Acid Drinkers - Koszalin


Headbanger's Delight Tour
Acid Drinkers, Messa
Kreślarnia, Koszalin - 11.10.2015 r.


Ostatni weekend w Koszalinie stał pod znakiem metalu: w sobotę Hetman świętował 25-lecie w Kawałku Podłogi, natomiast w niedzielę w Kreślarni miałem okazję po raz kolejny zobaczyć Acid Drinkers. Tym razem grupa zawitała do nas w ramach trasy Headbanger's Delight Tour, a wejściówki na wydarzenie kosztowały 40 zł. w przedsprzedaży i pół setki w dniu koncertu - poprzednio było tańsze, no ale cóż... kryzys widocznie. Po frekwencyjnej klapie dnia poprzedniego, pocieszałem się tym, że mając bilet z numerkiem 50 przynajmniej tyle osób na pewno zobaczę. Po dotarciu do Kreski szybko zdanie zmieniłem... Cicho wszędzie, głucho wszędzie, ktoś się kręci tylko gdzieniegdzie... Zaraza jakaś zwaliła z nóg miłośników ciężkiego grania czy jaki czort?

Lekko zaniepokojony czekałem na wszystkich spóźnialskich, gdyż na występie legendy polskiego metalu po prostu powinno być więcej ludzi - inaczej człowiekowi jest po prostu głupio i nawet nie jest w stanie się cieszyć występem. Te resztki które przybyły na czas postanowił rozgrzać pochodzący z Olsztyna zespół Messa, grający, jak to określają sami muzycy, rock'n'core. W lżejszych partiach dźwięki te przypominają mi dokonania Billy Talent, ale niekiedy kapela mocno daje też do pieca, doprawiając to wszystko naturalnym groove'em. Grupa w tym roku wydała swoją debiutancką płytę, tak więc większość numerów była ich autorstwa. Zaprezentowane kawałki nie były może jakoś szczególnie odkrywcze, ale słuchało ich się z przyjemnością - w końcu ciężko teraz wymyślić coś, czego wcześniej się nie słyszało. Fajnie, że numery śpiewane są po polsku - irytuje mnie ostatnio moda na obowiązkową angielszczyznę, nawet jeśli zasób słownictwa nie pozwala na przekazanie głębszych treści. Tutaj warstwa tekstowa jest niezła: kawałki mają sens i przekaz, a nie są tylko zlepkiem fajnie brzmiących słów. Podobać musi się również profesjonalne podejście do grania na żywo: nie zabrakło puszczanych chórków w "Nie znaczy nie" czy elektronicznych sampli w kilku numerach (dodających mocy już i tak nieźle kopiącej tyłki muzyce), a sami chłopcy pewnie się czuli na scenie, dobrze się przy tym prezentując pod względem wizualnym. Pewną niespodzianką w setliście był jedyny cover w postaci "Omen" The Prodigy. Mało kto spodziewałby się właśnie tej kompozycji na koncercie metalowym, ale zrobiła ona furorę: świetny pomysł, kapitalna, żywiołowa perkusja i świetna praca gitar musiała się podobać. Jeśli chcielibyście zapoznać się z owocami pracy kapeli, to na ich oficjalnym kanale YouTube jest do odsłuchu cały debiutancki krążek. A nuż coś właśnie dla Was.

setlista:

01. Wola walki
02. Nie znaczy nie
03. Wyznanie
04. Omen (The Prodigy cover)
05. Bramy
06. Dogmadylematy
07. Pod prąd
08. Ignorant
09. Dyktator


Fanów w końcu zaczęło przybywać i choć do zapełnienia sali było daleko, to przynajmniej przeskoczyliśmy z działu "tragedia" na "bywało gorzej". Być może niektórzy zostali w domu, aby dopingować reprezentację Polski w piłce nożnej, która o 20:45 miała rozegrać mecz decydujący o awansie do Mistrzostw Europy - ja wolałem koncert, choć z uwagi na godzinę rozpoczęcia muzycznego wieczoru (18:00) miałem też cichą nadzieję, że obie kapele się "wyrobią". Kwasożłopy pojawiły się na scenie około 19:05 przy muzyce z "Króla Lwa" i zaczęli od "Fuel Of My Soul" z albumu "Verses Of Steel", by przez ponad półtorej godziny miażdżyć nas coraz to mocniejszymi riffami. Setlista okazała się bardzo przekrojowa i wśród zaprezentowanych kawałków nie zabrakło zarówno najnowszych dokonań Acid Drinkers, jak również "staroci", w postaci "Marian Is A Metal Guru" czy zagranego na specjalne życzenie (i nieprzewidzianego w setliście!) "Anybody Home ??!!". W przypadku tego ostatniego Titus dzielnie się bronił przez jakiś czas przed usilnymi prośbami pewnego metalowca, w pewnym momencie uznał chyba jednak, że dłużej nie da rady i wyciągnął wraz z kolegami ten klasyk dosłownie z rękawa, bez wcześniejszego przygotowania. Klasa panowie, klasa!

Zespół był w kapitalnej formie i pomimo frekwencji na poziomie średnim, dawał z siebie wszystko. Oczywiście większość oczu skierowana była na Ślimaka, który na (tradycyjnie ustawionej bokiem) perkusji wyczyniał prawdziwe cuda, ale reszta muzyków, jak już wspomniałem, również się nie oszczędzała. Swoje pięć minut miał w pewnym momencie Jankiel (ogolony i po wizycie u fryzjera wygląda jak młodszy Andrzej Nowak), który zawsze przejmuje obowiązki wokalne na "Slow And Stoned". Świetna to i potężna pieśń, ale niestety akurat tym razem można było mieć do jej wykonania pewne zastrzeżenia: śpiew słychać było bardzo słabo (a i pogłos był okropny) i szkoda, że Wojtek nie zamienił się miejscem na ten jeden numer z Titusem. Do żadnego innego aspektu występu nie można było się już przyczepić - nic więc dziwnego, że fani bawili się dobrze, a i w pewnym momencie pojawiło się mikroskopijne pogo. Wśród publiczności zauważyłem również delikwenta, który tak usilnie torpedował dnia poprzedniego koncert Hetmana, ale na szczęście tym razem jego siła przebicia (z uwagi na większą ilość osób) była zbyt słaba. Stan przesadnego upojenia alkoholowego tym razem nie popsuł innym zabawy, choć na sam jego widok ciśnienie mi nieznacznie podskoczyło.

Acidzi parli niepowstrzymanie do przodu z takim tempem, że ciężko było złapać oddech. Odniosłem wrażenie, że im też spieszyło się na mecz, choć Titus zarzekał się, że piłka nożna nie ma z tym nic wspólnego (ciekawe czy Ślimak potwierdziłby jego słowa...). Po usłyszeniu (w końcu!) na żywo "Acidofilii" zespół zakończył podstawowy set, by dosłownie po chwili powrócić do "bisowania" - Jankiel nawet nie odłożył instrumentu i cały czas z boku sceny sobie "plumkał". Ku uciesze publiki poleciał tytułowy numer z ostatniego krążka Kwasożłopów, a na pożegnanie - "New York, New York" w wersji jaką znamy z "Fishdick Zwei". Nieco ponad półtorej godziny porządnego łojenia, które "akurat" skończyło się 15 minut przed spotkaniem Polska - Irlandia. Przypadek? Oj, chyba jednak nie... Trasa Acid Drinkers trwa w najlepsze i zakończy się dopiero dwudziestego grudnia. Zespół jest w wybornej formie, setlista interesująca, liczba koncertów duża - jaka będzie Twoja wymówka jeśli do końca roku ich nie zobaczysz?

setlista:

--- The Lion King intro---
01. Fuel Of My Soul
02. Masterhood Of Hearts Devouring
03. Whole Lotta Rosie (AC/DC cover)
04. Street Rockin'
05. Marian Is A Metal Guru
06. Human Bazooka
07. Slow and Stoned
08. 24 Radical Questions
09. Cops Broke My Beer
10. Don't Go To Where I Sleep
11. Moshin' In The Nite
12. Blues Beatdown
13. Anybody Home ??!!
14. We Died Before We Start To Live
15. Me
16. Wild Thing (The Troggs cover)
17. Calista
18. The Trick
19. Acidofilia
---
20. 25 Cents For A Riff
21. New York, New York (Frank Sinatra cover)
--- Always Look On The Bright Side Of Life outro---



Autor: Tomasz Michalski

Data dodania: 20.10.2015 r.



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2025 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!