35. Festiwal Rockowy Generacja Hunter, The Toobes Kreślarnia, Koszalin - 08.11.2015 r.
Zakończenie współpracy przez CK105 z Mateuszem Prusem na początku 2015 roku wywołało prawdziwą burzę w Internecie. W okresie jego urzędowania wzrosła ilość interesujących wydarzeń muzycznych w Koszalinie a podupadający festiwal rockowy przerodził się w wydarzenie, dla którego warto było przejechać dziesiątki kilometrów (na Illusion pojawił się m.in. znajomy spod Szczecina). Stąd też nie przedłużenie umowy szefowi impresariatu spotkało się z dużym sprzeciwem, tym bardziej że tłumaczenia "ludzi u władzy" były aroganckie i niezrozumiałe. Dodatkowo na każdym kroku starano się umniejszyć rolę pana Prusa w funkcjonowaniu Centrum Kultury tak jakby cały ten wyjątkowo płodny okres był tylko jednym wielkim zbiegiem okoliczności. Bardzo byłem ciekawy co CK105 zrobi więc z 35. Generacją - czy wydarzenie będzie dalej rozwijane, czy może organizatorzy pozostaną przy formule, która sprawdziła się na dwóch poprzednich edycjach? Jeśli miałbym jednym słowem po niedzielnym koncercie finałowym podsumować 35. Generację, to powiedziałbym, że była "bezpieczna". Osoby odpowiedzialne za stworzenie eventu wzięły sobie do serca zasadę "przede wszystkim nie szkodzić" i tegoroczny festiwal był po prostu... cóż, kolejnym festiwalem - jak głupio by to nie zabrzmiało. Nie zaskoczył, ale też nie rozczarował.
Tradycyjnie pierwszy dzień Generacji to przesłuchania zespołów konkursowych i koncert pierwszej gwiazdy. Z uwagi na to, że w sobotę umierałem na zapalenie zatok wyjątkowo odpuściłem sobie to wydarzenie. Nie mam jednak czego żałować, gdyż mimo sporej frekwencji, tego dnia nie było tam dla mnie niczego ciekawego: na pięć grup biorących udział w przesłuchaniach jedna grała dokładnie rok temu (tak mało zgłoszeń czy ktoś tego po prostu nie sprawdza?), a gwiazda wieczoru - formacja OCN (dawniej Ocean) - to po prostu nie moje klimaty. Zeszłoroczny, legendarny Karcer był kapelą na którą po prostu trzeba było pójść, pierwszego headlinera 35. edycji musiałem natomiast poznawać na YouTube, gdyż znajoma była dla mnie tylko nazwa. I tak, jest to kawał porządnego, choć bardziej komercyjnego, grania, no ale osobiście z marszu mógłbym podać kilkanaście nazw zespołów bardziej zasłużonych dla polskiej sceny, które wystąpiłyby za podobne pieniądze. Pierwszy dzień więc na doprowadzenie siebie do porządku za pomocą środków przeciwbólowych i tylko z dziennikarskiego obowiązku podam, że w przesłuchaniach brały udział: Folya, Koios, Mint, The Toobes i One Future.
Po nieprzespanej nocy i naszprycowaniu się solidną dawką chemii, w niedzielę udałem się do Kreślarni na koncert finałowy - gwiazdą był obchodzący w tym roku 30-lecie Hunter. Kapela odwiedza Koszalin bardzo regularnie, zawsze gromadząc przy tym tłumy, stąd też informację o głównym headlinerze przyjąłem lekko kręcąc nosem. Z jednej strony byłem na wszystkich ich występach w Koszalinie i na pewno nie zabraknie mnie na kolejnych, z drugiej: no właśnie, okazja do ponownego ich zobaczenia będzie na jakieś, no nie wiem... 100%? Rozpieszczony dwoma poprzednimi edycjami liczyłem raczej na grupę, która albo nie grała w naszym mieście, albo jeśli już, to wieki temu. A przecież w tym roku obrodziło niespodziewanymi powrotami: do koncertowania wrócili Pidżama Porno i Chłopcy z Placu Broni, trasę wspominkową zaliczyła jedyna i niepowtarzalna Republika... Już nie mówiąc o tym, że w Słupsku gwiazdą festiwalu młodych talentów będzie... SBB w klasycznym składzie. CK105 postawiło na pewniaka - ja miałem nadzieję na coś bardziej zaskakującego, choć też trzeba powiedzieć, że Hunter dał tego wieczora do pieca. No ale nie uprzedzajmy faktów.
Zanim na scenie pojawili się nasi kochani metalowcy, licznie zgromadzoną publiczność (tym razem zmieścili się wszyscy chętni) rozgrzali zwycięzcy przeglądu, a więc formacja The Toobes. Ta białorusko-polska kapela może co niektórym być znana, gdyż swego czasu zrobili prawdziwą furorę w TVN-owskim X-Factor (a w Must Be the Music doszli, ku rozczarowaniu wszystkich jurorów, tylko do półfinału), a i na swoim koncie ma już występy z takimi gwiazdami jak The Offspring czy Deep Purple. Ja tego wieczoru usłyszałem ich po raz pierwszy i muszę przyznać, że... fajne to ich granie. Surowy, garażowy hard rock/indie z charyzmatycznym wokalistą (wcześniej był jednocześnie... perkusistą!), świetną gitarą młodego Anthony'ego Zhivanova, solidnym basem i jeszcze lekko niedoświadczonym nowym perkusistą (no ale chłopak ma jeszcze czas żeby się wyrobić!). Dobry własny repertuar, chwytliwe melodie, świetne brzmienie, masa energii - słyszałem, że na przeglądzie zmietli konkurencję i widząc jak pewnie czują się na scenie aż współczułem innym grupom, że musieli być z nimi porównywani. Do tego czuć, że całe to szaleństwo przed publiką było szczere i autentyczne; granie sprawia im prawdziwą radość i frajdę. 45 minut z The Toobes to czas dobrze spędzony i kto nie był, ten może żałować, zwłaszcza, że grupa... przestaje istnieć. Teoretycznie, gdyż właśnie ogłoszono, że kapela zmienia nazwę na Radio Slam, tak więc była to również jedna z ostatnich okazji do zobaczenia chłopaków jeszcze pod starym szyldem. Ode mnie wielki brawa i prośba o więcej numerów w stylu "Don't Kill" - świetne to!
Setlista:
01. Mama 02. Don't Kill 03. What Do You Want 04. People In The Streets 05. Keep On 06. Step In Out 07. Let's Dance 08. Madonna
Występem w Koszalinie Hunter kończył trasę z okazji 30-lecia istnienia grupy - można się wiec było spodziewać przekrojowego repertuaru z paroma niespodziankami. Dość szybko i sprawnie zrobiono miejsce dla Draka i spółki i około godziny 21 na scenie (wyjątkowo bez żadnych ozdobników) pojawili się metalowcy ze Szczytna. Tradycyjnie zabrakło w składzie Jelonka, który do Koszalina dotarł tylko raz (10.11.2009!) - podobno zmogła go choroba i się leczy (w grudniu solowa trasa, więc życzę powrotu do zdrowia). W ogóle cały zespół na finiszu się "poskładał" o czym opowiedział ledwo trzymający się na nogach Grzegorczyk. Lider wyglądał jakby go tramwaj przejechał, był po silnych lekach, a jak mówił do mikrofonu to bardzo powoli, zupełnie jakby z każdym słowem ktoś mu wbijał igłę w skroń. Ale przy tym uznał, że skoro grają ostatni koncert, to może się dobić, gdyż będzie miał później parę miesięcy na dojście do siebie. I to jest, proszę Państwa, artysta! Oczywiście w niektórych czystych partiach i pod koniec występu (gdy doszło do tego jeszcze zmęczenie) musiały być słyszalne nieczystości, ale do diabła z tym - jak na taki stan, powiedziałbym, że było wręcz świetnie.
Zespół na jubileuszową trasę przygotował bardzo ciekawą setlistę, na którą składały się utwory z każdego wydanego do tej pory krążka. Dominowały numery szybkie i dynamiczne (początek w postaci "Dura Lex Sed Lex" i "Wyznawców" to strzał w dziesiątkę!), tak więc zgromadzona publiczność miała okazję do wyszalenia się pod sceną. A wierzcie mi, Koszalin (w końcu!) dał radę: nieustanne pogo, wspólne śpiewanie, ściany śmierci, crowdsurfing - osobiście za stary jestem na takie zabawy, ale obserwowało się to z nieskrywaną przyjemnością. Zachwycony byłem jednak przede wszystkim samą muzyką, gdyż jako fan pierwszych wydawnictw grupy po wielu latach otrzymałem możliwość usłyszenia na żywo po raz kolejny takich perełek jak "Requiem", "Mirror Of War" czy "Kiedy umieram". Drak wspomniał, że obecnie niektóre "starocie" brzmią dość naiwnie i obawia się sięgania po zakurzone numery, no ale to również i dzięki nim Hunter jest obecnie jedną z najlepszych metalowych grup w Polsce - nie ma co się wstydzić historii; trzeba ją pielęgnować. I przy okazji wyciągnąć ze strychu "Freedom". Zaskoczeniem i jednocześnie wielką pozytywną niespodzianką był dla mnie "Greed" w wersji polskojęzycznej: tekst świetnie pasował, nie odbiegając przy tym aż tak bardzo od oryginału, a refren okazał się prawdziwą petardą! Był również cover grupy Rammstein, zaśpiewany (tak jak rok temu) w całości przez Letkiego, ale osobiście na trasę jubileuszową wygrzebałbym na miejsce tego numeru innego "starocia": "Big Bang" Bad Religion. Pamięta ktoś jeszcze hunterową wersję?
Koncert trwał około dwóch godzin a zakończył się trzema hiciorami: najpierw skoczne "Imperium uboju" rozpoczęte fragmentem "We Will Rock You" Queen (cały zespół pojawił się na scenie w zakrwawionych fartuchach, które później poleciały w publikę), następnie "T.E.L.I...", a na zakończenie "Śmierci Śmiech" - na którym już mocno było słychać, że Drak przez dłuższy czas nie będzie mógł po tym występie mówić. Przy gromkich brawach zespół zszedł ze sceny, zaznaczając przy tym, że po krótkiej chwili na dojście do siebie wyjdą do fanów. Słowa dotrzymali i kto chciał mógł sobie z kapelą pogawędzić, pstryknąć pamiątkową fotkę, dostać podpisy na plakatach czy płytkach, albo zarazić się jakimiś bakteriami - zależy co kogo kręci. Hunter to kapela z której warto brać przykład; do fanów podchodzą z dużym szacunkiem, a przed odwołaniem występu mogłaby ich powstrzymać chyba tylko jakaś katastrofa naturalna. W dzisiejszych czasach - rzadkość.
Setlista:
01. Dura Lex Sed Lex 02. Wyznawcy 03. Płytki dołek 04. Arges 05. Branded/Requiem 06. Mirror Of War 07. Greed (wersja polskojęzyczna) 08. Kiedy umieram 09. Rn? 10. Krzyk kamieni 11. Przy wódce... 12. Dwie siekiery 13. Amerika (Rammstein cover) 14. Rzeźnia nr 6 15. Trumian Show --- 16. We Will Rock You (Queen cover)/Imperium uboju 17. T.E.L.I... 18. Śmierci Śmiech
|