Luxtorpeda - Koszalin



Luxtorpeda
CK105, sala kina Kryterium
Koszalin - 29.04.2017 r.


Tuż przed rozpoczęciem, wyjątkowo nudnej w tym roku, majówki, do Koszalina, po pięciu latach przerwy, wróciła Luxtorpeda. Grupa grała u nas już dwukrotnie: dzielili scenę z Armią podczas 31. Generacji (promując debiutancki krążek), a następnie, w 2012, przyjechali aby dać darmowy koncert w ramach swoistej "rozgrzewki" przed Przystankiem Woodstock. Jako że od ostatniej wizyty zdążyli wydać dwa pełne krążki i jedną EP-kę, to można się było spodziewać dużej ilości kawałków, których w Koszalinie jeszcze nie prezentowali. Ograniczona pula biletów w cenie 35 złotych rozeszła się błyskawicznie, ale również i te droższe, pięćdziesięciozłotowe, cieszyły się sporą popularnością. Nie można się jednak temu dziwić: kapela jest w Polsce bardzo popularna, a w składzie posiada samych doświadczonych muzyków: Roberta "Litzę" Friedricha (znanego z m.in. Turbo, Acid Drinkers, KNŻ, Flapjack czy Creation Of Death) i Roberta Drężka (2Tm2,3, ex-Armia) na wiosłach (ten pierwszy równocześnie pełni rolę pierwszego wokalisty), rapera Hansa, znanego z 52 Dębiec, Tomka Krzyżaniaka (ex-Turbo, ex-Armia) za garami oraz Krzysztofa Kmiecika (ex-Armia) na basie*. Prawdziwa mieszanka wybuchowa: ich muzyka, mimo iż ubrana w prostą, przebojową, rockową formę, podrapana jest metalowym pazurem, wzbogacona iście punkową energią i do tego uzupełniona rapem Przemka Frencela.

Koncert odbył się w sali widowiskowej CK105, czyli kinie Kryterium, tak więc wszystkie miejsca były numerowane. Przez to niektórzy fani obawiali się, że niemożliwa będzie zabawa pod sceną, jednak ochrona na szczęście wiedziała o co w takich wydarzeniach chodzi i szybko zapewniła, iż w żaden sposób nie będzie przeszkadzać fanom w przeżywaniu muzycznego wieczoru. Krótko po godzinie dwudziestej, z głośników puszczono przepiękne "Can't Help Falling In Love" Elvisa i przy akompaniamencie gromkich braw, na deskach sali widowiskowej pojawiły się gwiazdy wieczoru by zacząć od mocnego "Jak Husaria". Co żywsi fani ruszyli bawić się przed samymi artystami - na początku chętnych było kilku, ale już po "Pozdrawiamy" tłum zaczął gęstnieć.

Litza zapowiedział set złożony przede wszystkim z numerów, których w Koszalinie jeszcze nie prezentowali i słowa dotrzymał: album "MYWASWYNAS" odegrano niemal w całości a i przedstawicieli "Morału" nie zabrało - tutaj największe brawa zebrała szalenie przebojowa "Mambałaga". Oprócz kawałków z ostatnich dwóch krążków, na koncercie nie mogło zabraknąć "starych hitów": na "Autystycznym" (który, ciekawostka!, trafił na debiut, tylko dlatego że nie mieli nic lepszego) publika dała pokaz swoich możliwości wokalnych, na "Wilki dwa" zapomniała jak się śpiewa i nie była w stanie wydusić nawet wersu, "Serotonina" to wspólne podskakiwanie, "Hymn" - machanie głowami, a, znacznie przyspieszony względem oryginału, "7 razy" był z kolei popisem Hansa, który idealnie zgrywał się z niemal thrash'owym riffem Friedricha - cóż za kapitalna wersja! Sporym zaskoczeniem było zaprezentowanie, wydanego jedynie na EP-ce, "44 dni": intymnego, spokojnego kawałka, opowiadającego o śmierci dziecka Frencela. Jak widać, muzyka może też być swoistą formą terapii... Odważne wykonanie, któremu towarzyszyła niemal całkowita cisza.

Wszyscy muzycy wraz ze swoimi instrumentami przez cały koncert ustawieni byli jeden obok drugiego, tak aby każdy z fanów mógł podziwiać swojego ulubieńca w akcji - to dało mi chociażby możliwość podziwiania niezawodnego Krzyżyka, który swoją precyzyjną, dynamiczną grą zawsze robił na mnie piorunujące wrażenie. Litza tego wieczoru walczył z mocnym katarem i co chwila prosił zgromadzoną publiczność o "pożyczenie" (bo nie oddał!) chusteczki higienicznej ale na szczęście zarazki nie wpłynęły na jego sposób grania i śpiewania: wokal jak zawsze mocny, a struny szarpał jak szalony (robiąc przy tym groźne miny). Humor również mu dopisywał: były zabawne anegdotki z przeszłości, żarty z publicznością, nauka strojenia gitary od Drężmaka... Nie zabrakło też miłych słów na temat (pochodzącej po sąsiedzku, bo ze Szczecinka) Materii, która Robert uważa za obecnie najlepszy zespół metalowy ("Amerykańscy lalusie, to im mogą buty czyścić!"). Jak się okazało, tego wieczoru wśród publiczności był wokalista rzeczonej grupy - Michał Piesiak - ale jak mi przyznał tuż po występie, nic z tego nie usłyszał, gdyż akurat w tym momencie... musiał na chwilkę wyjść. Jakież "słodzenie" go ominęło! W trakcie koncertu Robert nie zapomniał jednak również o tych mniej przyjemnych sytuacjach ze swojego życiorysu: przed "Nieobecnym nieznajomym" wspominał m.in. lata spędzone bez ojca i udanej próbie odbudowywania z nim relacji. Jak widać, z koncertu rockowego, oprócz dzwonienia w uszach i kilku siniaków, można wynieść również pewną naukę o trudach życia.

Koncert trwał niemal równe dwie godziny i był czas miło spędzony. Ciekawa setlista, z kilkoma niespodziankami (zabrakło mi jednak "Gdzie Ty jesteś?"), dobre nagłośnienie obiektu, zespół, pomimo drobnych problemów zdrowotnych, w wybornej formie - zdecydowanie warto było wydać 50 zł. aby w tym muzycznym wieczorze uczestniczyć. I szkoda tylko, że omawiane wydarzenie reklamowane było (i ciągle o nim w ten sposób się mówi) jako rozpoczęciu koszalińskiej majówki, tak jakby te dwie imprezy w jakiś sposób się łączyły. A mamy przecież zupełnie różne eventy: jeden biletowany (i nie tani przecież), drugi - darmowy, rodzinny. Zupełnie jakby włodarze miasta nagle zorientowali się, że w tym roku dali ciała po całości i każde okoliczne miasto zorganizowało coś ciekawszego (w Kołobrzegu jedną z gwiazd weekendu majowego była... Luxtrorpeda - i tak, wstęp był bezpłatny) i w ostatnim momencie postanowili podpiąć koncert pod główny program obchodów w ramach swoistej poprawy PR-u. A czemuś takiemu mówię stanowcze "nie": albo organizujecie piknik z występem gwiazdy, jak kilka lat temu z Trubadurami (byłem, widziałem, fajnie się bawiłem), albo zaciskacie zęby i przyznajecie, że w tym roku Wam nie poszło... Co ciekawe z Juwenaliami zrobiono dokładnie to samo, ale cóż, o nich w tym roku tekstu nie będzie, bo i pisać nie ma o czym... Może za rok?

Setlista:

---Can't Help Falling in Love intro---
01. Jak Husaria
02. Pozdrawiamy!
03. Księgowy
04. Iglo/Dziury po ospie
05. Mazanic
06. 44 dni
07. Autystyczny
08. Gimli
09. 7 razy
10. Serotonina
11. Silnalina
12. J.U.Z.U.T.N.U.K.U.
13. Wilki dwa
14. Mambałaga
15. Nieobecny nieznajomy
16. Pusta studnia
17. Hymn
18. Siódme
19. Zerwali sieć
20. Imago
---Can't Help Falling in Love outro---

* Jak odejmiemy Frencela, to otrzymamy cały aktualny skład Arki Noego.



Autor: Tomasz Michalski

Data dodania: 10.05.2017 r.



© https://www.METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!