Black Sabbath, Orange Goblin, Mech 20.06.2007 Katowice, "Spodek"
Wprawdzie Black Sabbath wystąpiło pod szyldem Heaven And Hell, ale umówmy się - to 100% Black Sabbath w Black Sabbath, a szopka ze zmianą nazwy wynika jedynie z tego, że oficjalnie w zespole są teraz Ozzy Osbourne i Bill Ward, którzy nie brali udziału w tej trasie. I niech sobie będą na papierze, dla mnie aktualny skład "Sabbs" to ten, co właśnie daje koncerty i nagrywa nowe kawałki (3 premierowe utwory na składankę "The Dio Years" - jako że to tylko składanka, wydana jest normalnie pod nazwą Black Sabbath).
Zatem Black Sabbath w składzie: Tony Iommi, Geezer Butler, Ronnie James Dio i Vinny Appice znów gra razem i nie omieszkał zawitać do Polski na 2 koncerty - 19.06 do Warszawy i na następny dzień do Katowic. Mniej zorientowanym w historii Black Sabbath przypominam, że jest to ten sam skład, który nagrywał płyty "Mob Rules" (1981) i "Dehumanizer" (1992). I prawie ten sam co "Heaven And Hell" (1980), od nazwy której, wziął się obecny szyld (tam na perkusji grał Ward, nie Appice). No i oczywiście Iommi i Butler to jedni z założycieli zespołu, a ten pierwszy, jako jedyny, grał na wszystkich 18-stu płytach studyjnych.
Nie ukrywam, nie jestem "true" i wolę Sabbath z Dio niż Ozzym ;) Ba, płytki z Martinem również stawiam wyżej niż te "prawdziwego" Black Sabbath... Generalnie bardzo cenię ten zespół za całokształt i ucieszyłem się bardzo, że będzie okazja go zobaczyć w moim ulubionym chyba składzie.
Cena biletów jednak odstraszała... 155zł na płytę to cholernie dużo i jakiś czas miałem wątpliwości czy warto tyle dać, tym bardziej, że z supportami się nie wysilili. No ale to w końcu Black Sabbath :) I dziś mogę powiedzieć, że nie żałuję ani złotówki.
W Spodku pojawiłem się niemal równo o 20.00, ale okazało się, że koncert rodzimego Mech już się rozpoczął. Załapałem się tylko na 2 kawałki, w sumie szkoda, bo wypadli bardzo fajnie. Następnie na scenę wyszli brytyjczycy z Orange Goblin grający doom/stoner metal. Również udany koncert, fajne kawałki, bardzo żywiołowe wykonanie. Wokalista miał świetny kontakt z publiką, raz nawet zeskoczył ze sceny i podszedł do fanów.
Po zejściu Orange Goblin nastąpiło tradycyjne oczekiwanie na gwiazdę, za kurtyną ustawiano scenografię i czyniono inne przygotowania. Wreszcie nadeszli "bogowie" witani gromkimi brawami. Geezer w garniaku, podobnie Tony, z tradycyjnie wielkim krzyżem, sprawiali wrażenie metalowych arystokratów, którym nie w głowie szalenie po scenie, przez cały koncert byli statyczni i robili swoje - ale za to jak! Dla kontrastu Vinny oczywiście w lżejszym stroju za garami, podobnie Dio, energicznie latający po scenie (a ma już przecież prawdopodobnie 65 lat!)
Scenografia również powalała - ogrodzenie i stary kościół z imitacjami okien na które ustawione były rzutniki (pojawiały się tam różne sceny, między innymi okładki albumów lub obraz z kamery na perkusji).
Zaczęli od "The Mob Rules" poprzedzonego intrem i od razu publiczność bawiła się lepiej niż na obu supportach razem wziętych :). Następnie Dio zapowiada pierwszy kawałek, który napisał z Black Sabbath - czyli "Children Of The Sea" - świetnie wykonany, zwłaszcza spokojny początek. Następnie znowu coś szybszego - "I" - jeden z najlepszych utworów z "Dehumanizera".
Dłuższy powrót do płyty "Mob Rules" - przeciągnięty "Voodoo" poprzedzony gadką Dio z publiką. Za tym numerem specjalnie nie przepadam, mogli dać "Turn Up The Night". Czas na "The Sign Of The Southern Cross" - długi, potężny utwór był jednym z mocniejszych punktów koncertu, gitara Iommiego powalała.
Swoje "pięć minut" miał teraz Vinny Appice, wspaniale szalejąc na imponującym zestawie perkusyjnym. Bardzo fajne solo. Następnie drugi i niestety ostatni kawałek z "Dehumanizera" - "Computer God". Szkoda, że tylko dwa... No i sam "Computer God", choć bardzo dobry, jest moim zdaniem jednym ze słabszych punktów tego albumu. Gdzie "TV Crimes", "Master Of Insanity", czy "After All"? :( Ale i tak set bardzo dobry, więc już nic nie mówię :).
Teraz kolejności nie jestem pewien, ale myślę, że jako następny zagrali nowy kawałek (ze składanki "The Dio Years"), mianowicie "Shadow Of The Wind". Przyznam, że nie słyszałem go wcześniej, zrobił na mnie jak najbardziej pozytywne wrażenie - bardzo dobre wokale i ciężkie gitary. Ostatnia odsłona "Mob Rules" - świetny "Falling Off The Edge Of The World", się działo na płycie ;)
I pod koniec wreszcie coś z zaniedbanego Heaven And Hell" (do tej pory był tylko 1 numer) - "Die Young" z żywiołowo śpiewającą publiką. Przed tym kawałkiem Iommi dał mały popis na gitarze. Podobnie jak podczas niesamowicie wydłużonego utwory tytułowego (chyba grubo ponad 15 minut!). Ludzie "nucili" też motyw przewodni, również po zejściu zespołu ze sceny. Świetne to długie wykonanie, nie wiem czy nie najlepszy moment koncertu; gdy wreszcie kawałek przeszedł do swojej drugiej - szybkiej części, publika oszalała.
Na bis już niestety tylko jeden kawałek - "Neon Knights", również z bardzo energicznym udziałem tłumu. Szkoda, że to już koniec, gdy zapaliły się światła nastąpił jęk zawodu. Mogli zagrać jeszcze jakąś balladę na koniec - najlepiej "Lonely Is The World" lub "Over And Over".
Po zapaleniu świateł okazało się też, że wszyscy coś zgubili ;) Hehe, Tony rzucał sporo kostek i oprócz szczęśliwców, którzy złapali, ludzie szukali skarbów po płycie :) Niestety ja również odszedłem z pustymi rękoma (ale było blisko ;) w końcu stałem od strony Iommiego, gdzieś w 4-tym rzędzie).
Cóż mogę dodać... Może to, że koncert był po prostu świetny, że zobaczenie legendy metalu to niezapomniane przeżycie... Publiczność bawiła się świetnie, choć nie była zbyt liczna (w końcu w Polsce 2 koncerty, bilety drogie, promocja średnia). Często rozbrzmiewały okrzyki "Black Sabbath", "Dio" (wyglądał na wzruszonego :) ) czy pewnego jegomościa "Sabbath, ku*** Sabbath" :))) Oczywiście nikt nie nazywał ich "Heaven And Hell", chyba każdy zdawał sobie sprawę, że to tylko "szopka".
Pozostaje tylko mieć nadzieję, że pozbędą się pana O. i nagrają płytę studyjną w tym / prawie tym składzie, jako Black Sabbath i ruszą na kolejną trasę. Bo w formie są doskonałej i szkoda by było nie spuentować tego reunionu albumem. Tym bardziej, że ostatni studyjny wyszedł 12 lat temu i nie był zbyt udany... Ale cóż, prawdopodobnie to się nie stanie, nawet nie wiadomo czy w składzie "oficjalnym" coś nagrają. Cieszmy się więc, że Black Sabbath znów gra z Dio, nawet jeśli będzie to tylko ta trasa i 3 nowe utwory.
Setlista (kolejność może być trochę pomieszana):
E5150 The Mob Rules Children of the Sea I Voodoo The Sign of the Southern Cross (solo Vinny'ego Appice'a) Computer God Shadow Of The Wind Falling Off the Edge of the World Die Young Heaven and Hell
Neon Knights
|