Lich King - Wrocław



Lich King, Seax, Ravage, Condition Critical, Exit Smashed
Klub Liverpool, Wrocław - 23.07.2018 r.


23 lipca we wrocławskim klubie Liverpool odbył się całkiem ciekawy koncert, na którym zagrały zespoły: Lich King, Seax, Ravage, Condition Critical i Exit Smashed. Nie są to wielkie nazwy i jak na razie te kapele wielkiej popularności nie zdobyły. Choć pomału to się może zmieniać, gdyż taki Lich King anonimowy już nie jest. Koncert odbywał się w poniedziałek i w bardzo gorącym (przynajmniej dla mnie) koncertowo okresie. Ledwo powróciłem z "dwódniówki" (Kraków/Warszawa) z Iced Earth, a dzień wcześniej widziałem we Wrocławiu Soulfly. No i wisienka na torcie, czyli dwa koncerty Iron Maiden cztery i pięć dni później. Ale, ale... wracamy do wrocławskiego klubu Liverpool!

Poniedziałkowy termin, sporo innych koncertów w najbliższym czasie i zgodnie z przewidywaniami w klubie wielkich tłumów nie było. Ale od razu mówię - kto nie był to stracił możliwość uczestniczenia w bardzo fajnej i rockendrollowej imprezie. Muszę przyznać, iż bardzo dawno nie widziałem takiego koncertu. Muzycy z zespołów które miały dopiero zagrać, albo już po swoim występie bardzo aktywnie uczestniczyli w pod barierkowych szaleństwach. Zupełnie normalnym było, że po swoim występie i krótkim ogarnięciu się cały skład meldował się na koncercie kolejnej kapeli. Aaa... wróć... z tym cały skład, to nie do końca, bo tutaj było spore "pomieszanie z poplątaniem". Muzycy z jednej kapeli, grają w drugiej, a z tej drugiej hałasują również w trzeciej. Wygląda to lekko skomplikowanie? To może spróbuję to rozjaśnić bardziej konkretnie.

Mamy taką sytuację, że basista Lich King (Mike Dreher) gra na basie również w Condition Critical. Derek Jay to perkusista w Ravage i Seax, a Eli Firicano gra na gitarze w... obu tych kapelach. A do tego jeszcze muzycy lubią sobie na żywo porobić jaja i wyskoczyć na występie innej kapeli i zaśpiewać im spontanicznie refreny, czy jakieś inne chórki. No i podczas jednego kawałka Lich King basistę zamienił gitarzysta z poprzedniej kapeli. Ufff... a i pewno jeszcze coś mi umknęło... Trochę to przypominało jakaś kolumbijską telenowele, gdzie każdy z każdym się pomieszał. A serio - świetna sprawa i widać, że cała ekipa żyje razem i wspólnie się wspiera. Prosty przykład - końcówka występu Ravage i jakieś problemy sprzętowe gitarzysty. Gitara nie gra i następuje walka ze sprzętem. Wciskanie guzików i ruszanie pokrętłami na wzmacniaczu nie przynoszą efektu, poprawki kabli też nic nie dają, numer leci, a gitara milczy. Muzyk lekko sfrustrowany, bo nic nie może zrobić... Po chwili z boku sceny pojawia się ręka z gitarą. To gitarzysta z innego zespołu podrzucił swój instrument, żeby ratować ten numer. Niestety to jednak nie była wina gitary jak się okazało. Na szczęście był to też ostatni numer grany przez zespół. Ale to świetnie pokazuje jak te ekipy razem są zżyte. Po koncertach oczywiście wszyscy dostępni i chętni na drinka/piwo/rozmowę/zdjęcie/autograf. Taka to była impreza w starym stylu. Wszyscy dobrze się bawili i mieli mnóstwo frajdy z grania i słuchania muzyki. Klasa!

Kilka słów o tym co właśnie najważniejsze, czyli muzie.

Niestety nie zdążyłem na występ Exit Smashed, a z tego co znajomi opowiadali, to pod sceną była niezła zabawa. Szaleńcze pogo i tego typu atrakcje. Ja natomiast do klubu wszedłem na sam początek występu Ravage. Ta formacja ma na swoim koncie trzy płyty studyjne i pomału zdobywa uznanie. Krążki zebrały całkiem dobre recenzje, ale zespól jest troszkę... leniwy. A serio to powstali w 1995 roku i debiutowali 10 lat później. Kolejny album pojawił się cztery lata później, a na ostatni (jak na razie) czekać trzeba było kolejnych osiem. Tak to się u nich żyje w tym Ravage. Na scenie za to świetna energia i solidny łomot. Wybuchowa mieszanka speed i power metalu, sporo świetnych riffów, od czasu do czasu przeplecione przyjemną melodią, czy też typowo maidenową galopką. Bardzo przyjemnie się tego słuchało.

Condition Critical to ciut cięższe granie, bo osadzone w stylistyce thrash metalu. Takiego starego, a nawet staroświeckiego. Mocarne riffy wgniatały się w czachę od pierwszego kawałka. Do tego wypasione solówki i konkretna praca sekcji rytmicznej. Niby młody zespół (powstali w 2010 roku), a grają jakby na thrash metalu zęby połamali. Wiadomo, że z oryginalnością to za wiele wspólnego to nie ma (jak te wszystkie kapele z nowej fali thrashu), no ale nikt tutaj nikogo nie kopiuje i to się ceni. Dobra sztuka.

Seax przyniósł nam trochę spokojniejszych dźwięków (co nie oznacza, że było sielankowo). Ich speed metal, trochę ucieka ze sztywnych ram gatunku, bo znajdziemy w nim też odrobinę heavy metalu, czy też innych odjazdów. Muzycznie to wszystko elegancko się zazębiało i miało jak najbardziej pozytywny odbiór. No może ciutkę wokalista Carmine mógłby wyluzować, no ale najwyraźniej na scenie ma taką sztywną pozę. Poza nią całkiem spoko i sympatyczny gość.

Na sam koniec gwiazda tej imprezy i zdecydowanie najbardziej doświadczony zespół. Lich King ma w swojej dyskografii sześć albumów i sporo zagranych koncertów. Na scenie to niezły żywioł i spora petarda. Ich thrash metal jest ukierunkowany na solidny łomot i całkiem fajnie się sprawdza. Muza jest nieźle pokombinowana i mega sprawnie zagrana. To już jest zespół przez duże "Z". Szkoda, że gdzieś ciągle na uboczu się błąkają, bo potencjał na coś więcej jest jak najbardziej. No ale jest jak jest i na razie muszą cisnąć po klubach dla niewielkiej publiki. Może gdzieś na zachodzie to wygląda lepiej. Życzę im z całego serca, żeby się przebili jak najdalej.

Tak to mniej więcej wyglądało we wrocławskim klubie Liverpool. Tak jak napisałem już wcześniej - bardzo fajna impreza towarzysko-muzyczna Brakowało mi w ostatnim czasie takiego koncertu, gdzie muzycy i publiczność jest wymieszana, nie ma podziału na zespoły, tylko wszyscy razem się bawią i mają z tego radochę. Bo przecież o to w tym wszystkim chodzi, prawda? Pójść do klubu, posłuchać muzyki na żywo i bardzo fajnie spędzić ten czas.



Autor: Piotr "gumbyy" Legieć

Data dodania: 30.07.2018 r.



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2025 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!