XXXIII Zlot Motocykli Nad Zalewem - Polanów



XXXIII Zlot Motocykli Nad Zalewem
Alcoholica, Sztywny Pal Azji, Nadmiar
Polanów - 07.07.2013 r.


Ech, niby impreza za przysłowiową miedzą, a już od dłuższego czasu nie dane mi było zawitać do malutkiego Polanowa. A przecież tamtejszy zlot to wydarzenie, które znam w zasadzie od jego początków, bowiem już jako dziecko spacerowałem sobie w tamtejszym lasku pomiędzy stalowymi rumakami. Będąc dorosłym bardziej niż jednoślady kręcą mnie już koncerty towarzyszące imprezie. Mieliśmy już okazję bawić się przy dźwiękach Turbo, Perfect, Marka Piekarczyka (TSA) czy Proletaryat, a teraz do tego zacnego grona dołączyć miały kolejne kapele. Z uwagi na brak czasu odpadały dwa muzyczne wieczory, dlatego też uznałem, że wybiorę się na inaugurację XXXIII Zlotu Motocyklowego, by posłuchać zespołów Nadmiar, Sztywny Pal Azji i Alcoholica. Gwiazdy drugiego dnia, tj. Armia i Pidżama Porno, będą musiały poczekać.

Na miejsce przybyłem akurat na rozpoczęcie koncertu przez formację Nadmiar. Grupę tę widziałem jeszcze w 2010 roku, gdy jej wokalistą był Damian Michalski: późniejszy frontman TSA oraz TSA: Michalski, Niekrasz, Kapłon. Oczywiście obecnie skład zupełnie inny - za mikrofonem pojawił się chociażby Tomek Besser, którego co niektórzy kojarzyć mogą z The Voice of Poland czy Szansy na Sukces. Również i sama muzyka się zmieniła. Wcześniej chłopacy grali w bardziej amerykańskim, osadzonym w bluesie, hard rockowym stylu, luźno przypominającym dokonania Lynyrd Skynyrd (cóż, a przynajmniej tak ich zapamiętałem). Obecnie to wszystko jest takie bardziej ugładzone, przebojowe, melodyjne, "radiowe" - kawałki pod względem konstrukcji są dużo prostsze, mniej wymagające. Ja bym wolał więcej solowych popisów, więcej zabawy i szaleństwa, więcej… "ognia". Średnio także do mnie trafiały pogaduszki wokalisty, który pomiędzy poszczególnymi numerami rzucał sucharami. Gadał jak najęty - normalnie niczym Kelly Hansen w Foreigner.


Tak, Nadmiar mocno się zmienił od naszego ostatniego spotkania. Kolejny zespół już ciągle w tym samym składzie i, co trzeba zaznaczyć, składzie najsilniejszym w swojej historii. W założonym w 1986 roku Sztywny Pal Azji znajdziemy w końcu nie tylko wszystkich członków klasycznego składu, ale także i trochę świeżej krwi (Różycki i Wołyniak). Ich wspólne koncerty to zawsze piękny powrót do klasyki polskiego rocka i nie inaczej było w Polanowie. Hity pokroju "Wieża radości, wieża samotności", "Spotkanie z…", "Nieprzemakalni" czy odśpiewane razem z publiką "Nasze reggae" wybrzmiały fenomenalnie. Cudownie było też usłyszeć "Nie zmienię świata", który na żywo to wręcz zupełnie inna kompozycja, czy mojego osobistego faworyta: "Kochałem Cię". Setlista oczywiście skupiona wokół "staroci", ale i nowsze krążki miały swoich reprezentantów: "Ameryka" raczej średnio do mnie trafia (wolałbym "Pocałunek w Rzymie"), ale już prowadzona przez Nazimka "Piękna dekada samobójców" robiła robotę. Publiczność (przyznam się, że za 20 złotych spodziewałem się większych tłumów) bawiła się dobrze, choć w trakcie utworu "15-letnie dziewczęta" miała miejsce dość niebezpieczna sytuacja: otóż pewien (bardzo) mocno wstawiony fan przewrócił się w pogo i po upadku stracił przytomność. Koledzy spanikowani, zespół przerywa koncert, pod scenę wbija karetka - i choć ostatecznie wszystko skończyło się szczęśliwie, to niech da to co niektórym do myślenia. Jeśli nie macie sił, by bawić się w pierwszym rzędzie, to lepiej usiądźcie z boku.


Po obowiązkowych fotkach z zespołem (chyba jako jedynemu udało mi się złapać Pawła Nazimka) przyszła pora na ostatni występ wieczoru. Dzień zamykała prezentująca heavy/thrash metal formacja Alcoholica. Nazwa nieprzypadkowa, bo chłopacy lubią piwa i inne trunki, a i przez dłuższy czas działali jako cover band. Bo że Metalliki to wiadomo, co nie? Teraz na koncie mają dwa albumy studyjne z własnym repertuarem (ten najnowszy - "F.E.A.R." - ukazał się w tym roku) i byłem ciekaw tego jak wybrzmi on na żywo. I nie mogę powiedzieć, by moja ciekawość została zaspokojona. Grupa zdając sobie sprawę z tego, że na takich imprezach sporo jest osób (mniej lub bardziej) przypadkowych, to postawiła głównie na kompozycje Kalifornijskiej Czwórki. Niechętnie przyznam, że słusznie. Bo choć przy "Beer'em All" i "F.E.A.R." fajnie mi się tupało nóżką, to jednak publika najbardziej szalała (i śpiewała!) przy znanych hitach. "The Memory Remains", "Seek & Destroy", "Creeping Death" (za to "hey" zamiast "die" to bym ludzi po kostkach kopał), "Motorbreath", "Sad but True", "Enter Sandman" - było na czym gardło zedrzeć. Do tego jeszcze zmasakrowany "Can't Help Falling in Love" Elvisa (sorry, to kawałek, do którego tańczyłem na własnym weselu - jego nie można ruszać!), zabawny "All I Have to Do Is Dream" (The Everly Brothers) oraz "Whiskey in the Jar", który już nawet przez samo Thin Lizzy wykonywane jest tak, jak na "Garage Inc.". Ogólnie: dość przyjemne zakończenie wieczoru, choć i tak wolałbym zobaczyć Alcoholicę skupioną tylko i wyłącznie na własnych utworach. Może jakiś klub w okolicy?



Autor: Tomasz Michalski

Data dodania: 30.07.2023 r.



© https://www.METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!