CETI - Mrągowo


CETI
"Amfiteatr", Mrągowo - 30.06.2002 r.

Ludzie!! Myślałem, że już nie doczekam czasów kiedy to heavy metal, ponownie, na dłużej zagości w sercach wiary. A jednak! Po ogromnym sukcesie, jaki na Zachodzie osiągnęły HammerFall, Rhapsody i dziesiątki innych, młodych heavy/power metalowych kapel - na klasycznym, metalowym rynku powiało świeżością. Starzy "wyjadacze" jak choćby Gamma Ray, Rage czy też Grave Digger znowu zaczęli być doceniani przez szerszą publikę docierając do coraz większej liczby odbiorców. To wszystko na zachodzie, a u nas? Oprócz kilku polskich, "podziemnych" kapel grających muzykę spod znaku "heavy", jedynym obecnie liczącym się zespołem mającym wiele wspólnego z heavy metalem jest CETI - z Grzegorzem Kupczykiem na czele! Będąc na ich koncercie, który zagrali 30 czerwca tego roku w Mrągowie - promującym zremasterowaną wersję ich klasycznego dzieła "Lamiastrata"- doznałem szoku, a szczękę jeszcze długo potem zbierałem gdzieś z parkietu!! To wręcz nieprawdopodobne i niespotykane, żeby w dzisiejszych czasach polska kapela dała tak dobry heavy metalowy występ. Już od pierwszych dźwięków uśmiech zagościł na mej twarzy, bo oto zaczęli nie od czegoś starszego, lecz od całkiem nowej kompozycji z nowo powstającej płyty! Co za jazda! Z głośników popłynęły dźwięki klawiszy niczym z kościelnej świątyni -pięknej jak zawsze Marysi, rytmiczny dźwięk gitar zaczął stopniowo narastać a perkusja nieustannie nabierała tępa. I Grzegorz... nagle pojawił się znikąd, wpadając na scenę niczym błyskawica. Kiedy zaczął śpiewać, gdy wszystko połączyło się w jedną całość, zrozumiałem że słyszę to, co kocham najbardziej na świecie - heavy metal w zajeb... wydaniu. Kąsająca gitara Burzy, którego bardzo melodyjna gra stwarzała czarodziejski klimat, była naprawdę czymś fajnym, a dudniący bass Bartka i perkusja Mucka przez cały czas nie dawały o sobie zapomnieć. Od pierwszego kawałka stworzyli niepowtarzalny klimat, który później procentował przez cały show. Grając bez przerwy, wykonali jeszcze dwa utwory- "XIV - nie pytaj" z "Demonów Czasu" oraz "Koko Dżambo" z "W Imię Prawa" i choć nie są to moje ulubione kawałki, grane na scenie wyszły całkiem dobrze. Szybkie tempo, sprawny warsztat muzyków i ciekawe teksty w "XIV..." to niezaprzeczalny atut tej kompozycji. Następnie mogliśmy usłyszeć "Orgię", również z albumu "W Imię Prawa" a potem nastrojowe i drapieżne zarazem "Życie i Kres", w którym solówka Burzy powaliła mnie po prostu na kolana! I tak oto CETI przeszli do grania swoich największych hitów, zaczynając od "Burning Fantasy", "Fire Angels" poprzez tytułową "Lamiastratę". Metalowcy po prostu oszaleli, śpiewom i okrzykom nie było końca, a atmosfera w mrągowskim amfiteatrze stawała się coraz bardziej gorąca. Od razu było widać, że klasyczny, melodyjny heavy metal robił największe wrażenie na zgromadzonej publice. Co ciekawe - również ludziom na co dzień nie słuchającym metalu muzyka CETI przypadła do gustu, co później wyrazili zapraszając kapelę do bisów!! Grając tak świetne utwory, wszyscy muzycy mieli możliwość pokazania się od najlepszej strony. I wykorzystali to w stu procentach, ukazując najwyższej próby warsztat muzyczny. Widać było, że mimo tylu lat grania nie popadli w muzyczną rutynę, a tego wieczoru dali z siebie po prosty wszystko. Żeby było ciekawiej, po raz drugi usłyszeliśmy przedpremierowy utwór zatytułowany "Choice", który utwierdził mnie w przekonaniu, że CETI AD 2002 nie ustanie w promocji dobrego, klasycznego metalu. Galopujące gitary i perkusja, przejmujący wokal Grześka, chóry i klawisze Marysi, które w piękny i naturalny sposób dopełniają całości -to po prostu, wszystko to co najlepsze w światowym heavy metalu. Jeśli tak miałby brzmieć "Cień Anioła", nowo powstająca płyta CETI, to pierwszy polecę do sklepu, żeby ją sobie kupić!! Na koniec, zespół Grzegorza Kupczyka zagrał "Feniksa" z "Demonów Czasu" oraz "Sztuczne Oddychanie", jeden z największych klasyków polskiej muzyki metalowej, w wersji z ostatnich lat. Zaczęła się "jazda bez trzymanki". Metalowcy zgromadzeni w amfiteatrze próbują dogonić wokalnie Grześka, szaleńcze gitary chłopaków robiących swoje i perkusja z organami dająca wrażenie bijącego, ludzkiego serca. Kosmiczny klimat! Potem już tylko finałowe solo, podziękowania i muzycy schodzą ze sceny... Ludzie jednak tak łatwo nie chcieli ich puścić, zachęcając CETI do wykonania bisów. W finale, po kilku minutach, usłyszeliśmy utwór "Miłość, Nienawiść, Śmierć" z albumu "Rasizm", świetną metalową balladę, która moim zdaniem genialnie podsumowała kończący się występ.

Sto lat dla Grzegorza Kupczyka, sto lat CETI, sto lat dla polskiego heavy metalu!



Autor: Tomasz Ślusarczyk

Data dodania: 27.07.2002 r.



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2025 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!