(28 sierpnia 2004 r.) - Warszawa "Karuzela" (Al Sirat, Corruption, Naamah, Spiral Madness, Archeon, Carnal, Votum)
Dzień zapowiadał się bardzo dobrze. Nie było słonecznie, ale ciepło, co najważniejsze nie padał deszcz, co jak się później okaże, byłoby wielkim utrudnieniem. Pomysł na zorganizowanie pierwszej edycji warszawskiego dnia metalu był bardzo dobry. W końcu w naszej stolicy utalentowanych kapel oraz dobrych klubów do tego typu koncertów nie brakuje. Tym razem wybór padł na "Karuzelę", klub, w którym właściwie spędziłem swoje dzieciństwo, bardzo dobrze dostosowany do występów metalowych. Było w przeszłości kilka zgrzytów jeśli chodzi o organizację i wypełnienie warunków umowy, ale tym razem wszystko się udało. Całego zadania podjął się znany większości Komandos z Chain Reaction, który wraz ze swoją świtą doskonale zadbał o wszystkie szczegóły.
Pod klub dotarliśmy mniej więcej chwilę przed umówioną godziną rozpoczęcia całej imprezy. Przed wejściem czekało sporo publiczności, i kiedy zajęty byłem wyłapywaniem znajomych twarzy, tłumek sukcesywnie powiększał się. Niestety, jak się potem okazało, pod sceną zawitała tylko pewna część publiczności. Reszta zajęła się konsumpcją w pubie, grą w bilard, bądź siedziała na zewnątrz klubu. Cóż, wolny wybór, z drugiej jednak strony uroki festiwali, czyli sprawdzanie nagłośnienia, rozstawianie sprzętu, strojenie się przez każdy kolejny zespół zajmują trochę czasu, dlatego nie dziwię się, że niektórzy woleli zaczerpnąć świeżego powietrza.
Koncert niestety miał niezłe, bo prawie półtora godzinne opóźnienie. Każdy ten czas zagospodarował w swój sposób, jednak większość udała się na zakupy do pobliskiego spożywczego, zaopatrując się w paliwo na następne 5-6 godzin szaleństwa. Jako pierwszy na deski "Karuzeli" wybiegł heavy metalowy Votum, którego występu niestety nie było mi dane zobaczyć. Słyszałem jednak, że publika, nie tak licznie jeszcze zgromadzona (sklep spożywczy) bardzo ciepło przyjęła zespół. Pamiętam jeszcze początki zespołu i ich występ w swojej szkole, kiedy to zagrali kilka coverów. To one najbardziej wbiły mi się w pamięć i sądzę, że tym razem byłoby podobnie.
Kolejnym zespołem był Spirial Madness. Mimo dobrych humorów muzyków, sam występ pozostawiał wiele do życzenia. Osobiście przypominał mi wielką, głośną, szarą, bezkształtną masę, pędzącą byle szybciej i głośniej. Zawiodło także nagłośnienie, słychać było, że pan za gałkami dopiero testuje swoje zabawki. Nieraz zupełnie wysiadał wokal, kiedy indziej gitary zlewały się, straszliwie szumiąc, a muzycy co chwila skarżyli się na odsłuchy (plaga tego dnia). Był to moim zdaniem najgorszy występ tego dnia, muzyka zupełnie do mnie nie trafiająca, na dodatek fatalnie oprawiona. Zmęczony i zaniepokojony poczekałem na koncert Archeon, który znam dość dobrze i wiedziałem, czego się spodziewać. Sympatyczni młodzieńcy, nie bezpodstawnie "oskarżani" o podobieństwo do Children OF Bodom dali bardzo dobry popis. Przede wszystkim popis wspaniałych umiejętności technicznych. Nie mówię tu tylko o fenomenalnym gitarzyście/wokaliście (który z miejsca mógłby dostać przydomek Laiho), ale o całym kolektywie zwanym Archeon. Dobre kawałki, mimo że słabo nagłośnione, co uniemożliwiało wsłuchanie się dokładnie w muzykę.
Po dłuższej chwili przerwy (sklep spożywczy), wybiegł Carnal. Mimo, iż nie jestem fanem szeroko pojętego doom/death metalu, zespół miło zaskoczył. Jest to nie tylko moja opinia, ale także stałej publiczności zespołu, która bawiła się bardzo dobrze. Carnal grał dość długo, ale może tylko takie wrażenie sprawiało podobieństwo do siebie poszczególnych kawałków. Nagłośnienie było o niebo lepsze, wychwyciłem riffy, melodie, z przyjemnością patrzyłem na poczynania perkusisty. Po dość mało wyrazistym występie, przyszła pora na kolejny zespół, moją cichą gwiazdę wieczoru. Naamah. Publika w tym momencie była najliczniej zgromadzona i co do tego nie mam wątpliwości. Jako, że byłem świeżo po zapoznaniu się z nowych, bardzo ciekawym materiałem grupy, z koncertem wiązałem duże nadzieje. Ponownie nagłośnienie trochę zawiodło, mimo to uważam, że Naamah dało bardzo dobry koncert. Ba, chyba najlepszy tego wieczoru. Zespół zagrał głównie kawałki z nowej płyty, "Resensement", ale znalazło się też miejsce na 2 dobrze znane utwory z "Ultimy". Najlepsze wrażenie zrobił na mnie perkusista, który nie tylko wyglądem w niektórych momentach przypominał mi Mike'a Portnoya... Kwintesencją występu był instrumentalny utwór "Red Light", idealne połączenie szalejącej perkusji, świrujących (dosłownie) klawiszy i wysublimowanych gitar. Naprawdę, ciekawy koncert, słusznie nagrodzony solidnymi brawami.
Publika, coraz mniej liczna bawiła się jeszcze lepiej na Corruption. Jeśli cały ich występ miałbym określić w kilku słowach, użyłbym: szaleństwo, energia, zabawa. Po prześlicznym intro, wchodzą mocne gitary i niechlujna perkusja. Stare, znakomicie znane kawałki z "Pussyworld" zostały umiejętnie przeplatane utworami z nowej płyty. Corruption sprawdził się w swojej roli rock&rollowych szaleńców, których muzyka doskonale wymęczyła nielicznych, którzy zostali po koncercie Naamah. Jeśli kiedyś będę miał okazję zobaczyć Corruption na normalnym, trwającym co najmniej 1.5 godz. występie, uczynię to niezwłocznie. Muzyka idealna do dzikiego szaleństwa pod sceną.
Podczas festiwali zaobserwowałem niezwykle dziwną i martwiącą mnie niezmiernie rzecz. Otóż naprawdę sporo osób jest na początku koncertu, i nawet zrozumiałe wydaje się, że jest to raczej uczestnictwo bierne. Natomiast z biegiem czasu, w miarę zbliżania się do gwoździ programu, ludzi nieubłaganie ubywa... Co by jednak nie mówić, na sam koniec jest największa zabawa. Schemat sprawdził się także i tym razem, bo do koncertu Al Sirat dotrwała tylko garstka. Nie znałem zupełnie tego zespołu, ale po krótkim intro, robiłem sobie duże nadzieje. Niestety, okazały się złudne. Zespół mocno stylizowany (i brzmiący) na Metallikę za czasów Czarnego Albumu, wykonał głównie kawałki z ostatniego albumu, plus 2 covery. Świetny "Sad But True" (uratowało mnie to przed zaśnięciem) i chyba "Drive" Pantery. Myślę, że poza grupką zapaleńców, większość była już zmęczona festiwalem, oraz metalowo-corowym Al Sirat.
Podsumowując, festiwal, jak na pierwszą edycję, wypadł w miarę dobrze za sprawą dobrych występów Naamah, Archeon, czy Corruption. Jako wielki minus uznam na pewno nagłośnienie i pana za gałkami (czyżby sklep spożywczy?), a także opóźnienie. Tym niemniej wielkie brawa dla Komandosa, mam nadzieję, że w niedługim czasie zagoszczę na drugiej edycji festiwalu. Przydałoby się większe zróżnicowanie zespołów, na pewno zabrakło kogoś pokroju Hellfire czy Chainsaw. Ja się jednak nie martwię - teraz może być tylko lepiej!
|