 The Last Warrior Tour 2019 Turbo, Hellhaim, LaNinia Klub Muzyczny Centrala, Kołobrzeg - 02.03.2019 r.
Na początku grudnia grupa Turbo zapowiedziała specjalną trasę koncertową "The Last Warrior Tour", na której w całości wykonać miała swój kultowy album "Ostatni Wojownik", dodatkowo wzmacniając setlistę najmocniejszymi numerami z całej dyskografii. Turbo widziałem już sześciokrotnie na żywo (m.in. akustycznie oraz na wspominkowych trasach "Awatara" oraz "Kawalerii Szatana") - wiedziałem więc, że na pewno bawić się będę dobrze, gdyż poniżej pewnego poziomu muzycy po prostu nie schodzą. Jako że moje miasto ominięto szerokim łukiem, to na koncert udałem się do kołobrzeskiego Klubu Muzycznego Centrala. Jako support pojawiły się tam LaNinia oraz Hellhaim. Bilety kosztowały 40 zł. w przedsprzedaży i 50 zł. w dniu koncertu.
Zaszczyt rozpoczęcia muzycznego wieczoru przypadł młodej stażem grupie z południa Polski: LaNinia. Zespół niedawno (bo w grudniu) wydał swój debiutancki album "Loneliness" i w Kołobrzegu udało się zaprezentować z niego pięć numerów - początkowo w planach było ich nieco więcej ale niestety ramy czasowe okazały się zbyt sztywne. Styl chłopaków ciężko jednoznacznie określić po tym krótkim występie, ponieważ początek w postaci utworu tytułowego mocno przypominał brytyjskie Killing Joke z początków XXI wieku, jednak później coraz więcej w tym wszystkim było mocnych, groove metalowych patentów. Spora grupka fanów szybko zaczęła się bawić zaraz obok muzyków, po każdym numerze nagradzając ich głośnymi brawami i zachęcając do jeszcze głośniejszego grania ("Heavy metal! Heavy metal!"). Gitary cięły tak jak powinny (brawa dla Janusza, który zagrał z zerwanymi ścięgnami!), Sergiusz na basie skakał jakby miał ADHD, wokalista pewnie radził sobie zarówno w spokojnych jak i agresywnych partiach, a perkusja... była, gdyż z uwagi na specyfikę klubu ciężko było dojrzeć, co tam się w ogóle działo. Całość została całkiem nieźle nagłośniona, tak więc pierwsze danie wieczoru okazało się naprawdę w porządku. Trzeba będzie sprawdzić, co tam chłopaki usmażyli na płytce CD.
Setlista:
01. Loneliness 02. Missed and Forgotten 03. Criminal 04. Where Are We Now 05. The Beast That I Fed
W przerwie zaczęto przygotowywać malutką scenę na przedstawienie Hellhaim: wniesiono statyw z ludzkich czaszek, z boków jeszcze większe czerepy zaczęły straszy niebieskim blaskiem z oczu. Do tego cały klub mocno zadymiono, ograniczając widoczność do jakichś trzech metrów, co dodatkowo wzmocniło złowieszczą atmosferę. Na nic jednak takie show, jeśli nie broni się muzyka - na szczęście polscy metalowcy jak huknęli, to nie było później czego zbierać. Hellhaim okazał się speed/thrash metalową bestią, muzycznie silnie nawiązującą do polskich klasyków lat 80-tych z Turbo, Katem i Wilczym Pająkiem na czele. Rozpędzona sekcja rytmiczna, wysokie, opętańcze wokale, imponujące solówki, wpadające w ucho melodie - wszystko u chłopaków się zgadzało. Numerów słuchało się z wielką przyjemnością (a i cover Judas Priest robił robotę), oglądało zresztą też, gdyż muzycy bardzo poważnie podchodzą do aspektu wizualnego show. Mieliśmy m.in. picie "krwi" z czaszek czy składanie hołdu relikwiarzowi z debiutanckim krążkiem kapeli. Trzeba przyznać, że te okultystyczne elementy fajnie uzupełniały dźwięki płynące ze sceny. Licznie przybyli fani bawili się wyśmienicie, a i z twarzy samych artystów dało się odczytać zachwyt przyjęciem w Kołobrzegu. Hellhaim dał czadu i będę musiał złapać chłopaków w przyszłości na koncercie, w którym pełnić będą rolę headlinera.
Setlista:
01. Flight of the Phoenix 02. In the Dead of the Night 03. Decimator 04. Lawless 05. Slaves of Apocalypse 06. Breaking the Law (Judas Priest cover) 07. BlackJack 08. Annelise (The Exorcist) 09. Jekyll & Hyde
Po krótkiej przerwie przeznaczonej na wymianę sprzętu i posprzątanie po Hellhaim, około godziny 21:00 pojawiło się legendarne Turbo, które do Kołobrzegu przybyło po raz pierwszy w swojej historii. Z uwagi na specyficzną budowę sceny (pod kątem w rogu, z dużymi filarami po bokach) grupa nie do końca była w stanie się na niej zmieścić. Wojtek usadowił się po prawej stronie, front należał do Struszczyka, tuż za nim stanął z drugą gitarą Przemek Niezgódzki (nowy nabytek), a za nim znajdował się tron Bobisia... Gdzie Bogusz Rutkiewicz się spytacie? Basista schował się za dużym filarem, zlokalizowanym tuż przy wejściu na scenę i w zasadzie nie było go w ogóle widać. Aby sprawdzić czy rzeczywiście tam jest trzeba było się udać niemal do samego przejścia prowadzącego do garderoby... Jego sposób gry zawsze robi wrażenie, a tutaj wielu fanów przez 1,5 h nawet go na oczy nie zobaczyła - dziwne to trochę było.
 Grupa obiecała set złożony z najmocniejszych kawałków w historii Turbo i rzeczywiście tego wieczoru było wyjątkowo ciężko - jeśli dla kogoś było to pierwsze spotkanie na żywo z poznaniakami, to musiał się nieźle zdziwić. Nie było żadnych hard rockowych hitów (poza "Dorosłymi dziećmi" na sam koniec), typu "Smak ciszy" czy "Jaki był ten dzień". Pozbyto się też z listy tych bardziej melodyjnych kompozycji: "Na progu życia", "Wybieraj sam". Grupa postanowiła zgnieść zgromadzoną publiczność, wybierając numery stricte metalowe i rzadko grane, kosztem sprawdzonych, ogranych "killerów" (zabrakło nawet "Kawalerii Szatana II"). "Ostatniego wojownika" zaprezentowano w całości (i trzeba przyznać, że ten materiał po latach sprawdza się na żywo naprawdę fajnie), a że nie jest to album zbyt długi, to dorzucono kawałki utrzymane w podobnym klimacie z pozostałych krążków, również tych nowszych (np. "This War Machine" z "Piątego żywiołu").
Zespół cisnął ile fabryka dała a, będący w doskonałej dyspozycji, Struszczyk co chwila zachęcał do jeszcze większej zabawy. Publiczność bawiła się wybornie i pod sceną cały czas coś się działo: tańce, machanie głowami, wspólne śpiewy - wszyscy wiedzieli po co przybyli tego wieczoru do Centrali. Hoffmann zapowiadał przed występem, że "dostaniemy wpierdol" i słów na wiatr nie rzucił - trasa "The Last Warrior 2019" to rzeczywiście cios prosto w szczękę. Osobiście wolę te ich te bardziej zróżnicowane setlisty (chyba moją ulubioną jest ta z "Awatara"), no ale fajnie, że grupa z takim stażem cały czas wymyśla nowe sposoby na sprzedanie swojej muzyki czy zaskoczenie starych fanów. Jak pisałem wcześniej, Turbo widziałem na żywo już sześć razy, a wielu kawałków zagranych w Kołobrzegu jeszcze w wersjach "live" nie słyszałem. Czym grupa zaskoczy następnym razem? Na pewno w przyszłości czeka nas trasa promująca nowy krążek - być może po niej zespół sięgnie po "Epidemic" i "One Way"?
 Setlista:
01. Ostatni wojownik 02. Miecz Beruda 03. Seans z wampirem 04. Syn burzy 05. Bogini chaosu 06. Anioł zła 07. Koń Trojański 08. Dłoń potwora 09. Ostatni grzeszników płacz 10. Na przekór nocy 11. This War Machine 12. Kawaleria Szatana I 13. Dorosłe Dzieci 14. Już nie z Tobą
PS. Muszę jednak Turbo zganić za dwie rzeczy. Po pierwsze: plakat trasy jest świetny, a nie można było go kupić na stanowisku z merchem, w celu zebrania podpisów - znów mam "pożyczać" ze słupa ogłoszeniowego? Po drugie: trasa "The Last Warrior" i brak "Ostatniego wojownika" w sklepiku?! Serio?!

|