Vader - Poznań



Pandemic Madness Tour 2020
Vader, Marduk, Ragehammer
Foodhall, Poznań - 24.09.2020 r.


W czasie gdy niemal wszystkie większe koncerty w Polsce zostają przeniesione na 2021 rok, wracający z europejskiej trasy Vader postanowił iść pod prąd i zaatakować również i rodzime, polskie ziemie. Do przeprowadzenia Blitzkriegu ekipa dowodzona przez Petera zaprosiła swoich starych znajomych ze Szwecji. Gościem specjalnym "Pandemic Madness Tour 2020" zostali bowiem pogromcy zaworów, członkowie legendarnej pancernej dywizji zwanej Marduk. Z uwagi na obostrzenia sanitarne ostateczny kształt trasy musiał się zmienić i zamiast do (niestety odwołanego) Gdańska zawitać musiałem na Dworzec Centralny w Poznaniu.

Pierwsze uderzenie należeć miało do rosyjskiego Fallcie, jednak z uwagi na pandemię zespół nie mógł przekroczyć granicy z Unią Europejską. Stąd też licznie przybyłych do Foodhall fanów mocnego grania rozgrzać musiał tylko jeden skład: krakowski Ragehammer. Chłopaki musieli więc dowalić do pieca dwa razy więcej drwa, ale stresu po nich widać nie było. Muzycy przyszli jak po swoje, choć na pewno zdawali sobie sprawę z tego, że większość metali kojarzyć ich jeszcze za bardzo nie będzie. Stąd też przygotowali fajny set, na który składały się nie tylko kawałki z dopiero co wydanego drugiego albumu ("Into Certain Death"), ale również utwory z debiutu, a nawet numer "Hate Command" z pierwszej demówki. I jak to pięknie wszystko "żarło"! Bezbłędny zespół i pewny siebie frontman zaprezentowali dynamiczny, agresywny black/thrash metal, sprawiając że niemal od razu pojawiły się pierwsze "tańce hulańce". I choć na scenie spędzili tylko nieco ponad pół godziny, to rozgrzali halę do czerwoności. I z pewnością zyskali spore grono nowych fanów.

Setlista:

01. Hate Command
02. 616. TerrorKorps
03. First Wave Black Metal
04. Jesus Goat
05. Na pewną śmierć
06. Wróg
07. Dragon City
08. Omega Red

Legendarna formacja Marduk świętuje w tym roku jubileusz 30-lecia działalności. Dowodzona przez Morgana pancerna dywizja na swoim koncie zapisać może 14 studyjnych albumów, w których próżno szukać jakieś kompromitacji - nawet jej słabsze krążki były bowiem co najmniej solidne. Grupa urodziny świętuje niestety już bez swojego wieloletniego basisty - Devo - który postanowił skupić się na pracy producenta i inżyniera dźwięku. Jego następcą został (raczej średnio znany) Joel Lindholm, dla którego trasa "Pandemic Madness Tour" była pierwszym poważnym egzaminem.

Czy udało mu się go zaliczyć? O tym musieliśmy się przekonać z bliska, więc czym prędzej udaliśmy się w okolice barierek (trafiliśmy naprzeciw Ojca Założyciela), gdzie tłoczyliśmy się niczym owce na rzeź. Zamiast jednak ukatrupić nas humanitarnie - Marduk postanowił przez ponad godzinę zgniatać nam kości. Młotkiem. Pierwszy cios jeszcze nie został jednak wyprowadzony zbyt celnie: na rozpoczynającym show "Wilkołaku" od razu przestał działać bowiem mikrofon - a że numer krótki i szybki, to dopiero na refrenie mogliśmy cieszyć uszy charczeniem Mortuusa. Na szczęście była to jedyna wpadka - dalej Marduk cisnął już tak, że ogień ze sceny topił skórę. Grupa na 2020 rok przygotowała specjalny set, który zaskoczyć musiał nawet najwierniejszych jej fanów. Pominięto część (wydawać by się mogło: żelaznych) klasyków, by na ich miejsce wrzucić kawałki grane niekiedy bardzo rzadko. Nie zabrakło nut z "Those of the Unlight", "Opus Nocturne", czy "Heaven Shall Burn...", jak również i kawałków z "Frontschwein" oraz najnowszej "Viktorii". Pełen przekrój.

Ludzie docenili interesującą setlistę bawiąc się pod sceną wręcz do upadłego (serio, już po 20 minutach pot lał się ze mnie strumieniami). Nie to żeby mieli oni jakiś wybór: zespół wyglądał i zachowywał się tak, jakby tylko czekał na okazję, aby przetrącić kręgosłupy nieposłusznym. Łącznie z nowym nabytkiem: Joel świetnie pasował do Mortuusa, Morgana i Simona, a jego wychudzona, zakrwawiona sylwetka dodawała muzyce Marduk upiorności. Zespół bawił się tak dobrze, że trochę się zapędził przedłużając czas antenowy, no ale nikt do niego o to pretensji raczej nie miał.

Setlista:

01. Werewolf
02. The Hangman of Prague
03. Seven Angels, Seven Trumpets
04. Those of the Unlight
05. Frontschwein
06. Beyond the Grace of God
07. Materialized in Stone
08. Slay the Nazarene
09. Warschau III: Necropolis
10. Viktoria
11. Bleached Bones
12. The Sun Has Failed
13. The Funeral Seemed to Be Endless
14. Christraping Black Metal

Vader widziałem w przeszłości kilkukrotnie i to z rozmaitymi setlistami: był zarówno "best-of", jak i cały "De Profundis", "Back to the Black", a nawet i zestaw demówek na trasie "Zanim nastała era chaosu". Dlatego też (no i ze zmęczenia/starości) postanowiłem podziwiać ekipę Petera nieco z tyłu, tak bardziej na spokojnie. Po odpaleniu klimatycznego intro na scenie zaczęli pojawiać się poszczególni muzycy i... od razu zaskoczenie. Na bębnach zabrakło bowiem Jamesa - zamiast niego pojawił się Krzysztof Klingbein (Avatar of Hate). Od razu uspokajamy: Stewart zostaje w składzie - to zastępstwo tylko na "Pandemic Madness Tour".

Nie od dziś wiadomo, że Vader to dobrze naoliwiona, niezawodna maszyna, świetnie sprawdzająca się w każdych warunkach. I tej nieposzlakowanej opinii po koncercie w Poznaniu zmienić nie można. Peter i spółka przejechali po zostawionych przez Marduk niedobitkach w taki sposób, że nawet najbliższa rodzina nie będzie w stanie rozpoznać zwłok. Zaczęło się oczywiście od przedstawicieli najnowszego wydawnictwa grupy, a więc albumu "Solitude in Madness". "Shock and Awe" oraz "Into the Oblivion" (później były jeszcze "Emptiness" i "Despair"), by następnie gnieść fanów kawałkami z pozostałych krążków. Były klasyki z "De Profundis", "Litany", czy "Black to the Blind", jak również i nowsze "killery" z m.in. "Welcome to the Morbid Reich", "Tibi et Igni" oraz "The Empire" (a i przedstawiciela ostatniej EP nie zabrakło). Otrzymaliśmy przyjemną wiązankę największych przebojów, podczas której pod sceną nieustannie się kotłowało.

Vader szalał na scenie przez półtorej godziny, by po obowiązkowym w setliście "Wings" na kilka minut się ulotnić. Ludzie oczywiście darli się wniebogłosy skandując nazwę grupy i wkrótce Generał wrócił, by dokończyć dzieła. Na bis poleciały znane i lubiane "Sothis" oraz "Cold Demons". Hiciory, ale ja wolałbym osobiście coś mniej oczywistego, jak np. cover Judas Priest lub "Sword of the Witcher" (którego mogliśmy usłyszeć na zeszłorocznym Materiafeście). Ten drugi bywa zresztą grany, o ile... muzycy o nim nie zapomną. Nie jest on bowiem nigdy zapisywany na setliście i w ferworze walki nierzadko zostaje po prostu zagubiony na polu bitwy. Cóż, markery w dłoń i skrobać na kartce!

Setlista:

01. Intro
02. Shock and Awe
03. Into Oblivion
04. Silent Empire
05. Come and See My Sacrifice
06. Reborn in Flames
07. Send Me Back to Hell
08. Grand Deceiver
09. Emptiness
10. Despair
11. Litany
12. Triumph of Death/Spider Solo
13. Carnal
14. Wings
---
15. Sothis
16. Cold Demons

zdjęcia: Sebastian Haraś


Autor: Tomasz Michalski

Data dodania: 28.10.2020 r.



© https://www.METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!