Alex Skolnick Trio - Bochnia


Alex Skolnick Trio, Jeff Aug
Kino Regis, Bochnia - 5.02.2016 r.


Bochnia, oprócz Kopalni Soli, zaczęła ostatnio słynąć z cyklicznych rockowych imprez organizowanych pod hasłem "Bochnia Rocks". Średnio raz na miesiąc ściągani są tu przeróżni muzycy, ale nie pierwsi lepsi grajkowie - zawsze jest to światowa klasa. Tym razem panowie z Kubicki Entertainment zaprosili Alexa Skolnicka z jego jazzowym bandem. Gitarzysta najbardziej kojarzony jest z zespołem Testament, którego jest współzałożycielem, ale udzielał się też w Lamb Of God, Savatage, Trans-Siberian Orchestra, czy u Ozzy'ego Osbourne'a. Jeśli to nie wystarczy za wstęp, to dodam jeszcze, że był jednym z niewielu uczniów Satrianiego - teraz już wiadomo, że trzeba było spodziewać się najlepszego.

Jako support, czy raczej gość specjalny, wystąpił Jeff Aug, który rozgrzewał publikę dźwiękami gitary akustycznej. Bardzo sympatyczny i wesoły był z niego człowiek, czuł się na scenie jak u siebie w domu, kolejne kawałki przeplatał historiami ich powstania, jak choćby "Amsterdam", który został ułożony podczas jego pierwszej trasy po Europie w 1995 roku. Grał wtedy z zespołem w Niemczech i gdy mieli dzień wolny, zamiast robić pranie, pojechali do Amsterdamu, gdzie, "po wypiciu kilku kaw", napisał ten utwór. Pięknie on zabrzmiał na bocheńskiej scenie, akustyk włączył pogłos i można było odpływać przy gitarowych brzmieniach. Kolejny numer był dedykowany sąsiadom, obok których mieszkał w Niemczech, a nazwał go bardzo pieszczotliwie "Fuck The Neibourghs". Po tych żywszych momentach, przyszedł czas na uspokojenie dźwiękami "Lullaby", kołysanki z nowej płyty, która wcale nie usypiała. Nie obyło się bez marketingu wprost ze sceny w formie zachęcania do kupna płyt na merchu, "bo przecież zbliżają się święta, babcia ma urodziny, a brat, który nie mógł przyjść na koncert, ucieszy się z takiego podarunku". Na koniec publika nie pozwalała Jeffowi zejść ze sceny, więc wyszedł na bis i zagrał utwór "Boots On Fire" dedykowany Lemmy'emu (którego plakat wisiał nad sceną), opisując go jako mieszankę Motörhead, Gratefull Dead i Lynyrd Skynyrd. Koncert zleciał w bardzo przyjemnej atmosferze, Aug został świetnie przyjęty przez publikę, zresztą nie ma co się dziwić, udowodnił, że jest naprawdę dobrym gitarzystą.

W przerwie między muzykami na scenę weszli organizatorzy, w paru słowach opowiedzieli historię cyklu imprez "Bochnia Rocks" i podziękowali poszczególnym osobom za przybycie i pomoc. Jak się okazało, wśród publiki mieliśmy przedstawicieli zespołów Oddział Zamknięty, czy Bajm. Zapowiedziane zostały też wydarzenia na kolejne miesiące - z potwierdzonych mamy Simona Phillipsa, perkusistę Toto, który przyjedzie w maju.

Chwilka przerwy i na scenę wkroczyli członkowie Alex Skolnick Trio, czyli Nathan Peck (kontrabas), Matt Zebroski (perkusja) i Skolnick (gitara). Grupa w secie mieszała autorskie numery z jazzowymi aranżacjami klasycznych, znanych utworów heavy metalowych i hard rockowych. Rozpoczęli dwoma swoimi kawałkami - "99/09" i "Bollywood Jam". Po nich Alex w zwięzłych słowach powitał publikę i zapowiedział pierwszy tego wieczoru cover, czyli "Revelation (Mother Earth)", który niegdyś miał okazję grać z Ozzym. Skolnick ze swoim jazzowym Trio odwiedził Polskę po raz pierwszy i mówił, że to dla niego spora frajda grać tutaj taką muzykę, skoro jak już u nas bywał, to z zupełnie innym klimatem. "Revelation" jednak nie spotkało się z tak świetnym przyjęciem jak "Dream On" z repertuaru Aerosmith. Wiadomo, że nie było na sali osoby, która nie znałaby tego hiciora, także dobór utworu był bardzo trafiony. Z przykuwających uwagę aranżacji poszła jeszcze mieszanka Black Sabbath z muzyką rodem ze starych westernów "Western Sabbath Stomp" - mega klimat!! Nie obyło się też bez coveru Scorpionsów "Still Loving You" oraz tradycyjnego bluesowego jamowania, w trakcie którego Zebroski zapodał rewelacyjne solo perkusyjne, a i Peck wyczyniał cuda na kontrabasie. Z kolei na bis wybrali prawdziwą petardę, czyli "Electric Eye" Judas Priest - dla mnie, jako mega fanki Priestów, największy gwóźdź programu. Na wstępie Alex zagrał główny riff mówiąc "w oryginale idzie to tak", po czym zaprezentował swoją interpretację i polecieli z tematem. Oprócz riffów przewodnich, były w to wplecione jazzowe improwizacje, no i znów można było usłyszeć rewelacyjne solo kontrabasisty - koleś tego wieczora naprawdę wymiatał. Koncert zwieńczyły owacje na stojąco i trzeba było się pożegnać, ale Skolnick obiecał, że prędko do nas wróci, jeśli tylko tego pragniemy. No i po wszystkim można było zakupić płyty na merchu, zgarnąć autograf, cyknąć fotkę, czy zamienić parę słów. Widać było, że całe Trio miało sporą frajdę z występu u nas, Skolnickowi uśmiech nie schodził z twarzy, Peck pięknie pozował fotografom, Zebroski wymiatał na perkusji. Nie można odmówić chłopakom kunsztu, co więcej, ich muzyka przypadnie do gustu nie tylko fanom jazzu, czy bluesa, ale i maniakom metalu, zresztą było na sali trochę osób w koszulkach Testament oraz innych bandów. Frekwencja dopisała, prawie wszystkie foteliki w kinie Regis były pozajmowane, a ludzie żywo reagowali na kolejne utwory.

Wydarzenie klimatyczne, kameralna atmosfera, dobre nagłośnienie, a i muzyka na bardzo wysokim poziomie - czyli wszystko na plus. Szkoda tylko, że Trio nie zagrało "Detroit Rock City", ale może następnym razem... Na koniec zaznaczam, że choć osobiście preferuję stricte metalowe koncerty, to taka odmiana jest bardzo fajną opcją, którą każdemu polecam - trzeba się nieraz "odchamić". Nie na co dzień mamy okazję zobaczyć w Polsce takich wirtuozów, więc jak tylko jest okazja, trzeba korzystać.




Autor: Anna Jaglarz

Data dodania: 09.02.2016 r.



© https://www.METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!