 Jelonek Dożynki Rybne Ustka - 14.08.2019 r.
14 sierpnia na Promenadzie Nadmorskiej w Ustce odbył się solowy koncert Michała Jelonka - muzyka miłośnikom cięższej muzy znanego przede wszystkim z zespołu Hunter. Darmowy występ artysty był częścią Dożynek Rybnych, a więc corocznego święta tego pięknego, nadmorskiego miasta. Jako że sezon w pełni, to z parkingiem był delikatny problem, ale naciągając lekko przepisy udało mi się wepchnąć w miejsce, gdzie wzrok mundurowych nie sięgał. Szybko udałem się w kierunku Bałtyku udając, że co złego, to nie ja. Na Jelonka czekała już spora grupa ludzi, wśród których próżno było szukać przypadkowych osób - wszyscy wiedzieli kto wystąpi i czego się tutaj po nim można spodziewać.
Michał wraz z zespołem zameldowali się na scenie krótko po 21, by zabawiać licznie zgromadzonych fanów przez jakieś 75 minut. Trochę krótko, no ale za to show było wyjątkowo energiczne. Nie od dziś wiadomo bowiem, że Jelonek to prawdziwa nieokiełznana sceniczna bestia, której wszędzie pełno - i w Ustce poczuła ona krew (tudzież kebapa i belgijskie frytki z położonych niedaleko budek). Muzyk nie tylko biegał po całej scenie, żywiołowo odgrywając swoje partie na elektrycznych skrzypcach, ale również, kiedy było trzeba, chwytał za mikrofon, by zachęcać publikę do wspólnych, szalonych zabaw. I tak wielbiciele mocniejszych dźwięków mogli np. wziąć udział w małej ściance śmierci czy pobawić się pociąg, z uwagi na miejsce przemianowany na... węgorza.
 Ciekawie działo się jednak nie tylko pod sceną, ale także (a raczej przede wszystkim) i na niej. Jelonek pląsał w swoim charakterystycznym kasku z rogami, a w jednym z kawałków założył nawet swoisty "plecak" strzelający rzędem iskier - można się było poczuć jak na koncercie Rammstein. Kapela Michała też miała swoje pięć minut, bowiem oprócz kompozycji znanych z dwóch albumów studyjnych (ja najgoręcej witałem kawałki z debiutu), w których oczywiście rządził i przykuwał wzrok lider, zaprezentowano również zaskakujące covery. A w nich hamulce puściły generalnie każdemu: w takim "Rebel Yell" z repertuaru Billy'ego Idola śmiało na wokalu poczynał sobie Mariusz Andraszek na basie, a w rockowo-metalowej wersji "Daddy Cool" Boney M. show na chwilę skradł Krzysztof Osiak (klawisze). Z charakterystycznym afro na głowie wesoło kręcił bioderkami zachęcając do oddania się w pełni magii disco. Niby poważni metalowcy, ale powygłupiać się też potrafią.
 Jak już pisałem na początku, koncert Jelonka może nie należał do zbyt długich, ale nadrabiał za to intensywnością. Mimo iż do Ustki trochę kilometrów do przejechania miałem, to wycieczki żałować nie mogłem: grupa dała czadu, nagłośnienie było znakomite, okoliczności przyrody też niezwykłe (kilkanaście metrów od sceny już zaczynała się plaża), no i sam występ był darmowy. Trochę zabawne, że w takim (położonym bliżej mnie) Mielnie za darmo to można albo w mordę dostać, albo zobaczyć "gwiazdy" disco-polo, a u konkurencji w wakacje: Andrzej Nowak & Złe Psy, Cheap Tobacco, Jelonek, a dla wielbicieli np. hip-hopu - Pokahontaz (a więc muzyczna kontynuacja Paktofoniki). Od razu widać kto na jakich turystów stawia.

|