Vader - "Zanim nastała era chaosu" Inferno Cafe, Koszalin - 23.05.2015 r.
Ostatnimi laty panuje moda wśród zespołów metalowych na trasy koncertowe, podczas których wykonuje się w całości wybrany album, najczęściej ten najbardziej lubiany (i którego "wygodnie" przypada któraś-tam rocznica wydania). Skusił się już nie tylko Megadeth, Anthrax czy Paradise Lost, ale również nasza rodzima gwiazda ekstremalnej muzyki: Vader. Kapela kilkukrotnie już odbywała "wspominkowe" toury, grając w całości tak uznane w środowisku metalowym krążki jak "Sothis", "De Profundis" czy "Black To The Blind", ale teraz poszła o krok dalej: ruszyła w mini-trasę, koncentrując się na swoim najwcześniejszym materiale. Nie pomijając oczywiście słynnego dema "Morbid Reich".
W Koszalinie miejsce na taki koncert mogło być tylko jedno: Inferno Cafe, a więc bastion muzyki metalowej, w którym Vader występował już wcześniej. Bilety na koncert kosztowały 35 złotych w przedsprzedaży i 40 zł. w dniu koncertu - normalna cena, tym bardziej więc należy docenić fakt, że wykonane zostały porządnie (każdy bilet zostawiam na pamiątkę, a ten z kolekcji na pewno będzie się wyróżniać). Całość rozpocząć się miała o godzinie 20:30, ale jak to zwykle bywa, tradycyjnie musiał wystąpić pewien (w tym wypadku niemal półgodzinny) poślizg. Dało to fanom czas na zakup okolicznościowych wydawnictw: reedycje demówek dostępne były na płytach, winylach, w wersjach digipack, a nawet na... kasetach, a ich ceny nie były zbyt wygórowane. Można było również podziwiać niezwykle klimatyczny wystrój sceny, na której znalazły się grafiki stylizowane na średniowieczne ryciny z czasów "czarnej śmierci" - brutalne i groteskowe, budujące niepokojący klimat. Frekwencja była spora, a fani przybyli nie tylko z okolicznych miast ale nawet ze... Szczecina. Zapowiadała się więc iście piekielna zabawa.
Vader pojawił się na scenie kilka minut po 21 od razu odkurzając zapomniany "Gniew Szatana" (znany później jako "The Wrath") oraz "Giń psie" (który lata później znajdzie się jako bonus na "The Art Of War") - nie było więc wątpliwości, że ten występ będzie inny niż wszystkie. Ciągle oczywiście poruszaliśmy się w ramach death metalu, jednak fajnie było posłuchać numerów, których na żywo kapela nie grała przez bardzo długie lata, zwłaszcza, że na starych taśmach brzmią gorzej niż źle. Po "polskim" początku, ekipa z Olsztyna przypomniała dwie najbardziej znane demówki, a więc "Necrolust" oraz "Morbid Reich", które praktycznie zagrano w całości. Największe emocje wzbudzały kawałki z tego drugiego wydawnictwa, co raczej nikogo nie powinno dziwić - to dzięki niemu zespół wypłynął na szerokie wody i bez niego Peter & spółka nie byliby w tym miejscu co teraz. Pod sceną z każdą minutą "piekiełko" rosło w siłę a publiczność z coraz to większym ożywieniem reagowała na kolejne dźwięki. Lider opowiadał o procesie powstawania poszczególnych utworów i przedstawiał historię grupy (nie zapomniał również podziękować prowadzącemu klub Berialowi, z którym grał w latach '91-'92). Było więc bardzo ciekawie, choć po jakimś czasie pojawiła się też malutka nutka rozczarowania - miałem bowiem nadzieję, że Vader sięgnie również do swoich thrashowych korzeni, jakże odmiennych od tego, do czego w późniejszych latach nas przyzwyczaił. I niemal od razu doczekałem się.
Po starszych, przyprószonych siwizną, death metalowych numerach nastąpił powrót do "prehistorii" w postaci "Trupiego Jadu", a więc polskiej, wczesnej wersji "Reign-Carrion". Po nim chyba największe zaskoczenie jeśli chodzi o setlistę: "Przeklęty na wieki". Jakież było zdumienie metalowców, gdy Peter (wspomagany przez Pająka) zaczął grać spokojne, melodyjne solo, jakby żywcem wyjęte z "Ballad" Kata, czy "Dorosłych dzieci" Turbo. Ci którzy znali Vadera jako niepowstrzymaną, dobrze naoliwioną maszynę do zabijania przecierali oczy ze zdumienia - to ta sama grupa, która dała później światu "Kingdom", "Carnal" czy "Cold Demons"?! Po kilku minutach numer rozpędził się, przypominając dokonania Wolf Spider czy Alastor z lat 80-tych, jeszcze raz cudownie zaskakując swoją archaicznością. W podobnym stylu utrzymany był ostatni "stary" numer: największy "hicior" wczesnych lat, czyli "Tyrani piekieł", znany z bootlegowego dema, tudzież nowszej wersji nagranej na potrzeby "XXV". Przyznam się, że w tym momencie byłem już "kupiony" i uśmiech nie schodził mi z twarzy do samego końca występu - większość zespołów na miejscu ekipy z Olsztyna zakopałaby te utwory gdzieś głęboko pod ziemią a Vader je celebruje, nie wstydząc się ich prostoty i głupawych tekstów (no ale w końcu mają na karku niemal 30 lat). To się nazywa dystans!
W tym momencie lekcja historii dobiegła końca, ale koncert trwał nadal. Grupa postanowiła przypomnieć wszystkim zgromadzonym z czego jest znana na całym świecie i zaserwowała bardziej znane, klasyczne kawałki, a mianowicie "Dark Age", "Necropolis" i "Triumph Of Death". Po takiej dawce łojenia jeszcze tylko zwolnienie tempa w postaci "Black Sabbath" i dobicie tych co przeżyli harce pod sceną coverem Slayera. Trwający niemal półtorej godziny występ zakończył się, a Pater wraz z zespołem wyszli jeszcze na dłuższą chwilę aby podziękować publiczności i poprzybijać kilka "piątek". Niezwykły był to gig; jakże inny od poprzednich, na których przyjemność miałem być. Jeśli widzieliście ekipę z Olsztyna choć raz, to nie zastanawiajcie się długo nad kupnem biletu jeśli Vader postanowi zwiększyć liczbę takich koncertów - czeka Was na pewno niezapomniane przeżycie. Jeśli kogoś będzie to pierwsze spotkanie z nimi, to i tak warto się przejść, mając jednak na uwadze, że to nie jest jeszcze "ten" Vader, który wszyscy znamy i kochamy. Drugiej bowiem okazji do usłyszenia większości numerów z setlisty raczej nie będzie.
Setlista:
01. Gniew Szatana 02. Giń psie 03. Reborn In Flames 04. Breath Of Centuries 05. The Final Massacre 06. Decapitated Saints 07. Chaos 08. Vicious Circle 09. Reign-Carrion/Trupi Jad 10. Przeklęty na wieki 11. Tyrani piekieł 12. Dark Age 13. Necropolis 14. Triumph Of Death 15. Black Sabbath 16. Raining Blood
|