Jarre - Dolina Charlotty



Jean-Michel Jarre
Dolina Charlotty - 20.06.2025 r.


20 czerwca niejako domknąłem koncertową trylogię mistrzów elektroniki. Widziałem na żywo pionierów z Kraftwerk, miałem również okazję chłonąć kosmiczne dźwięki Tangerine Dream. Teraz przyszedł czas na Jean-Michel Jarre'a. 76-letni muzyk to już prawdziwa ikona mająca na koncie przeszło 80 milionów sprzedanych płyt oraz legendarne, iście monumentalne koncerty. Jak ten na 850-lecie Moskwy dla 3,5 miliona (!) ludzi, czy transmitowany przez TVP występ w Stoczni Gdańskiej (170.000 osób). W Dolinie takich tłumów spodziewać się nie należało, choć i tak rekord frekwencji był bardziej niż pewny. W końcu zamiast amfiteatru mieliśmy się bawić na ogromnym placu przy najnowszej atrakcji Charlotty: Bali Indah.

Na koncert przybyliśmy nieco spóźnieni, no bo niestety: w pracy do godz. 19:00, a i swoje dorzuciły też niekończące się roboty drogowe, przez które już dojazd na Black Country Communion był koszmarem. Teraz wybraliśmy całkowicie inną drogę i było... tylko troszkę lepiej. Przy wjeździe do Strzelinka okazało się dodatkowo, że będzie "mały" problem z miejscem parkingowym. Miejscowość była tak zakorkowana, że Pan Policjant zablokował nam przejazd oznajmiając, że nie ma sensu pchać się dalej - trzeba kombinować na obrzeżach. Znaleźliśmy więc miejsce gdzieś w krzakach mając do sceny ponad 2 km. Na szczęście dzięki skrótowi przez las (!) i pole (!!) byliśmy przy wejściu do Doliny już po 20 minutach. Miejscowość rzeczywiście była oblężona niczym Jerozolima w 70 roku. Dzikie tłumy kierowały się w stronę Bali Indah, ale dzięki znajomości miejscówki udało nam się ominąć większość osób i w zasadzie bez kolejki dostać na teren występu na 30 minut przed planowanym startem. Troszkę się pokręciliśmy szukając najlepszego miejsca i w końcu uznaliśmy, że już nie ma sensu pchać się bliżej sceny - za duży ścisk, a i widok mieliśmy całkiem w porządku. Okopaliśmy więc swój kawałek zieleni czekając na wybicie godziny 22:30.

Niemal punktualnie słyszymy pierwsze elektroniczne dźwięki które szybko przechodzą w taneczne, niemal dyskotekowe rytmy. I to było dobre wprowadzenie do reszty występu, ponieważ 76-letni artysta podczas "Special Summer Tour 2025" postanowił pokazać nam swoje bardziej nowoczesne, "młodzieżowe" wręcz oblicze. Nie mieliśmy żadnych dodatkowych muzyków - pojawiał się tylko i wyłącznie Jarre prezentujący coś, co przypominało wręcz DJ-sety. Jeśli więc przybyliście do Doliny licząc na klasyczne, retro-brzmiące kawałki to musieliście się mocno zdziwić. Bo jasne, był grany z kamerą na głowie, legendarny "Oxygène 2", nieco cybernetyczny "Arpégiateur", przypominający dokonania Kraftwerk "Robots Don't Cry" czy marszowy w swoim początku "Équinoxe 4". Zapomnijcie jednak chociażby o pomnikowym "Oxygene 4". Artysta co prawda niemal od razu na początku odhaczył znaną melodię, ale jakby chcąc wyjść na przekór oczekiwaniom ubierając ją w bardziej filmowe szaty ("Epica - Oxygene"). Później zresztą raz jeszcze zagrał fanom na nosie prezentując remix tego niezwykle popularnego kawałka - i to taki, który spokojnie mógłby rozruszać nastolatków na Sunrise Festival.

Niby więc najbardziej znana kompozycja francuskiego mistrza była, ale jednak nie w takiej formie w jakiej można się było spodziewać. Ktoś mógłby zakrzyknąć, że to zdrada. Ja jednak byłem zachwycony. Francuski mistrz pokazał tego wieczoru, że ani myśli o emeryturze i że ciągle trzyma rękę na pulsie muzyki elektronicznej. Było żywo, dynamicznie i nowocześnie. Swoistym odkryciem był dla mnie taneczny, wpadający w ucho "Herbalizer", no ale zaskoczeń było jednak dużo, dużo więcej. Energetyczny "Zoolookologie" i "Équinoxe 7", zmuszający do tupania nóżką "The Architect", atakujący zmysły remix "Zero Gravity", niemal transowy "Exit", czy chłodny, niepokojący "Brutalism". Słuchając tego typu kawałków nie mogłem wyjść z podziwu, że prezentuje nam je facet któremu blisko już do "osiemdziesiątki". W pewnym momencie podczas ostrzejszej "łupaniny" śmiałem się nawet, że przyjechaliśmy całkowicie nieprzygotowani ponieważ powinniśmy zabrać ze sobą gwizdek i białe rękawiczki. A pamiętajmy jeszcze, że doznania audio wzmacniane były dodatkowo przez niesamowitą oprawę wizualną!

Jarre niejako przyzwyczaił nas do monumentalnych spektakli których częścią potrafiły być chociażby żurawie Stoczni Gdańskiej, budynki Zakazanego Miasta czy piramidy w Gizie. Standardowych rozmiarów scena w Dolinie Charlotty była więc czymś zaskakująco skromnym, choć ciągle imponującym. Specjalnie przygotowane wizualizacje wyświetlane były nie tylko na tylnej ścianie sceny, ale także na filarach rozmieszczonych na niej. I choć przy tworzeniu grafik wykorzystano AI, to jednak widać było, że w odpowiednich rękach narzędziem tym można uzyskać niezwykłe efekty. Ruchome obrazy w "Robots Don't Cry", fantazyjne postaci w "Oxymore" (tutaj brawa dla współpracującego z Jarrem Davida Szaudera), pocieszne stworki w "Les Chants Magnétiques 2", piękno klasycznych form w "Sex in the Machine". Oczy nie nadążały chłonąć tego wszystkiego tym bardziej, że dodatkowo mieliśmy także dziesiątki świateł i laserów, jak również ekrany po bokach. Wszystko było niezwykle przemyślane i cudownie zsynchronizowane z samą muzyką. Piękną wizytówką występu był "Exit", w którym połączono wszystko razem: najpierw zachwycamy się dynamicznymi grafikami, następnie stopujemy i słuchamy przemówienia Edwarda Snowdena na części telebimów, podczas gdy na reszcie wyświetlane są najważniejsze jego słowa które dodatkowo narzucane są laserowo na drzewa obok. Cóż za klimat!

Koncert Jean-Michel Jarre'a w Dolinie Charlotty był niezwykłym doświadczeniem. Spodziewaliśmy się retro-elektroniki w wykonaniu emeryta, a dostaliśmy nowoczesną muzę której nie powstydziliby się młodzi DJ-e. Muzyk był w doskonałej formie i niekiedy widać było, że nogi aż rwały mu się do tańca. Aż szkoda, że to fantastyczne wydarzenie w pewnym momencie musiało się skończyć. Po bisie z "Quatrième Rendez-Vous" i "Les Chants Magnétiques 2" został już tylko powrót do domu. Na szczęście z Doliny udało się nam się wydostać bez większych problemów, a dzięki wybraniu mniej uczęszczanej trasy ominęliśmy wszystkie korki. Następnego dnia w pracy wyglądałem jak zombie, ale hej: wyjazdu absolutnie żałować nie mogę!

Setlista:
01. Les Chants Magnétiques 1
02. Epica - Oxygene
03. Oxymore
04. Sex in the Machine
05. Oxygène 2
06. Arpégiateur
07. Zoolookologie
08. Équinoxe 7
09. The Architect
10. Zero Gravity (Above & Beyond Remix)
11. Exit
12. Révolution Industrielle 2
13. Robots Don't Cry (Movement 3)
14. Herbalizer
15. Oxygène (Part 19)
16. Équinoxe 4
17. Brutalism
18. Oxygène 4 (Astral Projection Remix)
19. Epica
20. Stardust
---
21. Quatrième Rendez-Vous
22. Les Chants Magnétiques 2



Autor: Tomasz Michalski

Data dodania: 23.08.2025 r.



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2026 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!