 Marco Hietala, Oceanhoarse A2, Wrocław - 08.02.2020 r.
Marco Hietala znany jest oczywiście jako basista zespołu Nightwish i większość zapewne kojarzy zespół Tarot. Ponadto ma swój cover band Black Sabbath (gdzie wykonuję te numery po… Fińsku), a także taki w którym gra przeróbki pop utworów z lat osiemdziesiątych. Jak widać Marco ma wiele muzycznych odskoczni. Jakby tego było mało, to w 2019 roku nagrał płytę solową o tytule "Mustan Sydämen Rovio", która w styczniu bieżącego roku doczekała się angielskiej wersji pod postacią "Pyre of the Black Heart". W ramach promocji tego wydawnictwa Marco wyruszył w trasę (12 występów) koncertową pod szyldem "Tour of the Black Heart 2020". Jednym z jej przystanków był wrocławski klub A2. Solową płytę Marco poznałem przy okazji premiery klipu do utworu "Stones", który dosyć mocno przypadł mi do gustu. Dosyć szybko zapoznałem się z resztą kompozycji z albumu "Pyre of the Black Heart" i już wiedziałem, że na tym koncercie chcę być.
8 lutego do klubu przybyłem równocześnie ze startem koncertu zespołu Oceanhoarse, który na całej trasie pełnił role suportu. O tym zespole wcześniej oczywiście nic nie słyszałem, ale oni nawet nie mają wydanej płyty. Powstali w 2016 roku i w swojej dyskografii mają pięć singli i jedną EP'kę. Muzycznie tu mówimy o dosyć klasycznym heavy metalu, który niczym specjalnym się nie wyróżnił. Momenty były dosyć fajne, ale nie brakowało typowych "dłużyzn". Całkiem dobrą robotę na scenie robił wokalista Joonas Kosonen, który nieustannie zachęcał publikę do wspólnej zabawy. Ogólnie Oceanhoarse pozostawił po sobie dosyć dobre wrażenie, choć jak wspomniałem wcześniej wielkiego szaleństwa nie było.
Chwila przedłużającego się oczekiwania i wreszcie na scenie pojawiają się muzycy, a wśród nich bosonogi Marco Hietala. "Ejtisowe", elektroniczne intro i jedziemy z tematem. Kilka pierwszych dźwięków i już wiem, że ten koncert będzie mega udany. Wcześniej zerknąłem sobie co tam Marco prezentuje na tych koncertach i wiadomo, że usłyszę cały album "Pyre of the Black Heart" plus losowe covery. O tych numerach napiszę osobno. Kawałki z solowego albumu na żywo to niesłychana frajda. Ta muzyka jest nagrana na zupełnym luzie i tak samo odbierałem ją na żywo. Nie ma tutaj jakiegoś konkretnego gatunku muzycznego, bo i pojawia się delikatna elektronika z lat '80, i mamy trochę folku ("Runner Of The Railways" - świetny jest ten numer), ale oczywiście wszystko opiera się na śpiewie Marco. Nie brakuje bardziej lirycznych momentów jak w "I Am the Way", czy zupełnie delikatnych "For You", i "I Dream". Ja oczywiście najbardziej czekałem na teledyskowy "Stones" i się wreszcie doczekałem, prawie na samym końcu! Ten kawałek Marco zaprezentował jako przedostatni z utworów ze swojej płyty.
 Hietala na scenie przez cały koncert bawił się wyśmienicie i widać było, że ten koncert sprawia mu wielką radość. Tym bardziej, iż fani przygotowali mu świetne przyjęcie - już na samym starcie zaprezentowali wydrukowane czarne serduszka, które oczywiście nawiązują do tytułu płyty. Muzykom bardzo to się spodobało i sami je odsyłali ze sceny układając w odpowiedni sposób palce dłoni. Jednak wielkim hitem było zakończenie koncertu i przy pożegnaniu muzyków na scenie wylądowała biało czerwona flaga. Po jej rozwinięciu można było przeczytać: "Poland Loves the Rock Gandalf", do tego oczywiście dołączono odpowiedni malunek. Widać było ogromne zaskoczenie i wzruszenie Marco. Brawo za te obie akcje!
 Photo by Arto Lindén
Ale zanim do tego pożegnania doszło, to wspomnę o zagranych coverach. Pierwszym z nich była kompozycja "Olet lehdetön puu" fińskiego artysty Hector. Numer dwa to… David Bowie i numer "Starman" i jako przedostatni w koncertowej setliście poleciał "War Pigs" wiadomego zespołu. W sumie to ten ostatni tak jakoś najmniej pasował do tego całego koncertowego zestawu. Ale publika pośpiewała ten klasyk dosyć konkretnie i chyba też o to chodziło. Kończymy akustycznym i jakże pięknie nastrojowym "Truth Shall Set You Free" w którym Hietala chwycił za wiolonczelę w końcowej części tego utworu. Bardzo piękne zakończenie tego jakże udanego koncertu.
Marco Hietala na scenie to bardzo przyjemny widok. Cały koncert był zagrany na wielkim luzie i bez większego spinania się. Widać i słuchać, że tutaj chodzi o dobrą zabawę i oddanie tego nastroju w publikę. To się w pełni udało i zdecydowana większość ludzi wychodziła z klubu zadowolona. Szkoda tylko, że na stoisku z merchem cenę za płytę ustalono w wysokości 80 złotych. Chciałem ją sobie kupić, no ale jak w sklepie internetowym widzę poniżej 50, to przecież nie będę przepłacał. No ale to zupełnie na marginesie ta uwaga. Koncert uważam ze w pełni udany, było miło, kameralnie (nie wiem czy z 300 osób było), sympatycznie i niepowtarzalnie. Raczej nieprędko będzie okazja zobaczyć Marko ze swoim solowym koncertem. Wszak lada moment wpadnie w nurt promocyjny nowego wydawnictwa Nightwish (premiera w kwietniu). A do tego obecna trasa to zaledwie dwanaście koncertów. Więc dosyć unikalne to było wydarzenie. Tym bardziej się cieszę, że wziąłem w nim udział.

|