39. Festiwal Rockowy Generacja



39. Festiwal Rockowy Generacja
St. James Hotel, The Skys, Woodland Spirit, Bloodisle, Katarzyna Pietras, ROSK, Tides from Nebula
Centrum Kultury 105, Koszalin - 23-24.11.2019 r.


Czas na kolejny Festiwal Rockowy Generacja, w którym oprócz uznanych artystów możemy zobaczyć również i młodsze stażem zespoły, walczące w specjalnym przeglądzie o nagrodę w wysokości 6000 zł. Podobnie jak w zeszłym roku wydarzenie podzielono na dwie części, choć odwrócono nieco kolejność, bowiem konkurs młodych kapel odbyć się miał pierwszego, a nie jak w 2018 - drugiego dnia. Zwycięzcę wybierało jury złożone z Radosława Czerwińskiego (przedstawiciel CK105), Marcina Bąkiewicza (dyrektor muzyczny Antyradia) oraz Dariusza Kozakiewicza (Perfect). Fani z kolei swoim ulubieńcom tradycyjnie oddać mogli 1000 zł głosując za pomocą specjalnych kart.

Pierwszym zespołem, który pojawił się na deskach sceny w Centrum Kultury 105 był St. James Hotel. Trio powstało w 2009 roku w Katowicach i na swoim koncie posiada dwa albumy. Debiutancki z 2011 roku (nazwany po prostu "St. James Hotel") i wydany ledwo rok temu "Wojenny taniec ducha". Muzycy zaprezentowali cztery kawałki spod znaku alternatywnego rocka, w którym miejscami wyraźnie jednak słychać było również i wpływy bluesa czy amerykańskiego folku. Nie były to za bardzo moje klimaty, ale słuchało się tego z zainteresowaniem. Mi chyba najbardziej przypadł do gustu najdłuższy zaprezentowany kawałek, a więc powolny, bujający "Motyl i żmija", przywodzący na myśl klasyczny "Satan, You're Kingdom Must Come Down".

Setlista:
01. Burdelage
02. Tajna broń
03. Wulkan
04. Motyl i żmija


Po krótkiej przerwie czekała nas mała zmiana klimatu: The SKYS to bowiem litewska kapela prezentująca progresywny rock. W Polsce jeszcze stosunkowo mało znana, ale podobno w ojczystym kraju trzeba się z nią liczyć. Grupa zagrała cztery rozbudowane, niekiedy mocno połamane kompozycje, które wymagały od słuchaczy dużego skupienia. Wystarczyło bowiem chwilkę się zagapić i już nie wiedzieliśmy co się na scenie dzieje. Na wokalu spore zróżnicowanie: niekiedy teksty wyśpiewywała (grająca również na klawiszach) Bożena Buinicka, a innym razem mikrofon należał do lidera i gitarzysty - Jonasa Ciurlionisa. Posiadał on bardzo fajną barwę, mocno przypominającą mi frontmana Blind Guardian - nie obraziłbym się, gdyby miał w co niektórych kawałkach nieco więcej do powiedzenia. The SKYS na żywo było doświadczeniem ciekawym, choć na pewno formuła konkursu nie pozwoliła formacji rozwinąć skrzydeł.

Setlista:
01. Automatic Minds
02. The Guardian of the Water Tower
03. Dry Water
04. Dead End


Pod sceną przybyło ludzi, tak więc wiadomo, że zaraz pojawią się "lokalsi". Woodland Spirit zyskał trochę rozgłosu debiutanckim albumem, na którym mierzył się z utworami Anathemy. Dwa kawałki tej brytyjskiej formacji usłyszeliśmy, a do tego zespół postanowił dać fanom również i przedsmak płyty z autorskim materiałem. Muzycznie było całkiem ciekawie, a wyróżnić na pewno trzeba Wojtka Jaśkiewicza (klawisze) i Wiktora Jarego (skrzypce), których partie hipnotyzowały, doskonale się przy tym uzupełniając (zwłaszcza w pierwszym coverze Anathemy). Zastrzeżenia mam natomiast do Klaudii Wieczorek, która (jeszcze?) nie potrafi tak pięknie malować emocjami jak Vincent Cavanagh, pomimo posiadania dość ciekawej barwy głosu. Warto nad tym elementem popracować, gdyż w linie wokalu wkradała się pewna monotonia. Autorskie teksty bywały niekiedy też zbyt dosłowne, oczywiste - warto pozostawić słuchaczom jakieś szersze pole do ich interpretacji.

Setlista
01. Something That Never Comes
02. Down This Road
03. Let Me Be Free
04. Beginning and the End (Anathema cover)
05. Release (Anathema cover)


Grupa Bloodisle ze Świnoujścia promuje debiutancką EP-kę "The End of Beginning" i łatwo w Koszalinie nie miała, gdyż spadły na nią wszelkie plagi egipskie. Ze wszystkich czterech kawałków, które chłopacy zaprezentowali, tylko jeden ("Desiderata") brzmiał odpowiednio dobrze - do tej pory zastanawiam się jakim cudem organizatorzy mogli puścić zespół w takich warunkach... Czyżby termin gonił? Przez pierwsze dwa numery nie działał drugi mikrofon, więc zarówno "The Land..." jak i "Amnesia" zostały mocno okrojone pod względem linii wokalnych. Największą katastrofą był jednak "Gray", odśpiewany przez jego pierwszą część... a'capella, bowiem druga gitara przestała w ogóle działać (choć wydaje mi się, że grupa słyszała ją w słuchawkach). I co z tego, że publiczność głośno zwracała uwagę na ten fakt, skoro ekipa odpowiedzialna za nagłośnienie w ogóle nie zareagowała. Kapela dawała z siebie wszystko i szalała jak po środkach pobudzających, no ale tak naprawdę dobrego wrażenie zrobić po prostu nie mogła. Powiedziałbym, że kolega obok żartował, że to wygląda jak sabotaż... tylko że on nie żartował.

Setlista:
01. The Land When Dreams Last Forever
02. Amnesia
03. Desiderata
04. Gray


Mocno zniesmaczeni czekaliśmy na ostatni konkursowy występ, zastanawiając się czy i tym razem nic nie będzie działać. Na szczęście Katarzyna Pietras aż takich problemów nie miała, choć znów jednej z gitar za cholerę nie dało się wychwycić. Warszawianka wraz z zespołem towarzyszącym za bardzo się tym nie przejęła i zaprezentowała kawał porządnego blues-rocka. Zaczęło się od "Rozbiegówki", a więc miksu fragmentów numerów m.in. Free czy AC/DC, a później usłyszeliśmy cztery autorskie kompozycje. I trzeba przyznać, że miało to wszystko ręce i nogi. Bardzo dobre wokale frontmanki (a i jej żywiołowe zachowanie robiło swoje), solidny zespół z bardzo dobrym gitarzystą na czele (kapitalne solówki!) - w zasadzie nie było się do czego przyczepić. Katarzyna Pietras pokazała, że jest artystką dojrzałą, która wie co, i w jaki sposób chce grać.

Setlista:
01. Rozbiegówka (fragm. m.in. "Highway to Hell" czy "All Right Now")
02. Rage
03. Horyzont
04. Nie lubię
05. Późno


Po zakończeniu ostatniego występu jury udało się na obrady, a publiczność mogła oddać swoje głosy na artystę wieczoru. Sensu większego nie było, ponieważ i tak nagroda publiczności powędrować musiała do Woodland Spirit. Na ich występ przybyła masa kolegów i znajomych, którzy po krótkim koncercie wzięli karty do głosowania, wrzucili do urny i... poszli do domu, nie czekając na kolejnych artystów. Trochę słabe i mam nadzieję, że organizatorzy zmienią nieco formułę, ażeby nie dochodziło do takich sytuacji (może karty dawać fanom na sam koniec?). 6000 zł powędrowało z kolei do Katarzyny Pietras - cóż, mój typ był nieco inny, ale też przyznać trzeba, że jest to artystka kompletna, gotowa do zwojowania polskiej sceny. Po niej w sali obok odbyć się miał koncert pierwszej gwiazdy tegorocznej Generacji, którą była ex-wokalistka At the Lake. Ja jednak sobie podarowałem, pomimo iż skład jej grupy robi wrażenie (członkowie m.in. T.Love czy Perfect) - 50 zł. za występ, który nie wiadomo czy w ogóle trafi w moje gusta okazało się ceną zbyt wysoką.

Gwiazd drugiego dnia odpuścić już oczywiście nie mogłem. Co mnie nieco zaskoczyło, koncert finałowy 39. Festiwalu Rockowego Generacja odbył się nie w sali kinowej (jak dotąd), tylko w tej "przeglądowej". Pierwszą grupą, którą mogli zobaczyć licznie przybyli fani ambitniejszej muzy była warszawska formacja ROSK, którą miałem już w tym roku okazję podziwiać w akcji. Na Kilkmi Zaibu Festival zrobili na mnie wrażenie, w Koszalinie wprawili wręcz w zachwyt. Grupa promuje niedawno wydany drugi album - "Remnants" - na którym miast post-blackowych nut otrzymaliśmy akustyczne, urzekające, hipnotyzujące dźwięki. Byłem bardzo ciekawy w jaki sposób zespół podczas koncertu połączy te dwa muzyczne światy. I w sumie odpowiedzi nie otrzymałem, bowiem artyści postanowili zaprezentować swoje najnowsze dzieło w całości.

ROSK do Koszalina przybył w rozszerzonym składzie: sześciu muzyków wspomagała grająca na skrzypcach Julianna Grzeszek, w odpowiednich fragmentach zamieniająca się pod sceną z gitarzystą. Nad nimi w centralnej części na krzesełkach siedzieli obaj wokaliści, schowani za rzędem sześciu świec, które reprezentowały poszczególne numery z albumu. W trakcie misterium były one po kolei gaszone, a ich znikający blask, w połączeniu z bardzo oszczędnym oświetleniem tworzył niezwykły, mistyczny wręcz klimat - jakże pasujący do minimalistycznej muzy z "Remnants". Z uwagi na specyficzną zawartość krążka, koncert przybrał formę pół-akustycznego, tylko z basem i klawiszami "pod prądem". Dzięki kapitalnemu nagłośnieniu można się było całkowicie zanurzyć w świecie wykreowanym przez Warszawiaków, w każdym dźwięku przez nich prezentowanym. Wśród publiczności nikt się nie odzywał, nie słychać było żadnych szeptów - tego wieczoru w CK105 usłyszeć mogliśmy tylko muzykę. I głośne oklaski połączone z żądaniem bisu po jej ustaniu. Tego oczywiście być nie mogło - historia została zakończona słowami "I walk away with You in me" i dalej czekała już tylko cisza...

Setlista:
01. The Alley of Burdens
02. Rosary
03. A Dying Breath
04. Ceased in Me
05. One Minute, a Lifetime
06. The Long Solitude


Po otrząśnięciu się po tym niezwykłym występie przyszedł czas na najbardziej znany instrumentalny zespół z naszego kraju, a więc Tides from Nebula. Grupa promuje wydany całkiem niedawno przez Mystic Production (bardzo dobry!) album "From Voodoo to Zen" - pierwszy nagrany jako trio. Na Generacji rolę gwiazdy pełniła już ona w 2016 roku (co ciekawe, wtedy również bez Adama Waleszyńskiego) i wówczas zaprezentowała się fantastycznie - nie dziwota więc, że spora grupa ludzi postanowiła tego wieczoru zawitać do sali Centrum Kultury. O 21 odpalono kosmiczne wręcz oświetlenie i przy dźwiękach intro do "Ghost Horses" Maciej Karbowski, Przemek Węgłowski i Tomek Stołowski pojawili się na scenie, od razu zachęcając przybyłych do podejścia jak najbliżej. Fani nie dali się długo namawiać, a zadowoleni muzycy ruszyli z piskiem opon waląc miedzy oczy najmocniejszym przedstawicielem ich najnowszego dzieła.

Po potężnym numerze otwierającym świeży krążek czekało nas niemal 90 minut muzy najwyższej jakości. Otrzymaliśmy przedstawicieli każdego z pięciu albumów Warszawiaków, jednak ja osobiście najbardziej byłem ciekawy tych najmłodszych kompozycji. I tak z "From Voodoo to Zen", oprócz "Ghost Horses", podstawowy set dał nam możliwość poszalenia również przy utworze tytułowym, "The New Delta" oraz "Radionoize". Do tego zestaw "znanych i lubianych" z "The Lifter" i "Only with Presence" na czele, połączonych ze zniewalającą oprawą wizualną, która mogłaby zabić osoby cierpiące na epilepsję. Trio było w fantastycznym nastroju i widać było tę jakże potrzebną chemię między nimi. Szczególnie podobały mi się momenty w końcówkach niektórych utworów, kiedy Tomek Stołowski starał się podpuścić kolegów, by ci zagrali nierówno - fajnie, że po tylu latach ciągle bawią się oni graniem na żywo.

Na bis Tides from Nebula długo namawiać się nie dało. Maciek Karbowski serdecznie podziękował za jakże gorące przyjęcie, zaznaczając że jest to jeden z tych mniejszych koncertów, który na pewno pozostanie w jego pamięci. Następnie połączono nowe ze starym: najpierw zaprezentowano skoczny "Dopamine", który na żywo okazał się prawdziwą bestią - mocniejszą i agresywniejszą niż na albumie. Po niej prawdziwy powrót do przeszłości, a więc "The Tragedy of Joseph Merrick" z debiutanckiej "Aury". Czy można było prosić o coś więcej? Chyba tylko o mój ulubiony "Let It Out, Let It Flow, Let It Fly", którego jakoś nie było mi dane nigdy na żywo usłyszeć. Cóż, może następnym razem? Bo po takim występie nie mam najmniejszych wątpliwości co do tego, że Tides from Nebula po raz kolejny się w Koszalinie pojawi.

Setlista:
01. Ghost Horses
02. The Lifter
03. Only with Presence
04. The New Delta
05. Radionoize
06. The Fall of Leviathan
07. Sleepmonster
08. All the Steps I've Made
09. From Voodoo to Zen
10. We Are the Mirror
11. Now Run
---
12. Dopamine
13. The Tragedy of Joseph Merrick



Autor: Tomasz Michalski

Data dodania: 08.12.2019 r.



© https://www.METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!